Dodaj do ulubionych

Kiedy należy przestać szukać?

14.05.02, 20:04
Witam.
Wszyscy na pewno znacie te słowa:
„Ach, oto wszystkie fakultety
Przebyłem: filozofię, prawo
I medycynę- i niestety
Też teologię pracą krwawą!
A tyle przyniósł mi ten trud,
Żem jest tak mądry jak i w przód!”

No właśnie .... gdzie jest koniec poznania - a właściwie, w który mmiejscu
należy przestać szukać odpowiedzi? Kiedy zadowolić się samą zdolnością zadania
pytania? Czy można jednoznacznie określić granicę, poza którą nie powinniśmy
sięgać nawet naszym wzrokiem?

Pozdrawiam gorąco

Kleszczo
Obserwuj wątek
    • Gość: olomanol Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 15.05.02, 11:33
      Ha Kleszczu Drogi!
      No nie znalem tego cytatu :).

      Osobiscie uwazam, ze szukac trzeba do konca. Zawsze.
      Ale trzeba sobie wyrobic odpowiednia psychiczna
      odpornosc w celu:
      1. Spokojnego przyjecia odkrywanych prawd :)
      2. Spokojnej konstatacji faktu, ze na wiele pytan nigdy
      nie znajdzie sie odpowiedzi :).

      Poza tym, kwestia jak szukac. WIedza uniwersytecka to
      jedna ale nie jedyna z drog. Jakze cuesto ludzie
      "prosci" udziela Ci fascynujacych i jakze trafnych
      odpowiedzi, na pytania, z ktorymi Kant i cala zgraja
      nie do konca mogli sobie poradzic.
      Wiele odpowiedzi przychodzi w raz z doswiadczanie
      zycia, a nie jego analiza czy obserwacja. Stad wydaje
      mi sie, ze nalezy umiejetnie balansowac miedzy
      doswiadczaniem a przyswajaniem wiedzy.

      Zeby wszyscy z dyplomami, byli choc w polowie tak
      madrzy, jak wiele osob jedynie z matura lub nawet
      (ktore znam), to swiat bylby wspanialy.
      Zycie to ruch, ruch to szukanie.

      Pozdrawiam

      Olo
      • Gość: k2 Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: 80.48.111.* 15.05.02, 12:15
      • Gość: k2 Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: 80.48.111.* 15.05.02, 12:23
        olo super jak zawsze nic dodoac nic ........
        kiedys sie zastanawialem nad tym i doczego doszedlem

        cale zycie szukamy czegos jedni wczesniej drudzy pozniej dochodza do niktorych
        prawd i rzeczy a inni sie probuja przebidz do wiecznej tajemnicy ludzkosci co
        po tem
        szukajac ,zastanawiajac sie
        odwazylem sie na podroz "mego zycia"
        udalem sie w droge ktora miala mi dac odpowiedz co dalej
        wreszcie znalazlem to czego wszyscy szukaja
        i jestem tam gdzie kiedys wszyscy beda
        • Gość: olomanol Ha K2 :) IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 15.05.02, 13:19
          Tylko czy istnieje ta "Tajemnica ludzkosci"?

          1. Jedni szukaja prawdy w Bogu inni w czlowieku.
          2. Tajemnica zycie-smierc
          3. Milosc

          Ot 3 zagadnienia.
          Czy istnieja na nie jednoznaczne odpowiedzi? Sadze ze
          nie. To byc moze jest Tajemnica. Ze jedyne mozliwe
          odpowiedzi to INDYWIDUALNE. Czyli kazdy sobie.

          Prawdopodobnie, jest tyle wyznan wiary (faktycznych)
          ilu ludzi. Tylez samo systemow warosci.

          O milosci nie ma co nawet wspominac.

          A SMierc. He to tez zapewne bardzo indywidualne
          przyzycie. Prawdopodobnie zalezne od sposobu przezytego
          zycia i samej smierci jako takiej. No bo jak zmiazdzy
          cos tam czaszke to to bedzie sekunda. Alle w wiekszosci
          przypadkow ma sie wtedy TA 7-10 minutowa "jazde" w
          warunkach niedotlenienia. Ten czas ze wzgledu na swa
          ostatecznosc, paradoksalnie staje sie Wiecznoscia. I
          nie pozostaje nic innego, jak sie przygotowac, aby bylo
          to przyjemne :). JAK? No wlasnie tu kazdy musi juz Sam
          ;). Zreszta to ladnie pasuje, do szergu systemow typu
          "ostatni - pierszymi". Jak komus dobrze i umiera, to
          hmm wtedy pewnie to nie takie mile. Jak mu zle. To
          wpada w euforie i jest cudownie. :).

          Oczywiscie sa i inne Tajemnice
          Rodzicielstwo, Przyjazn, Szczescie, Rownowaga duchowa.
          Ale tych tajemnic nie zglebi sie z ksiazek.

          Jest oczywiscie Nauka. Temat ciekawy, ale nie niezbedny
          do dobrego przezycia zycia, a nawet czesto moze
          przeszkadzac. ;)

          Zatem osobiscie uwazam, ze nie ma "ostetcznej"
          Tajemnicy, w sensie ogulnym. Natomiast kazdy ma wiele
          swoich. Wystarczajaco duzo i wystarczajaco glebokich na
          glowkowanie przez cale zycie :).

          Pozdrawiam K2!
          • Gość: kleszczo No tak ... IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 15.05.02, 14:44
            Witam ponownie.
            Olo na początek - cytat pochodził z "Fausta". W tych słowach mistrz zastanawiał
            się nad swoim całym życiem, które poświęcił na próby szukania odpowiedzi na
            wszystkie dręczącego go pytania. Ale jak później się okazało - wszystko to było
            niepotrzebne. I tu leży problem, o który mi chodziło. Czy w pędzie do zadawania
            pytań i poszukiwania odpowiedzi na nie nie zeszliśmy z właściwej ścieżki. Czy
            zamiast żyć w sensie duchowym. Zamiast poznawać siebie chcemy poznać wszystko
            wokół nas. Może to jest klucz do uczynienia ze świata miejsca znacznie bardziej
            szczęśliwego. A może jest tak jak mawiał Arystoteles - "Prawdziwa wiedza to
            znajomość przyczyn".
            Wszystko wokół nas się ustawicznie zmienia jak w kalejdoskopie, tak szybko, że
            już nawet nie widzimy kolorów. Może czas spojrzeć gdzieś indziej?

            Gorąco pozdrawiam
            Kleszczo
            • Gość: k2 Re: No tak ... IP: 80.48.111.* 15.05.02, 19:56
              "..wiesniak czeka,az potok przeplynie,lecz on toczy i toczyc bedzie wiecznie
              swesklebione wody..:
              • kleszczo Re: No tak ... 15.05.02, 20:45
                "Człowiek jest trzciną, najsłabszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Choćby
                był zgnieciony przez wszechświat cały i tak byłby godniejszy od tego, co go
                zabija - gdyż on wie, że umiera. Cała tedy godność nasz leży w myśli"
            • Gość: olomanol Re: No tak ... IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 16.05.02, 10:08
              > Witam ponownie.
              > Olo na początek - cytat pochodził z "Fausta". W tych
              słowach mistrz zastanawiał

              Aha, Dziekuje :)

              >
              > się nad swoim całym życiem, które poświęcił na próby
              szukania odpowiedzi na
              > wszystkie dręczącego go pytania. Ale jak później się
              okazało - wszystko to było niepotrzebne. I tu leży
              problem, o który mi chodziło. Czy w pędzie do zadawania
              pytań i poszukiwania odpowiedzi na nie nie zeszliśmy z
              właściwej ścieżki. Czy
              > zamiast żyć w sensie duchowym. Zamiast poznawać siebie
              chcemy poznać wszystko
              > wokół nas.

              Hmm. Wydaje mi sie, ze jest "Wiele Drog" poznania. Mozna
              i w sobie grzebac, i patrzec na zewnatrz. Mozna napisac
              tomy na temat np. prawdopodobnych odczuc jakie sie ma
              zdobywajac osmiotysiecznik w Himalajach, albo poprostu
              mozna samemu go zdobyc i wiedziec :). Ale i tak bedzie to
              prawda dotyczaca jedynie tej danej osoby.
              Zyjac wylacznie duchowo nie sadze, aby mozna bylo uzyskac
              "Pewnosc" odkrywanych prawd. Wydaje mi sie, ze rownie
              owocne moze byc obserwowanie (uwazne) zyciorysu np.
              Madonny, F. Mercurego itp. Moze to byc bardzo owocny
              material dostarczajacy wielu odpowiedzi.
              Wydaje mi sie ze "wychodzenie na zewnatrz" jest
              konieczne. W brew pozor, bawiac sie, pijac, imprezujac w
              roznych grupach, z wieloma ludzmi, pozornie "tracac" czas
              mozna sie wiele dowiedziec. Takie zycie bylo np. zrodlem
              inspiracji dla Prousta :). Niby tracil czas, ale chyba
              nie do konca ....:)))).

              Może to jest klucz do uczynienia ze świata miejsca
              znacznie bardziej
              > szczęśliwego. A może jest tak jak mawiał Arystoteles -
              "Prawdziwa wiedza to
              > znajomość przyczyn".
              > Wszystko wokół nas się ustawicznie zmienia jak w
              kalejdoskopie, tak szybko, że
              > już nawet nie widzimy kolorów. Może czas spojrzeć
              gdzieś indziej?

              Ten cytat Arystotelesa dotyczy Nauk Przyrodniczych. Caly
              wic polega na tym, ze Nauka o Czlowieku, jego naturze,
              istocie jest sama w sobie niedefiniowalna. Prawdy
              dotyczace czlowieka pojawiaja sie NA STYKU Filozofii,
              Religii, Psychologii, Medycyny, Literatury, Sztuki oraz
              OSOBISTEGO DOSWIADCZENIA. Ale zadna z tych dziedzin, sama
              w sobie nie udzieli wszystkich odpowiedzi. Co wiecej, bez
              osobistego odnoszenia jej do Osobistych przezyc, wszystko
              co niosa ze soba te piekne dziedziny jest zwyklym
              pustoslowiem.

              Wylecialo mi nazwisko pisarza ktory to powiedzial:
              "Nikt nie nauczy sie Literatury na uniwersytecie, tak jak
              tego dokona w burdelach i najgorszych knajpach." (cytat
              niedokladny, ale sens taki;).

              Zwsze wszystko sie zmienialo jak w kalejdoskopie. Myslisz
              ze zycie w Starozytnych Tebach, Aleksandrii lub Rzymie
              bylo mniej dynamiczne? Zycie w ktorym zebranie
              odpowiednich zapasow na zime bylo krytyczne dla przezycia
              Ciebie i twojej rodziny? Zycie w ktorym jedynie 2 max 3 z
              kikanasciorga twoich dzieci dozywalo dojzalego wieku?
              (Galicja, przelom XIX i XX wieku, statystacznie jedynie 2
              z 19 rodzonych dzieci uzyskiwalo wlasne potomstwo:).

              Kto posiada/posiadl wieksza PRAWDZIWA wiedze na temat
              kondycji ludtzkiej. Kant, Sartre, Eco czy szeregowy
              zolnierz ktory 5 lat walczyl na froncie, czy prostytutka
              z Amsterdamu? Kto z nich opowie ciekawsza historie?
              Ciekawsza A nie Ciekawiej ;))))))))))
              Kto jest mondrzejszy Ty sparalizownay nadmiarem
              niepotrzebnej informacji czy zebrak, ktory nie wie co
              jutro bedzie jadl?
              Ot filtruj te informacje i wybieraj to co istotne.

              Kleszczu Drogi, Pozdrawiam Serdecznie :)

              Olo
              • Gość: via olo, kleszczu IP: WAWZZ* / *.siemens.pl 16.05.02, 11:15
                olo, kleszczu
                dziękuję :))))))))))))
                to jest właśnie temat, rozmowa (w swym zarysie) na które czakałam od mego
                pojavienia sie w sferach gazetowego czatu i tegoż forum.
                traciłam już nadzieję, że pojawić się może coś ponad (zresztą cholernie
                sympatyczne, nie przeczę) pozdrowienia, pożegnania, przywitania.
                nie przeczę, że nie znam tu zbyt wielu osób, nie jestem "znana", nie mam też
                stałego dostępu, może dlatego ominęły mnie tego typu dyskusje i
                wypowiedzi...ale dodaję jeszcze jedną prawdę, a może tylko potwierdzam te już
                zauważone: warto poczekać...chociażby po to by przypadkowo trafić na mądre
                słowa, takie trochę swoje własne przemyślenia, wypowiedziane przez kogoś
                innego, warto chociażby dla tego uśmiechu, który właśnie pojawił się mna mej
                twarzy, choć tu praaaca, biuuuuuro, normaaaana, codzienna
                charówka .... :)))))))))))))))
        • mila8 Re: Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 12:36
          szukanie to wlasnie najwieksza przyjemnosc. To tak jak
          z ciastkiem jak je widzimy to wydaje sie smaczniejsze
          niz jest w rzeczywistosci.
          A jesli chodzi o wyksztalcenie to nie ma ono nic
          wspolnego z zyciowa madroscia i nie wplywa na to czy
          potrafimy byc szczesliwi- tego uczymy sie od samych siebie.
          natomiast porywajac sie na to zeby tak koniecznie
          zglebiac i widziec tylko koniec drogi jest dla mnie
          nieporozumieniem, bo nie ma jednej odpowiedzi.
    • makalina Re: Kiedy nalez˙y przestac´ szukac´? 16.05.02, 01:22
      Alez chlopie masz problemy !
      Ze tak powiem trywialnie - cale zycie uczyc sie bedziesz, a i tak glupi
      umrzesz. I nie zrozum tego zle - po prostu cale zycie, chlopie, cale zycie.
      • kleszczo Idźmy dalej ... 16.05.02, 11:38
        Witam ponownie.

        Na początek trzy słóweczka do olo. Bardzo dziękuję Ci za opowiedź. Znowu
        zgadzam się z Tobą - ale, jak i poprzednim razem, nie we wszystkim :) Na
        początek - wiem do czego odnosiły się słowa Arystotelesa - ja użyłem ich w
        innym konteście i uczyniłem to celowo.
        Wydaje mi się jedna, że trochę odchodzimy od meritum. Argument, że zawsze
        ludzie przeżywali rozterki i zawsze stali na "skrzyżowaniu dróg" nie jest (moim
        skromnym zdaniem) najlepszy. Oczywiście, że tak było - ale może i małpka w zoo
        zastanawia się czy wejść na drzewo po prawej czy po lewej, na wyższą gałąź czy
        niższą:) Ja nie zastanawiam się olo nad tym co było. Zastanawiam się nad tym co
        jest, zastanawiam się nad chwilą obecną. Z tego co napisałeś można by wysunać
        wniosek, ze trzeba żyć nie zastanawiając się nad niczym, ale czy to tak na
        prawdę jest życie? Cały postęp jaki miał miejsce, mógł zaistnieć tylko dlatego,
        że ktoś się nad czymś zastanowił. (tylko niech nikt nie mówi, że przypisuję
        sobie uczestnictwo w kreowaniu dzisiejszego postępu - ja tylko podaję
        przykład).
        No dobrze - to może inaczej. Czy możliwe jest idealne (lub bardzo silnie
        skorelowane) współdziałanie świata otaczającego nas i sfery duchowej? Z
        nieciepliwością czekam na odpowiedź.

        A teraz trzy słówka do via. Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Sugerowałbym jednak
        włączenie się do rozmowy. Jeżeli wreszcie udało Ci się dostrzec wątek,
        interesujący Cię - napisz co czujesz, myślisz. Nie ograniczaj się do czytania.
        Pozdrawiam:)

        No i na koniec do makaliny - Jest takie przysłowie - "Tylko krowa na łace nie
        zmienia zdania", ja pozwolę sobie dodać do tego powiedzenia - "Tylko krowa na
        polu nie zastanawia się nad sensem swojej ezgzystencji". A problemów, ponad
        wszelką wątpliwość, nie mam i raczej mieć nie będę. :)

        Pozdrawiam gorąco i dziękuję za posty:)

        Kleszczo
        • Gość: via Idźmy dalej ...koniecznie IP: WAWZZ* / *.siemens.pl 16.05.02, 11:47
          Drogi kleszczu
          moim MARZENIEM jest włączenie się do tej rozmowy!!!
          Niestety mimo podzielnej uwagi skupić merytorycznie mogę się narazie jedynie na
          pracy (na przeciwko siedzi szef ;)))
          myśli tego postu są mi szczególnie bliskie, ostatnich kilka lat posłużyło mi do
          weryfikowania teoriii na ten temat...ale przeważnie rozmawiałam o tym sama ze
          sobą...
          z przyjemnością wreszcie się podzielę, może wieczorem uda mi się napisać :))))
          pozdraviam
        • Gość: via Re: Idźmy dalej ... IP: WAWZZ* / *.siemens.pl 16.05.02, 12:01
          powstrzymać się nie mogę, może na razie króciusieńko:

          > No dobrze - to może inaczej. Czy możliwe jest idealne (lub bardzo silnie
          > skorelowane) współdziałanie świata otaczającego nas i sfery duchowej? Z
          > nieciepliwością czekam na odpowiedź.
          >
          myślę że taką korelację należy rozpatrywać na zasadzie absolutu- celu dążeń.
          Obranie drogi, lub zaakceptowanie przypadkowości kroków to podstawa. emocje
          towarzyszące obszarom na pograniczu wnętrza i zewnętrzności bywają tak silne, że
          siłą tej rzeczy zastanawiamy się i analizujemy...ewoluujemy.
          wnątrze często określane jako "moje", "własne" jest z założenia innym terytorium
          niż zewnątrz, z całą swą przypadkowością, niezależną dramatycznością etc.
          Nie jest zatem możliwa ich idealna korelacja.
          Myślę że jedynym zjawiskiem predysponowanym tu do ideału może być praca,
          osiąganie, dążenie do równowagi, wyważenia, w ogólnej aurze SPOKOJU i akceptacji,
          akceptacji przede wszystkim siebie.
          Im większy ład, spokój i wspomniana akceptacja panuje WEWNĄTRZ, tym większe jej
          oddziaływanie do tego drugiego świata, tym większa szansa na życiwy sukces, czy
          też rozwiązanie tajemnicy.
          Bo miom zdaniem (a szukam cały czas)rozwiązaniem tajemnicy nie jest poznanie
          wszystkiego, a zaakceptowanie tego że niektórych rzeczy poznać po prostu nie
          można, ba! nie trzeba...
          • Gość: olomanol Re: Idźmy dalej ... IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 16.05.02, 12:14
            Via, ten cmok, to byl za pierwsza wypowiedz :)
            Dopiero teraz to przeczytalem, co pojawilo sie w
            trakcie jak ja skrobalem swoje wypociny :).

            Ha narazie tylko po krotce.
            Twoja wypowiedz dotyczy nieco innego tematu. Pozweole
            go zdefiniowac jako "Szukanie ---> Sposob na szczescie"
            Oraz "Jakie szukanie pozwala byc szczesliwym" ?

            Czy dobrze rozumiem???

            A ja zadam pytanie. Czy my wszyscy nie uleglismy nieco
            Amerykankiej Paranoji "Koniecznosci bycia szczesliwym"
            Czy to nie naidiotyczniejszy Mit dzisiejszych czasow??
            Czy nalezy, czy wogule MOZNA!?!?!?!?! byc tak naprawdfe
            szczesliwym??
            Czy samopoznanie, refleksja, nie jest WLASNIE
            najprostrza droga ODCINAJACA NAZAWSZE mozliwosc pelnego
            zadowolenia???????????

            Pozdrawiam i czekam ;)))
            O
            • Gość: via Idźmy dalej ...o szczęściu IP: WAWZZ* / *.siemens.pl 16.05.02, 12:28
              Gość portalu: olomanol napisał(a):

              > Via, ten cmok, to byl za pierwsza wypowiedz :)
              > Dopiero teraz to przeczytalem, co pojawilo sie w
              > trakcie jak ja skrobalem swoje wypociny :).
              ok, odcmokuję się :)))))))

              > go zdefiniowac jako "Szukanie ---> Sposob na szczescie"
              > Oraz "Jakie szukanie pozwala byc szczesliwym" ?
              masz niewątplivie rację, choć rozumiem temat i nie przypadkowo tak sformuowałam
              wypowiedź; przyjęłam do wstępu rozpatrywań MODEL OBIEKTYWNY, uniwersalny, który
              tak jak zauważyłeś tyczy się także wspomnianego szczęścia.


              > A ja zadam pytanie. Czy my wszyscy nie uleglismy nieco
              > Amerykankiej Paranoji "Koniecznosci bycia szczesliwym"
              > Czy to nie naidiotyczniejszy Mit dzisiejszych czasow??
              > Czy nalezy, czy wogule MOZNA!?!?!?!?! byc tak naprawdfe
              > szczesliwym??
              > Czy samopoznanie, refleksja, nie jest WLASNIE
              > najprostrza droga ODCINAJACA NAZAWSZE mozliwosc pelnego
              > zadowolenia???????????

              tu masz rację, w pewnym sensie :))) na pewno założenie "będę szczęśliwy, będę się
              cieszył i widział pozytywy"jest swojego rodzaju chorobą cywilizacyjną,
              amerykańską, czy jak ja tam zwą :))))))
              dzieje się tak zwłaszcza w przypadku gdy sposób na życie zostaję przez ludzi
              przyjęty, odgapiony, nie wypracowany i dostosowany do rzeczytywistości.
              MNie można jednak zaprzeczyć, że pragnienie abstrakcyjnego w sumi szczęścia
              należy do najważniejszych marzeń ludzkości, musi zatem lkeżeć gdzieś u podstaw
              naszej psychiki. Odcinanbie się od tego na siłę jest tak samo chore jak
              powtarzanie do np. skacowanego oblicza w lustrze "Bogiem jesteś" :)))

              Zmierzam do tego że szczęście w mojej definicji nie oznacza tego, co
              przytoczyłeś. Traktuję je bardzo osobiście, np. składają się nań przeżyte
              tragedie, płacz i smutek...pewien rodzaj stale ewoluującego podejścia do tych
              uznawanych za nieszczęście tematów czyni mnie poniekad szczęśliwą.
              Myślę jednak, że trochę faktycznie odbiegam tu od tematu tego akurat posta, mam
              nadzieją, że kleszcz się nie zdenerwuje :)))))))))))))))))))))))))))))))))
              choć z chęcią kontynuowałabym i rozwijała te wątki
              pozdrowionka

              • Gość: olomanol Re: Idźmy dalej ...o szczęściu/Watek VIA ;) IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 16.05.02, 13:24
                Alez Wacpani uzawasz sformalizowanego jezora ;). Az
                strach sie takiemu dyletantowi jak mnie odezwac :).

                > MNie można jednak zaprzeczyć, że pragnienie
                abstrakcyjnego w sumi szczęścia
                > należy do najważniejszych marzeń ludzkości, musi zatem
                lkeżeć gdzieś u podstaw
                > naszej psychiki.
                .........
                > Zmierzam do tego że szczęście w mojej definicji nie
                oznacza tego, co
                > przytoczyłeś. Traktuję je bardzo osobiście, np.
                składają się nań przeżyte
                > tragedie, płacz i smutek...pewien rodzaj stale
                ewoluującego podejścia do tych
                > uznawanych za nieszczęście tematów czyni mnie poniekad
                szczęśliwą.

                A zatem, czy nie mowimy to poprostu o PELNI ZYCIA? Ze
                chodzi poprostu o to, bay zyc o doznawac zycie we
                wszelkich jego przejawach? Ze to wlasnie jest "TO
                SZCZESCIE" i nie ma ono nic wspolnego z BARWA odczuwanych
                w danym momecie uczuc?
                Np. nie rozumiem ludzi bioracych Srodki uspokajajace,
                otempiajace w momecie smierci bliskich osob. Czy nie po
                to z nimi sie taak zwiazali, aby taaak dotkliwie odczuc
                utrate danej osoby? Czy to nie czesc zycia. Czy to nie
                "amputaowanie" sobie zycia. Swiadome zubarzanie?
                Wydaje mi sie, ze generalnie jedynie przez moze 1% zycia
                odczuwamy stany prawdziwie Eurforyczne lub Tragiczne.
                Reszta to taka bezuczuciowa "miazga". Jestesmy wtedy
                nieco jak "Zombi". Wtedy wlasnie wspominamy TE chwile dla
                dobrego samopoczucia i co jest charakterystyczne, to
                wydaje mi sie, ze nie wazne czy byly to czarne czy
                teczowe chwile, poczucie satysfakcji wynikajace ze faktu
                wspomnienia takiego momentu, zawsze daje satysfakcje.
                Dlaczego? Bo wiedzielismy, wtedy, wlasnie wtedy "ZE
                ZYJEMY". Mielismy zwielokrotniona percepcje.
                "Czuje wiec jestem" ;)
                Tu nie chodzi o to, aby ten 1% rozszezyc do 10%, bo sie
                nie da :). Bo zwariujemy :)). ALe zeby w takich momentach
                wycisnac MAXA, zeby wiedziec, "aha to wlasnie teraz", a
                nie brac procha, wycofywac sie itd.

                He moze ja tez nie na temat, chociaz......
                ;)

                To wlasnie potem mozna sobie takie momenty latami
                analizowac i wyciagac te mniejsze i wieksze prawdy :).
                Ot taki sposob uzyskania "Materialu badawczego" :)

                Czyli byc moze zgodzisz sie ze mna. Ze szeczesciem jest
                samo odczuwanie. A jakie to odczuwanie, to ostatecznie
                nie ma znaczenia :). Ot mamy szczesie ze czujemy, i ze
                wiemy, ze czujemy :).

                Pozdrawiam

                Olo
                • Gość: via nielichy wątek :)) IP: WAWZZ* / *.siemens.pl 16.05.02, 13:58
                  Gość portalu: olomanol napisał(a):

                  > Alez Wacpani uzawasz sformalizowanego jezora ;). Az
                  > strach sie takiemu dyletantowi jak mnie odezwac :).

                  Waćpan cnotę skromności posiadłeś, strach Twój nieuzasadnionym
                  odnajduję... ;)))))))))))))))))


                  olo, nie ma sensu opdpowiedź z cytowaniem, zgadzam się i bardzo z tego
                  cieszę.:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))), gdyż
                  praktycznie to mam i miałam na myśli..

                  może jedynie kwestia jednego procenta ..no u mnie sprawa jest bardziej
                  skomplikowana, należę do tych emocjonalnych wrażliwców, którzy czują bardzo silne
                  emocje, nader często...parę razy pomieszało mi to szyki...
                  w moim przypadku jest to obaviam się ponad 10% i... nie jest tak źle!!! :)))))

                  aby nie męczyć cię niepotrzebnymi sformalizowaniami, powiem tylko: w tej dróżce
                  posta nic dodać nic ująć. (Szczególnie istotne jest dla mnie to o przeżywaniu
                  smutków contra prochy, że tak to skrócę..)

                  Dzieki
                  i stodwudziesteczwarte pozdrovienia :))
          • mila8 Re: Idźmy dalej ... 17.05.02, 13:00

            z jednym sie zgadzam -poznanie siebie i polubienie to
            podstawa wszystkiego.To jest baaardzo trudne
            ,przynajmniej dla mnie.
            Natomiast wydaje mi sie ze współdziałanie świata
            otaczającego nas i sfery duchowej jest jak najbardziej
            mozliwe wlasciwie nie dzieje sie inaczej. To co
            postrzegamy najpierw odczuwamy a dopiero potem
            rozumiemy ,zaczynamy analizowac. Czesto za bardzo
            rozumowo podchodzimy do zycia nie ufajac tzw intuicji
            czy jak by to tam zwac.
            pozdrawiam M
        • Gość: olomanol Re: Idźmy dalej ... IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 16.05.02, 12:07
          No Hejjka :)

          Argument, że zawsze
          > ludzie przeżywali rozterki i zawsze stali na
          "skrzyżowaniu dróg" nie jest (moim
          > skromnym zdaniem) najlepszy. Oczywiście, że tak było -
          ale może i małpka w zoo

          Drogi Kleszczu tu najpierw zacytuje Ciebie :) :
          "Wszystko wokół nas się ustawicznie zmienia jak w
          kalejdoskopie, tak szybko, że
          już nawet nie widzimy kolorów. Może czas spojrzeć gdzieś
          indziej?"

          To do tego zdania odnosilo sie moje odniesienie do
          przeszlosci. NIe sadze, zeby dynamika dnia codziennego
          dzisiaj, roznila sie jakos od przeszlosci. Oczywiscie
          natezenie docierajacych informacji jest nieznosnie
          wysokie, natomiast ich Wartosc owiele nizsza :). Cuz tak
          naprawde nam grozi? Jakie zagrozenie plynie z tych 1000
          codiennych informacji dla Ciebie, mnie nas w perspektywie
          roku? A jedny "soczysta informacja" ze: "Turczyn bije w
          tarabany.." he miala dosc zlowrogie i jaze stresujace
          znaczenie. Ot taki wydumany przyklad ;).

          > wniosek, ze trzeba żyć nie zastanawiając się nad
          niczym, ale czy to tak na
          > prawdę jest życie? Cały postęp jaki miał miejsce, mógł
          zaistnieć tylko dlatego,
          >
          > że ktoś się nad czymś zastanowił. (tylko niech nikt nie
          mówi, że przypisuję
          > sobie uczestnictwo w kreowaniu dzisiejszego postępu -
          ja tylko podaję
          > przykład).
          > No dobrze - to może inaczej. Czy możliwe jest idealne
          (lub bardzo silnie
          > skorelowane) współdziałanie świata otaczającego nas i
          sfery duchowej? Z
          > nieciepliwością czekam na odpowiedź.

          Primo. Absolutnie zle mnie zrozumiales :). PO koleji.
          Z poczatkowych twojich wypowiedziy odnioslem wrazenie ze
          zastanawiasz sie nad:
          "Czy nie odciac sie od swiata, w celu glebokiej
          introspekcji, bo tylko ta droga mozna dojsc do
          Faktycznych prawd?!?"
          Cytat ktory przytoczyles, "Czy warto studiowac, zglebiac
          ksiegi??"

          Zapytales "Ktora droga moze dac pradwdziwa odpowiedz"

          I na te pytania staralem sie odpowiedziec.

          Oczywiscie, ze moim skromnym zdanie, skoro mialo sie to
          "szczescie"??? albo sakramenckiego pecha ;)) byc ta
          czastka jakies tam "Samowswiadomosci" to owszem nalezy
          zadawac TE fundamentalne pytania. Nalez SZUKAC.
          Tylko gdzie? Czy w wiedzy akademickiej? czy w potocznym
          zyciu?
          Sadze ze i tu i tu. Z tym, ze generalnie wiekszy nacisk
          ze tak powiem klade na ZYCIE, jego przezywanie i na jego
          podstawie wyciaganie wnioskow, prawd. To mialem na mysli.
          Niejeden analfabeta, zmagjacy sie z problemami
          Faktycznego zycia posiada prawdziwsza wiedze niz wszyscy
          filozofowie razem wzieci. Istnieje w kazdym razie takie
          prawdopodobienstwo :).

          Czyli dotychczas odpowiadalem na pytanie "Ktora droge
          wybrac" :)

          Czy wogole jest mozliwe zycie bez duchowosci? Czy znasz
          kogos takiego? Ogladajac MTV owszem mozna odniesc takie
          wrazenie, ze dzisiejszy Swiat zagubil TA DROGE, ta czesc
          swojej torsamosci. Ale Ally McBill raczej wskazuje na cos
          innego :). (Swiadomie odnosze sie do popkultury).
          Oczywiscie ze porownujac Gotyckie Katedry z dzisiejszymi
          "pomnikami" architektury, to wnioski sa smutne jesli
          widoczna roznice traktowac jako miare roznicy w
          "Duchowosci". Ale czy tak jest???
          Tak wiec odpowiadajac na ostatnie pytanie.
          Sadze ze nie ma mozliwosci oddzielenia zycia od swery
          duchowej. Natomiast he teraz ja zapytam Ciebie:

          Jak definiujesz "Sfere Duchowa"?
          Czym ona jest w dzisiejszych czasach i czy uwazasz, ze
          nastapila znaczna jej ewolucja/degenracja/rozwoj?

          Pozdrawiam i czekam rownie niecierpliwie

          Olo
          PS. VIA cmooook :)
        • makalina Re: Idz´my dalej ... 17.05.02, 22:28

          > No i na koniec do makaliny - Jest takie przys?owie - "Tylko krowa na ?ace
          nie
          > zmienia zdania", ja pozwole˛ sobie dodac´ do tego powiedzenia - "Tylko
          krowa na
          > polu nie zastanawia sie˛ nad sensem swojej ezgzystencji". A problemów,
          ponad
          > wszelka˛ wa˛tpliwos´c´, nie mam i raczej miec´ nie be˛de˛. :)

          Hehehehe... No to masz problem jak tysiace filozofow, etykow, poetow,
          pisarzy, malarzy (i tu dluga litania) przed toba. A odpowiedzi jak nie ma tak
          nie ma. A ja moge powiedziec tylko ze odpowiedziec na to pytanie musisz
          sobie sam. No i ta odpowiedz i tak bedzie calkiem inna od innych. :)
    • bigott Kiedy należy przestać... 16.05.02, 18:29
      Moj drogi,
      czy ktos kiedys pytal,
      jak czesto trzeba jesc
      by sie najesc na cale zycie?
      albo ile trzeba spac,
      by juz potem tylko same imprezki?
      to czemu myslisz, ze kiedys
      bedziesz juz "wiedzial" z wieczora,
      a od ranka nastepnego
      nic tylko z tej wiedzy korzystac?

      ale pytac i tak trzeba...

      pozdrawiam
      bigott
      • kleszczo Re: Kiedy należy przestać... 16.05.02, 20:44
        Na początek może trzy słówka do bigotta - jego post był ostatni:
        Otóż ... jeżeli poznam odpowiedzi na pytania, które zamieściłem w pierwszym
        postcie (i kolejnych również) to pojawią się kolejne. I tak w nieskończoność.
        Czy to źle? Czy to godne potępienia? Wolę te pytania niż zastanawianie się ile
        aktualnie Pamela ma w sobie plastiku albo z kim teraz zwiąże się "blond cudo"
        Shakira :)
        A na pytanie - ile trzeba jeść? Tyle, żeby móc w przyszłości czuć satysfakcję
        z jedzenia:)

        A teraz olo:)
        Po pierwsze - ja nie napisałem, że wszystko w dzisiejszych czasach zmienia się
        jak w kalejdoskopie, w przeciwieństwie do tego jak to było kiedyś. To Ty
        dodałeś sobie - a właściwie mnie zawężenie tej opinni tylko do czasów obecnych.
        Po drugie - Nie po to związujemy się z kimś emocjonalnie, żeby ciepieć po jego
        odejściu, ale po to, żeby być szczęśliwym będąc z nim. Nie myślisz chyba o
        ludziach Ci bliskich - o po nim to będę cierpiał jak odejdzie, ale po niej to
        trochę mniej.
        A teraz Twoje pytanie - "Sfera duchowa" - co nasuwa się samo - jest związana z
        duchem. A to już bardzo szeroki temat. Dla mnie sferę duchową stanowią przede
        wszystkim uczucia, wspomnienia, marzenia etc. Ale nie potrafię jednoznacznie
        tego określić. Każdy kolejny dzień może przynieść jakieś nowe doznanie, które
        będzie kształtowało moja "sferę duchową".
        Jest taka chińśka przypowieść - wyobraź sobie, że Twoje ciało jest kubkiem, a
        woda, która się w nim znajduję to Tój duch ("sfera duchowa"). Teraz unieś kubek
        i rzuć na podłogę. Kubek się rozbije, ale woda nadal będzie wodą. To jest sfera
        duchowa. Ale czy potrafię słowami ją zdefiniować? Chyba nie. Pewnie to co
        napisałem nieprzejrzyste i okryte mgłą. Zastanowię się i postaram się odszukać
        słowa, które pozwolą mi odpowiedzieć na pytanie zadane przez Ciebie. Problem
        polega na tym, że pytasz mnie o definicję czegoś, czeg zdego zdefiniować sie
        nie da. Chyba. To tak jak z opisaniem zapachu róży. Opisz tak zapach róży, żeby
        któs komu nie dane było nawet widzieć tego kwiatu poczuł Jej woń. Czy jest to
        możliwe?

        Tak się rozpisałem, że nikt pewnie nie dotrze nawet do połowy :)
        Kończę zatem:)

        Pozdrawiam gorąco
        Kleszczo

        P.S. Nie via - nie zdenerwuję się - to co poruszyłaś to jak dopływy tego
        tematu. A może temat, któy ja poruszyłem jest dopływem Twojego? Może być i
        tak :)
        Pozdrawiam
        • Gość: olomanol Re: Kiedy należy przestać... IP: *.Veg-Physiol.Med.Uni-Goettingen.de 17.05.02, 10:47
          Drogi Panie :)

          > A teraz olo:)
          > Po pierwsze - ja nie napisałem, że wszystko w
          dzisiejszych czasach zmienia się
          > jak w kalejdoskopie, w przeciwieństwie do tego jak to
          było kiedyś. To Ty
          > dodałeś sobie - a właściwie mnie zawężenie tej opinni
          tylko do czasów obecnych.

          100 punktow dla Pana :).


          > Po drugie - Nie po to związujemy się z kimś
          emocjonalnie, żeby ciepieć po jego
          > odejściu, ale po to, żeby być szczęśliwym będąc z nim.

          Ale utrata jest immanentnym skladnikiem bliskiej relacji.
          Zawsze ktos kogos straci. Np. "biologicznie poprawnie"
          musimy stracic naszych rodzicow. To powinno byc tragedia.
          Nie widze jednak najmniejszego powodu, zeby w takim
          momecie sie "otepiac farmakologicznie". Wrecz przeciwnie,
          nalezy to przezyc, gleboko, ciezko, bo rowniez taki
          moment, ostatcznie jest BUDUJACY. Bo w takich momentach
          "rosniemy". A nasza cywilizacja, jak slusznie sam
          zauwazasz, pedzi w zlym kierunku. Nie dopuszcza do siebie
          "czyrnych uczuc" a pozada jedynie pozytywnych. Oznaka
          absolutnej degenracji, jest fakt, ze obie te sprawy stara
          sie zalatwiac przy pomocy tabletek.
          Przywolam jeszcze jedna analogi, i na niej zakoncze ten
          temat (mowie o nim, bo heu z privow, wynika, ze he tak
          oceniam 80% obecnych tu pan jedzie na tych czy innych
          prochach!!!). Farmakologiczne wyciszanie w przypadku
          "zyciowych zakkretow" (obojetnie czy to rozwod, choroby w
          rodzinie, wszelkie tragedie, czy co kolwiek jest tego
          podlozem) to tak, jakby wychodzic na Mont Everest z
          opaska na oczach. No takie to zycie jest. WLasnie jego
          trudy, czynia je pieknym. I jest to jedno zycie. Raz
          tylko dane nam jest je doswiadczyc. Wiec trzeba je
          doswiadczac, bo to w jakis "magiczny" sposob wlasnie daje
          ODPOWIEDZI.

          > A teraz Twoje pytanie - "Sfera duchowa" - co nasuwa się
          samo - jest związana z
          > duchem. A to już bardzo szeroki temat. Dla mnie sferę
          duchową stanowią przede
          > wszystkim uczucia, wspomnienia, marzenia etc. Ale nie
          potrafię jednoznacznie
          > tego określić. Każdy kolejny dzień może przynieść
          jakieś nowe doznanie, które
          > będzie kształtowało moja "sferę duchową".

          Czyli tutaj stojimy Obonoz na identycznej "Platformie"
          :). Czyli jak rozumiem Duch to ten wewnetrzny Ja, czyli z
          jednej strony, suma doswiadczen, refleksji i doznawanych
          emocji. A takze m.in. ten nasz "Motor" czyli naped do
          zycia. To psychiczna kondycja. I tak moznaby dlugo.....
          ale masz absolutna racje, ciezko to zdefiniowac.



          > Jest taka chińśka przypowieść - wyobraź sobie, że Twoje
          ciało jest kubkiem, a
          > woda, która się w nim znajduję to Tój duch ("sfera
          duchowa"). Teraz unieś kubek i rzuć na podłogę. Kubek się
          rozbije, ale woda nadal będzie wodą. To jest sfera
          > duchowa.

          Madre i piekne to :)


          Ale skoro to jest duchowoscia, to czy mozna bez niej zyc?
          Sam widzisz ze nie. Natomiast wydaje mi sie, ze nalezy
          uwazac. Ze takie a nie inne wyborry zyciowe moga mniej
          lub bardziej przyczyniac sie do budowania tego JA co w
          nas jest. A to jest tak naprawde chyba jedyna "rzecz"? ;)
          jaka naprawde mamy.
          STrasznie dziekuje Ci Kleszczu ta ten watek.
          Strasznie milo mi sie rozmawia :)
          Jedne rozmowy sa dobre na czat, a w tym przepadku,
          wlasnie formula Forum jest idealna :)

          Srdecznie pozdrawiam Ciebie i wszystkich wspoldyskutantow :)

          Olo
    • Gość: ania@ Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: *.man.polbox.pl 16.05.02, 22:26
      "gdy czlowiek jest nazbyt szczesliwy,wciaz drzy z niepokoju"...Emil Zolla
      tylko i az tyle....
      pozdrawiam
      ann
      ps.olo...znow mnie zadziwiasz....:))
      • Gość: Maggie Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: *.warman.com.pl 16.05.02, 23:40
        Aha, znowu widze filozofia. No ta ja pakuje zabawko-zyzki i ide do domu, bo
        kurnia.....nie jestem w stanie, poprsotu nie jestem. To sa znowu wysokie loty.
        Co wy na czacie kurnia robicie kochani, powinniscie zalozyc jakis fajny
        uniwerek albo ja nie wiem, bo to jest TAAAAAAAAAAKA jazda....ojoj:)

        Pieknie. Moge z glebi serducha swego tylko wam pozazdroscic.

        Madzia:)
        • kleszczo Re: Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 00:28
          „Non est beatus, esse se qui non putat.” czyli „Nie jest szczęśliwy ten, kto
          nie uważa się za szczęśliwego.”- Seneka. Tym samym ucinam wszelkie spekulacje
          na temat moich "problemów", która jakobu posiadam:) Teoretyczne dywagacje,
          którym się poddaliśmy miały na celu "poszerzenie choryzontów" :)
          Pozdrawiam
          Kleszczo
          • kleszczo Re: Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 00:35
            Poprawka - HORYZONT - jak zobaczyłem jak w poprzednim postcie napisałem
            horyzont to aż mnie o ścianę rzuciło :)
            Pozdrawiam
            Kleszczo
            • paiha Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 09:35
              "Obecnie bardziej niz kiedykolwiek
              wczesniej ludzkosc znalazla sie
              na rozdrozu. Jedna droga wiedzie
              ku rozpaczy i beznadziei.
              Druga ku zagladzie.
              Modlmy sie o wlasciwy wybor."
              - Woody Allen-

              :)Paiha

              Ps. Kleszczo, kiedy przestane szukac to bedzie oznaczalo, ze nie zyje:)
      • Gość: k2 Re: nie nalezy szukac IP: *.atol.com.pl 17.05.02, 10:54
        nie nalezy sobie wyobrazac i szukac bo to nie ma sensu boze jakbym chcial
        zobaczyc akropol boze widzialem ale dno itd.
      • Gość: k2 Re: nie nalezy szukac IP: *.atol.com.pl 17.05.02, 12:48
        nie nalezy sobie wyobrazac i szukac bo to nie ma sensu boze jakbym chcial
        zobaczyc akropol boze widzialem ale dno itd.
        • kleszczo Re: nie nalezy szukac 17.05.02, 13:47
          Witam wszystkich;
          Paiha - "Życie to ciekawość, jeżeli nie jesteś ciekawy wszystkiego oznacza to,
          że leżysz w grobie" :)
          K2 - nie rozumie tego co napisałeś, dodaj ciutkę interpunkcji może będzie
          bardziej przejrzyste, póki co - nie moge odczytać znaczenia Twojego postu.

          Pozdrawiam wszystkich;
          Kleszczo
          • Gość: k2 Re: nie nalezy szukac IP: *.atol.com.pl 17.05.02, 14:03
            chodzi mi o to , ze nie warto czasami szukac odpowiedzi,wyobrazac
            sobie,rzyeczty ktorych nie widzielismy a chcielibysmy zobaczyc ,gdyz grozi nam
            to tylko rozczarowaniem ai jeszcze nie zastanawiaj sie komu bije dzwon bo on
            wlasnie bije Tobie pozdrawiam i przepraszam z haos i splycenie tak ogromnej
            mysli
    • nonstop Re: Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 15:43
      Trochę poezji a'propos szukania
      :-)))

      "Problem stary jak świat pułapka goni mysz
      czy też jak wolicie Małgorzata poszukuje Mistrza
      który właśnie niczym owa mysz miota się w labiryncie
      zasad idei w otoczeniu dziatek albo wielbicielek
      w sidłach zapobiegliwej Warii w sukience w paski
      lub po prostu w izolatce wariatkowa Wbrew wszystkiemu
      Małgorzata poszukuje Mistrza Skąd w nas słabych istotach tyle mocy i
      determinacji że gotowi jesteśmy dosiadać na oklep rumaka nszych pragnień bestii
      przeznaczenia
      lub miotły skoro tak znajdzie sie pod ręką i zmusić
      do latania Ileż w nas woli A więc Małgorzata poszukuje Mistrza To już nie
      złotowłosa Bogu ducha winna Gretchen dziewczę sielskie anielskie i grzeszne
      To gotowa na wszystko wiedźma Margot czy jak wolicie
      trzydziestoletnia kobieta po przejściach
      niewinna w każdym calu któraż bowiem grzesznica tak lekko
      przystałaby na pakt z trancendencją upadłą wprawdzie
      lecz prawie wszechmocną To się nie kończy
      Miłość musi zwyciężyć w bajce i w tej powieści Rzadziej
      w życiu bo przyznajcie sami czegóż można oczekiwać
      od mężczyzny który tak długo pozwalał siebie poszukiwać
      kobiecie skazanej na bierność na podbój
      nieprzystępność i na posłuszeństwo Pora ruszyć
      na poszukiwanie Nasz wiek zaprzeczył wszelkim hierarchiom
      także męsko-damskim Więc bezradnie poszukujecie Mistrzów
      Ci nieśmiertelni patrzą na was z Parnasu nic nie rozumiejąc
      śmiertelni zapatrzeni w Parnas nas nie widzą
      a ten który wszystko widzi natchnął nas pragnieniem
      doskonałości i żądzą poznania który ulepił Mistrza
      na swe podobieństwo żałuje pewnie że jedno żebro
      dało początek linii androgynicznych istot o męskich umysłach
      i kobiecych sercach Linii nieprzystosowanych idealistek
      czy tez jak wolicie Małgorzat wiecznie poszukujących
      Nieżyciowych pułapek w epoce
      cierpiacej na chroniczny brak prawdziwych myszy..."

      i wiesz kleszczo, nie tylko do Małgorzat ten text odnieść można...
      • kleszczo Re: Kiedy należy przestać szukać? 17.05.02, 16:41
        Witam;
        nie lubie się powtarzać, ale ktoś wysunał już "teorię" zbliżoną do tej, która
        pojawiła się non w Twoim postcie. No cóż. Szczerze mwóiąc dziwię się, że tego
        typu uwaga wychodzi od Ciebie. Powielu osobach mogłem się tego spodziewać, ale
        Ty do tej grupy jakoś mi nie pasowałeś. Kolejna nauczka, że niczego nie można
        być pewnym.
        Nie będę przytaczał argumentów za tym, że nie uważam moim rozważań za
        bezzasadne. Nie będę bo to i tak nie ma sensu - choćbym odnalazł tysiące
        dowodów - Ty wszystkie "obalisz" stwierdzeniem, że tak nie jest. Jeżeli
        naprawdę wierzysz w to co napisałeś to wygląda na to, że poruszasz się jak
        pociąg po szynach i nie możesz skręcić - rozejrzeć się na boki też jest ciężko.
        A może tam z prawej strony jest coś godnego uwagi? Może warto zaryzykować i
        zadać kilka pytań? Czy to boli? Chyba nie - mnie nie bolało. Ale może ze mną
        jest inaczej? Może faktycznie przyjemniej jest żyć z dnia na dzień - pracować
        od .. do, jeść to i tamto, apotem np. Polsat. Może tak jest przyjemniej, na
        pewno jest łątwiej. Ale ja nie chcę takiego życia - dlatego zadaję sobie i
        innym steki pytań. Szukam odpowiedzi, pewnie dlatego, że jestem ciekawski.
        Wiem, wiem - ciekawość to pierwszy stopień ... możliwe. Może dane mi będzie
        przeczytać "Wy którzy tu wchodzcie ..." Może tak - może nawet mnie wywalał z
        tego gorącego miejsca za zadawanie zbyt wielu pytań(bo i tam nie zaprzestanę) -
        kto wie - niewykluczone, że byłaby to jedyna korzyść z ustawicznego
        zastanawiania się nad tym czy owym. Ale pomimo takiej perspektywy i pomimo
        Twojej tyrady na temat Małgorzaty i jej podobnych .... będę robił swoje. Tu
        zakończę, bo mogę się stać złośliwy, a tego nie chcę, bo (mimo wszystko :) Cię
        lubię :)
        Pozdrawiam gorąco (jeszcze z powierzchni ziemi)
        Kleszczo
        • Gość: Migotka Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: *.bielsko.msk.pl 18.05.02, 02:03
          Kleszczo!
          Piszesz, że szukasz odpowiedzi; szczęsliwyś, ja czasem nie wiem, jak pytanie
          zadać, i też mi z tym trudno się uporać. Jak wtedy o sens życia pytać?
          Pozdrawiam, Migo.
          P.S. Wyobrażasz sobie moment, gdybyś przestał szukać?
    • Gość: wisia Re: Kiedy należy przestać szukać? IP: 217.97.175.* 18.05.02, 13:45
      Nawet kiedy umierasz... jeszcze szukasz... szukasz kogoś, kto pomoże Ci
      przekroczyć tę ostateczną granicę poznania...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka