Dodaj do ulubionych

Opowiadanko na 4 pory roku, part 1

10.07.03, 11:30
Żeby nie było, że my tłuki nieznające się na literaturze. Piszem zbiorowo
opowiadanie, ja robię start. Psze pilnować akcji. Ooooodjaaazd!


"NAD BŁĘKITNYM OCEANEM

Tego wieczoru Johnny siedział samotnie na tarasie. Purpurowe promienie
zachodzącego słońca leniwie ślizgały się po jego smukłym opalonym ciele.
Sięgnął po stojącą nieopodal szklaneczkę z jego ulubioną whisky. Skrzywił się
lekko, kiedy podniósł ją do swych karminowych warg. Nie, z trunkiem wszystko
było w porządku. To jego ręka znowu dała znać o sobie. Przyjrzał się uważnie
swojej prawej dłoni, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. Od czasu
wypadku, w którym stracił dwa palce, nic już nie było tak jak przedtem. A
chciał wtedy tylko pokroić sałatę. Pamiętał, jakby to było dziś: w
śnieżnobiałej koszuli pochylony nad marmurowym kuchennym blatem, w dłoni
lśniący stalowy nóż o przerażającej mocy i ten głos matki...Matka nie żyła od
klku lat, ale wtedy nagle przypomniał sobie jej ciepły, stanowczy
głos: "Johnny, pamiętaj, nigdy nie krój sałaty nożem".
Zignorował wtedy rady dobrego ducha z zaświatów. A teraz...Jego błyskotliwa
kariera chirurga legła w gruzach. Jeszcze nie tak dawno rozpisywały się o nim
wszystkie fachowe czasopisma. Nie tylko fachowe - jego przepełniona słodyczą
twarz zdobiła okładki wielu prestiżowych magazynów kobiecych. Ostatni
numer "Glamour" jeszcze teraz zalegał w sklepach, z jego oczami, wpatrującymi
się świdrującym wzrokiem w potencjalnego czytelnika.
- Musisz przestać o tym myśleć - przemknęło mu przez jego nietuzinkowy umysł -
bo inaczej zwariujesz. - Łatwo powiedzieć - dał się wmanewrować w dyskusję
ze swoim alter ego - ale jak to zrobić?
Alter ego nie zdążyło odpowiedzieć, gdy nagle usłyszał za sobą cichy głos
jego ukochanej Lucy:
- Potrzebujesz czegoś, Johhny?
Odwrócił się i przez chwilę jego wzrok pochłaniał łapczywie jej boskie ciało.
Wyglądała pięknie, z tymi jej kruczoczarnymi włosami, lśniącymi diabelskimi
iskierkami w oczach i bladozłotą skórą, spowitą w pastelowe muśliny.
- Nie Lucy, nie potrzebuję już niczego - odparł z ledwo wyczuwalną nutką
goryczy w głosie - Tylko...
- Tylko co? - podchwyciła z niepokojem Lucy.
- Nie,nic - wykręcił się od odpowiedzi. - Chociaż...

C.D.N.


Obserwuj wątek
    • Gość: zaba Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: *.e-lider.pl 10.07.03, 11:40
      kama, zrob moze cztery potwory roku:)
    • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 2 10.07.03, 12:43


      > - Nie,nic - wykręcił się od odpowiedzi. - Chociaż...

      Nagle zapragnął jej, tak po prostu, tak jak pragnie się świeżego chleba,
      czystej pościeli, łyka chłodnej wody w upalny ranek. Ale zmiażdżył to
      pragnienie swoją silną wolą. Wiedział, że nie jest jeszcze gotowy na to, żeby
      ich związek wszedł w bardziej intymną fazę. Wiedział też skądinąd, że i Lucy
      nie była na to gotowa. Miała za sobą burzliwą przeszłość. Kilka lat temu była
      jeszcze zwykłą prostytutką, przechadzającą się bo bulwarach San Francisco. Do
      dziś Johnny nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wtedy zaprosił ją do
      swojego Lincolna, dlaczego pojechali do obskurnego hotelu i dlaczego rano po
      prostu wziął ją do siebie, jak się bierze hotelowe mydełka i jednorazowe czepki
      kąpielowe, które póżniej plączą się bez sensu po łazience.
      Lucy bardzo mu pomogła po wypadku. Bez niej by sobie nie poradził. Trwała przy
      nim - zawsze wierna, czuła, kochająca. Jego rodzina nie potrafiła się pogodzić
      z obecnością Lucy przy jego szpitalnym łóżku. Stryj Jack bez przerwy usiłował
      wyswatać go z jakąś piękną, bogatą, nowojorską prawniczką. Ale on potrzebował
      tylko Lucy.
      Otrząsnął się ze wspomnień jednym niedbałym ruchem głowy. Spojrzał na nią raz
      jeszcze i powiedział:
      - Chodźmy stąd. Zimno się robi.
      Podał jej rękę i razem weszli do przestronnego salonu, który wypełniały słodkie
      i delikatne dźwięki muzyki.

      • zakatarzona Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 2 10.07.03, 13:13
        kamila77 napisała:

        >
        >
        > > - Nie,nic - wykręcił się od odpowiedzi. - Chociaż...
        >
        > Nagle zapragnął jej, tak po prostu, tak jak pragnie się świeżego chleba,
        > czystej pościeli, łyka chłodnej wody w upalny ranek. Ale zmiażdżył to
        > pragnienie swoją silną wolą. Wiedział, że nie jest jeszcze gotowy na to, żeby
        > ich związek wszedł w bardziej intymną fazę. Wiedział też skądinąd, że i Lucy
        > nie była na to gotowa. Miała za sobą burzliwą przeszłość. Kilka lat temu
        była
        > jeszcze zwykłą prostytutką, przechadzającą się bo bulwarach San Francisco. Do
        > dziś Johnny nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wtedy zaprosił ją
        do
        >
        > swojego Lincolna, dlaczego pojechali do obskurnego hotelu i dlaczego rano po
        > prostu wziął ją do siebie, jak się bierze hotelowe mydełka i jednorazowe
        czepki
        >
        > kąpielowe, które póżniej plączą się bez sensu po łazience.
        > Lucy bardzo mu pomogła po wypadku. Bez niej by sobie nie poradził. Trwała
        przy
        > nim - zawsze wierna, czuła, kochająca. Jego rodzina nie potrafiła się
        pogodzić
        > z obecnością Lucy przy jego szpitalnym łóżku. Stryj Jack bez przerwy usiłował
        > wyswatać go z jakąś piękną, bogatą, nowojorską prawniczką. Ale on potrzebował
        > tylko Lucy.
        > Otrząsnął się ze wspomnień jednym niedbałym ruchem głowy. Spojrzał na nią raz
        > jeszcze i powiedział:
        > - Chodźmy stąd. Zimno się robi.
        > Podał jej rękę i razem weszli do przestronnego salonu, który wypełniały
        słodkie
        >
        > i delikatne dźwięki muzyki.
        >


        I był szeksz?
        Szeksz w salonie? :))))
    • nonstop Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 10.07.03, 13:28
      Muzyki którą tak ukochał. Hawajskie rytmy sączyły się z ogromnych, obitych
      skórą nosorożca głośników, podłączonych do najwyższej klasy sprzętu muzycznego
      zakupionego okazyjnie podczas wyprawy na Wschód, w mieście którego nazwy nie
      dało się wymówić. Pamiętał tylko, że nazwa zakładów produkujących ów sprzęt
      brzmiała podobnie jak nazwisko dyktatora mody. Gucci, Armani, Dior?
      Tak, Johny uwielbiał folklor wysp Pacyfiku, a szczgólnie ukochał dźwięk
      ukulele. Chciał nawet zostać najwiekszym białym wirtuozem gry na tym
      oryginalnym instrumencie, ale cóż, fatalny wypadek pozbawił go tej możliwości.
      Próbował potem zamiast brakujących palców używać do gry czego innego (podobno
      wybrał ciekawie), ale hmmm ostre struny powodowały bolesne kontuzje. Pozostała
      mu zatem do gry fletnia Pana,i tak ostatnio modna w kręgach zblazowanych
      miliarderów gra na drumli.
      • Gość: olek Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 10.07.03, 13:41
        nonstop napisał:

        > Muzyki którą tak ukochał. Hawajskie rytmy sączyły się z ogromnych, obitych
        > skórą nosorożca głośników, podłączonych do najwyższej klasy sprzętu
        muzycznego
        > zakupionego okazyjnie podczas wyprawy na Wschód, w mieście którego nazwy nie
        > dało się wymówić. Pamiętał tylko, że nazwa zakładów produkujących ów sprzęt
        > brzmiała podobnie jak nazwisko dyktatora mody. Gucci, Armani, Dior?
        > Tak, Johny uwielbiał folklor wysp Pacyfiku, a szczgólnie ukochał dźwięk
        > ukulele. Chciał nawet zostać najwiekszym białym wirtuozem gry na tym
        > oryginalnym instrumencie, ale cóż, fatalny wypadek pozbawił go tej możliwości.
        > Próbował potem zamiast brakujących palców używać do gry czego innego (podobno
        > wybrał ciekawie), ale hmmm ostre struny powodowały bolesne kontuzje.
        Pozostała
        > mu zatem do gry fletnia Pana,i tak ostatnio modna w kręgach zblazowanych
        > miliarderów gra na drumli.

        pozwole sobie wtrancic ze skora obijaja firmy jmlab oraz sonus faber i jest to
        skora ekologiczna tzn mielona razem z budą zepsa.
        • Gość: olek Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 10.07.03, 13:49
          za wczesnie se przycisłem, kurde...
          W czasie, gdy ten teges grał na drumli nagle pojawil sie Ken van Obiobi z
          odległej planety Kond. Nerwowo rozglądnął sie dookoła mrucząc "co ja tutaj
          robie, co ja tutaj robie?"... Nagle jego twarz rozjaśnił uśmiech - walnął sie w
          czoło i z okrzykiem "no jasne!"... zniknął.
      • Gość: Soso Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: 62.233.201.* 10.07.03, 13:58
        To Biohazard prawda?- prze te wszystkie chwile spędzone razem Lucy doskonale
        poznała muzyczne gusta Johna. –
        - tak kochana, to moja ulubiona płyta. Tak słodko i delikatnie wypełnia nasz
        przestronny salon, prawda? – John radośnie plasnął w dłonie. Jak mały
        chłopczyk. Efekt akustyczny plaśnięcia boleśnie przypomniał mu o przeżytej
        tragedii. – Już nigdy nie stanę za stołem operacyjnym, już nigdy...- twarz mu
        spochmurniała zapowiadając kolejny atak histerii.
        - Najdroższy- w glosie Lucy brzmiała nuta przygany – weź się w garść. Kocham
        Cię i to się liczy. Nie wszyscy musza być chirurgami. Jest mnóstwo innych
        fascynujących profesji. Zostań zdunem.
        - Zdunem? Nigdy! Zduni potrzebują dłoni , kompletnych dłoni, rozumiesz? Jestem
        nikim.
        - Zagrajmy w chinczyka – Lucy wiedziała, że popełniła błąd.

        • Gość: guido Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: *.telia.com 10.07.03, 14:43
          znowu amerykanizacja.
          Dlaczego nie jasiu zamast johnny
          albo lucyna zamiast lucy
          albo baltyk zamiast pacyfik?
          Kolejna mydlana opera - nie wroze Wam sukcesu.
          Raczej nikt nie kupi tego manusu w hollywood.
          Milana Kundere polecam Kamila - to chyba najlepsze zrodlo
          dla nowicjuszy w sztuce pisania.
          Pozdrawiam pelen uznania za odwage.
          • demoniczny_spinacz Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 10.07.03, 14:49
            Dystans polecam. Do siebie samego. Jestes wrozbita?
        • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part X 10.07.03, 14:51
          Lucy szybko rozłożyła na marmurowym blacie małego stoliczka planszę i pionki
          wykonane z kości słoniowej. Modliła się w duchu, żeby ulubiona gra Johnny`ego
          zajęła choć na chwilę jego myśli, żeby choć na kilka chwil zapomniał o swojej
          tregedii.
          Minuty mijały, odmierzane rytmem pionków upadających na planszę. Nie mówili do
          siebie ani słowa. Johnny z dziwną zajadłością przewracał kolejne pionki i
          rzucał kostką. Gra była skończona.
          - Muszę posprzątać - rzekła nagle Lucy, chcąc przerwać niecodzienną ciszę.
          - Nie sądzisz, ukochana ma, że masz za dużo pracy? - zapytał z niepokojem
          Johnny, jakby wyrwany z letargu. - Może potrzebujesz kogoś do pomocy?
          Lucy zawahała się przez moment. Rzeczywiście, sprzątanie olbrzymiego domu,
          przyrzadzanie Johhny`emu ulubionych drinków kosztowało ją mnóstwo energii. Z
          drugiej strony myśl o tym, że ktoś obcy mógłby stąpać po ich perskich dywanach,
          wycierać ich kryształowe kieliszki, była nie do zniesienia. Ale przecież nie
          może zaharowac sie na smierć.
          - Zgoda - odparła wesoło,chcąc zamaskować wcześniejszą niepewność. Masz już
          kogoś na oku? - udała zainteresowanie całą sprawą.
          - Eddie mówił, że zna jakąś dziewczynę z Europy, z Polski chyba. niedawno
          przyleciała na nasz kontynent i szuka jakiejś pracy. Zdaje się, że przeżyła
          niedawno jakąś tragedię - syknął z bólu, bo przypomniał mu się jego wypadek.
          - Zatem załatwione - rzekła z uśmiechem Lucy. - Jak ona ma na imię? - nale
          wydało jej się to niesłychanie ważne.
          - Nie pamiętam dokładnie...- Johnny zawahał się przez nieznośnie długą chwilę -
          Chyba Magda...Czy jakoś tak..

          C.D.N
          • demoniczny_spinacz Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part X 10.07.03, 14:54
            hłe hłe hłe
        • Gość: zaba Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 IP: *.e-lider.pl 10.07.03, 14:55
          to nie byl biohazard. to morello i spolka byli.
    • nonstop Opowiadanko na 4 pory roku, part XIV 10.07.03, 15:47
      Johny mylił się jednak. Magda nie przyleciała do USA. Odkąd bowiem straciła
      pracę, koszt biletu lotniczego był za dużym ciężarem dla jej wątłych barków.
      Ale od czego słowiańska pomysłowość. Jako rodowita Iławianka Magda świetnie
      pływała. Wypożyczyła więc kajak mówiąc, że chce tylko wrócić na jeziora,
      posłuchać szumu fal i popatrzeć gdzie lecą kormorany. Za najbliższą wysepką
      skręciła jednak i popłynęła wprost na Atlantyk.
      Podróż miała być długa, lecz Magda była doskonale wyekwipowana. Miała komplet
      cieni do powiek, czterokolorową szminkę, tusz do rzęs i maszynkę gilette for
      women.
      Wreszcie brzeg. I tu konsternacja.
      Mieszkańcy USA mówili innym angielskim niż ten, którego Magda uczyła się w
      gimnazjum!
      Biedna Magda!
      Okryła morską drogę do Indii!

      • nonstop Opowiadanko na 4 pory roku, part XV 10.07.03, 16:06
        Szczęściem w nieszczęściu było to, iż do Bombaju przybył z tzw. przyjacielską
        wizytą znany w niektórych kręgach okręt podwodny.
        Było ciężko, "Czerwony Październik" miał mnóstwo pokładów do mycia. A te
        rakiety? Te obłe, metalicznie lśniące, z czerwonymi głowicami?
        Czyszczącej je do połysku za pomocą pana propera Magdzie różne myśli
        przychodziły do głowy. Jakże jej brakowało teraz Adasia z jego karminowymi hmmm
        ustami...
        Po miesiącu zdesperowani marynarze wysadzili Magdę na ląd, tuż pod wielkimi
        literami. O, święty las - przeczytała Magda.

        • senne_marzenie Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part XV 10.07.03, 16:10
          i tak oto powstał nowy gatunek literacki... forum_nowela:)
          prekursorami byli kamila77 i nonstop, ktorzy czerpali inspiracje z tworczosci
          malpuni:)
          • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part XV 11.07.03, 10:46
            To się chyba powinno "pastwisz" nazywać, Lessiku ;-)
        • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part XVI 10.07.03, 16:24

          > Po miesiącu zdesperowani marynarze wysadzili Magdę na ląd, tuż pod wielkimi
          > literami. O, święty las - przeczytała Magda.

          Teraz już wiedziała, co ma robić. Ściskała w ręku kartkę, wydartą ze szkolnego
          zeszytu, na której jakaś drżąca ręka wypisała adres. Tych kilkanaście liter
          mogło zmienić jej życie, które do tej pory składało się z płaczu, depresji,
          depresji i płaczu. Niewiele wiedziała o swoich przyszłych chlebodawcach (- Czy
          raczej hamburgerodawcach - pomyślała z wisielczym humorem). Tylko tyle, że jest
          ich dwoje, że on - słynny nawet w Polsce chirurg jest po wypadku, że ona ma za
          sobą tajemniczą przeszłość.
          Po jakimś czasie, który wbrew pozorom wydał jej się być krótką chwilką, stanęła
          przed kutą w brązie bramą. Desperacko odgarnęła włosy z czoła i pociągnęła za
          jedwabną szarfę, która zdawała jej się być zakończeniem dzwonka.
          - Auuuuuu! - ktoś zawył.
          Magda natychmiast puściła szarfę. W jednej chwili domyśliła się, ze to, co
          wzięła za część dzwonka, było najzwyczajniej w świecie czyimś szalikiem. W tym
          samym momencie spostrzegła, ze brama była jednak otwarta. Ostrożnie ją
          uchyliła. Tuż za nią stał przystojny, młody mężczyzna o ciele Apolla. Szczupłą,
          zgrabną dłonią, na której jej bystre oczy dostrzegły od razu ślady działalności
          manicurzystki, masował sobie szyję.
          - Przepraszam, znaczy sorry - jąkała się Magda - Ja nie wiedziałam, ze tu ktoś
          stoi...Ja myślałam, że... - naprawde nie wiedziała co powiedzieć.
          - Nic się nie stało - roześmiał się dźwięcznie - Ty pewnie jesteś Magda? -
          zapytał, bacznie się jej przyglądajac.
          "Skąd on wie, jak mam na imię?" - uderzyło Magdę - "Aaaaach, to pewnie Johnny" -
          dotarło do niej, że przed chwilą niemal uśmierciła swojego pracodawcę.
          - Tak ja jestem Magda - odparła z udawaną swobodą - Zdaje się, że mam u Was
          pracować? - dodała uśmiechając się nonszalancko.
          - Zapraszam do domu - powiedział Johnny z szelmowskim uśmiechem i jak gdyby
          nigdy nic objął ją swoim muskularnym ramieniem i poprowadził w stronę
          bielejącego nieopodal budynku.

          C.D.N.


    • nonstop Opowiadanko na 4 pory roku, part XVI 10.07.03, 18:34
      Budynek bielał w oddali niczym kości wędrowców na pustyni Takla Makan.
      Magda przed wyjazdem skwapliwie oglądała National Geographic żeby nie pomylić
      Yorku z New Yorkiem.
      Rezydencja wyglądała wspaniale, szeroki, czteropasmowy podjazd, sygnalizacja
      świetlna na skrzyżowaniach z dróżkami parkowymi, rozległe błonia pełne ptactwa
      domowego. A wśród ptactwa hoża dziewoja, w białym gieźle.
      To nasza kura domowa - objaśnił Johny wydymając malinowe usta.
      Ujął silniej Magdę pod ramię i zmysłowo szepnął - a tu jest nasz domek
      ogrodnika. Polecem go, bo sam nie zje i nikomu nie da.
      Magda zadrżała ze szczęścia - nareszcie pozna amerykańską dietę-cud!

      • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part XVI 11.07.03, 11:10
        Tego wieczora Magda postanowiła zająć się rozpakowaniem swoich skromnych
        bagaży. Ze wzruszeniem godnym lepszej sprawy ustawiła na półce swoje ulubione
        książki, wśród których przeważały wybitne dzieła kobiecej literatury
        anglosaskiej z połowy XIX wieku. Później pieczołowicie ułożyła w szafie swetry
        z owczej wełny, prawdziwy kaszmirowy szal i inne luksusowe drobiazgo, wśród
        których przeważały wyroby polskiego przemysłu odzieżowego. Nagle
        znieruchomiała. Trzymała w rękach srebrzystą sukienkę, sięgającą jej zaledwie
        przed kolana. Ni stąd ni zowąd zalała ją fala wspomnień. Aż przysiadła pod tym
        ciężarem. Przypomniała sobie, kiedy miała ją na sobie po raz ostatni. to był
        ten nieszczęsny wieczór, kiedy spotkała się z Piotrem. Ich związek, choć trwał
        zaledwie kilkanaście godzin, obfitował w dramatyczne zwroty. To Magda
        zdecydowała się ostatecznie na zerwanie, kiedy w trakcie luźnej rozmowy okazało
        się, że Piotr nie darzy należytą estymą lidera kultowego już zespołu Ich Troje,
        z ich legendarnym wokalistą Michałem Wiśniewskim. Do dziś nie była pewna, czy
        podjęła właściwą decyzję. Ale przeciez nie można mówić o trwałym związku,kiedy
        partnerów dzielą różnice nie do pokonania.
        Jej garderobiane rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.Chwilę potem do pokoju
        wszedł Johhny. Opierając się o futrynę wysłał jej nieco blasku ze swych
        słodkich oczu i zapytał:
        - Magdo, może przygotowałabyś nam na kolację jedną z charakterystycznych dla
        Polski potraw? Oboje z Lucy mamy już dosyć rekina nadziewanego migdałami,
        bażantów w sosie malinowym z musem kasztanowym przybranym listkami mięty oraz
        innych wyszukanych potraw.
        "Czemu nie?" - pomyślała MAgda i ze słodkim uśmiechem odpowiedziała:
        - Zgoda, zatem za chwilę pojawię się w waszej designerskiej kuchni aby oddać
        się kulinarnym rozkoszom.
        Johhny podziękował jej lekkim skinieniem głowy i oddalił się z godnością. Nawet
        nie wiedział, jaki mętlik wywołał w glowie biednej emigrantki.
        "Tradycyjna polska potrawa..." - myślała gorączkowo. "Ale co to może być? Karp
        po zydowsku? Barszcz ukraiński? Ryba po grecku? Śledź po japońsku?"
        - Eureka! - krzyknęła nagle - Zrobię po prostu kaszankę z buraczkami!

        C.D.N.
    • nonstop Part XXI - horror kuchenny 11.07.03, 11:42
      Magda z pewną taką nieśmiałością nacisnęła kod na klawiaturze zamka, przyłożyła
      twarz do czytnika źrenic, podsunęła palec do czujnika linii papilarnych,
      pokręciła korbą trzy razy w lewo i raz do góry i już już! drzwi kuchni otwarły
      się z cichym syknięciem.
      Poczekała, aż wyrówna się różnica ciśnień i nieśmiało zajrzała do kuchni.
      Przeraził ją trochę okap kuchenny wielkości namiotu wezyra sułtańskiego,
      podobnie zresztą obszyty maciupkimi perełkami, jagiełkami i robaczkami.
      „Gdzie ja tu znajdę kaszankę?” - pomyślała Magda podchodząc do lodówki
      wielkości dwudziestostopowego kontenera. Na lodówce widniał napis – „Insert
      coin: 25c”
      „Co to może oznaczać?” – zadumała się Magda. „Chyba coś związanego z
      inseminacją. Ale w kuchni?”. Wolała teraz nie otwierać lodówki. Chwyciła za
      słuchawkę telefonu ( w kształcie... no w kształcie). Wystukała zauważony na
      yellow card numer „Kitchen emergency”. “May I help You?” –
      usłyszała. “Potrzebuję kaszanki i buraczków. What???. KA-SZAN-KI end BU-RACZ-
      KÓW” krzyknęła do głosu w słuchawce.

      • professor.hornby Re: Part XXI - horror kuchenny - appendix 11.07.03, 12:51
        “May I help You?” usłyszała. “Potrzebuję kaszanki i buraczków. What???. KA-SZAN-
        KI end BU- RACZ- KÓW” krzyknęła do głosu w słuchawce.

        Dear Magda,
        although you were probably doing your best to communicate the message, I should
        not think that the voice was able to understand. You may be interested to
        know, Magda, that shouting and screaming is just not good enough and even
        ewka5, who is so excellent at lip-reading, would have have had enormous
        problems comprehending. The English for 'kaszanka' is just 'black pudding'
        and'buraczki' is 'beetroot puree.'
        Should you encounter any further linguistic surprises, do not hesitate to
        contact me.

        Yours faithfully,

        A S Hornby
        • Gość: olek Re:Part XXI-horror kuchenny-appendix to appendix IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 11.07.03, 13:33
          professor.hornby napisała:

          > “May I help You?” usłyszała. “Potrzebuję kaszanki i buraczków
          > . What???. KA-SZAN-
          > KI end BU- RACZ- KÓW” krzyknęła do głosu w słuchawce.
          >
          > Dear Magda,
          > although you were probably doing your best to communicate the message, I
          should
          >
          > not think that the voice was able to understand. You may be interested to
          > know, Magda, that shouting and screaming is just not good enough and even
          > ewka5, who is so excellent at lip-reading, would have have had enormous
          > problems comprehending. The English for 'kaszanka' is just 'black pudding'
          > and'buraczki' is 'beetroot puree.'
          > Should you encounter any further linguistic surprises, do not hesitate to
          > contact me.
          >
          > Yours faithfully,
          >
          > A S Hornby

          nie spodziewalem sie... buraczków
        • kamila77 Re: Part XXII- horror w jadalni i na korytarzu 11.07.03, 14:07
          Kiedy kilka godzin później siedzili razem przy stole, nikt już nie pamiętał o
          burzliwych wydarzeniach. Tylko Magda rumieniła się ze wstydu niczym niewinne
          dziewczę na wspomnienie pierwszego pocałunku. Kiedy przed oczami ponownie
          stanęła jej scena, która rozegrała się w kuchni... Skąd mogła wiedzieć, że
          dyżur w kuchennym pogotowiu pełniła akurat niejaka Anka, która opacznie
          zrozumiała wykrzyczane przez Magdę słowa: "Cash! Anka!" i nie tracąc czasu
          zawiadomiła odpowiednie służby porządkowe, mniemając iż ktoś chce ograbić ją z
          oszczędności całego życia?
          Tylko melodyjny głos Johnny`ego, który łagodnie przekonywał przyodzianych w
          wełniane czapeczki stróżów ładu i porządku, pomógł wyplątać się jej z tej
          niezręcznej sytuacji.
          Milcząc żwawo jedli. Magda z niepokojem przyglądała się parze, która
          pochłaniała przygotowaną przez nią kolację. Na twarzy Johhny`ego pojawił się
          wyraz błogiego zadowolenia, na jego mięsistych ustach połyskiwał lśniąco
          wieprzowy tłuszcz, którym nie omieszkała polać buraczków. Lucy też wydawała się
          być zadowolona, widocznie kaszanka z buraczkami w pełni zadowoliła jej
          wyrafinowane podniebienie razem z jego nawykłymi do frykasów kubeczkami
          smakowymi.
          Magda miała dla swych pracodawców jeszcze jedną niespodziankę. Przeprosiła ich
          na chwilę, po czym wróciła z wypełnioną tajemniczym płynem butelką, którą z
          triumfującą miną postawiła na stole.
          - Si-wu-cha - przesylabizował Johnny i spojrzał pytająco na swoją nową
          pracownicę.
          Magda tylko uśmiechnęła się, przekonana, że siwucha swym aromatem przekona do
          siebie każdego. Spędzili przy stole jeszcze kilkanaście minut, prowadząc
          wyrafinowaną konwersację, skrzącą się perełkami dowcipu.
          Kiedy MAgda z ulgą wyciągnęła się w swojej jedwabnej pościeli, ozdobionej
          starannym haftem krzyżykowym, pomyślała z ulgą o minionym dniu. Jednak nie dane
          jej było zażyć dziś snu. Nagle usłyszała jakiś hałas na korytarzu, ktoś biegał
          nerwowo, krzyczał, wzywał pomocy. W swym skromnym lnianym dezabilu wyjrzała z
          pokoju. Ujrzała Johnny`ego, który z obłędem w oczach i telefonem w rękach
          biegał jak oszalały.
          - Czy coś się stało? - zapytała, starając się, aby w jej głosie nie było nutek
          paniki.
          - Lucy...Ona...Lucy moja ukochana... - Johnny nie potrafił sklecić
          najprostszego zdania w czasie teraźniejszym. -
          Ona...Chora...Żołądek...Lekarza!!!
          MAgda zamarła z przerażenia. Czyżby wrażliwy żołądek Lucy zareagował
          niespodziewanie na zaserwowaną przez nią kolację?

          C.D.N.
    • nonstop Part XXIV - wątek "gore" 11.07.03, 15:36
      MAgda zamarła z przerażenia. Czyżby wrażliwy żołądek Lucy zareagował
      niespodziewanie na zaserwowaną przez nią kolację?

      Znajoma (z seriali o szpitalnych pożyciach) kakofonia dźwięków rozległa się na
      patio przed domem. To zajechały jednocześnie: karetka pogotowia, wóz bojowy
      straży pożarnej, łazik straży granicznej, małe kombi z pobliskiej kliniki
      weterynaryjnej, furgonetka z dostawą pizzy, nie wiedzieć dlaczego śmieciarka, a
      z basenu wychynął peryskop straży ochrony wybrzeża. "Chyba Johny trochę
      spanikował" - pomyślała Magda podziwiając organizację amerykańskich służb
      technicznych. Sprawnie przejęła dowodzenie ruchem, kierując straż pożarną do
      sąsiadów, weterynarza do baru, dostawcę pizzy do kuchni, śmieciarkę do Meksyku,
      a peryskopowi pokazała lusterko.
      Karetka zabrała Lucy wprost na stół operacyjny.
      „Co ona jadła?” – zapytał dr Gladiator Johny’ego.
      „Nic specjalnego, tylko taki bloody pudding, regionalną potrawę z Europy
      Wschodniej”.
      „Siostro natychmiast skalpel!” ryknął chirurg.
      Zapadła pełna napięcia cisza, przerywana ślurpaniem skalpela i charkotaniem
      ofiary.
      Nagle...
      ... z głębi trzewi Lucy zamrugały jakieś oczka...
      Magda pomyliła kaszankę z pamiątką z wycieczki Johny’ego do Hollywood,
      zamarynowaną (jak się wydawało na zawsze) w formalinie.
      Johny uwielbiał bowiem filmy Ridley’a Scotta...
      • kamila77 Re: Part XXIV - wątek kablowy 13.07.03, 21:17
        Johhny nerwowo chodził pod salą, na której po operacji odpoczywała Lucy.
        Zmęczony, ale dumny z siebie dr Gladiator pozwolił wreszcie stęsknionemu
        kochankowi (in spe) wejść do pokoju. Johnny otworzył szeroko drzwi,
        wrzasnął :"Luuuucyyy!" i jak długi runął przy łóżku. W tym samym momencie oczy
        Lucy otwaorzyły się na oścież, co Johnny pochopnie wziął za objaw głębokiej
        miłości. Nie zauważył biedak, że podczas kiedy z rumorem wpadał do sali,
        potknął się o jeden z kabelków, wtyczka wysunęła się z kontaktu i na jednym z
        tajemniczych urządzeń zaczęło pulsować czerwone światełko.
        I tak trwali w milczeniu....

        C.D.N.
    • kamila77 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 15.07.03, 15:25
      To nie był zbyt szczęśliwy tydzień dla Magdy... Przyjechała tutaj, aby
      zapomnieć o swojej tragedii i depresji nawiedzającej ją tak często jak deszcz w
      jesienny czas. Mimowolnie jednak stała się sprawczynią tragedii... Skąd mogła
      wiedzieć, ona, uboga emigrantka z jeszcze uboższego kraju, że tajemnicą, jaką
      Lucy nosiła przez całe swe krótkie życie było uczulenie na buraczki? Ta
      tajemnica była na tyle głęboka, że sama Lucy o niej nie wiedziała...

      Kilka dni po pogrzebie swojej pracodawczyni Magda siedziała jak struta w
      salonie. Przypominała sobie pogrzeb... Johnny uparł się, żeby pochować Lucy w
      ich ogrodzie. Nie był to najlepszy z jego pomysłów, bo okoliczne psy zlatywały
      się po nocach i ryły w ogrodzie niczym krety.

      Wstała z kanapy i jak lunatyczka weszła do gabinetu Johnny`ego. Chciała
      skorzystać z internetu – wysłać maila do przyjaciół, że niedługo wraca do
      kraju. Włączyła sprzęt, odpaliła jej się strona startowa – www.gazeta.pl .
      Znalazła pocztę, wysłała wiadomość i nagle zapragnęła podzielić się z kimś
      swoim bólem i cierpieniem. Znalazła coś, co nazywało się „forum”. Postanowiła
      najpierw poczytać kilka wątków, żeby zorientować się, czy nie wyjdzie na
      idiotkę, pisząc o tak osobistych sprawach.
      „ >Opowiadanie na cztery pory roku<...hmmmm wygląda ciekawie” pomyślała i
      zaczęła czytać. To było jak narkotyk. Czytała i nie wierzyła własnym oczom...

      Kilka godzin później Johnny znalazł martwe ciało Magdy w swoim gabinecie... Na
      jej nagrobku kazał wyryć „Sic transit gloria mundi”

      Kilka dni później obudził się z myślą: „Hej, ja chyba jestem gejem”!

      THE END
      (chyba, że komuś uda się ożywić bohaterów a Johnny`ego ukierunkować uczuciowo w
      stronę np. ogrodnika)

      • marcia79 Re: Opowiadanko na 4 pory roku, part 1 15.07.03, 19:21
        eh ;-(
        a w mej glowie juz rodzil sie plan
      • Gość: lesio Re: ONA ZYJE IP: *.BO1.srv.t-online.de 16.07.03, 18:33
        Niestety to nie bylo cialo Magdy.........to byl klon Magdy. Prawdziwa Magda chciala sie troszeczke odprezyc i
        poleciala do Mielna . Wysiadajac z samolotu byla piekna pogoda . Promienie slonca glaskaly jej policzki z
        zadowoleniem.
        Byla godzina 20:35 ,sloneczko powinno juz zajsc ale promienie sloneczne byly tak zafascynowane Magda ze
        zapomnialy o zachodzie slonca. Po paru minutach wkurzyl sie ksiezyc i wciagnal / albo wepchnal / slonce za
        horyzont . Magda w ciemnosciach szukala kwatery.....niestety wszystko bylo juz powynajmowane.
        Po dluzszym zastanowieniu poszla na karuzele ........wsiadla do labedzia bo koniki byly pozajmowane .
        W momencie kiedy karuzela zaczela sie krecic Magda zamknela oczy i zobaczyla.............cdn.


        lesio

        • nonstop Przeżyj to jeszcze raz, Magda 17.07.03, 13:16
          ... zamknęła oczy i wreszcie zobaczyła co się stało z Magdą K. ...
          Tak..
          Niegdyś wspaniale zapowiadajaca się autorka poradników dla działkowców,
          bywalczyni stołecznych salonów mody&piękności, posiadaczka psa rasy rzadkiej
          oraz namiotu (ale czteroosobowego i z wodotryskiem pośrodku) dziś siedziała w
          (na?) łabędziu w słynnym kurorcie mórz północnych Mielnie. Gdzie się podziały
          tamte prywatki? Odkąd ministrem finansów została posłanka B. (znana z
          upodobania do owsa) zaproszenie na rauty przestały spływać wartkim strumieniem.
          "Chyba coś nie tak z koniunkturą" - pomyślała Magda
          "Wciąż tylko owsianka, płatki owsiane i te nooo... owsiki"
          Magda z żalem musiała pozbyć miejsca parkingowego koło hotelu "Solec", karnetu
          na mecze drużyny Izolator Boguchwała, abonamentu na występy "Ich Troje" oraz
          rezerwacji na pokazy Ochotniczej Straży Pożarnej w Małkini.
          Ale wiedziała jedno. Nigdy, przenigdy nie zrezygnuje z czatu na onet.pl!

          • Gość: lesio Re: Przeżyj to jeszcze raz, Magda IP: *.BO1.srv.t-online.de 17.07.03, 18:01
            Dlatego gdy otworzyla oczy pobiegla do pierwszej kawiarenki z internetem i zalogowala sie na czacie onetu .
            Zalogowala sie jako .."odprezona" . W pokoju "klony" spotkala osobnika ktory wczesniej tez czytal jak Magdzia
            " Poradnik dzialkowca " / jak sie potem dowiedziala nawet prenumerowal / . Wymieniali sie przez cala noc swoimi
            spostrzezeniami dotyczacymi usychania jablonek .
            Osoba z ktora tak namietnie rozmawiala / klikala / opowiadala o swoimpieknym drzewku , ktore pielo sie do gory ale
            po
            25 - ciu latach owocowania zaczelo usychac . Rozmowa nabrala rozmachu , ..............oboje nie zauwazyli ze
            rozmawiaja na ogolnym. Wszyskie osoby znajdujace sie w tym pokoju zaczely cos dokladac do tego tematu / w tym
            momencie znajdowalo sie 5613 gosci z tego 362 dzialkowcow / . Mozna glosno powiedziec ze ta rozmowa stala sie
            rozmowa wieczoru .
            Magdzia zauwazyla to dopiero po pieciu godzinach ze inni ich podsluchuja i poprosila swojego rozmowce na
            priwa.....On odmowil / nienormalny:)) / .
            Nasza bochaterka obrazila sie i wylaczyla kompa.
            Naburmuszona wstala i poprosila o rachunek . Katem oka zobaczyla w rogu kawiarenki bardzo przystojnego
            pana.......ktory rozmawial przez komorke , zdecydowala podejsc do niego . Nieznajomy widzac zblizajaca sie Magde
            zakonczyl rozmowe i powoli podnosil sie z krzesla...........ale..........przez szybe zobaczyl znana i bliska mu
            osobe..............cdn.

            .
            • Gość: olek Re: Przeżyj to jeszcze raz, Magda IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.03, 22:43
              Kiedy tak patrzyła przez te szybe, pojawił sie za nią cień osoby, ktora juz tu
              kiedys była. Obiobi? pomyslała. Tak, to byl Obiobi, we własnej osobie, mruczący
              pod nosem - hare joda hare joda joda joda hare hare, sobie tylko znanym
              sposobem zniknął na jakis czas....
              • Gość: tortugo egzystencjalny koniec (proba II) IP: *.sd.sd.cox.net 18.07.03, 06:00
                od tego momentu wydarzenia potoczyly sie szybko i z okrutna precyzyja, jak
                tryby mechanizmu wprawionego w ruch niewidzialna reka. Skierowana ku Magdzie
                twarz mezczyzny rozmawiajacego przez telefon komorkowy zamarla w niemym wyrazie
                zdziwienia czy moze niedowierzania, w kazdym razie na pewno zamarla. Twarz
                Magdy na widok niego tez zaczela zamierac i pewnie zamarlaby doszczetnie w
                niemym zdziwieniu gdyby nie to, ze Magda zaczela wlasnie kojarzyc co sie dzieje
                i zdziwienie zastapila zgroza. W odbiciu od szyby kawiarni ujrzala bowiem
                czerwonego kabrioleta marki Alfa Romeo pedzacego ku niej... Jak kadr po kadrze
                filmu w zwolnionym tepie, co raz bardziej wyrazne stawaly sie ich twarze. Za
                kierownica siedzial Jack Palance z papierosem w ustach, a obok niego Brigitte
                Bardot. W ulamek sekundy pozniej, Magda, Jack i Brigitte nie zyli.

                ***

                Tlum zebranych gapiow ze zaciesnil sie wokol sceny wypadku i szmer uciszonych z
                szacunku dla ofiar glosow zagluszyl niemal syrene zblizajacej sie karetki
                pogotowia. W oczach tych ludzi, Magda byla zwykla dziewczyna, nie piekna i nie
                brzydka, zapewne w drodze na uniwersytet, a moze do pracy, anonimowa osoba o
                anonimowym zyciu. Zanaczy bylym zyciu. Nikt z nich nie zdawal sobie sprawy,
                ze byla to ofiara reinkarnacji pokonana przez predeterminizm. Byl sloneczny
                niedzielny ranek, dzwony pobliskich kosciolow jeden po drugim zaczynaly
                nawolywac wiernych na msze, a funkcjonariusze pogotowia wlasnie zabrali sie do
                rozpraszania tlumu. Mezczyzna z telefonem komorkowym wzruszyl ramionami i
                wcisnal "redial".

                *F*I*N*

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka