grzesiek_uj
23.05.04, 17:54
Historia z czasow, kiedy bylem jeszcze na 1 roku (teraz 3) - egzamin z Prawoznawstwa na UJ, z szefem katedry. Egzamin ustny, termin WYZNACZONY (dziewczynie, ktora chciala sie UMOWIC na egzamin, powiedzial, ze umowic sie moze z nia na kawe, a termin na egzamin to on wyznacza). Nauczylem sie wyjatkowo dobrze, poniewaz juz raz mnie odeslal i powiedzial, zebym nie wracal nie umiajac spiewajaco. Wchodze troche zestresowany, bo to w koncu drugie podejscie do pierwszego egzaminu ustnego na studiach. Pan szef katedry rozmawia sobie z uroczymi seminarzystkami, lypie na mnie okiem i pyta, po co przyszedlem. Ja mu na to, ze na egzamin. Wtedy on mowi do jednej z seminarzystek - moze pani przejdzie z kolega do sali obok i go przepyta. Przez chwile myslalem, ze sie zaczne glosno smiac ze szczescia. Kolezanka przeszla ze mna do sali obok, chwile pogadalismy, zapytala sie, czy umiem, ja jej powiedzialem, ze umiem (zgodnie z prawda). Wrocilismy do gabinetu pana szefa, kolezanka powiedziala, ze umiem na bdb i dostalem bdb do indeksiku.
Na marginesie - szef katedry to dla mnie prawdziwy profesor, elegancki, kulturalny, z cietym dowcipem. Nie daje sie zapedzic w kozi rog chamstwu,potrafi odpowiedziec studentom na wykladzie jakims zabawnym tekstem, np "Moja niania mawiala: jeden lubi cycki duze, inny lubi jajka kurze".