Helena Rubinstein

05.08.07, 19:16
w ubiegłym tygodniu przeczytałam o niej bardzo ciekawy artykuł w Wysokich
Obcasach - teraz pojawił sie wreszcie w wydaniu netowym.
Polecam go.
Tutaj podaję link , a ku pamięci i dla leniwych za chwilę wkleję tekst - w
odcinkach i może podyskutujemy o nim ???
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4343900.html
    • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.I 05.08.07, 19:18
      Nie ma znaczenia, jak bardzo kobiecie trzęsą się ręce, zawsze może umalować
      oczy

      Fot. Getty Images/FPM
      'Gdybym nagle została biedna, mogłabym mieć szczęśliwe życie'. Helena
      Rubinstein w swoim nowojorskim apartamencie przy Park Avenue
      więcej zdjęć Chaja! Chaja! - woła Hercel Naftali Rubinstein najstarszą z ośmiu
      córek. Hercel handluje naftą i jajami w sklepie na Kazimierzu w Krakowie. Chaja
      pomaga, ma głowę do rachunków lepszą niż ojciec.

      Rubinsteinowie klepią biedę, mieszkają w jednej izbie w oficynie kamienicy przy
      ul. Szerokiej 14.

      Potem będzie wspominać to inaczej. 'Urodziłam się w 1872 r. w Krakowie, w
      Polsce, mieszkaliśmy w obszernej kamienicy przy rynku, blisko uniwersytetu ' -
      zapisze 93-letnia multimilionerka w pamiętnikach.

      'Urodziłam się jako pierworodne dziecko zamożnych rodziców... Moi dwaj
      dziadkowie mieli znaczne udziały w kopalnictwie i bankowości w Polsce, a ojciec
      zajmował się eksportem. Dzieciństwo i młodość spędziłam w szczęśliwej
      atmosferze w wielkim, starym domostwie. Pokoje były zapełnione zbiorami ojca,
      który kolekcjonował bibeloty, antyki i książki...' - będzie opisywać w
      książce 'Sztuka kobiecej urody'. Rzadko wspomni: 'We wschodniej Europie Żydzi
      mieli ciężkie życie. Byliśmy tam niebogatymi, maluczkimi ludźmi'... 'Ładna
      historia jest więcej warta niż prawda' - będzie powtarzać.

      - Chaja... Chaja... od tego będziesz piękna - mówi matka Gitel Rubinstein,
      smarując córkę odrobiną kremu. Gitel smaruje po kolei wszystkie osiem córek:
      Chaję, Paulinę, Różę, Reginę, Stellę, Cześkę, Mańkę, Ernę.

      - Uroda da wam siłę i pomoże utrzymać miłość mężczyzny, którego poślubicie -
      uczy je Gitel.

      Ale trzeba już coś zrobić z Chają, z jej przyszłością, ma 18 lat!

      - Niech wyjdzie za mąż - mówi Hercel i znajduje dla córki bogatego wdowca.

      Chaja nie wyjdzie za mąż za wdowca. Będzie to wspominać romantycznie: kochała
      wtedy innego, studenta, był piękny i biedny, poprosił o jej rękę, a ojciec
      wpadł w szał. Pokłóci się z rodzicami, wyjedzie do wuja do Australii. Zbije
      fortunę - na kremie.
      • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.II 05.08.07, 19:19
        Cesarzowa piękna

        Kiedy Helena Rubinstein zmarła w 1965 r., jej majątek szacowano na 100 mln dol.
        Była jedną z najbogatszych kobiet świata. 'Cesarzowa piękna' - mówił o niej
        Jean Cocteau. Własnoręcznie stworzyła kosmetyczne imperium - zaczynając w
        Australii, poprzez Londyn, Paryż, Nowy Jork. Puderniczkę do jej pudru
        projektował Salvador Dali. Inicjały 'HR' do dziś są na najdroższych słoiczkach
        z kremem, reklamuje je Demi Moor.

        - Nie ma kobiet brzydkich, są tylko leniwe! - przekonywała Helena Rubinstein.

        - Niektóre kobiety nie kupią niczego, jeśli to będzie za tanie - odkryła też.

        Pionierka kultury urody, kultury bez zmarszczek - pisze się o niej.

        Kiedy zaczynała, w działach przyborów toaletowych można było kupić ledwie mydło
        i szczoteczki do zębów.

        Mam coś, co inni chcą kupić

        Już nie Chaja. 'Helena Juliet' - wpisuje imiona na liście pasażerów statku,
        którym płynie do Australii. Wuj ostrzegał w listach: 'Życie tutaj różni się od
        waszego, klimat jest bardzo gorący...'. Helena zabiera parasolkę, kapelusz z
        wielkim rondem. Od matki dostaje 12 słoiczków kremu. Wuj mieszka w Corelaine,
        osadzie farmerów, hoduje owce, prowadzi sklep. Helena przyjeżdża i
        widzi 'niekończące się pastwiska'. 'Nienawidziłam Australii. Upał, smutek,
        brzydota...' - wspomni.

        Pracuje w sklepie, opiekuje się dziećmi wujostwa. Ma szansę zostać żoną
        farmera. Nie chce farmera.

        Nie znosi słońca, chodzi w kapeluszu, smaruje twarz kremem.

        - Słońce jest samobójstwem dla urody! - będzie powtarzać i pierwsza wyprodukuje
        potem krem z filtrem.
        • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.II 05.08.07, 19:20
          Ma mleczną cerę. Żony farmerów mają zniszczone twarze, podziwiają cerę Heleny,
          chcą spróbować jej kremu. Helena rozdaje słoiczki i pisze do matki, żeby
          przysłała następne. A potem następne...

          'Wiedziałam, że mam coś, co inni chcą kupić...'

          Brzydka cera staje się ładna

          Po trzech latach na prowincji Helena wyjeżdża do Melbourne. Po trzech kolejnych
          zakłada firmę handlującą kremem i salon piękności - prawdopodobnie pierwszy
          taki przybytek na świecie. Po trzech następnych ma na koncie 100 tys. dol.,
          filie salonów w Sydney, Nowej Zelandii i zamówienia na krem z całej Australii.
          Australijki płacą za krem Heleny równowartość tygodniowej pensji. Ale to już
          nie był zwykły 'krem', lecz 'Valaze'. - To nieźle brzmiało - tłumaczyła nazwę.
          Opowiadała, że jej matka dostała pierwszy słoiczek od sławnej aktorki Heleny
          Modrzejewskiej, a specyfik opracował 'najsławniejszy doktor Lykusky' - trudno
          dziś ustalić, czy było w tym coś z prawdy. Podkreślała, że krem importuje z
          egzotycznej Polski - ale jest pewne, że szybko zaczęła go przyrządzać w
          Melbourne, sama wkładała do słoiczków, naklejała etykietki...

          Co było w słoiczku? 'Mikstura ziół i esencja z migdałów, plus ekstrakt z kory
          pewnego drzewa iglastego' - twierdziła. Pod wpływem mikstury zniknęły podobno
          nawet piegi, których nabawiła się australijska gwiazda Nellie Stewart. - Jest
          to najcudowniejszy znany mi preparat! - zachwycała się Stewart i użyczyła swego
          nazwiska do reklam Valaze. 15 tys. zamówień na krem zasypało Helenę, gdy w
          poczytnej gazecie w Sydney ukazał się entuzjastyczny artykuł o jej salonie. Bo
          Helena Rubinstein jako pierwsza pojęła, co należy dodać do słoiczka - reklamę,
          legendę, dobrą prasę.
          • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.III 05.08.07, 19:21
            Dwa tuziny kapeluszy

            Podróżowała po Europie w 1905 r. - Wiedeń, Berlin, Paryż i modne uzdrowiska...

            Dwie asystentki prosto z Wiednia? To siostra Cześka i kuzynka Lola. Potem
            ściągnie do pracy kolejne siostry, siostrzenice, siostrzeńców, kuzynki,
            kuzynów... W Europie uczyła się anatomii skóry, przywiozła wałki do masażu
            twarzy, środki odchudzające. Po powrocie zaczęła produkować Valaze do różnych
            rodzajów cery, śmietanki, toniki... Zaczęła się tytułować 'naukowcem od urody'.
            Podkreślała, że w Krakowie rozpoczęła studia medyczne; przerwała je, bo mdlała
            na widok krwi. Nie mogła studiować medycyny w Krakowie, dziewcząt wtedy nie
            przyjmowano - poprawia biografka Lindy Woodhead, która prześledziła jej
            historię, co chwilę wykrzykując: było inaczej! Podróżując po Europie, Helena
            wstąpi do Krakowa. Szybko wyjedzie i nigdy na Kazimierz nie wróci.

            'Bagaż starczyłby normalnej osobie na dwuletnią podróż' - opisze prasa jej
            krótki biznesowy wyjazd, w który Helena zabierze 'dwa tuziny kapeluszy, dwa
            tuziny par butów'.

            - Liczy się głównie blask - mawia.

            Zamawia stosy sukien, kapeluszy, futer u najlepszych projektantów, pozuje w
            nich do zdjęć, a zdjęcia wysyła do prasy. Będzie to robić 'dla reklamy' przez
            całe życie.

            Będzie nosić oszałamiającą masę biżuterii. Salvador Dali sportretuje ją
            przykutą do skały sznurami szmaragdów.
            • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.IV 05.08.07, 19:23
              Skandal! Damy tam chodzą

              Dama podjeżdża zakrytym powozem, wysiada na rogu Grafton Street. Twarz schowała
              za woalką, przechodzi szybko przez ulicę - i wchodzi do 'tego' salonu. Z okna
              na piętrze scenę obserwuje Helena Rubinstein, właścicielka Instytutu
              Piękności 'Valaze'. Jest rok 1908, Londyn. Helena przyjechała tu z Australii
              sama i otworzyła jeden z pierwszych salonów piękności w Europie.

              'Dziś nawet mnie trudno uwierzyć, że kobiety wchodziły do niego tylnymi
              drzwiami, żeby nie narazić się na skandal' - wspominała pół wieku później, jak
              wstydliwa była kwestia pielęgnacji urody w powiktoriańskiej Anglii. Ale okropny
              trądzik na twarzy pewnej wielkiej damy zniknął w tym salonie w cudowny sposób!
              (Rewolucyjna kuracja złuszczania naskórka). To ponoć wieść o tym kosmetycznym
              cudzie sprawiła, że do salonu Heleny zaczęły ciągnąć procesje. Po roku miała
              tysiąc stałych klientek - same świetne nazwiska. Na zapleczu londyńskiego
              salonu Helena zaczęła przyrządzać róż do policzków. I namówiła podobno żonę
              ówczesnego premiera Anglii, żeby pojawiła się z różem na twarzy w miejscu
              publicznym!

              Kupuje więcej pereł

              'Madame' - mówi do niej Edward Titus. Potem wszyscy będą tak się zwracać do
              Heleny Rubinstein.

              Madame wyszła za mąż za Titusa.'Był jedynym mężczyzną, który pochłaniał moje
              myśli tak bardzo, że zapominałam o biznesie' - wspominała. Nie byli dobrani,
              okaże się. Spotkali się w Melbourne, on też był polskim Żydem, podróżnikiem,
              dziennikarzem, miał ambicje literackie. To właśnie on zajął się tak skutecznie
              kampanią reklamową jej kremów; podobno sam pisał pod pseudonimami owe
              kryptoreklamowe artykuły do gazet. Miała 36 lat, kiedy się pobrali. Do
              czterdziestki zdążyła urodzić Horacego i Roya, a w międzyczasie otworzyć salony
              w Londynie i Paryżu. Helena chyba kochała Titusa. Titus kochał wiele innych
              kobiet. Czasem podejrzewała, że poślubił ją dla pieniędzy.

              Spędzali miodowy miesiąc w Nicei. Zobaczyła swojego męża zatopionego w
              namiętnej rozmowie z piękną dziewczyną. Tak był nią pochłonięty, że żony nie
              zauważył. Helena uciekła, wpadła do najbliższego jubilera, kupiła sznur pereł,
              wsiadła do pociągu i wróciła do domu. 'Zachowałam perły. I kiedykolwiek się
              potem kłóciliśmy, kupowałam więcej pereł. »Klejnoty sprzeczki « są jedną z
              moich słabości' - wspominała 93-letnia Rubinstein. Miała coraz więcej pereł. Po
              25 latach rozwiodła się z Titusem.


              Źródło: Wysokie Obcasy
              • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.V 05.08.07, 19:24
                Święty obowiązek kobiety

                - Nigdy nie czułam się tak cudownie! Masaż jest świętym obowiązkiem kobiety.
                Francuzki muszą go spełniać, jakżeby inaczej mogły utrzymać przy sobie
                kochanka? - zachwycała się, wychodząc z paryskiego salonu Rubinstein, sławna
                Colette, autorka odważnych obyczajowo powieści. Gdy jej słowa obiegły Paryż,
                lista zapisów do salonu się zapełniła. Helena otworzyła 'Maison de Beauté' w
                Paryżu w 1909 r. Oprócz kosmetyki twarzy zaczęła oferować klientkom nowoczesne
                zabiegi dla ciała, np. elektrolizę, hydroterapię, masaże...Ale co to był za
                masaż, który tak uwiódł Colette?

                'No wiecie, to nie był zwykły masaż, tam były pewne ekstrarzeczy...' -
                wspominała Helena.

                'Zapewne były to wibratory' - uważa biografka. Masaż waginy wibratorem był na
                przełomie XIX i XX wieku zalecany przez lekarzy jako remedium na kobiecą
                histerię powodowaną - jak diagnozowano - seksualnym niespełnieniem. Wibratory
                stały się wtedy tak popularne, że można je było znaleźć nawet w katalogach dla
                gospodyń domowych. Niemal na pewno Helena urozmaicała w ten sposób masaże w
                salonach - w Paryżu, Londynie i w Australii.

                Nie mam czasu na zabiegi

                Sama nie korzystała z zabiegów w swoich salonach. - Jestem robotnicą. Nie mam
                czasu...

                Własnoręcznie robiła sobie co rano masaż podbródka - kilkanaście uderzeń
                dłonią. I wcierała krem.

                Miała 150 cm wzrostu i dość łatwo tyła. Lubiła pieczone kurczaki i polską
                kiełbasę. - Kiedy się ciężko pracuje, trzeba jeść - mawiała. I wypróbowywała na
                sobie najnowsze diety. Wydała książkę 'Dieta dla urody', która stała się
                bestsellerem. Propagowała jedzenie surówek. - Musiałem wyciąć kilka cali z
                talii - zdradzał fotograf, jak retuszował jedno z jej zdjęć. Na niemal
                wszystkich fotografiach, przez całe życie - włosy czarne zaczesane w kok. 'Na
                inną fryzurę nie miałam czasu...' - wspominała. 'Byłam najszczęśliwsza,
                pracując. Ludzie domagają się krótszego czasu pracy. Myślą, że mają potem coś
                ważniejszego do roboty. A to praca jest najważniejsza...' - uważała.
                • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.VI 05.08.07, 19:25
                  Upadłe kobiety się malują

                  Kiedy w roku 1914 w Europie wybucha wojna, Helena płynie do Nowego Jorku. Jej
                  pierwsze wrażenie: 'Wszystkie kobiety miały twarze w okropnym białym pudrze i
                  dziwnie szary kolor ust. Pomyślałam: to potężny rynek dla moich produktów!'
                  Ameryka okaże się dla niej kopalnią złota. W 1915 r. otwiera salon w Nowym
                  Jorku, rok później w Bostonie, Filadelfii, Waszyngtonie, Chicago. Objeżdża
                  kraj, namawia sprzedawców do zakładania w sklepach stoisk z jej produktami,
                  wprowadza kosmetyki do domów towarowych w San Francisco i Cleveland, szkoli
                  demonstratorki, które uczą kobiety makijażu. Kiedy zaczyna, w purytańskiej
                  Ameryce szminka jest niemal niemoralna.

                  'Jedynie kobiety opisywane jako »upadłe « stosowały make-up. »Miłe dziewczyny «
                  nakładały troszkę ryżowego pudru na nos i wierzyły, że wiara w Boga uczyni je
                  pięknymi' - wspominała. Sufrażystki, wychodząc na ulice, żeby domagać się praw
                  wyborczych dla kobiet, demonstracyjnie malują usta na czerwono. Dziesięć lat
                  później Helena ma w katalogu całą paletę kosmetyków do makijażu: szminka
                  Czerwona Malina i Czerwone Geranium, róż w odcieniu płatków róży, róż barwy
                  cynobrowej pelargonii...

                  W roku 1927 Amerykanki kupią 2375 ton różu i 17 500 ton kremu. A w ankiecie
                  przeprowadzonej kilka lat później wśród studentek 85 proc. przyzna się, że
                  maluje usta. Wiele kupią od Heleny Rubinstein. Ale nie tylko od niej.

                  Ta Druga i polska mafia

                  'Ta Druga' - mówiła o swojej największej rywalce Elizabeth Arden. 'Polska
                  mafia' - mówiła Arden o Rubinstein i jej firmie obsadzonej krewniakami. Kiedy
                  Madame przyjechała do Ameryki, Ta Druga już tam była i od kilku lat sprzedawała
                  z sukcesem swoje kremy. 'Barwy wojenne' - tak Lindy Woodhead zatytułowała
                  symultaniczną biografię obu kobiet, które przez ponad pół wieku toczyły wojnę
                  na kremy, szminki, pudry. Kiedy jedna wypuszczała na rynek nowy produkt - druga
                  odpowiadała podobnym bądź lepszym. Arden podkupiła menedżera firmy Rubinstein -
                  Madame zatrudniła jej byłego męża. Ta Druga miała wspaniały salon przy Piątej
                  Alei w Nowym Jorku - Madame otworzy wspanialszy, przy Piątej Alei.

                  - Bywałyśmy na tych samych przyjęciach, ale nigdy się nie spotkałyśmy -
                  podkreślała Madame. Helena raz zobaczyła Elizabeth w restauracji. - Ładna cera,
                  dobry podbródek, ale za jaskrawy kolor farby do włosów jak na kobietę w jej
                  wieku! - oceniła blond Tej Drugiej. Madame umrze pierwsza. - Biedna Helena! -
                  westchnie Arden. 'Żadna z nich nie odniosła zwycięstwa nad drugą. Obie okazały
                  się triumfatorkami' - podsumowuje Lindy Woodhead.
                  • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.VII 05.08.07, 19:27
                    Zarabia sześć milionów

                    Niespodziewanie sprzedaje w 1928 r. akcje swojej firmy w Ameryce; dostaje za
                    nie 7 mln dol.

                    - Chcę poświęcić się życiu rodzinnemu, wrócić do Europy i ratować małżeństwo -
                    tłumaczy.

                    Kilka miesięcy potem na nowojorskiej giełdzie krach! Rok później Helena
                    odkupuje swoją firmę za 1, 5 mln dol. Na giełdowym krachu zarabia blisko 6 mln.

                    Piękne rzeczy

                    Goście, którzy wchodzili do nowojorskiego apartamentu Madame przy Park Avenue,
                    stawali oszołomieni. 26 pokoi zawieszonych od góry do dołu obrazami - Picasso,
                    Paul Klee, Degas, Chagall, Matisse, Miró, Modigliani. Kupuję hurtowo -
                    mrugnęła okiem, gdy ktoś dopytywał o ilość.

                    Kupowała zwykle u twórców, największych znała osobiście. Salvador Dali
                    wymalował jej pokój stołowy.

                    Do tego rzeźby - 622 rzeźby afrykańskie, które uwielbiała, zapoczątkowując modę
                    na tę sztukę. Do tego meble - wiktoriańskie krzesła obok chińskich stolików,
                    tureckich lamp na dywanie projektu Miró. Spała na modernistycznym łożu z
                    przejrzystego plastiku, w kształcie sań. Do tego masa innych 'pięknych rzeczy' -
                    jak mówiła o swoich kolekcjach. Do tego domy. Na Wyspie Świętego Ludwika w
                    Paryżu - z tarasem na dachu, z którego rozciągał się 'najdroższy widok w
                    Paryżu' - w Londynie, Cannes, Buenos Aires... Kiedy umrze, katalogowanie
                    jej 'pięknych rzeczy' zajmie rok, a aukcja, na której zostaną sprzedane, potrwa
                    dziesięć dni.



                    Źródło: Wysokie Obcasy
                    • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.VII 05.08.07, 19:28

                      Ale była skąpa!

                      Piękne stroje wliczała w koszty jako 'ubrania robocze', a zwrot dostawała z
                      dwóch urzędów podatkowych - w Nowym Jorku i w Paryżu. Prawie wszystko wliczała
                      w koszty. Bywała chorobliwie oszczędna.

                      - Elektryka jest taka droga! - rugała pracowników, chodząc po piętrach biurowca
                      i gasząc światło.

                      Kiedy zatrzymywała się w hotelu, podobno nie telefonowała z pokoju, tylko z
                      holu - było taniej. Potrafiła wysłać sekretarkę po przecenione pończochy - za
                      90 centów.

                      - Każdy, kto interesuje się pieniędzmi, musi studiować notowania giełdy -
                      mawiała i robiła to codziennie rano, mając na sobie bawełnianą koszulę nocną za
                      cztery dolary.

                      Co do dolara znała stan konta. Podczas zakupów wypadło jej z torebki kilka
                      drobnych monet. - A tak się zastanawiałam, gdzie się zawieruszyły! - ucieszyła
                      się. W papierowej torebce przynosiła do pracy lunch - pieczonego kurczaka,
                      którego zjadała przy biurku, oszczędzając czas i pieniądze.

                      Przy tym wszystkim była czarująca, fascynująca, ludzie ją lubili.

                      Pierwszy wodoodporny tusz

                      Rewelacja! Kąpiele w mleku, bicze wodne, gimnastyka, a nawet stół termalny, na
                      którym klientki relaksują się w promieniach podczerwonych! Takie rzeczy
                      zaoferuje Madame w salonie przy Piątej Alei w Nowym Jorku w 1937 r. 'Vogue'
                      będzie zachwycał się salonem na bitych pięciu stronach. Rewelacja! Rok 1939.
                      Waterproof Mascara - pierwszy na świecie wodoodporny tusz do rzęs. Helena
                      prezentuje go na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. (Wcześniej wymyśliła
                      spiralkę do rzęs!) W czasie wojny Madame zdobywa zamówienie na kosmetyki dla
                      armii - amerykańscy żołnierze dostają środki do kamuflażu i dezodoranty w
                      saszetkach z napisem 'Helena Rubinstein'. Zbiera fundusze na Polski Czerwony
                      Krzyż. W jej charytatywnych imprezach bierze udział Artur
                      Rubinstein. 'Lubiliśmy myśleć, że są między nami rodzinne związki, ale w
                      rzeczywistości nie mogliśmy się ich doszukać' - wspominała. Oprócz jednej
                      siostry, która nie wyjechała z Polski, reszta rodziny Heleny przeżyła wojnę. W
                      1945 r. jedzie do Europy, paryskie i londyńskie siedziby zastaje zniszczone.
                      Zabiera się do pracy. Rewelacja! Trzy lata po wojnie lansuje Jedwabny Puder. A
                      potem pierwszy specyfik pojędrniający i pierwszy krem z witaminami... W latach
                      60. ma salony w 14 krajach, sprzedaje w ponad stu, zatrudnia 30 tys. osób.
                      • albicilla Re: Helena Rubinstein-cz.VIII 05.08.07, 19:32
                        Księżna i drugi mąż

                        Miała 66 lat, kiedy wyszła drugi raz za mąż. On był młodszy o 23 lata - Artchil
                        Gourielli-Tchkonia pochodził z Gruzji i miał tytuł książęcy. Żeby się nie
                        nudził, wyprodukowała serię kosmetyków z herbem Gouriellich - dla pań i panów.
                        Jako pierwsza wkroczyła wtedy na rynek kosmetyków dla mężczyzn. Na Manhattanie
                        urządziła też House of Gourielli - pierwszy salon piękności dla panów. Nie
                        zarobiła na tym. Z drugim mężem była chyba szczęśliwa. Zmarł, gdy miała 77 lat.
                        Nie była na pogrzebie, dzień po jego śmierci spakowała suknie i pojechała
                        pozować Pablowi Picasso.

                        Diabeł Picasso

                        Kolekcjonowała własne wizerunki. Kiedy była w depresji, kiedy odnosiła sukces -
                        zamawiała portret.

                        'Ten diabeł' - mówiła o Picassie. Znali się dobrze, nalegała, żeby ją malował.
                        Kiedy się zgodził, wykonał ponad 40 szkiców, ale obrazu nie ukończył. Podobno
                        wierzył, że jeśli skończy portret ponad 80-letniej wtedy Rubinstein - umrze
                        przed nią. Ostatniego portretu nienawidziła. - O mój Boże! - zachwiała się,
                        poprosiła o krzesło. - Czy ja tak wyglądam? Obraz jest wspaniały. Namalował go
                        Graham Sutherland. Helena miała wtedy 86 lat. (Żeby wyglądać szczuplej, wlała w
                        siebie przed sesją wybuchową mieszankę przeczyszczającą - po czym zemdlała i
                        się posiniaczyła przy upadku). Na obrazie widać zmarszczki, plamy na
                        skórze. 'Świdrujące oczy wypatrują wyimaginowanego wroga, haczykowaty nos zdaje
                        się wyczuwać jakiś nieprzyjemny zapach. Madame wyglądała jak mściwa
                        autokratka' - opisuje swoje pierwsze wrażenie Patrick O'Higgins, jej sekretarz.

                        Potem pogodziła się z obrazem, bo wystawiony w Tate Gallery w Londynie zdobył
                        uznanie krytyki i rozgłos. A rozgłos Helena ceniła najwyżej.

                        - Pod wieloma względami była dla mnie kobietą tajemniczą - wspominał Sutherland
                        sesję malarską. - Była wspaniała. Niska i małomówna, obdarzona siłą władczyni
                        egipskiej. Miała wiele wątpliwości na swój temat i chyba tęskniła za innym
                        życiem, ledwie przez nią wyobrażonym. Wyraziła się tak: 'Mogłabym żyć bez
                        całych moich pieniędzy. Gdybym nagle została biedna, mogłabym mieć szczęśliwe
                        życie'.


                        Ostatni makijaż

                        - Nie ma znaczenia, jak bardzo kobiecie trzęsą się ręce, zawsze może umalować
                        oczy - mówiła o starości.

                        Nie chciała o niej słyszeć. Dobiegała osiemdziesiątki, a sprawiała wrażenie o
                        połowę młodszej - tak widział ją Patrick O'Higgins. Uderzająco młodo wygląda na
                        swoim ulubionym zdjęciu 'Madame Rubinstein w wieku 79 lat, w jedwabiach,
                        sobolach i perłach'. Ale na innym, w tym samym wieku, widać zaznaczone czarnym
                        pisakiem zmarszczki. Obok to samo zdjęcie po retuszu - gładka twarz.

                        - Przysięgam, skoro ja zmierzam do setki, to nie ma lepszego kremu! - 92-letnia
                        zachwalała swój Wake-Up Cream (nowej wersji Valaze.)

                        Przekroczyła dziewięćdziesiątkę i miała pretensje do młodszych sióstr Mańki i
                        Cześki, że odpoczywają, kiedy jest tyle do zrobienia. - Co nowego?! - budziła
                        pracowników z drzemki, wchodząc do biura. Do końca władała firmą, nie
                        bagatelizowała nawet najdrobniejszych spraw. Podczas jednego z porannych zebrań
                        (odbywała je często w sypialni) wpadła w taką furię na widok nieudanego
                        projektu opakowania kremu, że cisnęła pudełkiem o ścianę, spadła z łóżka i
                        złamała rękę. Zdarzało się już na samym końcu, że podczas zebrań
                        przysypiała. 'Było słówko, na którego brzmienie natychmiast się budziła.
                        Wystarczyło powiedzieć »dolar « albo »funt «' - wspominali pracownicy. Nosiła w
                        torebce kilkunastostronicowy testament i cały czas wprowadzała w nim poprawki.
                        Fortunę rozdzieliła głównie między najbliższą rodzinę. Nie zapisała im jednak
                        gotówki, utworzyła rodzinny zarząd powierniczy, zmuszając wszystkich do dalszej
                        pracy. Na długiej liście spadkobierców byli też współpracownicy, służba,
                        znajomi. Najbardziej zaufanym podwładnym zostawiła po tysiąc dolarów, wielu
                        było rozczarowanych.

                        Była w biurze, kiedy dostała wylewu. Ocknęła się i chciała się zabrać do pracy.
                        Zmarła następnego dnia w szpitalu - 1 kwietnia 1965 r. O śmierci Madame pisano
                        w gazetach na całym świecie. 'New York Times' poświęcił jej cztery kolumny.
                        Kilka tysięcy osób podpisało się w księdze kondolencyjnej.

                        Do trumny ubrano ją w ulubiony kostium z brokatu od Yves Saint-Laurenta.
                        Założono sznur czarnych pereł, o których mówiła 'najlepsze'. Włosy ufarbowano,
                        ułożono w kok. Wizażystka z nowojorskiego salonu umalowała jej twarz. 'Szczęka,
                        nos, kości policzkowe były silne, foremne i upudrowane najpiękniejszym
                        odcieniem lila, jaki kiedykolwiek widziałem' - opisuje O'Higgins. 'Jej skóra
                        różowiła się, włosy lśniły, była praktycznie bez zmarszczek, a niebieskie żyły
                        na czole wydawały się narysowane przez doskonałego artystę'. Zmalała jeszcze,
                        przypominała lalkę. Wszyscy mówili, że wyglądała pięknie.

                        Korzystałam m.in. z książek: Lindy Woodhead ,,Barwy wojenne. Helena Rubinstein
                        i Elizabeth Arden', przeł. Renata Gorczyńska, Warszawa 2004; Helena
                        Rubinstein ,,My life for beauty', New York 1966; Patrick O'Higgins ,,Madame. An
                        intimate biography of Helena Rubinstein', New York 1971; Susan Slesin 'Over the
                        top', New York 2003.


                        Źródło: Wysokie Obcasy
                        Autorka tego artykułu jest
                        Violetta Szostak2007-07-30, ostatnia aktualizacja 2007-07-26 18:19
Pełna wersja