Cześć dziewczyny,
Kompletnie nie potrafię zrozumieć prawidłowości jakimi kieruje się mój
organizm. Od kilkunastu cykli mam podwyższone FSH (2-3 dzień cylku od 20 do
30 jednostek, norma 4-6 jednostek). Przy poziomie 8,9 jednostek (o dziwo,
chyba jakiś wypadek przy pracy) zdecydowałam się na INV. Brałam końskie dawki
leków i ... urósł tylko jeden pęcherzyk, który na domiar złego obumarł.
Porażka.
Odczekałam kilka cykli, niestety poziom FSH nie zmalał. Przy poziomie 28,9
jednostek rozpoczęłam stymujację na 1 clo przez 5 dni. Urósł z tego jeden
pęcherzyk, przy punkcji okazało się, że pusty. Następny cylk, FSH 21,3 j.
Stymulacja 2 clo co drugi dzień plus codziennie dwie ampułki menogonu.
Wyobraźcie sobie, pusto, nic się nie pojawiło. Trochę się podłamałam. Widzę,
ze im więcej leków stymulujących biorę tym gorsze są efekty.
Dodam jeszcze, że mam tylko jeden sprawny jajnik. Mogę liczyć tylko na ten
jeden...
Poradźcie, co począć, jak zacząć się leczyć? Nie wiem już do kogo się udać.
Mieszkam w W-wie, leczyłam się w Novum, od kilku miesięcy w Invimedzie. Mam
wrażenie, że nikt nie potrafi mi pomóc

Od jakiegoś czasu lekarz proponuje mi rozważyć zapłodnienie obecej komórki
jajowej. Jest to już dla mnie ostatecznością. Czy naprawdę nie ma leku na
moją chorobę?