barbara1973
03.11.04, 14:41
Jak wiekszosc osob tutaj, staramy sie z mezem o dziecko i nic z tego nie
wychodzi. Teoretycznie ze mna wszystko w porzadku (juz kiedys robilam czesc
badan), z mezem niestety nie. Leczyl sie ponad rok, ale z niewielkim skutkiem
(poprawila sie ilosc plemnikow prawidlowych, itp, ale ich ilosc sie nie
zwiekszyla).
Trafilismy teraz do Invicty w Gdansku. Lekarz zobaczyl wyniki meza i wstepnie
zaproponowal nam in vitro. Uzasadnil to tym, ze inseminacja jest skuteczna,
gdy jest minimum 10 mln plemnikow w 1 ml, moj maz ma polowe tego 5 mln/ml, i
w zwiazku z tym inseminacja bylaby strata czasu i naduzyciem.
W miedzyczasie mam badania poziomu hormonow, itd, zeby sprawdzic, czy na
pewno ze mna jest wszystko ok - za tydzien bedzie wiadomo wszystko.
Boje sie in vitro, czy ta ilosc hormonow, ktora sie wtedy dostaje, nie
powoduje jakichs problemow zdrowotnych kobiety, no i dzieci?
Powiedzcie mi, czy ktos mial z Was mial juz taka sytuacje? Czy rzeczywiscie
skazana jestem na in vitro? Czy moze sie upierac i sprobowac inseminacji?
Wstepnie jestem zalamana i wystraszona ta diagnoza, mam nadzieje, ze pozniej
bedzie lepiej...
Pozdrawiam serdecznie