tymonka30
06.08.06, 13:18
Ja już sama zgłupiałam... To, że mam PCO to jest niepodważalne ale coś mnie
niepokoi i wydaje mi się, że może być przyczyną naszych niepowodzeń. Mój m.
ma jakiś stan zapalny, który czasem się pogarsza, czasem poprawia.
Powiedziałam o tym mojemu ginowi, zbadał mnie i powiedział, że mimo, że mam
żółtawy śluz czasm (co mi cały czas też nie daje spokoju) to u mnie nic nie
widzi, żadnego stanu zapalnego. Czy to że nie ma stanu zapalnego potwierdza w
100% brak bakterii??? Nie czuję też pieczenia żadnego, po prostu mam tylko
czasem żóławy sluz, no i czasem po @ mnie trzoszkę piecze ale to może
dlatego, że ten cały syf wylatuje. No ale w takim razie jeśli mąż coś
ewidentnie ma to chyba i ja powinnam to mieć? Czy nie sądzicie, że jednak
biocenoza by się przydała? Swoją drogą obgadaliśmy sprawę z m. i jutro chce
się udać to dermatologa-wenerologa, żeby zobaczył to coś. No bo po cholerę ja
mam brać clo w tym cyklu! Może najpierw trzebaby się wyleczyć??? Poradźcie
coś a może macie podobne doświadczenia????