Czołem kobietki - widzę,że to Forum zdominowane jest przez Was

Jest to w
pełni zrozumiałe bo to Wy niezależnie od przyczyn niepłodności ponosicie
główny ciężar kosztów leczenia.Hormony, inwazyjne badania - rozumiem to
wszystko patrząc na moją żonę.Ale nie jest tak, że mężczyźni nie czują bólu
związanego z niemożnością posiadania dziecka.
Jestem jedynakiem.Od zawsze marzyłem o licznym potomstwie i poprzez swoje
starania chciałem zdobyć możliwie jak najlepszy zawód a potem pracę by
zapewnić swojej rodzinie jak najlepszy byt.Dlatego też zdecydowałem się na
przeprowadzkę setki kilometrów od rodzinnego domu by zdobyć wykształcenie,a
potem stabilną,prestiżową pracę. Dzięki solidnej pracy udało mi się to.Co
więcej, dość szybko udało mi się znaleźć tą jedną jedyną i stanąć z nią na
ślubnym kobiercu.Mieliśmy mieszkanie, stabilną sytuację materialną,
czekaliśmy tylko na dziecko.Ale ono nie nadchodziło. Raptem po niecałych 8
miesiącach od ślubu zgłosiliśmy się do lekarza. Obserwacje owulacji u
żony,HSG,badanie nasienia, test przeżywalności i bezradność lekarza
ginekologa który opiekował się żoną. Niepłodność idiopatyczna... I nowe
otwarcie w profesjonalnym centrum leczenia niepłodności. Laparoskopia żony i
diagnoza mocno ograniczająca nasze nadzieje.A ja ?! Zdałem egzamin który miał
otwierać "wrota niebios", objąłem stanowisko i się wypaliłem... Nie umiałem
wykonywać zawodu którego nie lubiłem, nie potrafiłem zmusić się do współpracy
ze skonfliktowanym,nieprzychylnym zespołem. Myślałem sobie tak : " nie ma i
chyba nie będzie dziecka więc po cóż zabijać się pracą której nie znoszę".
Odszedłem. Dziś zaczynam stawiać kroki na nowym polu zawodowym.
Przygotowujemy się do rozpoczęcia procesu adopcyjnego. Staram się być jak
najlepszym człowiekiem i profesjonalistą w wykonywanym zawodzie. I wiem,że
niepłodność nie może zniszczyć naszego życia,nie może zniszczyć naszej
miłości. To,że nie możemy miec dzieci nie czyni nas ludźmi gorszego gatunku.
Uwierzmy w to, choć wszyscy czy prawie wszyscy nasi krewni i znajomi cieszą
się z przyjścia na świat swoich pociech. Przelewajmy naszą frustrację w
miłość i dawajmy ją innym. Pozdrawiam wszystkie (nie zapominając o
wszystkich;_)i życzę cierpliwości i wytrwałości.