Dodaj do ulubionych

Pytanie do polpotworek

02.03.07, 20:28
Witam. Gratulowałam Ci juz dwóch kreseczek w wątku oczekujacych na testowanie smile bardzo się cieszę że Ci się udało. Mnie niestety nie i szukam teraz promyczków nadziei. czy mogłabyś opisać swoją drogę do dzieciatka. chodzi mi o metody stymulacji, ile było owu, czy ew. jakies inne zabiegi. też mam PCO. z góry dziękuję i pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • polpotworek Re: Pytanie do polpotworek 02.03.07, 23:34
      Dorinko wierz mi mi calyczas trudno bylo uwierzyc ze jestem w ciązy ale dzis
      sie troszke uspokoilam jak zobaczylam ze beta rosnie. Bedzie mi pewnie lzej na
      sercu gdy zobacze fasoline we wlasciwym miejscu, zreszta kazda z zaciazonych
      tutaj przezywa to samo pewnie. Nerwy sa ogromne, powiedzialabym ze przez te 3
      dni najadala sie wiecej strach niz przez ostatnie lata.
      Moze napisze tak w wiekszym skrócie:
      -od czasu do czasu jako nastolatka podczas rutynowych kontroli dowiadywalam sie
      o torbielach w jajnikach które jednak same znikaly, mialam dosc regularne
      miesiaczki ale bardzo bolesne
      -gdy wyszlam za mąz to z powodu ogromnej depresji i nerwicy w jaka popadlam
      (nieciekawa sytuacja rodzinna) zaczely mi sie spozniac miesiaczki
      -z depresją sie uporalam w ciagu kilku miesiecy niestety miesiaczki byly
      rzadsze, juz z mezem od samego poczatku staralismy sie o dziecko... dostawalam
      obledu, myslalam ze to tak szybko pojdzie
      -pozniej wlasnie przez to depresja wrócila, nie bede sie za duzo o tym
      rozpisywac bo to nie to forum, w sumie jednak leczylam ją nastepne 3 lata bo
      bylam w takim stanie jakiego nie zycze nikomu(depresja dwubiegunowa)..., w
      miedzyczasie tez mialam powazne problemy tarczycą na która chorowalam juz od
      15 roku zycia, okazalo sie ze nie mialam jako mloda dziewczyna szczescia do
      lekarzy tylko do konowalów ktorzy mnie skubali z kasy i wmawiali rozne rzeczy,
      ale endokrynolozka ktora mnie leczyla wyprowadzila mnie z zaawansowanego
      hashimoto do stanu takieg ze moja tarczyca radzi sobie o dziwo bez leków od 1,5
      roku mimo ze mialam kosmicznie wysokie przeciwciala
      -w czasie tych 3 lat trafialam do roznych lekarzy z których jednen nie
      powiedzial nic, druga dala na wywolanie miesiaczki i nic nie wyjasnila, trzcie
      sie wielki pan profesor madrowal jakby byl bogiem(dal mi diane) które
      odstawialam po 2 miesiacach i znow przerwa i nastepny lekarz... tak od jednego
      do drugiego trafilam do mojej obecnej ginki rok temu(ta ciąza to dokladnie w
      rocznice) smile))))))
      -ona pierwsza powaznie podeszla do ojego problemu, wysluchala mnie, wszystko mi
      wyjasnila i skierowala na podstawowe badania, zrobila wywiad i po pierwsze
      zaznaczyla ze z podejrzewanym pcos juz wtedy przez nią mozna miec dzieci a po
      drugie ona nie zrobi nic puki mąz sie nie zbada, zaczela od przywracania mi
      normalnego cyklu, bralam luteine, duphaston, estrofem mite, to byl koszmar o ja
      mialam przez 2 lata 3 razy miesiaczkę, prosilam o namiary na dobrego psychitre
      gdyz podejrzewalam ze poprzedni wykorzystuje mnie naciagajac pieniadze
      - trafilam na konsultacje gdzie lakarz uswiadomil mnie ze poprzedni lekarz
      nieprawidlowo mnie leczyl i wrecz podtrzymywal moja chorobę, stwierdzil ze
      powinnam odstawic leki jak chce zajsc w ciąze bo on uwaza ze tak jest najlepiej
      i ze idzie to pokonac silą wli(oczywiscie jak stan jest w miare unormowany),
      mial tylko jedna pacjentkę z cięzką postacia schizofrenii która musiala wrocic
      do lekow w ciazy bo nie wytrzymywala, od razu zaproponowal stopniowe ostawiane
      leku i psychoteriapię w razie potrzeby lub konsultacje, odstawilam lek... czuje
      sie jak nowo narodzona mimo ze nie jest mi latwo ale nauczylam sie zyc z
      zaburzeniami jakie mam, plakalam, wyprówalam sobie flaki z rozpaczy ale
      zagryzlam zeby i stawalam na uszach by sie doprowadzic do porzadku i wyciszyc
      (zab. o charakterze dwubiegunowym)
      -kiedy mąz zrobila bad nasienia okazalo sie ze bylo super i to mnie podnioslo
      na duchu, kazala mi trzymac badz troche zrzucic wage(mialam bmi grubo ponad 30,
      wazylam 106kg!!!), stwierdzila cykle bez owulacji, probowalysmy przez wiele
      miesiecy roznych kombinacji metforminy, bromergonu, clo, niestety bez skutku...
      w ciagu tych miesiecy cykle powrócily tak regularne ze sama byla zdziwiona i to
      bez wspomagania progesteronem
      -w ciagu ostatnich miesiecy podlamalam sie jak juz zadne kombinacje nie
      pomagaly, najwiekszy pecherzyk po clo mial 11mm a endo kiepskie
      - w koncu stwierdzila ze mam zrobic badanie lh, fsh i prolaktyne, byla
      zaszokowana ze wyniki wyszla tak dobre, byly poprostu ksiązkowe
      -zapropponowala terapie gonadotropinami mimo ze nie byla specem od nieplodnosci
      -dostalam novynette(antykonc) w jednym cyklu by wyciszyc hormony a w nastepnych
      podala mi menopur od 2 dnia cyklu po jednej ampulce, niestey nerwy i
      przemeczenie zrobilo swoje... w pracy zaczelam zjezdzacz fotela, bylam zielona,
      dostalam goraczki, nogi mialam z waty, trafilam do niej ale ona wykluczyla ze
      to reakcja na menopur, jak sie pozniej okazalao zaatakowal mnie potworny wirus
      który mnie polozyl do lozka prawie umierajacą bo tak sie czulam, stymulacja
      musiala byc przerwana bo ginka stwierdzila ze taki wirus i w ogole wirusy to
      jedne z najbardziej uszkadzajacych czynników fasolki i ona nie moze mnie dalej
      stymulowac...zalamalam sie...ale znow zacisnelam zeby(najwiekszy pecherzyk mial
      wtedy 13mm chyba w 7 dniu cyklu i to byl dla mnie cud niestety stracony
      -w tym szczesliwym wlasnie cyklu wrocilysmy do menopuru choc pecherzyki juz tak
      ladnie nie reagowaly, dostawalam po 2 ampulki 75j codzien od 2 dnia cyklu,
      codzien zastrzyki i codzien monitoring... w sumie pozniej opisze dokladniej jak
      moj cykl wygladal bo bym musiala spojrzec w notatki... wierz mi ze zwatpilam
      czy ginka sie w boga nie bawi bo w sumie wladowala we mnie 22ampulki menopuru
      -najwiekszy pecherzyk mial 16-17mm, to byl 12 dc, ze wzgledu na krótlie cykle
      ginka podala mi pregnyk wraz jeszce z ostatnia dawką menopuru... i mówi...
      niech pani przyjdzie jak sie pani spozni... heheh, niec nie sprawdzalismy czy
      owu byla(mialam mieszane uczucia), bylam troche podlamana i prawie pewna ze nic
      z tego ze znow tyle nerwow i tyle pieniedzy... zeteraz pewnie zostana
      inseminacje(tak mowila) itd...
      i oto jestem z piekna beta... wlasnie wtedy gdy... zaczelam tracić nadzieje...
      wink)))))))))))))))


    • dorinkaw Re: Pytanie do polpotworek 04.03.07, 14:27
      Bardzo dziękuję za odpowiedź. takie historie dają siłę i nadzieję, ze wszystko skończy się dobrze. Ja z nowymi nadziejami przystepuję znowu do walki o nasze maleństwo! Jeszcze raz bardzo Ci dziekuję. Pozdrawiam i zyczę spokojnej ciąży.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka