Dziewczyny! Tak jak pisałam wcześniej, wybór padł na Gametę i młodego
radwanka. mam nadzieję, ze nie będę żałować. Wczoraj umówiłam sie na pierwszą
wizytę - 26 kwietnia.
Łzy same lecą mi po twarzy... tak długo czekałam, tak bardzo mocno wierzę, że
się uda i tak strasznie boję sie porażki. To nasze pierwsze i jedyne
podejscie do programu. Mamy już Synka i, jeśli nie wyjdzie, chyba łatwiej
będzie nam to przeżyć, właśnie poprzez fakt, ze mamy dziecko, które, mam
ndzieję, wynagrodzi nam wszelkie porażki. Szkoda będzie tylko pieniędzy... no
i szkoda adasia, który tak bardzo garnie sie do dzieci, i chce mieć tak
bardzo rodzeństwo. Nawet sam wybrał imię,. Powiedział kiedyś, że chciałby
mieć siostrzyczkę Ewę (moja przyjaciółka tak ma na imię i od momentu, kiedy
Adaś pojawił sie w moim brzuchu to imię najczęściej gościło w moich ustach i
naszym domu - no i dziecko sobie utrwaliło) lub braciszka (kiedy zapytałam,
jak miałby na imię, odparł : EW). Nie mogę doczekać sie pierwszej wizyty,
badań, kłucia zastrzykami, punkcji i transferu. Tak bardzo bym chciała, zeby
udało się zamrozić jakieś zarodeczki (w razie niepowodzenia, bo na
powtórzenie cąłego programu nie będzie mnie stać), tak bardzo marzę o
bliźniakach... I jednocześnie... boję się, ze moze sie nie udać, że nie
starczy nam pieniędzy, że coś pójdzie nie tak

. Mój mąż do tej pory
przeżywał razem ze mną, ale teraz widzę, że obojętnieje. W sumie jest mu
wszystko jedno, czy sie uda, czy nie. Ma już syna i wiecej dzieci mieć nie
musi (tzn. chce, ale jeśli nie wyjdzie, to mówi, że nic się nie stanie).
Trochę mnie to boli, bo chyba po 9 latach wspólnej walki, w końcu zostałam
sama na placu boju.
Jesteśmy 9 lat po ślubie i cały ten czas towarzyszy nam jedno motto: dziecko,
o które walczymy calutki ten czas. Udało sie z jednym, ale ja już 9 miesięcy
ciąży bałam sie, ze z drugim znów będą problemy. Aż boję sie pomyśleć, że
nasza walka dobiega końca (uda sie lub nie, ale to będzie koniec walki). Czy
będziemy umieli znów odnaleźć siebie? Czy bedziemy umieli rozmawiać ze sobą
na inne tematy niż dziecko, zapłodnienie, iui, ivf, isci, imsi, monitoring,
Salve, Gameta, Niwald, Radwan, itd. itp.? Czy będziemy umieli NORMALNIE żyć?
Czy nie skrzywdzimy dziecka, które juz mamy i które jest cąłym naszym
światem? Znów będziemy musieli poznawać sie na nowo... Oby się udało! Obyśmy
zaczęli wreszcie żyć, normalnie i po ludzku ŻYĆ!! we czwórkę

. Chciałabym
móc odłożyć pieniądze na wakacje dla Adasia, na nowe mieszkanie (bo mamy 37
m2 ), na coś... zwykłego, normalnego, typowego. Czy będę umiała o tym
wszystkim myśleć, po zakończonej walce? Bez względu na jej powodzenie lub
nie? A moze juz cąłkiem zwariowałam przez te 9 lat???? (przepraszam, za
chaos... miałam napisać tylko o tym, jak bardzo sie cieszę, że możemy zacząć
przygotowania, a wyszła... spowiedź z życia

). Agnieszka.