Dodaj do ulubionych

Trochę o życiu...codzienność przy staraniach...

10.05.08, 15:22
Dziewczyny,
Tak się ostatnio zastanawiam nad sobą i chciałam Was zapytać jak to
jest u Was.
Pamiętam po pierwszej ciąży, że ów stan trochę jednak
zmienia "codzienność"...np. kosmetyki, nie powinno się używać kremów
z retinolem a najlepiej ogólnie ograniczyć wszystko z pochodną
vitaminy A, nie bardzo można używać pillingów, pamiętam otrożność
przy farbowaniu włosów (najlepiej Colour Touch u fryzjera i nic
więcej smile)). Z jedzeniem też...nie za dużo wątróbki bo znów witamina
A, nie bardzo moje ukochane serki pleśniowe bo listeria. Najgorzej z
leczeniem...w zasadzie nic nie można brać i każdy ból gardła nie
zalezony wodą z solą trzeba konsultować z lekarzem..

I teraz tak się zastanawiam, jak tu żyć - bo niby wiem, że w ciąży
nie jestem...ale może jednak (poprzednim razem też byłam pewna że
nie). No więc boli mnie gardło i boli, odruchowo wyjęłam Tabcin z
szafki i odłożyłam...ale przecież to miesiąc, dwa, rok...nie
wiadomo...a lato idzie i jakiś balsam antycellulitowy też by się
przydał wink

Trochę z przymrużeniem oka ten wątek, a trochę na poważnie - jak Wy
do tego wszystkiego podchodzcie. Zakładacie, że "życie ostrożne"
zacznie się dopiero po pewnej informacji, czy jednak cały czas
kontrolujecie co jecie, jakich kosmetyków używacie? O lekach w
zasadzie ciężko rozmawiać bo tu jestem świadoma, że ostrożność jest
konieczna.

Jak to u Was?
Obserwuj wątek
    • staszkamama Re: Trochę o życiu...codzienność przy staraniach. 10.05.08, 17:52
      Oj dziewczyno, spokojnie, bez paniki big_grinDD Serki pleśniowe czy nawet miękkie - zgoda, do tego żadnego surowego mięcha, wędzonych specyfików itp., soki czy mleko raczej pasteryzowane. Ja np. unikam teraz w ciąży lodów i ciast/tortów z kremem niewiadomego pochodzenia, bo boję się salmonelli OO-/ Ale to chyba norma na co dzień. Kawa i kofeinowe napoje odpadają, tak jak i tonic bo zawiera chininę sad No i nie dotykam się do środków czyszczących bez rękawiczek. Włosów też teraz nie farbuję...
      A co do ciąży, to sama matka natura nie jest głupia big_grin Ponoć przez pierwsze 2-3 tyg ciąży wszelkie uszkodzone z przyczyn zewnętrznych komórki rozwijającego się zarodka są usuwane i wymieniane na nowe smile
      Więc myślę że zdążysz się zorientować i zmienić styl życia zanim coś dzidziulkowi się stanie.
      A co do leków, to jest spora lista całkowicie bezpiecznych jak paracetamol, no-spa, niektóre antybiotyki - penicylina i jej pochodne, na zgagę np. maalox. Na gardło płukanki typu woda z solą lub domieszką jodyny. Gorzej jest się tak naprawdę nie leczyć niż leczyć smile
      Pozdroofka, staszkamama
    • jula1232 Re: Trochę o życiu...codzienność przy staraniach. 10.05.08, 21:04
      kiedys tez może tak myślałam, a teraz .....smile mam takie mysli" co bedzie to
      bedzie" lub "jak ma byc dobrze, to bedze dobrze"smile
    • polarna77 Re: Trochę o życiu...codzienność przy staraniach. 10.05.08, 21:46
      Ja też jeszcze w ciąży nie jestem (mam nadzieję, że kiedyś w końcu
      się uda). Przy pierwszej ciąży też nie jadłam tych "niedozwolonych
      rzeczy" ale bez przesady. Kilka razy zdarzyło mi się wypić kieliszek
      wina i OK. Teraz pytałam gina na co mam uważać starając się, ale on
      twierdzi, że trzeba o tym zacząć myśleć jak test będzie pozytywny i
      tyle. I tego się trzymam. Przecież przez pierwszy tydzień (prawie)
      nie dochodzi jeszcze do zagnieżdżenia się (więc nie jesteśmy
      połączeni), a potem to już zostaje tylko tydzień i już wiadomo!
      Myślę, że rozsądnie: nie palić, nie upijać się, ale z tymi
      kosmetykami i jedzeniem to nie przesadzam. Powiem więcej: jestem na
      diecie bo chcę trochę schudnąć i właśnie siedzę przy kieliszku winka
      (podobno dobrze wpływa na endometrium, a ja wczoraj miałam
      owulację wink).
      Pozdrawiam
      • mjulka Re: Trochę o życiu...codzienność przy staraniach. 10.05.08, 23:01
        oczywiście, że nie ma sensu przeginać z uważniem.
        Zarodek, (już któraś z dziewczyn to napisała) zagnieżdża się blisko
        tydzień, potem zaś czerpie energię z ciałka żółtego.
        Niebezpieczeństwo zaczyna się, gdy tworzy się łożysko i wtedy
        wszystko, co jest w nas przenika do maluszka...ale wtedy już z
        pewnością będziesz wiedziała, że maluszek się u Ciebie zadomowiłsmile

        ja używam życia (w granicach rozsądku oczywiście), chuchając i
        dmuchjąc na siebie starciłam blisko rok...teraz do starań podchodzę
        z dużo większą dozą luzusmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka