Z powodu nadmiernego owłosienia i problemów z cerą (mam 24 lata a od 6 lat
walcze z niezbyt nasilonym ale ciągłym trądzikiem) a także nieregularnych
miesiączek (przez ostatnie pół roku) i generalnie złego samopoczucia chciałam
zrobić sobie badania hormonów. Badania te są jednak, jak na moją kieszeń
bardzo drogie, dlatego miałam nadzieje ze dostane na nie skierowanie od
endokrynologa. Zarejestrowałam się więc w przychodni, zrobiłam badanie tsh i
po ponad miesiącu czekania wreszcie udało mi się dostać do ponoć dobrego
endokrynologa. Wynik tsh miałam w normie (2, 85), zbadał tarczyce - ok.
Powiedziałam mu o wszystkich niepokojących mnie objawach co skwitował
stwierdzeniem - to normalne! Po czym dodał ze tylko 20% kobiet regularnie
miesiączkuje ( a mój ostatni cykl trwał 54 dni!). O żadnym skierowaniu na
badania nie mogło być mowy. Jedyną radą jaką mi dał było polecenie mi
tabletek anty, które uregulują cykl i poprawią cerę. No i mam teraz dylemat.
No bo wydaje mi się, że tak naprawde to nie dał mi tych skierowań dlatego, że
jest koniec roku i pewnie im się koncza limity. Ale może rzeczywiście to jest
norma???? Może przesadzam??? Do ginekologa chodze prywatnie więc nawet jeśli
mi powie jakie badania mam zrobić i kiedy to i tak bede musiała za nie
zapłacić. CZy ja przesadzam? Powiedzcie! Boje się że jesli to tak zostawię to
za dwa, trzy lata wyrosnie mi broda

albo, co gorsza skończy się to
problemami z płodnością (a ja tak bardzo chcialabym juz niedlugo zacząć się
starać). Pozdrawiam i proszę o radę.