Witajcie. Mam pytanie dot. in vitro.
Bardzo proszę o radę kogoś, kto ma rzetelną wiedzę na ten temat.. może któraś z Was doradzi.
Jestem po 1 nieudanym IVF oraz 1 transferze mrozaka. Po stymulacji miałam 3 bardzo dobrze zapłodnione komórki, wszczepiono mi 2, ale nie przyjęły się. Potem transfer tego ostatniego rozmrożonego zarodka. Też klapa. Zabiegi miałam w Holandii, gdzie mnie skierowano na in vitro z powodu wieku (mam 40 lat) oraz tego, że mąż miał zabieg re- wazektomii. (Przywrócenia pracy nasieniowodów, obecnie nasienie ma w normie, średniej jakości.)
Zbadano mi poziom FSH i spr. czy nie mamy HIV. Plus ocena zachowania plemników w śluzie, i normalne badanie ginek. Wszystko w porządku. Jedynie część plemników słabo się ruszała.
To przed in vitro.
Obecnie mam jeszcze dwie szanse refundowanego zabiegu w Holandii, muszę podjąć decyzję. Jednak mocno zastanawiam się nad prywatną kliniką, może w Niemczech lub Belgii.
Po in vitro i criotransferze w Holandii nie dostałam ŻADNYCH leków wspomagających typu luteina i inne, nic. Tylko zastrzyk z Pregnylu 5000.
Czytałam, że w późnym wieku czasem trzeba zastosować zabieg assisted hatching, czyli przerwanie otoczki zarodka żeby doszło do zagnieżdżenia się go w macicy. A tego i żadnych dodatkowych badań nie robią przy in vitro refundowanym w Holandii. Może powinnam zrobić badanie jakości komórek jajowych?
Dodam, że nasze zarodki były tej najlepszej jakości.. więc nie wiem, gdzie leży problem. Może psychika, ale to inna rzecz.
Czy powinnam nie marnując już czasu, którego mam mało.. pojechać jednak do prywatnej kliniki? Boję się, że jeśli zgłoszę się na ten "zwykły" zabieg, nic z tego nie będzie bez dodatkowych badań i stymulacji.
Za kilka miesięcy kończę 41 lat.
Proszę o radę.