Witam się serdecznie, podczytuję Was od kilku dni i mocno trzymam
kciuki za obfite plony groszkowe

Napisałam dopiero dziś, bo
czekałam na mój wyrok. Starania od 3 lat, leczenie od półtora roku.
Problemy: Moje PCOS, insulinooporność. Leki i stymulacje, które
brałam to: clo w różnych dawkach, duphaston, pregnyl, monitoringi
itp itd. Robiliśmy ponownie badania, niestety ja mam zaawansowane
pcos (bardzo dużo pęcherzyków - "jak korale"), mój m. ma kiepską
ruchliwość -asthenoozspermia ruch a+b tylko 30%, z czego te
najwżniejsze żołnieżyki A tylko 5%. Wszystkie inne badania
morfologia, hoos, i inne parametry nasienia w normie, albo na plus.
Tylko ruchliwość na minus. Obecnie leczę się w InviMedzie u dr.
Rokickiego, wczoraj byłam na decydującej wizycie, zdaniem lekarza
szansę daje tylko IVM.
Zapytałam o IUI, nie był zbyt optymistyczny, ale zaproponował, że
jeżeli już to na femarze. No i czekam na kolejny cykl, aby spróbować.
Po głowie mi tylko chodzi, czy to ma sens? Czy to tylko przedłużanie
i robienie sobie niepotrzebnych nadziei... Czy nie lepiej
wykorzystane byłyby te pieniążki od razu na IVM? Taki dylemat lub
podobny ma chyba każda z nas... Nie kieruję się tylko względami
finansowymi, i choć nie mam wolnych 7 tys teraz, to z czasem by się
znalazły i się znajdą

, IUI natomiast też coś koło 2000, w obydwu
przypadkach są pakiety przygotowawcze +/- 1500/2000. Chyba muszę
zadzwonić i się dopytać. Czy IUI ma sens... czy to nie wydłużanie
drogi do tego co i tak nieuniknione IVM...
Tak więc czytam sobie, zastanawiam się nad Waszymi rozterkami,
cieszę szczęściem i troskam troskami... Jestem tu... z Wami!
Miłego dnia! Dottie