23.09.08, 13:49
Hmmm Juz drugi raz zauwazylam jak ktos pisal,ze "Ty swoj limit
nieszczesc juz wykozrystalas..." CZy naprawde uwazacie,ze jEST
jakis limit??? ZE mozna to zmierzyc i przekalkulowac??
A czy szczescie tez wobec tego ma swoj limit i moge do szczesliwej
osoby powiedzec,ze ona juz swoj limit szczescia wykporzystala???

Nie czepiam sie tylko autentycznie mnie interesuje to zagadnienie.
Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Limity 23.09.08, 14:11
      > A czy szczescie tez wobec tego ma swoj limit i moge do szczesliwej
      > osoby powiedzec,ze ona juz swoj limit szczescia wykporzystala???
      >

      Niezłe smile

      To chyba bierze się ze zwykłego ludzkiego przekonania, że los nie może walić bez przerwy tylko w jedną osobę, musi być jakaś drobna nagroda za poprzednie tragedie.
      Ja w ciągu nieco ponad roku straciłam nagle ciotkę, dziecko, dobrą koleżankę, matkę (wszysto to nagłe śmierci), prawie rozsypał się związek i trzymam się. Ale wali mi się w pracy i zaczynam czuć, że to kamyczek podtrzymujący lawinę. Nie można stracić poczucia bezpieczeństwa we wszystkim.
      Nie uważam, że wyczerpałam limit tragedii. Wręcz przeciwnie - pytam się co jeszcze, bo czasem czuję, że niestety nie ma rzeczy niemożliwych. I paradoksalnie, myślę, że innych dotknęły gorsze rzeczy, a moim największym wrogiem jestem ja sama.
    • koralik00 Re: Limity 23.09.08, 16:07
      Tak sobie myśle że te limity to rzecz względna, nie sądze żeby było
      coś co rozdziela liczbe szczęść i nieszczęść po równo między ludzi.
      To raczej taka forma pocieszania się - a tak naprawde nie wiemy co
      nas jeszcze spotka. Wydaje mi się bradziej prawdziwe określenie że
      los bije lub daje na ślepo bez prowadzenia statystyk.
      • maja.the.bee Re: Limity 23.09.08, 16:28
        ja tez wierze w slepy los
        a ten niestety bywa okrutny
        wazne zeby miec w zyciu jakis pewnik, jakas jedna dobra rzecz,
        drugiego czlowieka, pasje, wiare, cokolwiek co pozwoli nam przetrwac
        najgorsze
        a moze kiedy to mamy, to to jest wlasnie to szczescie od losu?
      • po_trzydziestce1 Re: Limity 23.09.08, 16:36
        Zgadzam się Madziu z poprzedniczkami, to stwierdzenie to
        niewątpliwie próba pocieszenia. Nie ma czegoś takiego jak limit
        szczęścia lub nieszczęścia. Los zaskakuje nas każdego dnia, jak
        pozytywnie to super, gorzej gdy dzieją się rzeczy negatywne. Ale na
        tym właśnie polega życie, na przeplataniu się różnych wydarzeń
        dobrych i złych. Czasem coś wydarza się w naszym życiu, my nad tym
        rozpaczamy, rwiemy przysłowiowe włosy z głowy, wydaje nam się, że
        właśnie doświadczamy mega tragedii, po czym nagle wydarza się
        zupełnie coś innego i nasze poprzednie smutki wydają nam się w tym
        momencie śmieszne. Źle się dzieje, gdy los doświadcza nas zbyt dużą
        dawką złych wydarzeń, a nawet gdy te dobre się pojawiają, my
        jesteśmy tak przygnębieni, że zdajemy się tego nie dostrzegać. Wtedy
        następuje załamanie, pretensje do losu, do Boga i złość, że
        wszystkim na około wszystko się udaje tylko nam nie. Bardzo żałuję,
        że oprócz macierzyństwa nie pragnę jeszcze in. rzeczy, aby czuć się
        szczęśliwą. Może przy większej ilości pragnień, łatwiej byłoby je
        realizować i łatwiej byłoby spokojnie i szczęśliwie żyć. Ale
        niestety, mam tylko jedno pragnienie, które jest mi niezbędne do
        szczęścia i spokoju.
        • maja.the.bee Re: Limity 23.09.08, 17:05
          Ale
          > niestety, mam tylko jedno pragnienie, które jest mi niezbędne do
          > szczęścia i spokoju.

          przewaznie tez tak mysle..ale gdzies tam w srodku dobrze wiem, ze
          spelnienie jednego pragnienia powoduje, ze w jego miejsce zaraz
          pojawia sie kolejne...taka juz ulomna, ludzka natura, ciagle gonimy
          za "szczesciem"
          a tymczasem ze szczesciem jest tak jak w sygnaturce lilith smile
          • justmaga Re: Limity 23.09.08, 17:32
            Niestety ze szczesciem wcale nie jest tak... Czy uwazasz,ze w domach
            dziecka sa nieszczesliwe dzieci tylko dlatego ,ze sie za takie
            uwazaja???
            • lilith76 Re: Limity 24.09.08, 12:20
              Jeśli to uwaga co do sygnaturki, to jej chyba chodziło o moją poprzednią smile
              • maja.the.bee Re: Limity 24.09.08, 12:46
                och, a ja sie caly czas zastanawialam skad justmaga wyciagnela takie
                wnioskismile
                nie zauwazylam zmiany sygnaturki smile
                tamta bardzo mi sie podobala
          • wie_wioreczka Re: Limity 23.09.08, 18:50
            maja.the.bee napisała:
            > przewaznie tez tak mysle..ale gdzies tam w srodku dobrze wiem, ze
            > spelnienie jednego pragnienia powoduje, ze w jego miejsce zaraz
            > pojawia sie kolejne...taka juz ulomna, ludzka natura, ciagle gonimy
            > za "szczesciem"
            To nie jest ułomność, to jest cud natury! Były prowadzone badania,
            na ludziach, którzy realizowali swoje życiowe marzenia. I okazało
            się, że wcale nie realizacja tych marzeń była najważniejsza, tylko
            droga do nich. A tylko Ci, którzy potrafili szybko postawić przed
            sobą nowe cele, nie tracili wiary w sens życia.
            Na tej samej zasadzie funkcjonuje człowiek, który musi wszystko
            odbudować od nowa. Najpierw stawia sobie, małe cele, a później coraz
            śmielsze smile

            > a tymczasem ze szczesciem jest tak jak w sygnaturce lilith smile

            Dokładnie tak. I pamiętajmy, że jesteśmy wychowani w kulturze
            ciągłego narzekania - na rząd, na sąsiada, na szefa, na męża,
            rodzinę. To nie pomoga w codziennym życiu. Zbyt często szczęscie i
            marzenia - "zdarzają się", a nie "pracujemy" na nie.
    • wie_wioreczka Re: Limity 23.09.08, 19:08
      justmaga napisała:

      > Hmmm Juz drugi raz zauwazylam jak ktos pisal,ze "Ty swoj limit
      > nieszczesc juz wykozrystalas..."



      CZy naprawde uwazacie,ze jEST
      > jakis limit???
      Ja uważam, że w części spraw życiowych możesz wyznaczyć sobie taki
      limit. Choćby w sprawach uczuciowych - podam przykład mojej dobrej
      koleżanki. Dziewczyna, piękna, mądra, rozsądna, bogata i od dawna
      bardzo skoncentrowana na tym, aby wyjść za mąż. Musiała niestety
      doświadczyć wielu cierpień od tych tymczasowych miłości, aby nauczyć
      się rozróżniać przelotne zauroczenie a prawdziwe oddanie i miłość.
      Przez lata cierpiała okrutnie będąc w trudnych związkach. Myślę
      nawet, że gdyby nie miała tych wcześniejszych doświadczeń, nie
      związała by się ze swoim aktualnym mężem.
      Nie wiem czy powyżej jasno się wysłowiłam. Chciałam powiedzieć, że
      ten limit często jest. Wtedy, kiedy świadomie rezygnujesz, odmawiasz
      z wchodzenia w pewne realacje lub nie bierzesz udziału w pewnych
      zdarzeniach itp.
      Tylko tego typu "ochrona" przed wiadomymi skutkami nie występuje,
      jeżeli masz doczynienia ze zdarzeniami "nagłymi".



      ZE mozna to zmierzyc i przekalkulowac??
      Uważam, że czasami tak. Można przekalkulować ryzyko i nie decydować
      się na udział.


      > A czy szczescie tez wobec tego ma swoj limit
      Ty sama ustalasz wewnętrznie, co jest dla Ciebie szczęściem i tylko
      Ty możesz wprowadzić sobie limity lub też mieć ochotę na więcej.

      i moge do szczesliwej
      > osoby powiedzec,
      A skąd będziesz wiedzieć, że ona jest szczęśliwa? Może to tylko
      pozory?

      ze ona juz swoj limit szczescia wykporzystala???
      Nie ma czegoś takiego. Nikomu nie można zabronić bycia szczęsliwym.
      Nawet ludzie w nieludzkich warunkach (obozach jenieckich) - kochali,
      troszczyli się o siebie i krótkimi chwilami byli szczęśliwi.

      > Nie czepiam sie tylko autentycznie mnie interesuje to zagadnienie.
      • justmaga Re: Limity 23.09.08, 23:19
        we wioreczka Czy Ty naprawde tak sadzisz...?? Jestem zdumiona.
        mozna wpasc pod samochod,zostac okradzionym,byc bitym pzrez rodzicow
        czy meza, i wierz mi mozna tak bez konca. Sa ludzie,ktorym wszytsko
        sie sypie chocby nie wiem jak byli pogodni... A jesli wobec Ciebie
        istnieje limit nieszczesc to czemu tylko nieszczesc?? Dlaczego np 3
        poronienia to limit wykorzystany a 5 zdrowych dzieci i nie ma
        limitu???

        A ograniczanie sobie cierpien jak w wypadku twojej kolezanki to
        niezupelnie to o co mi chodzilo... To cos czym mozesz sterowac . Ja
        mowie o nieszczesciach..z gory...
        • wie_wioreczka Re: Limity 24.09.08, 09:59
          justmaga napisała:

          > we wioreczka Czy Ty naprawde tak sadzisz...??
          Tak na prawdę sądzę, że to my sami oceniami pewne sytuacje
          jako "szczęśliwe"/"nieszczęśliwe" lub jako zdarzenie, które nauczyło
          mnie czegoś, czy nadal będę się tak samo zachowywać jak "to" mi się
          zdarzy.


          Jestem zdumiona.
          > mozna wpasc pod samochod,zostac okradzionym,
          Tak jak pisałam w poprzedniej wiadomości "Chciałam powiedzieć, że
          ten limit często jest. Wtedy, kiedy świadomie rezygnujesz, odmawiasz
          z wchodzenia w pewne realacje lub nie bierzesz udziału w pewnych
          zdarzeniach itp.
          Tylko tego typu "ochrona" przed wiadomymi skutkami nie występuje,
          jeżeli masz doczynienia ze zdarzeniami "nagłymi"." - a wypadek lub
          złodziejstwo jest nagłe. No chyba, że nie uważasz na przejściu dla
          pieszych i przechodzisz na czerwonym świetle...



          byc bitym pzrez rodzicow
          > czy meza, i wierz mi mozna tak bez konca.
          Wiem, że można bez końca, ale zmiana tego leży w rękach dorosłych.
          Mój ojciec przez lata "terroryzował" rodzinę. Do momentu, kiedy to
          My nie powiedzieliśmy dość! Nie było łatwo. Teraz po kilkunastu
          latach od tego momentu, szczerze mogę powiedzieć, że pomimo bólu
          rozstania warto było zakończyć tą sytuację. Trudno są koszty - nie
          utrzymuję z nim kontaktu - tylko czy jest mi potrzebny kontakt z
          oprawcą? Nawet jak myśli, że tak okazywał nam swoją miłość?


          Sa ludzie,ktorym wszytsko
          > sie sypie chocby nie wiem jak byli pogodni...
          Jak długo żyję, nie poznałam takiej osoby, której "wszystko" się
          posypało. Bo nigdy nie jest tak, że "jak Pan Bóg zamyka drzwi, to
          Matka Boska otwiera gdzieś okno". Wymaga to pewnej otwartości.

          A jesli wobec Ciebie
          > istnieje limit nieszczesc to czemu tylko nieszczesc??
          Pisałam, że niekiedy, ale to tylko jeżeli są jakieś zaburzenia -
          osoby wyznaczają sobie i "limity" szczęścia. Często mówią,
          że "wtedy" to oni byli szczęśliwi, a teraz to szkoda mówić, wszystko
          mi się sypie. A później okazuje się, że to jeszcze nie bylo wszystko.

          Na prawdę nigdy nie ma tak, aby nie mogło być gorzej i trzeba
          nauczyć się dotrzegać i doceniać to co mamy. A jak nas los złamie -
          szukać wsparcia u innych ludzi.


          Dlaczego np 3
          > poronienia to limit wykorzystany a 5 zdrowych dzieci i nie ma
          > limitu???
          To proste. Każdy indywidualnie wyznacza sobie "limity", np. decyduję
          się tylko na jedno lub dwoje dzieci i zabezpieczam się przed
          kolejnym. Jeżeli Ty sobie wyznaczyłaś ten limit, to tylko Ty możesz
          to zmienić.


          > A ograniczanie sobie cierpien jak w wypadku twojej kolezanki to
          > niezupelnie to o co mi chodzilo... To cos czym mozesz sterowac.
          Równie dobrze możesz się nauczyć "sterować" własnym życiem, uczyć
          się z własnych doświadczeń, nie wchodzić w pewne relacje, zdarzenie.

          Ja
          > mowie o nieszczesciach..z gory...
          Justmaga - jeżeli nie bierzesz pod uwagę kilku scenariuszy przy
          nowych sytuacjach, to jeżeli wydarzy się coś nagłego - będziesz
          odbierać jako "nieszczęście".
          Czy wiesz, że kilkadziesiąt procent par na ślubnym kobiercu wierzy,
          że to związek do końca życia? I zobacz, robią to pomimo tego, że
          statystyki są bezwzględne. Zobacz piratów drogowych - czy oni myślą
          o tym, że za rogiem może czekać na nich wypadek i śmierć. Nie nie
          myślą o tym, chcą jak najszyciej dojechać do celu.
          Nagła śmierć mojej najlepszej koleżanki boleśnie uświadomiła mi, że
          TRZEBA cieszyć się tą chwilą, która jest teraz, bo za chwilę możesz
          już tego nie mieć. Ty wiesz ile my miałyśmy planów na przyszłość i
          co? Nic nie zostało. Ale! Pozostała wiara, że skoro już poszła do
          nieba, to mam najlepszego obrońcę na świecie. I nagle moje zycie
          zaczęło się odmieniać.


    • ankups Re: Limity 23.09.08, 21:56
      chym... mysle o dwóch rzeczach - szukamy pocieszenia, pewnika, nawet
      jesli stawiany jest na piasku naszych pragnień - a jednak daje to
      namiastkę spokoju. I druga sprawa - uczymy sie żyć z naszymi
      krzyżami, każdy kolejny, pod którym upadniemy, aby jednak powstać,
      daje siłę - bo czy byłabym w kolejnej ciązy po stracie trojga
      Dzieci? - moze to ten limit, linia, za która nieszczęście przestaje
      nas łamac? no nie wiem, ale chyba w moim życiu jakoś tak to działa.
      zmierzyc i przekalkulować? ech, byłoby zbyt łatwo... i wtedy nie
      byłoby nas tutaj smile
      Czy szczęście ma swój limit? eeee... gdzie tam! z boku owszem - ma
      dom, furę, kasę, super meża, dziecko/dzieci - to z boku - to nasz
      limit stawiany komuś, a jak jest w środku? moze brak jej spokoju
      ducha, moze ma depresję po smierci kogoś bliskiego, a moze ten super
      mąż jest skurwysynem?... z boku limit jest, w środku - wciąż dążymy
      dalej, glebiej, więc limit wciąz przesuwa się dalej - no i dobrze,
      bo raz osiągnięte szczeście szczęsciem byc przestaje w
      codzienności.A tak mamy odnawialną szansę na radosć smile
    • gosiaczek557 Re: Limity 24.09.08, 09:10
      Gdy zaczęłam starać się o dziecko myślałam, że wszystko pójdzie
      gładko. Myślałam, "tyle rzeczy mnie w ostatnich latach spotkało, że
      nie byłoby to sprawiedliwe, gdybym teraz miała mić kłopoty z
      zajściem w ciążę"... Noooo... i nic z tego.

      Kiedy mój poprzedni wieloletni związek rozpadł się nie miałam w
      sumie czasu, żeby z tego powodu rozpaczać, bo w bardzo krótkim
      czasie okazało się, że jestem poważnie chora. Przeszłam dwie
      operacjie i ciężkie kilkumiesieczne leczenie. Człowiek w chorobie
      potrzebuje kogoś bardzo bliskiego, a ja ze swoją chorobą zostałam
      sama. Z chorobą i z układaniem sobie życia od nowa.

      Te doświadczenia bardzo mnie zmieniły. Zupełnie przewartościowały
      mój świat. Zaczęłam inaczej patrzeć na ludzi. Sprawy, które do tej
      pory były ważne przestały być ważne, a te do których nie
      przywiązywałam znaczenia nagle okazały sie najistotniejsze.
      Poznałam mojego obecnego męża. Stworzyliśmy sobie nasze cudne
      gniazdko. Kochamy się, szanujemy, wspieramy. Można by powiedzieć, że
      bilans nieszczęść i szczęścia się wyrównał. Czy wobec tego teraz
      powinno spotkać mnie jakieś nieszczęście? A może szczęście?

      Mój mąż zawsze powtarza, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wbrew
      pozorom nieszczęście, które mnie spotkało pozwoliło mi się zmienić,
      wiele się nauczyłam o sobie i o życiu. Dzięki tym zmianom stało się
      możliwe moje obecne życie i jest ono lepsze od tego sprzed choroby.

      Teraz staramy się o dziecko. Od 21 cykli. I nic nie wychodzi.
      Dlaczego? Nikt tego nie wie. Ale dla naszego związku to wielka
      próba. Bo problem jest poważny. To od nas zależy, czy ten problem
      nas wzmocni, czy powstanie w naszych relacjach rysa... Same wiecie
      doskonale jak to jest.

      Nie ma czegoś takiego jak limit szczęść i nie szczęść. Są tylko
      poytywne i negatywne wydarzenia i doświadczenia. W dużej mierze to
      od nas zależy, jak je wykorzytamy, czego się poprzez nie nauczymy.
      To trochę jak w tym powiedzeniu "co nas nie zabije, to nas wzmocni".

      Jeśli ktoś jest szczęśliwy i dobrze mu się powodzi, to powinniśmy
      cieszyć się z tego i życzć mu powodzenia. Jeśli kogoś spotyka
      nieszczęście, to powinniśmy pochylić się nad nim, dać mu jeśli to
      możliwe wsparcie. Nie można szczęścia czy nieszczęścia rozpatrywać w
      kategoriach "co się komu należy", bo to tak nie działa...
    • lilith76 Re: Limity 24.09.08, 12:25
      Są kontrowersyjne systemy myślowe, bo psychologicznymi bym tego nie nazwała, które opierają się na przeświadczeniu, że to co złe ściągamy sami na siebie. Wystarczy więc przeprogramować system myślenia i zacznie przychodzić to dobre. Chyba o tym jest "Sekret" Rhondy Byrne.
      Dla mnie to nieco sekciarskie i brutalne w stosunku do niektórych osób (jak można twierdzić, że pijany mąż tłucze żonę, bo tak na prawde ona tego chce). Takie myślenie jest możliwe przy bardzo silnych środkach na depresję, na granicy manii wink
      • gosiaczek557 wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 13:27
        To nie do końca tak. Czytałam tę książkę. Z ciekawości, bo nie
        schodziła z list bestsellerów. Trochę dziwna i można mieć wrażenie,
        że lekko nawiedzonawink ale ja uważam, że jest tam sporo prawdy.
        Moim zdaniem nie chodzi w niej tylko o to, żeby wierzyć, że wszystko
        czego pragniemy możemy osiągnąć tylko o to prosząc, ale czasami sami
        siebie ograniczamy w swoich dążeniach myśleniem typu "co się moze
        nie udać".

        To nie jest tak, że kobieta chce żeby mąż ją tłukł. Tylko ona
        przyjmuje postawę "jak jest mi źle, że mąż mnie bije",
        zamiast "muszę zrobić wszystko, żeby mąż mnie nie bił". Często
        kobiety zostają ze swoimi mężami-oprawcami, bo boją się, że same
        sobie nie poradzą... bo myślą, że nie mają dokąd pójść, bo co powie
        rodzina, bo wstyd się przyznać, bo gdzieś tam w głębi serca nadal go
        kochają itd. Czyli takim myśleniem trochę powodują, że tkwią w
        związku z bijącym mężem. Zostając z nim w pewnym sensie godzą się na
        to co je spotyka, czyli też na bicie. I naprawdę wiem coś o tym, bo
        moja siostra uciekła od takiego męża. I też trochę to trwało zanim
        się na taki krok odważyła. A teraz jest bardzo szczęśliwa w nowym
        związku.

        A przykład na działanie myślenia pozytywnego...
        Moja przyjaciółka nie mogła sie z nikim związać na dłużej. Same
        niepowdzenia... Kiedyś przy butelce dobrego wina zaczęłyśmy się
        zastanawiać dlaczego tak jest. I... doszłyśmy do wniosku, że ona
        urządziła to swoje życie tak, żeby nikt nie był jej potrzebny, bo
        tak czuła się bezpieczniej. Zakładała "po co się wiązać, potem
        wszystko może się zepsuć, same rozwody dokoła, będę cierpieć".
        Gdzieś podświadomie wybierała sobie facetów, którzy byli wolnymi
        ptakami, bo wiedziała, że oni są tylko na chwilę i nie zburzą jej
        porządku życia. Po tej rozmowie postanowiła to zmienić. Przemyślała
        to sobie i otworzyła się na zmiany. Powiedziała sobie "tak, chcę
        mieć męża, dom, dzieci". No i poznała fajnego faceta. Miała odruch
        ucieczki, kiedy powiedział, że chciałby mieć z nią dziecismile ale
        jakoś się powstrzymałasmile Oczywiście nadal planuje trochę ostrożnie
        ich wspólne życie, ale już nie boi się tych zmian. I naprawdę
        osiągnęła to poprzez zmianę swojego myślenia z "napewno sie nie uda"
        na "chcę, żeby mi się udało".

        Jak się mają te dwie historie do naszych starań o dziecko? Czy można
        myślami "przyciągnąć" do siebie ciążę? Pewnie nie. Ale... jeśli
        myślimy pozytywnie, wierzymy że nam się uda, to czujemy się lepiej,
        mamy mniej stresu (prolaktyna nam nie skaczesmile)) a tym samym
        jesteśmy zdrowsze. A jeśli jesteśmy zdrowsze, to i szanse na ciążę
        mamy większe.

        Oczywiście bzdurą byłoby myślenie, że kobieta która poroniła
        spowodowała to swoją postawą. Na niektóre rzeczy naprawdę nie mamy
        wpływu. Ale to właśnie od naszego myślenia, nastawiania zależy jak
        sobie z taką tragedią poradzimy. I nie chodzi tu o wpadania w
        euforię - taką faktycznie można wywołać tylko środkami na depresję -
        żałoba i smutek są nam potrzebne tak samo jak radość i szczęście.
        Jest to naturalne. Ważne jest tylko, czy po takiej tragedii będziemy
        potrafiły się pozbierać i pójść dalej... a do tego wiara i pozytywne
        myślenie są bardzo potrzebne.
        • justmaga Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 13:54
          Wlasnie ja pisze i nieszczesciach na ktore NIE MAMY wplywu. I
          Kompletnie nie chodzilo mi o to czy ktos bedzie z tego powodu
          nieszczesliwy czy nie.
          Jesli okradna Cie 5 razy mozesz sobie dalej byc szczesliwa i patrzec
          z poztywnej strony. Nie o to mi chodzilo. Chodzilo mi o to czy po 5
          razach masz prawo sie spodziewac,ze nigdy do konca zycia Cie nikt
          nie okradnie. Czy jezeli raz wpadlas pod samochod nigdy Ci sie juz
          to w zyciu nie zdarzy?? CZy po jednym poronieniu trzeba ciagle zyc
          obawa pzred nastepna ciaza bo limit poronien to np 5

          Kompletnie nie interesuje mnie jak sie do tych nieszczesc podejdzie
          z usmiechem z depresja czy olewacko.
          Interesuje mnie LIMIT

          Jest czy nie?
          • gosiaczek557 Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 14:13
            Moim zdaniem nie ma takiego limitu.
            • gosiaczek557 Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 14:33
              nie ma takiego limitu, ale to nie znaczy, że jeśli okradną cię piąty
              raz to masz od razu zakładać, że okradną Cię szósty... startujesz od
              zera - mogą Cię okraść jeszcze 5 razy albo wcale. NIC NIE MOŻESZ
              ZAŁOŻYĆ. Może cię spotkać znowu to samo, ale MOŻE TEŻ MOŻE BYĆ
              ZUPEŁNIE INACZEJ.






              • po_trzydziestce1 Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 17:44
                gosiaczek557 napisała:

                >NIC NIE MOŻESZ ZAŁOŻYĆ. Może cię spotkać znowu to samo, ale MOŻE
                >TEŻ MOŻE BYĆ ZUPEŁNIE INACZEJ.

                Bo najzwyczajniej na świecie na wiele rzeczy nie mamy KOMPLETNIE
                wpływu. Owszem, ludzie, którzy myślą pozytywnie i są optymistycznie
                nastawieni do życia wydają nam się szczęśliwsi. Ale wynika to z
                tego, że tym ludziom łatwiej jest pogodzić się z tym co się u nich
                wydarza i wciąż mają uśmiech na twarzy. A powiedzenie, że pozytywne
                myślenie przyciąga pozytywne zdarzenie u mnie się nie sprawdzasmile
          • lilith76 Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 14:48
            Ja wierzę w statystykę. Większość kobiet, które roniły, roniły tylko raz. Dwa i więcej strat to margines, może nie wąski, ale obrzeże wykresu. I nawet jeśli ja sobie tę statystykę wymyśliłam, to gówno mnie to obchodzi.
            Tego się twardo trzymam.

            W wielu przypadkach na limit mamy wpływ. Można zostać okradzionym raz, no może dwa, ale więcej to już współudział. Pisze, to kobieta okradziona z dokumentów trzy razy i za każdym mogłam temu zapobiec.
            Tak samo można ulec wypadkowi samochodowemu, ale ile jest osób, które mają te wypadki więcej niż raz i za każdym razem był to nieszczęśliwy przypadek??? Można wejść na pasy na zielonym świetle i zostać potrąconym przez kierowcę idiotę. Ile jest osób, którym przydarzyło się to więcej niż raz? Kiedyś każde z nas pożegna rodzica, członka rodziny. W pechowym zbiegu wydarzeń stanie się to zbyt wcześnie i zgony się skomasują.
            Wierzę w statystykę i zdrowy rozsądek.
            Nienawidzę bezsilności, więc usuwam ją z mojega życia ile sił starcza.
            • gosiaczek557 Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 15:08
              Dokładnie o to mi chodzi. Limit nie istnieje, ale możemy mieć wpływ
              na to co nas spotyka. I też nienawidzę, jak Lilith76 bezsilności, a
              z całych sił wierzę, że pozytywne myślenie pomaga osiągnąć to co się
              chce.

              staram się o dziecko 21 cykli, co mam myśleć o najbliższym skoro nie
              udało się już 21 razy? Myślę, że tym razem MOŻE SIĘ UDAĆ. A jeśli
              nie to uda się następnym. No i robię to co trzeba, żeby się udalo:
              słucham lekarza, dbam o siebie itd.

              statystycznie mam jakieś 30% szans, że zajdę w ciążę z moją
              chorobą... ale MAM AŻ 30%smile i tego się trzymamsmile
          • ankups Re: wpływ właściwego myślenia na życie 24.09.08, 15:14
            Każde wydarzenie ma początek i KONIEC - definitywnymi liniami
            objęte - nie wierzęw coś takiego, jak generowanie wydarzeń - złych
            czy dobrych, samym zajsciem - oczywiście stosuję to do niezaleznych
            od nas wydarzeń, jak własnie poronie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka