adamszczygiel
02.08.04, 19:43
Moi drodzy, 20 lipca trafiłem nad jezioro Hańcza w jego południowym krańcu,
tuż przy wypływie Czarnej Hańczy. Stoi tu śliczny dom, ogrodzony żerdziami i
brama z tablicą teren prywatny. Samochód wcześniej zostawilismy na pobliskim
parkingu i pieszo poszlismy w kierunku tego domu. Po wejściu za bramę, aby
uzyskać informacje, właściciel? obrzucił nas stekiem wyzwisk, tak
ordynarnych, ze nie nadają się do cytowania. Wycofalismy sie za bramę, i nad
rzeka poszlismy razem z grupą dzieci w kierunku jeziora (ok. 50m). Wlaściciel
cały czas klął niczym pułk furmanów i tuzin szewców. Wypraszał wszystkich z
tego terenu. Na stanowczą postawę nauczycielki i nauczyciela opiekujących się
grupą dzieci zgodził się na 10 minut pobytu nad jeziorem. Po ok. 10 minutach
wrócił z siekierą i psem o imieniu CEZAR i wulgarnymi słowami, straszeniem
siekierą i psem wyganiał wszystkich z nad jeziora. Oponującej nauczycielce
przyłożył ręką w twarz i wtedy wszyscy już poszliśmy sobie. Nauczyciel
dzwonił na policję, od której dowiedział się, ze to teren prywatny i
właściciel może zrobic co chce.
Wszyskich, którzy lubią mocne wrażenia i gospodarzy, witających gości
siekierą i grożnym psem, zapraszam nad jezioro Hańcza.