Dodaj do ulubionych

Ptaki na Roztoczu

10.05.04, 01:35
Na Roztoczu żyje ponad 160 gatunków ptaków. Do najciekawszych należą: bocian
czarny, dzięcioł białogrzbiety, czarny i zielonosiwy, krogulec, jastrząb czy
rzadki w Polsce i skrajnie zagrożony bielik. Jest też całe mnóstwo małych
pospolitych ptaszków, które obserwujemy na co dzień na naszych podwórkach.
(nie chodzi mi tu absolutnie o drób domowy!)
Obserwowanie świata ptaków jest wspaniałą formą relaksu, pomaga oderwać się
od rzeczywistości i zapomnieć o codziennych problemach. Podglądanie
ptaków "cieszących" się wiatrem, słońcem i żyjących aktualną chwilą uspokaja
i uwalnia od wszelkich stresów... Polecam podglądactwo ptaków jako doskonałą
formę terapii...
Benia
Obserwuj wątek
    • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 10.05.04, 15:22
      U prawie wszystkich występujących na Roztoczu gatunków ptaków, najbardziej
      aktywne w śpiewaniu są samce, które w ten sposób informują całą ptasią
      społeczność o swoim prawie do zajmowanego terytorium. Za pomocą krótkich
      dźwięków przywołują młode i ostrzegają je przed czyhającym niebezpieczeństwem.
      Do wyjątków należy tu bocian, który nie odzywa się prawie wcale, nie licząc
      oczywiście klekotania, czy też syków i chrapliwych mruknięć.
      Co ciekawe - przez ok. 8 miesiecy w roku milczy też kukułka, wydając odgłosy
      (tzn. kukając) tylko w porze godowej...

      C.D.N.
        • benia30 Re: Tfu, zimorodki oczywiście :o)) 10.05.04, 16:13
          Oj, Baky! Zgłupiałam na moment, bo wydawało mi się, że kolibry w Polsce nie
          występują...
          A zimorodki wcale nie rodzą się zimą, na co wskazuje ich nazwa, a właśnie w
          maju. Są bardzo płochliwe, i bogato upierzone, a najpiękniej wyglądają w czasie
          lotu.
          Pozdr., B...
        • benia30 Re: Tfu, zimorodki oczywiście :o)) 28.05.04, 00:32
          Na temat zimorodków i innych pięknie ubarwionych ptaków zamieszkujących w
          Polsce można znaleźć ciekawy artykuł i załączone (piękne!!!) zdjęcia w
          czerwcowym numerze magazynu "Focus"

          "Podczas lotu zimorodek sprawia wrażenie metalicznej, niebieskiej smugi. Trudno
          go jednak zauważyć, gdy siedzi na czatowni (...) Z reguły ptak dostrzega
          czlowieka pierwszy i... znika naprawdę, odlatując."

          Zimorodki rzadko występują w Polsce, trudno je więc spotkać, pomimo piór we
          wszystkich kolorach tęczy...
          Baky... tylko Ci pozazdrościć możliwości oglądania bajecznie kolorowych
          zimorodków...
          Pozdr., B...
      • blotniarka.stawowa Baky i jego smakowite sosy 11.05.04, 18:50
        baky napisał:

        > Gdy łowię pstrągi w Tanwi widzę często latające szybko cudeńka-cukierki. To
        > kolibry! Coś pięknego!

        Czesc Baky - och, te pstragi! Jestes wiec wedkarzem i kucharzem znakomitym.
        Nie powstrzymam sie, by ponownie nie zacytowac jednego z twoich postow (teraz
        to robie z mysla o Beni - jak sama mawia kucharce mocno niedoskonalej), by sie
        uczyla od doswiadczonych...

        “Pstrąg z grilla obłożony wędzonym boczkiem, lekuśko trącony solą i białym
        pieprzem, zawinięty w liście chrzanu i pod koniec grillowania odkryty, by go
        przewiać aromatem jałowca i czarnej porzeczki... Do tego sos chrzanowy z
        ogórkiem kiszonym i koperkiem, "Sosnóweczka"... wtedy wiem, że zyję!” - Baky

        A w jakim sosie serwujesz swojskie zimorodki i importowane kolibry?

        I czy czasem zawodowo nie pisujesz ksiazek kucharskich?
        • baky Re: Baky i jego smakowite sosy 11.05.04, 19:59
          blotniarka.stawowa napisała:

          > A w jakim sosie serwujesz swojskie zimorodki i importowane kolibry?

          Z tymi "kolibrami", to było tak:
          Pisząc pomyślałem... "jakie te zimorodki piękne, jak cukierki, jak kolibry"
          i... wyszła kaczyszka, lapsusik.

          Zimorodka można zaserwować tylko w papierku kolorowym.
          Takie ptaszę bez piórek jest niejadalne.

          > I czy czasem zawodowo nie pisujesz ksiazek kucharskich?

          Ostatnio złowiłem pstrąga w podmiejskiej rzeczce - mieszkam w dużym mieście.
          Pstrąg też był duży. Był, bo go zabrałem.
          Cza było coś z rubeńkią zrobić, więc zrobiłem tak:
          Ostało się rosołu, a w lodówce od piątku koczowały szparagi. Tak więc,
          pokroiłem kropkowańca na steki (jak łososiowe), trąciłem czym cza (sok z
          cytryny, sól i pieprz)i do lodówki na godzinę wstawiłem. Teraz szparagi
          (obrane :o)) pokroiłem wszerz na połówki i wrzuciłem na gorący olej do
          głębokiej pateli. Lekko podsmażyłem (dodałem do oleju trochę masła) i dałem
          pstrąga. Jeszcze 5 - 10 min. razem (pstrąg z obu stron) i do tego wlało się 1 i
          1/2 szklanki rosołu. Dałem temu pod przykryciem dusić się 15 min. Po tym czasie
          wyjąłem szparagi i steki z kropkowanego, które pięknie ułożyłem na talerzach.
          Pozostały sosik trąciłem śmietaną i chrzanem (sporo), doprawiłem do smaku, a
          następnie polałem jadło. To było G E N I A L N E! Nie każdy lubi szparagi -
          wiem, ale zapewniam, że w takim towarzystwie nie będą się wstydzić. Sporo
          chrzanu, to podstawa. Idealnie konweniuje.

          Nie, nie piszę książek kucharskich, zresztą żadnych nie piszę. Trudno,
          zawiodłem.
          Jestem grafikiem. Skończyłem malarstwo (którym się param) i grafikę, z którą
          żyję w zgodzie na codzień. Ot i tyle.
          Na Roztoczu będę w sierpniu. Już nie mogę się doczekać.
          Pozdrawiam
          • blotniarka.stawowa Baky i ksiazka kucharska 12.05.04, 04:02
            baky napisał:
            > Nie, nie piszę książek kucharskich, zresztą żadnych nie piszę. Trudno,
            > zawiodłem.

            Cos Ty! Wcale nie zawiodles! A jesli od czasu do czasu wrzucisz tu jakis
            przepisik, to forumowicze sobie sami ksiazke kucharska skompletuja (tak jak
            teraz zajeci sa kompletowaniem zbioru poezji Teresy).

            A moze tak jakies pieczone ptaszysko tym razem - skoro to watek ornitologiczny?

            Pozdrowienia
            • benia30 Re: Baky i ksiazka kucharska 12.05.04, 14:42
              blotniarka.stawowa napisała:

              > A moze tak jakies pieczone ptaszysko tym razem - skoro to watek
              ornitologiczny?
              >
              Wybacz Błotniarko, ale oburzyłam się trochę... Ptaszki to się obserwuje i
              podziwia a nie je!
              No, chyba że jakieś kurczaczki z rożna i tym podobny drób?
              Pozdrawiam, B...
          • benia30 Re: Baky i jego smakowite sosy 12.05.04, 14:38
            baky napisał:

            >
            > >> Ostało się rosołu, a w lodówce od piątku koczowały szparagi. Tak więc,
            > pokroiłem kropkowańca na steki (jak łososiowe), trąciłem czym cza (sok z
            > cytryny, sól i pieprz)i do lodówki na godzinę wstawiłem. Teraz szparagi
            > (obrane :o)) pokroiłem wszerz na połówki i wrzuciłem na gorący olej do
            > głębokiej pateli. Lekko podsmażyłem (dodałem do oleju trochę masła) i dałem
            > pstrąga. Jeszcze 5 - 10 min. razem (pstrąg z obu stron) i do tego wlało się 1
            i
            >
            > 1/2 szklanki rosołu. Dałem temu pod przykryciem dusić się 15 min. Po tym
            czasie
            >
            > wyjąłem szparagi i steki z kropkowanego, które pięknie ułożyłem na talerzach.
            > Pozostały sosik trąciłem śmietaną i chrzanem (sporo), doprawiłem do smaku, a
            > następnie polałem jadło. To było G E N I A L N E! Nie każdy lubi szparagi -
            > wiem, ale zapewniam, że w takim towarzystwie nie będą się wstydzić. Sporo
            > chrzanu, to podstawa. Idealnie konweniuje.
            >

            Mhhhhmmm, brzmi pysznie! Aż trudno uwierzyć, że to dzieło grafika-malarza a
            nie artysty kucharza!
            Nie jadam ryb ale po takiej zachęcie skłonna byłabym się skusić...
            Pozdr., B...
            • baky Re: Baky i jego smakowite sosy 12.05.04, 15:15
              benia30 napisała:
              > Mhhhhmmm, brzmi pysznie! Aż trudno uwierzyć, że to dzieło grafika-malarza a
              > nie artysty kucharza!

              Oprócz łowienia pstrągów, dobrego malarstwa, dobrej muzyki, lubię dobrze zjeść,
              dobrze wypić i dobrze się zabawić... Poprostu dobry ze mnie człowiek, hihi...
    • blotniarka.stawowa Dramat Rodzicow 11.05.04, 05:35
      Beniu, strasznie duzo wiesz o ptakach!

      <benia30 napisała:
      <Polecam podglądactwo ptaków jako doskonałą formę terapii...

      Tak, czesto terapia, ale czasem dramat... Dramat taki przezylismy 2 lata temu
      wraz z rodzina kardynalow - cudowne ptaki, on przepysznie ustrojony w czerwone
      piorka, jak w kardynalska purpure, z czubkiem na glowie. Ona - tez czerwona,
      ale wiecej szarosci i skromnosci w wygladzie. (Wiadomo – kobieta ). Mieszkaly
      prawie w domu, bo uwily sobie gniazdko na galezi krzewu, ktory zaglada w okno
      kuchenne. Obserwowalismy, jak jej spiewal, jak zostali rodzina i razem
      zamieszkali, wysiadywanie jajeczek. Kardynal byl bardzo troskliwy, karmil
      Kardynalowa, a potem oboje karmili 3 malenstwa.

      Juz pierwsza proba nauki latania zakonczyla sie tragedia. Maluch Numer 1 po
      zatrzepotaniu skrzydelkami spadl na ziemie i na nieszczescie nasze psisko bylo
      na podworku. Natychmiast dopadlo Kardynalatko i 'delikatnie' przynioslo mi je w
      prezencie, zanim zdazylam mrugnac. Wstepne ogledziny nie wykazaly widocznych
      uszkodzen, ptaszek tak samo usilowal trzepotac skrzydelkami jak to robil w
      gniazdku pod dyktando mamy.
      Kardynalowie zareagowali natychmiast. W czasie gdy zajeta bylam odstawieniem
      psiska pod klucz Maluch Numer 2 przemiescil sie na konar drzewa na drugim koncu
      niewielkiego podworka. Naprawde nie wiem, czy maly byl w stanie przefrunac te
      pare metrow - musialo sie to odbywac etapami.
      Ojciec Kardynal przerazliwie krzyczal, kolujac nad Maluchem Numer 1 jakby
      odstraszajac intruzow, podczas gdy Kardynalowa uporczywie uczyla go latac. Na
      przemian latala niziutko, tuz nad miejscem gdzie ‘stal’, synek, a wlasciwie
      podrywala sie do lotu tuz przy nim, ladowala, i znow ... tak jakby go
      instruowala: Tak ruszaj skrzydelkami, tak! Niestety na prozno. Po kilku
      godzinach nie bylo juz Malucha Numer 1 wsrod zywych. Wysilki rodzicow
      skoncentrowaly sie na Maluchu Numer 2, ktory ciagle tkwil na konarze drzewa,
      ale ciagle w tym samym miejscu, jakis taki skulony i drzacy (chyba z zimna?). W
      taki sam sposob krazyly wokol niego, ‘uczyly’ go fruwac (tyle ze demnostracje
      matczyne odbywaly sie nie przy ziemi, ale wysoko). Niestety rowniez bez
      rezultatu. Rano ptaszek byl martwy, a Malucha Numer 3 (ani cialka) nie bylo
      wcale w gniazdku i okolicy. Chyba tez zakonczyl marnie, bo rodzice jeszcze
      przez 2 dni krazyli wokol miejsc gdzie zginelo potomstwo i naprawde, KRZYCZELI
      z rozpaczy. Jesli ktos mysli ze to tylko taki sentymentalny opis dla
      przewrazliwionych bab, to dlatego ze nie slyszal tego krzyku.
      Do gniazda nie powrocili.

      • users1 Re: Dramat Rodzicow 12.05.04, 08:15
        blotniarka.stawowa napisała:
        > Jesli ktos mysli ze to tylko taki sentymentalny opis dla
        > przewrazliwionych bab, to dlatego ze nie slyszal tego krzyku.
        > Do gniazda nie powrocili.
        >
        Ja tak nie mysle. Historia rzeczywiście wzruszająca...
        Pozdrawiam i Milego Dnia, ale najpierw dobrego snu
        W.2
    • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 12.05.04, 22:34
      Przepraszam jeśli przynudzam o tych ptakach, ale to bardzo ciekawe istotki, np.:

      Przyszła ptasia rodzina uczy sie swych głosów już...od jajka, tzn. jeszcze
      przed wykluciem się potomstwa. Ptasi rodzice pukają w skorupki jajek, a młode
      popiskują i "odstukują"

      Pozdrawiam, B...
    • misia.m Re: Ptaki na Roztoczu 12.05.04, 22:38
      Ja tam pamiętam z wyjazdu najbardziej stada pliszek rano na podwórku w naszej
      kwaterze i malutkie gniazdko znalezione w krzakach porzeczek na polu za kwaterą
      no i orliki krzykliwe, młode uczące się polować niedaleko Szczebrzeszyna.
      • stiah Re: Ptaki na Roztoczu 13.05.04, 18:56
        Pomiędzy Lubyczą a Bełżcem, po obu stronach lini kolejowej są stawy. A ostatnio
        pojawił się tam chyba błotniak stawowy czy jakiś inny drapieżny fantastycznie
        łowiący pazurami w locie nieszczęsne rybki... Przyroda się nam chyba odradza -
        za mego dzieciństwa stawy były opuszczone i suche to i ptaków nie było. A teraz
        gniazdyją tam nawet łabędzie...
        • blotniarka.stawowa Kura i Syrena 13.05.04, 21:22
          Eh, wy... roztoczanska elita przemieszczajaca sie po kraju Zastawami, Skodami i
          Fiatami 126p. A kto pamieta o proletariackiej Syrenie? (Moj wklad do branzy
          motoryzacyjej zakonczyl sie na posiadaniu PRZEDPLAT na malucha smile)

          Syrena - to auto mojego taty, na ktorym zdobylam prawo jazdy w wieku 16 lat. W
          jednej z moich pierwszych samodzielnych podrozy, z tata na siedzeniu pasazera,
          przejezdzalam przez wies Sol pod Bilgorajem, gdy pod kola wpadla mi kura! Bylo
          za pozno, by hamowac. Niestety zdazylam zobaczyc jak ten ptak dogorywa... A
          rezultat byl taki, ze nastepnym razem odwazylam sie samodzielnie prowadzic auto
          (i uczyc od nowa innych przepisow drogowych dopiero kilkanascie lat pozniej).


          stiah napisał:
          >A ostatnio pojawił się tam chyba błotniak stawowy czy jakiś inny...

          tych b. stawowych to wszedzie teraz pelno...wink
          • benia30 Re: Kura i Syrena 14.05.04, 23:38
            Nie, no muszę coś na temat syreny! Przemieszczaliśmy się takim wehikułem na
            Roztocze, był to model z drzwiami otwieranymi w stronę przeciwną niż we
            współczesnych wozach, tzw. kurołap, gdy otworzyło sie drzwi w czasie jazdy
            można było zgarnąć dziobiące sobie na poboczu całe stado kur. Moja ciotka
            próbowała to kiedyś w czasie jazdy przetestować, bo pomyliła gałki i zamiast
            uchylić okno, otworzyła drzwi... Polowanie na kury się jednak nie powiodło, a
            w ostatniem momencie złapana została za rąbek kiecki, gdyż byłaby wypadła z
            wozu...
            Gdy w czasie przejazdu przez miejscowość Sól trafi się wcześniej jakaś
            ciężarówka, to można się nerwicy nabawić bo wyprzedzić się w żaden sposób nie
            da, a Sól jest baaaardzo dłuuuuga...
            • blotniarka.stawowa Re: Kura i Syrena 14.05.04, 23:41
              benia30 napisała:
              Beniu, te Syreny moze byly specjalnie tak zaprojektowane by gnebic drob
              domowy? Jakos obie mamy przygody z Kura i Syrena w roli glownej...

              > Gdy w czasie przejazdu przez miejscowość Sól trafi się wcześniej jakaś
              > ciężarówka, to można się nerwicy nabawić bo wyprzedzić się w żaden sposób nie
              > da, a Sól jest baaaardzo dłuuuuga...

              O, tak, okrutnie dluuuuga! I z ciekawymi zakretami!
      • mamix Re: Ptaki na Roztoczu 14.05.04, 23:20
        benia30 napisała:

        > A co powiecie na to?! Niektóre ptaki mają w nogach (!) zmysł wibracyjny,
        > potrafią zlokalizować dżdżownicę pełzającą 10 cm pod ziemią!

        Tak, widziałam w telewizji taki program, jak ptak drapieżny polował na
        zwierzątko poruszające się pod śniegiem, jakoś potrafił je zlokalizować, choć
        nie było widoczne.
        • mamix Re: Ptaki na Roztoczu 14.05.04, 23:41
          Na początku tego tematu baki pisał o kolibrach, a jest taki - co prawda nie
          ptaszek, tylko owad - na Roztoczu, który rzeczywiście wygląda i zachowuje się
          jak koliber. Widziałam go 3 lata temu w Horyńcu, latał od kwiatka do kwiatka i
          rozwijał taki długi cienki drucik, który zagłębiał w kwiaty i pił nektar. Tak
          szybko machał skrzydełkami, że ich prawie widać nie było. Mały i szybki, nawet
          zdjęcia nie zdążyliśmy mu zrobić. Naprawdę wyglądał jak koliber i zupełnie
          zgłupieliśmy - skąd koliber w Polsce. Dopiero po powrocie zaczęłam poszukiwania
          w książkach i ineternecie i znalazłam - to ćma dzienna zwana fruczak gołąbek,
          która pobiera pokarm szczególnie przed południem i właśnie jak koliber.
          Motyle te przylatują do nas z południa Europy w połowie maja i po złożeniu jaj
          giną, natomiast nowe pokolenie po wylęgu z poczwarek odlatuje w okolicy drugiej
          połowy września na południe.
          Motyle potrafia migrowac na bardzo duże odległości: z południowej Europy sa w
          stanie dotrzeć aż do Skandynawii.

          Tu można obejrzeć zdjęcia fruczaka gołąbka.
          www.mikrojezioro.met.pl/atlas_zw/owady/fruczak_golabek.html
          • blotniarka.stawowa Re: Ptaki na Roztoczu 14.05.04, 23:49
            mamix napisała:

            > Na początku tego tematu baki pisał o kolibrach, a jest taki - co prawda nie
            > ptaszek, tylko owad - na Roztoczu, który rzeczywiście wygląda i zachowuje się
            > jak koliber.

            Dzieki za te ciekawostke. Mialas szczescie ze ujrzalas cos takiego na Roztoczu!
            Ten watek ornitologiczny jest naprawde ciekawy... Tak duzo wszyscy wiecie o
            skrzydlakach.
            Wyrazy uznania i pozdrowienia
          • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 14.05.04, 23:53
            mamix napisała:
            >
            > Tu można obejrzeć zdjęcia fruczaka gołąbka.
            > www.mikrojezioro.met.pl/atlas_zw/owady/fruczak_golabek.html


            Fruczak gołąbek - bardzo fajna nazwa! Podejrzewam, że po jej usłyszeniu bez
            powyższej instrukcji obsługi większość osób miałaby problem z
            przyporządkowaniem tego stworzenia do odpowiedniej grupy. Ni to ptak, ni to
            ssak...
    • wiloa Re: Ptaki na Roztoczu 15.05.04, 09:45
      A ja bardzo lubie posluchac kukania kukulki , jak tylko mie sie to zdarzy wiem
      ze bede miala szczescie !, szczegolnie jak kuka w pieknym roztoczanskim lesiesmile
      pozdrow.
      wiloa
      • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 15.05.04, 18:40
        wiloa napisała:

        > A ja bardzo lubie posluchac kukania kukulki , jak tylko mie sie to zdarzy
        wiem
        > ze bede miala szczescie !,

        Słysząc kukanie kukułki należy koniecznie mieć przy sobie jakieś pieniądze...
        Wróży to dostatni rok, bez zmartwień i kłopotów finansowych - to taki przesąd
        rodem z Roztocza...
        Pozdrawiam, B.3
        • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 15.05.04, 20:22
          Jeszcze jeden przesąd odnośnie kukułki mówi, że liczenie jej "kuknięć" daje
          informacje na temat ilości lat życia lub ilości lat pozostałych do zmiany stanu
          cywilnego.
          Nie można tu pominąć opisu nieetycznych dla nas ludzi obyczajów kukułek,
          podrzucających własne jaja do cudzych gniazd. Kukułki są bowiem pasozytami
          lęgowymi, samica obserwuje gniazdo innych ptaków i wykorzystując chwilową
          nieobecność gospodarzy składa swoje jajko. Pisklę po wykluciu jest tak
          ruchliwe, że wiercąc się i kręcąc wyrzuca z gniazdka konkurencję. Mająca
          świetny apetyt młoda kukułka szybko zajmuje całe gniazdo, stale domagając się
          jedzenia. Ot, ptasia perfidia...
    • benia30 Re: Ptaki na Roztoczu 17.05.04, 23:32
      Pojęcia nie mam czy na Roztoczu występują sokoły, bo np. sokół wędrowny należy
      w Polsce do gatunków zagrożonych i raczej nie podaje sie miejsc jego
      występowania, natomiast to co mówi się na temat wzroku sokoła jest wprost
      niewiarygodne! Oko sokoła jest zdolne wypatrzyć jaskółkę z odległości 1,7 km, a
      ważkę z odległości 800m! Gdyby każdy z nas miał "sokoli wzrok" mógłby czytać
      gazetę z odległości 30 m!
    • benia30 Uwaga! Sójka złodziejka!!! 30.05.04, 00:00
      Spotkała nas dzisiaj niezwykła przygoda... Zabraliśmy Młodego do chorzowskiego
      ZOO i kiedy zmęczeni już łażeniem zasiedliśmy sobie przy stliku do
      popołudniowej kawki, napadła nas sójka! W zeszłym roku dokładnie w tym samym
      miejscu atakowala nas sroka, a dzisiaj była to najprawdziwsza na świecie sójka!
      Kiedy tylko usiedliśmy do stolika, podfrunęła i usiadła sobie na jego blacie,
      potem kiedy jedno z nas wykonało gwałtowny ruch, wskoczyła na oparcie
      krzesła... Siedziała na nim przez dłuższą chwilę obserwując nas w skupieniu.
      Kiedy położylam na blacie stołu frytkę, sójka złapała ją dziobem i odfrunęła.
      Ciekawe czy rzeczywiście tak głodna była czy spragniona ludzkiego towarzystwa...
      Niesamowite to było spotkanie, a ludzie przy sąsiednich stolikach mieli niezły
      ubaw...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka