Gość: asceta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.08.06, 12:25
Podziele sie paroma refleksjami z kolejnego chodzenia po Tatrach i zahaczenia
o Zakopane. Jak w tytule tak i w zyciu i w Tatrach - nic nie jest ani czarne
ani biale i tak tez bylo tym razem. Pobyt kolejny juz w Tatrach - co roku
jezdze raz, dwa razy. Co do dojazdu - mysle, mysle i wyjscia optymalnego nie
widze. Z Poznania kuszeta ok. 120 PLN w dwie strony prawie 240 PLN. Niemalo,
co? Ale to jedyny sposob, aby z mojego miasta dojechac jak czlowiek, a nie
jak rozdrazniony wrak czlowieka. Bo takim tez bylem jak dojechalem do
Zakopanego po 9 godzinach jazdy luksusowym autobusem. Bo co z tego, ze nowy i
mily? Dziewiec godzin w nocy to nie zarty. Snu prawie zero. Droga fatalna bo
przez Bytom, tiry naprzeciwko nas i tylko czekac kiedy zamiast Tatr czlowiek
znajdzie sie znacznie wyzej (lub znacznie nizej) - nie zartuje, nawet
kierowcy przyznali, ze ta jazda dla nich (Kolobrzeg-Zakopane) to
doswiadczenie ekstremalne. No, ale dojechalem, oczywiscie korek przy remoncie
zakopianki, ale coz, bedzie kiedys lepiej. Wysiadam, do PKP sprawdzic
pociagi, bo juz nie chce powtorki z drogi przez meke autobusem. Tam do
toalety PKP i tamze pierwszy powazny cios - toaleta jak za dobrych lat 80-
tych, oblesna do granic wytrzymalosci, choc chyba przynajmniej sprzatana.
Cena normalna - 1,50 za straszna nieco kabine. Nie w tym rzecz jednak. Bo tu
o pierwsza sprawe wazna idzie. Miasto, ktore plywa w pieniadzach nie ma sily
woli i dosc rozumu, by sobie sprawic porzadna toalete przy PKP. I wiem, ze
PKP to PKP, ze to inne pieniadze, ale coz to moze obchodzic turyste? Pieniadz
az kapie wszedzie a w kiblach syf. Czyli goral to dla mnie czlowiek
aspoleczny (pierwsza wazna refleksja) - na swoja wille tak, ale do wspolnej
kasy? A takiego wała!!! A w krzaki se tam pojdzta (jak powiedziala raz pewna
gazdzina wlascicielka willi z pieknymi lazienkami). Po kiblu przejazd busem
do moka (Morskie Oko). Bus ma tak ciasno siedzenia, ze nawet niskim paniom
jest trudno. Ale ma jednak kase fiskalna - czyli jak pisalem nic nie jest
jednoznacznie zle lub dobre. Tej kasy fiskalnej nie ma juz inny bus, ktorym
wracalem i ktorego kierowca nie rozumial lub nie chcial zrozumiec po co sa
takie kasy. Dopiero jak mu po gorolsku odcialem krotko "zeby Pana dzieci
mialy sie za co i gdzie uczyc" to sie przymknal. Ot mentalnosc lokalna - u
mnie podworko najwazniejsze, a reszta mnie g.wno obchodzi. Do moka spacer.
fajny, nie powiem, ale 2 tygodnie temu zaliczalem podobny spacer do
Tatliakowej Chaty z chaty Zverovka i oto roznice: tam piekny asfalt, tu
dziury, piach, syf; tam piekne solidne barierki na bokach, tu omszale walace
sie i brakujace bariery z zelbetu sprzed pewnie 40 lat. I pare innych.
Bryczki do moka 30 pln. I bardzo dobrze, niech sie ludzie bogaca, ale: kas
fiskalnych oczywiscie nie ma (wystarczylby jeden punkt z kasa dla wszystkich,
no bo wiadomo, ze do konia kasy sie nie przywiaze). Bo jak chcemy miec
normalne panstwo to musimy placic podatki. A kasa fiskalna wymusza takie
placenie. I tyle w tej sprawie. Bryczki bez resorow:) wiec po tej drodze
(jechalem z gory, zeby bylo wiadomo:))) o malo co nie dostalismy wszyscy
pasazerowie wytrzasniecia mozgu na tych strasznych dziurach. No, ale coz -
podobna droga kogo innego (starostwo?)i bryczki tez kogo innego, wiec ten,
co nie ma nic z bryczek nie bedzie remontowal. I ja go rozumiem i popieram.
Ale od tego sa wladze, zeby takie problemy rozwiazywac. Tak wiec droga do
moka - totalna kaszana, lecz widoki piekne. Ale choc zawsze staram sie
popierac co swoje, to przyznam, ze z samej drogi (nie licząc M. Oka) widoki
do Tatliakowej chaty i ogolne wrazenie ze spaceru lepsze. W moku mila
obsluga, prawie wszystko jak trzeba, choc aby odsapnac trzeba poczekac do
ok.19-20.00 jak spacerowicze wyjda juz sobie. I tu refleksja - bardzo sie
ciesze z tych wszystkich spacerowiczow, lepsze to dla nich chyba niz market
czy TV. Fajnie posluchac czasem smiesznych rozmow, popatrzyc na
pstrykajacych, na ladnie ubrane panie, czasem delikatnie posmiac sie w duszy
z panow (ale bez zlosliwosci wielkiej). Ogolnie poza gowniarzami, ktorzy
bluznia i jak zawsze sa chamscy (18-22 lata), to wrazenie z ogladu ludzi w
moku dosc dobre. Wady w moku: kielbasa parowkowa, ktorej wstyd psu by bylo
dac, bo by nie zjadl; w bigosie resztki, ktore nie powinny sie tam znaleźć -
bigos to nie smietnik. Reszta raczej OK. Gorolazy jak zwykle fajni - nawet ci
popisujacy sie i szpanujacy. Tez mozna sie posmiac czasami bez zlosliwosci
wielkiej jak z dobrej komedii (tatusiowie robiacy w gorach z synkow 6-letnich
malych zolnierz/gorolazow); glosne uwagi o zaletach wlasnego sprzetu (tego do
chodzenia w gorach:)))) i jego pochodzeniu, etc. Jak zwykle milym elementem
sa ludzie, z ktorymi spi sie w pokoju - zawsze cos ciekawego mozna sie
dowiedziec, prawie zawsze bardzo kulturalni. Moze dlatego, ze ci mniej
kulturalni poszli na sale 16-ke do starego schroniska:)))) (oczywiscie,
zartuje, prosze sie nie obrazac ci co tam spali). Chodznie po gorach jak
zwykle daje pelno milych wrazen. Zeby jescze tylko gnojki tak nie bluznily na
szlakach. Kto ich wychowuje, do licha? Qrwa nie schodzi z ust co niektorych
licealnych wyrostkow. Sprawy inne - byc moze w schronisku przydalyby sie
zalecenia co do szlakow, np. ze Rysy sa nie dla kazdego (lancuchy i
przepascie)? Ale to tak tylko, przy okazji. Ludzie bowiem wchodzili i dopiero
wysoko okazywalo sie, ze maja lek wysokosci i nie powinni sie tam znalezc. Na
szlakach dosc czysto jak na sierpien - mila rzecz, choc wciaz jakies typy
wyrzucaja butelki plastikowe. Ech, Polak zawsze wie swoje, co tam szlak,
wazne, ze w plecaczku czy torebce czysto i milo. Tyle o gorach tylko, bo
kazdy gorolaz wie, ze chodzenie to raczej specjalne i indywidualne przezycie,
wiec nie ma sie co rozpisywac wiele. No i na koniec powrot do Zakopanego i
znow te same problemy (moze czlowiek sie starzeje i mu to dlatego
przeszkadza?): chodniki wąskie i krzywe, kosze na smieci malo, stare i
brudne; sciany, ploty czesto odrapane i brzydkie. Pelno jakichś chaszczy i
zielska przy plotach, trawnikach, etc. Kosic, moi mili, kosic i jeszcze raz
kosic, a ploty reperowac i chodniki poszerzyc!!!!! No i nie wpuszczac tylu
samochodow do centrum - zrobic oplate wjazdowa 30 PLN/doba + parkingi
buforowe 5-10 PLN/doba i od razu bedzie inaczej. Powrot niestety znowu
autobusem - zabraklo miejsc w TLK. Coz, takie zycie. Ale jednak jazda od
19.00 jest troche lepsza niz od 23.00, wiec wytrzymalem.
No i na koniec wnioski:
1. Jak jechac do Zakopca to na poziomie - tylko kuszeta (ewentualnie dzien w
tyl, dziennym pociagiem TLK + bus z Krakowa)
2. Nie lazic po Zakopcu (po co sie denerwowac) tylko w bus i w gory.
3. Z rodziną lepszy od Zakopca jest jednak Zuberec i Rohacze ew. Slowackie
Tatry Wysokie (Strbske Pleso), ale wtedy dojazd autem z pominieciem
zakopianki najlepiej.
4. Slowacja ma chyba ladniejsze i bardziej puste gory, ale za to nie spotyka
sie Polakow w schroniskach (lub rzadko) i nie mozna pogadac, a tego troche
szkoda.
5. Najlepiej jednak zaczynac wedrowke od sch. na Polanie Choch. i przesuwac
sie na wschod az do M. Oka.
To tyle - dziekuje tym, ktorym sie chcialo czytac