Dodaj do ulubionych

Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia?

09.08.10, 22:45
Ja pierwszą stłuczkę miałem w zeszły poniedziałek po 5 latach od
zrobienia prawka. Ale czułem się wściekły na siebie i na swoją
ewidentną winę... A do rzeczy było po deszczu i nie zdążłem
wyhamować i facetowi w dupę wjechałem.Szkody popękany zderzak,
stłuczony halogen, wgięta maska. A u niego popękany zderzak i wgięta
klapa. Wiem najgłupsza stłuczka z możliwych i dlatego mnie tak
wkur...
Obserwuj wątek
    • wielki_czarownik Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 09.08.10, 22:47
      Moja pierwsza (i jedyna) po ok. 10 latach za kółkiem. Stary dziad zmieniał pas i nie popatrzył, że jadę obok. Jego wina ewidentnie. Wkurzony byłem, bo takim durniom powinno się dożywotnio odbierać prawo jazdy.
      • wolfgang87 Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 10.08.10, 00:30
        To nie jezdzij w martwym polu lusterek! Jak zaczalem jezdzic to tez mi ciagle wjezdzali. Nauczylem sie jezdzic na szachownice, a jak wyprzedzalem, to staralem sie "pokazac" w lusterkach i od tej pory juz przypadki byly naprawde nieliczne i w 100% pod kontrola.
        • wielki_czarownik Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 10.08.10, 16:09
          Po pierwsze jadę swoim pasem i to nie mój problem, że ktoś ma martwe pole. Jak nie widzi, to niech kupi sobie asymetryczne, wyreguluje te, co ma, albo odwraca łeb przy zmianie pasa.
          Po drugie ja jechałem a facet stał na zakorkowanym pasie, po czym nagle postanowił zjechać na mój pas i walnął mnie w momencie, w którym połową auta byłem już przed nim.
          Wkurza mnie gadanie o martwych polach. Ja zawsze przed zmianą pasa obracam lekko głowę i widzę czy ktoś jest w martwym polu, czy nie. A jak ktoś ma lenia i nawet łba mu się nie chce ruszyć, to potem chrzani coś o martwych polach. Martwe pole, to taki ma w mózgu.
          • wolfgang87 Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 11.08.10, 23:24
            Ty obracasz glowe, ja obracam glowe.
            Ty wiesz o martwym polu, ja wiem.
            Ale pamietaj, nie o to chodzi, ze "ja jade swoim pasem i mam w dupie wszystko". No niestety....Trzeba myslec za sierotki. Zapewniam cie, ze jak zastosowalem taktyke szachownicy oraz taktyke "pokazywania sie w lusterku" przed wyprzedzaniem, to od tej pory juz mialem tylko jedna sytuacje problemowa. Czyli cos jest na rzeczy!

            Szkoda auta i trzeba uwazac na sierotki.
          • alexpark 'nie moj problem' 13.08.10, 13:25
            >> Po pierwsze jadę swoim pasem i to nie mój problem
            Nastepny.
            To jest Twoj problem.
            Bo wjada Tobie w auto.
            K..a, jak ci TIR leci na czolowke to tez nie jest Twoj problem, ?
    • mariusz-ef Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 09.08.10, 22:54
      jesli przygoda przyniesie ci nauke na przyszlosc to mozna by rzec iz nic sie nie
      stalo
      • kolo100 Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 09.08.10, 23:04
        No przyniosła już dużo wcześniej hamuje jak mokro:) A facet co mu w

        dupę wjechałem podszedł na luzie i mówi: przy okazji błotnik
        pomaluje...:)
      • ulubiony19 Upokorzenie 10.08.10, 00:41
        W wieku od 14 do 17 lat (chyba właśnie tak) kradłem okazyjnie
        mamie/tacie auto i śmigałem ulubionymi drogami w okolicy...
        Była taka jedna droga, bardzo ładna i wymagająca.
        Pełno ciasnych winklów,długich łuków,wzniosów,spadów... Dla mnie
        wtedy miodzio.
        Pewnego ślicznego dnia wróciłem ze szkoły, a po jakimś czasie
        rodzice gdzieś wyszli na dłużej. Koło domu kręcił się tylko
        kuzyn ,który grał w piłkę u sąsiada. Zawołałem go i powiedziałem, że
        się karniemy:) Lubiliśmy się (dalej się lubimy:)), toteż kuzyn
        wyraził aprobatę, wypluwając z siebie "Rwa! a taty się nie boisz!?":)
        Poszedłem do garażu po Lancie Montecarlo (!) (teraz pewnie wielu się
        dziwi "jaaasne, przecież nie napisze, że Polonezem śmigał" ale
        pomyślcie... mogłem napisać, że to Stratos była:):):))
        Auto magiczne, wiadomo... Kawałek z naszego życia normalnie, mimo że
        była tylko przez 6-7 miesięcy z nami.Gdy Lancia była w domu,
        wszystkie długopisy wypisywały mi się podczas odrabiania
        hołmworków:) (swoją drogą nigdy nie przychodziło mi to łatwo, byłem
        ekstremistą-w podstawówce zadania odrabiałem 7 s po przyjściu do
        domu, żeby mieć z głowy, w późniejszych latach odrabiałem je tylko
        pod koniec roku szkolnego:))
        Dobra, nieważne...:)

        Wsiedliśmy, odpaliłem, poleciałem jeszcze po dowód rejestracyjny (a
        przecież po hooj on mi był), wreszcie ruszyłem. Silnik się rozgrzał,
        my też powoli nabieraliśmy temperatury.:)
        Tu warto zaznaczyć, że wtedy uważałem, że brakuje mi tylko aureoli,
        w związku z czym myślałem, że każda droga jest zawsze taka sama...
        Zaczęła się seria ciasnych zakrętów. Jeden z nich przejechałem
        bardzo lekkim poślizgiem (a nie było jeszcze zbyt szybko).To powinno
        wzbudzić moje podejrzenia... Ale nie wzbudziło, bo patrzyłem tylko
        na zegary chyba. Faktem było, że na drodze była wilgotna ziemia z
        pól i trochi obornika:) naniesionego na drogę przez koła traktorów.
        Na drugim łuku tył Lancii wypadł na prawo szorując po fosie jednym
        kołem! Tak to ogarnąłem, że wyciepało jeszcze tył na lewą stronę,
        orząc tym razem fosę po lewej, aż w końcu poleciałem po skosie,
        waląc betonowy płot przodem Montecarlo:( Wpadłem z hukiem na czyjeś
        podwórko:( Starszy pan siedzący pod domem zaczął
        wrzeszczeć "Milicja, milicja!!!" Poezja normalnie...
        Policji nie było, bo mnie córka tego pana wybroniła, ale to był
        chyba najgorszy dzień w moim życiu. Pierwsze co zrobiłem po wlocie
        na dwór, to starałem się ustawić auto do wyjazdu ( w tym czasie
        kuzyn w połowie wysiadł z auta:)-tak mówili świadkowie:))
        Potem chyba przez cztery miesiące nie opuściłem ani jednej godziny
        lekcyjnej:) A po lekcjach jeździłem z tatą i wujkiem odbudowywać
        płot;)
        Tak w ogóle to popadłem w takiego doła, że szok.Tata prawie się
        przekręcił.Lancia było z przodu dość mocno zmięta, ogólnie była
        trochu wybrudzona. Ale co z tego... Równie dobrze możnaby
        powiedzieć "swojej żonie wybiłem tylko jednego zęba".
        Aha... Najgorsze wtedy były te krzyki gościa układajacego dachówkę
        na budynku po sąsiedzku " Gupi szczyl wziął tacie ałto i chcioł
        pokazać i dupa! Do kryminału!" Nic nie mogłem z siebie wydusić (ale
        i po co...?)
        Mama nie była ze mnie dumna, choć pocieszała mnie (no i tatę).Tata
        chodził dłuugo smutaśny i choć po jako tako nie darł się po mnie, to
        przy najmniejszym przewinieniu dawał mi znak, ze limit się
        wyczerpał:)
        Mam wrażenie, że nie oddano mnie do adopcji tylko dlatego, że
        nauczycielki mnie lubiły:) Takto jakoś leciało...;)

        Jeszcze jedno.Tamte chwile były tak straszne, że okropniej można
        poczuć się CHYBA tylko wtedy, gdy mama nakryje cię podczas
        masturbacji.

        Co do powyższego, to wiem, że to chore. Wiem też, że rodzice mieli
        ze mną przesrane:)
        Fajnie jest się tak na forum spowiadać, mniej fajnie jest nie mieć
        nic na swoją obronę:)


        Tak poza tym to podczas wypadku raz czułem MEGA podekscytowanie (w
        fazie przed finałem). Uczucie nie do opisania! Nie jest też tak
        strasznie, jak wychodzi się z grubsza bez obrażeń.

        A miewacie czasem sny, w których powracają wspomnienia z przeszłości?
        • galtom do ulubiony 11.08.10, 14:23
          Winkiel... karnac.... a Ty chlopie nie ze Slaska przypadkiem ? :-)
          • ulubiony19 Re: do ulubiony 12.08.10, 21:51
            galtom napisał:

            > Winkiel... karnac.... a Ty chlopie nie ze Slaska przypadkiem ? :-)

            E-e

            Pochodzę z pewnego zadupia w małopolsce, więc generalnie na Śląsk
            mam kawałeczek. Ale żadnym takim slangiem to ja nie mówię, bo nie
            umiem. Co najwyżej czasem dla fanu mogę coś w tym obcym języku
            powiedzieć.

            A "winkie"l to aż tak dziko brzmi?:)

            Pozdr
        • madzioreck Re: Upokorzenie 12.08.10, 08:13
          :D:D:D
    • k2i Bogu dzięki za strefy zgniotu 09.08.10, 23:33
      Pierwszy i to dość poważny wypadek miałem 3 lata temu, wtedy miałem mazdę 626 w sedanie...no i sytuacja wyglądała mniej więcej tak że z podporządkoweanej wyjechał mi gościu mercedesem okularnikiem, no to ja natychmiast odbiłem na drugi pas jednocześnie chamując (abs działał i dlatego dało sie odbić na lewo) a ty tym samym czasie identyczny manewr tylko że bez chamowania wykonała zasuwająca ponad setkę audi 80 kobitka, która dosłownie wparowała mi się tak masakrycznie w tyłek mojej mazdy że ja się odbiłem i rzuciło mnie do rowu, naturalnie cąły winowajca wszystkiego zbiegł, kobitki w tym audi żebra połamane i głowy porozbijane... ja straciłem okulary gdyż tak uderzyły w szybę że sie potrzaskały, plecy i klatka piersiowa to mnie z dwa tygodnie bilała. Policja oczywiście doradziła mi że skoro ta kobitka miw tyłek wjechała to jej wina a tego mercedesa i tak się nie znajdzie więc z jej ubezpieczenia miałem wypłaconą szkodę całkowitą. Mazda moja cały tył miała skasowany aż do tylnych siedzeń...o zgrozo sprzedałem ten samochód jakimś blacharzom z Iławy którzy z miesiąc wystawili go ponownie na otomoto:D, naturalnie wcześniej robiąc przeszczep.
      A jeśli chodzi o uczucia to pierwsze co to rozdarłem się na ludzi żeby ktoś zadzwonił na pogotowie, oczywiście nikt nie zadzwonił więc wbiegłem do najbliższego sklepu i zadzwoniłem na 999 po czym z takim gościem wycągnelśmy te kobitki i zabroniłem im się poruszać dopuki pogotowie nie przyjedzie...tej jednej to opatrunek na krwawiącej głowie zrobiliśmy tak na szybko... a uczucie to taka bezsilność i zajebiste wyostrzenie zmysłów i mega sprężenie co i jak robić...co najlepsze zero paniki...dopiero potym dotarło do mnie co się stało.... jedna z tych kobitek z audi to chciała do pracy jechać bo twierdziła ze nic jej nie jest a cała zakrwawiona była i jej oczu nie zapomnę do dziś...były takie zwierzęce.
      Do dzisiaj zawsz zwalniam jak wjeżdżam na skrzyżowanie gdyż jakos tak automatycznie nie dowierzam że oni sie zatrzymają
      • kolo100 Re: Bogu dzięki za strefy zgniotu 09.08.10, 23:39
        Ja właśnie mam Mazdę 626 mam nadzieje że to nie ta Twoja:D
    • v-6 Te z naszej winy są bardziej pouczające. 10.08.10, 00:30
      Moje w każdym razie były.
      To było jeszcze w latach 70-ych. Najpierw urlop dziekański i 10 miesięcy pracy w Anglii: od 4 rano do 7 w piekarni, od 8 do 17 w fabryce konserw. W czasie wolnym zabawa w chowanego z Immigration. Zarobiłem na zakaz wjazdu do Zjednoczonego Królestwa i 2-letniego malucha w idealnym stanie. No i niemal od razu przytarłem tego malucha na parkingu przez brak wyczucia. Jako że zderzak 126p wypadał niżej niż w normalnym samochodzie, adwersarz oberwał tylko w zderzak, ja miałem "podcięty" przedni róg auta. Naprawiłem i 2 miesiące potem, na takim długim parkingu-ulicy, wyjeżdżając tyłem nie zauważyłem dość szybko jadącego samochodu. Tym razem poszedł tylny błotnik i lampa.
      Naprawdę się przestraszyłem, że coś jest ze mną nie tak. I wtedy nauczyłem się koncentrować za kierownicą. Przez jakiś czas nie pozwalałem nawet mówić do siebie, jak ruszałem z miejsca. Nie włączałem radia i przestałem palić w czasie jazdy. Potem oczywiście mi przeszło, ale ta umiejętność skupienia się na jeździe przede wszystkim i zepchnięcia wszystkiego innego na margines uwagi została. Nie spowodowałem więcej żadnego wypadku. Jeden, poważny, prawie spowodowałem w USA, ale na szczęście "prawie ... itd." I chociaż pojechałem wtedy jak debil, mam wątlutkie usprawiedliwienie: błąd wynikał z różnicy w organizacji ruchu tam i w Polsce.
      Niestety, we mnie walili różni: młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety, biali i czarni, cywilni i mundurowi. Najgroźniejsze były białe kobiety w wieku, powiedzmy, balzakowskim. Niektóre z tych wypadków czegoś mnie nauczyły, inne nie. Ale żaden nie nauczył mnie tyle, co te dwie pierwsze niewinne stłuczki.
      Pozdrawiam
      v-6
      • statystyczny.polak Re: Te z naszej winy są bardziej pouczające. 10.08.10, 09:36
        1. Prawko miałem może od pół roku ale jazdy na kilka dni. Jak
        przewoziłem wójcia z nad morza, to szybciej chyba by wójcio dojechał
        PKS-em :) Za mną w lusterkach widziałem sznur aut.. Jechaliśmy
        starym peugeotem - dziś to byłaby 607. Dojechaliśmy na miejsce.
        Zaparkowałem na chodniku. Ale w bocznym w lusterku zobaczyłem, że
        mam z tyłu sporo miejsca do lampy ulicznej. Więc na wstecznym
        dynamicznie cofnąłem. Nie, nie walnąłem w lampę... ale w malucha
        który stał między lampą, a peugeotem. Nerw był taki, że trzęsły mi
        się ręce. W peugocie nic, bo wóz miał hak. Gorzej było z maluchem.
        2. Po iluś tam latach łepek nie wyhamował na zielonej strzałce. Ja
        się zatrzymałem on na moim zderzaku. U mnie nic o dziwo. U niego
        błotnik z lampą. Okazało się że łepek pożyczył alfę.
        3. Znów po kilku latach - ucieczka do rowu. Mam już przejechane z
        500km. Zostało może ze 40. Wyprzedzanie tira. Dam radę. O kurde ten
        maluch bez świateł jest bliżej niż myślałem. Pisk opon. Z prawej
        opony tira. Z oponami gość który podjechał z tyłu tira więc nie
        zostawił mi miejsca na powrót. Rów, poduchy thanks God nie odpaliły.
        Pęknięty przedni zderzak. Przejeżdzają jacyś ludzie. Co robią?
        Śmieją się.
        4. Tym samym autem po jakiś lekarstwach cofam po łuku na parkingu.
        Za szybko. Facetowi ze starej renault 19 częściowo wylatuje zderzak
        z zaczepów. Jego żona próbuje mi wmówić że rdza na masce ich wozu to
        też moja wina. Gość ją prostuje. Ja przyznaję się do winy
        przepraszam, proponuję albo zapłatę po podjechaniu do bankomatu albo
        wypłatę z mojego o.c. On chce policję. Mi to zwisa. Kończy sie na
        100zł. Facet chcial 150 ale sam z siebie zszedł do stówy.
        Sto złotych i 2,5zł - tyle mnie kosztowały bułki po które pojechałem.
        Plus klejenie i lakierowanie mojego zderzaka.
        • statystyczny.polak Re: Te z naszej winy są bardziej pouczające. 10.08.10, 09:37
          Wujcio, wujek - składam konstruktywną samokrytykę.
      • galtom do v-6 11.08.10, 14:30
        v-6 napisał:

        > Jeden, poważny, prawie spowodowałem w USA
        > , ale na szczęście "prawie ... itd." I chociaż pojechałem wtedy
        jak debil, mam
        > wątlutkie usprawiedliwienie: błąd wynikał z różnicy w
        organizacji ruchu tam i w
        > Polsce.

        To moze napisz dokladniej o co chodzilo i oszczedzisz komus
        podobnego stresu? Co poniektorzy z nas lataja do USA :-)
        • v-6 Re: do v-6 11.08.10, 20:37
          galtom napisał:

          > To moze napisz dokladniej o co chodzilo i oszczedzisz komus
          > podobnego stresu? Co poniektorzy z nas lataja do USA :-)

          Faktycznie, może się przydać.
          Kiedyś wracałem do domu zimowym wieczorem, sam, przez dość zapyziałą okolicę w południowym Texasie. Było już zupełnie ciemno, droga trzeciorzędna, ruch niewielki, ja odprężony. Za bardzo. Zobaczyłem znak, że będzie skrzyżowanie z drogą z pierwszeństwem (dwujezdniową, jak się później okazało). Miałem przeciąć tę drogę. Zwalniam, widzę czerwone światło dla mojego kierunku. Skrzyżowanie było nieoświetlone, przede mną nikogo, tamtą drogą też nic nie jechało. No to grzecznie podjeżdżam pod sygnalizator po polsku, tzn. blisko, ale tak, żeby jeszcze widzieć, co się wyświetla. Z mojej lewej widzę wysoko umieszczone światła szybko zbliżającego się samochodu. I nagle zdaję sobie sprawę, że te światła jakoś celują we mnie, a nie przede mnie. Niestety, pierwsze co pomyślałem, to że w tych ciemnościach jest jakiś zakręt i te światła zaraz wrócą na właściwą pozycję. Nawet zdążyłem się zaniepokoić, że tak szybko jadąc może się na tym zakręcie nie wyrobić ...
          Nagle znalazłem się w snopie długich świateł i słyszę przeraźliwy ryk klaksonu wielkiej ciężarówki. I natychmiast zrozumiałem: ten cholerny sygnalizator był na medianie, a ja stoję pośrodku i w poprzek jezdni, która ma zielone światło!
          Jak depnąłem gaz, to przeleciałem i przez median, i przez drugą jezdnię. Na szczęście nic z tamtego kierunku nie jechało. Stanąłem żeby ochłonąć, a tu "piuk piuk" i szeryf się znalazł. Pewnie drzemał w krzaczorach i ten klakson go obudził. Był z tych z zacięciem pedagogicznym. Kazał mi zamknąć samochód i poszliśmy razem obejrzeć crime scene. Poświecił latarką i pokazał mi linię i napis "stop" przed wjazdem na skrzyżowanie. Były mocno zatarte i w świetle reflektorów zwyczajnie je przegapiłem. Powiedział mi też, że trucker zaczął już hamować, a że jechał szybko, to jak nic mógł wylądować w rowie. Jednak jak zobaczył, że uciekam, dodał gazu i wyrównał. Nie zatrzymał się. Na koniec dostałem mandat za przejechanie na czerwonym świetle.
          Bo w USA sygnalizator świetlny nie musi być umieszczony przed skrzyżowaniem, jak w Polsce. W dużych miastach najczęściej jest, ale na prowincji bywa różnie. Może wisieć nad skrzyżowaniem (bez powtórzenia przed), może być postawiony na medianie (pasie rozdzielającym). Gdzieś w miasteczku w Alabamie widziałem sygnalizator dyndający na drucie przeciągniętym ... za skrzyżowaniem. Widać tam mieli akurat infrastrukturę.
          W tym czasie już to wszystko wiedziałem, miałem też amerykańskie prawo jazdy. Ale nawyk wyniesiony z Polski i chwila zadumy nad światem zrobiły swoje ...
          Pozdrawiam
          v-6
          • wolfgang87 Re: do v-6 11.08.10, 23:28
            To jest naprawde niezle. Wlasnie wiele razy widzialem, ze tam z syngalizacja jest inaczej... Dobrze, ze ... jestes tu z nami :D
            • v-6 Re: do v-6 12.08.10, 01:04
              wolfgang87 napisał:

              >... Dobrze, ze ... jestes tu z nami :D

              Hehe, dzięki. Właściwie to już mnie tu być nie powinno, mialem wracać w 2010. Jednak ze względu na kryzys uznaliśmy (tzn. moi wspólnicy-zwierzchnicy i ja), że powinienem zostać dłużej. Wymiana prezesa w czasie kryzysu zawsze źle wygląda, nawet jeśli wszystko jest w porządku. A jest. Przedłużyłem o dwa lata, ale dłużej już nie będę pracował. W Stanach czeka mnie słodkie życie emeryta-rentiera.
              Pozdrawiam
              v-6
    • qqbek Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 10.08.10, 12:22
      kolo100 napisał:

      > czułem się wściekły na siebie i na swoją
      > ewidentną winę...

      Ja po pierwszej stłuczce (14 lat temu) czułem się wściekły na swoją
      głupotę i łatwowierność.
      A było to tak:
      Wyjeżdżałem z podporządkowanej w prawo, na drodze z pierwszeństwem
      tylko skręcający w tę samą podporządkowaną Wartburg. Wartburg miał
      otarty tylny lewy błotnik... a ja byłem durny na tyle, że
      spodziewałem się, że nie zechce na mnie zarobić. No i wykręciłem
      powolutku w prawo a Wartburg mnie docisnął do krawężnika, idealnie
      trafiając we mnie tym pogiętym wcześniej błotnikiem.
      Jemu dorysowałem błotnik i urwałem kieł od zderzaka, u mnie poszedł
      kierunkowskaz i błotnik, dupa nie szkody, ale wściekły byłem na
      siebie potężnie.

      Pierwszy wypadek miałem niespełna dwa miesiące temu. I byłem po
      prostu wściekły i bezradny. Stałem na czerwonym świetle a bezmózga
      dziewczynka (lat 20, prawo jazdy od kilku miesięcy) nie zauważyła
      czerwonego... i przypi..doliła mi w zad jadąc jakieś 60-70km/h.
      Jak wyszedłem z wraka (rozbity solidnie z obu stron, bo przede mną
      też jeszcze stały samochody), to byłem szczęśliwy, że żyję. Jak po
      półtorej godziny czekania na Policję dziewczynka zaczęła się skarżyć
      tatusiowi (rzecz jasna przyjechał jeszcze przed strażą pożarną), że
      nie zdąży na imprezę z koleżankami przez to, to miałem ochotę
      obydwojgu dać po pyskach i wrócić do domu autem tatusia.
      • novationen Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 11.08.10, 14:06
        :D

        ja rok po tym jak odebrałem prawko, zimą odwoziłem siostrę na imprezę
        do koleżanki.. no i co? jakaś wiejska droga, śniegu po pachy w rowach
        i na poboczach, na samej drodze ujeżdzony śliski śnieg... w pedał, ale
        bez przesady i zakręty lekkim ślizgiem...

        jeden w lewo, drugi w prawo, trzeci znowu w lewo - taki
        najkonkretniejszy i jak do mnie dotarło że się nie uda to zrobiłem
        najgorszą rzecz jaką mogłem wtedy zrobić - hamulec w podłogę - i tak
        do końca, znaczy się aż w rowie wylądowałem :P

        nic się nie stało, prócz tego, ze z jednej strony zderzak z zaczepu
        wyskoczył i pewnie sam bym się nie wygrzebał, prosił o pomoc...ale nie
        musiałem, tą samą drogą, na tą samą imprezę odwoził córkę, KOLEGA
        MOJEJ MAMY Z PRACY - *uj go tam wie, czy coś by potem powiedział, więc
        sam się w domu wygadałem co i jak :D

        lipy nie było, ale jak to tata zawsze powtarzał: jeździj tak, jeździj -
        będziesz na piechotę chodził :D

        • qqbek Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 11.08.10, 14:14
          novationen napisał:


          > jeden w lewo, drugi w prawo, trzeci znowu w lewo - taki
          > najkonkretniejszy i jak do mnie dotarło że się nie uda to zrobiłem
          > najgorszą rzecz jaką mogłem wtedy zrobić - hamulec w podłogę - i tak
          > do końca, znaczy się aż w rowie wylądowałem :P

          Ja miałem tak w styczniu bieżącego roku... jadę sobie drogą z pierwszeństwem w
          mieście... no i wyjeżdża mi pacan z osiedlówki... widzę go... hamulec i nic (też
          śnieg świeży)... gaz i go objechałem. Dojechałem do skrzyżowania, ruszyłem,
          rozpędziłem się do 50km/h... no i droga wyjazdowa z hipermarketu po drodze...
          dziadek w skodzie wyjechał... nawet hamulca nie dotykałem... kierownica w lewo i
          po garach, kierownica w prawo i po garach... znów lewo i noga z gazu. 300m dalej
          światła... wpieniony ślicznie wypiąłem się z pasów i wyszedłem dziadkowi w
          skodzie coś wytłumaczyć... przejechał na czerwonym, mało pieszego nie zabijając,
          jak zobaczył, że wysiadam.

          Słowem- śliska nawierzchnia jest zdradliwa... zwłaszcza, gdy nie wiesz, jak z
          nią postępować :)
          • novationen Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 11.08.10, 17:50
            już się nauczyłem :) wtedy byłem świeżak, pierwsza zima za kółkiem i
            bez ABS - dziś już wiem jak się poruszać a obecność ABS bądź jego
            brak nie robi mi różnicy :D

            i wyrobiłem nawyk, że w skajnych sytuacjach pedał gazu o oparty o
            podłogę, czasem lepszy od tego obok :P - ale to kwestia przypadku
            oczywiście:D
    • tiges_wiz Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 11.08.10, 20:46
      u mnie bylo klasyczne WTF, 17 lat temu
      skrzyzowanie o dzwinym profilu, zatrzymalem sie patrze w lewo, nic nie jedzie,
      ruszam, a tu slysze jebut i jakas blacha robi ..dyndyndyndyn

      to u mnie??? (nic nie poczulem, a w lusterku na srodu skrzyzowania motocyklista)

      z tego co sie pozniej zorientowalem, to wyjechal z takiego wjazdu co mialem
      zasloniety przez slupek. on zaczal jechac i ja ruszylem i ciagle go mialem za
      slupkiem. niezla nauczka
    • madzioreck Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 12.08.10, 09:07
      Miałam prawo jazdy 2 lub 3 tygodnie. I mistrzyni kierownicy oczywiście :]
      Podjeżdżam sobie pod pracę, gdzie zwykle parkuję prostopadle przodem. Tego
      jednak dnia naustawiało się od cholery i troszkę busów i busików. Kiedy już
      wjechałam między nich, doszłam nagle do wniosku, że łatwiej mi będzie w tej
      ciasnocie ustawić się tyłem... i niewiele myśląc, wsteczny i w pędzel... i huk
      :> Błotnik z lewej strony nieco się wgniótł. Nie wzięłam pod uwagę, że jeśli
      chciałam parkować tyłem, to powinnam wjechać nieco dalej od krawędzi jezdni,
      przy której stała latarnia... zapomniałam o tej małpie, zawsze parkowałam
      przodem, co mnie tam jakaś latarnia ;P
      No wściekła byłam na siebie jak jasny gwint, kierowcy busików mieli radochę,
      podobnie jak mój tata (zawodowy kierowca), który godzinę później podjechał do
      mnie, a ja w tym czasie finalizowałam z klientem umowę. Po chwili obaj, i tata,
      i klient, mieli radochę... Mściwie dodam, że jakieś 2 tygodnie później tata do
      kompletu wgniótł mi klapę bagażnika ("Wiesz co... no patrzyłem do tyłu, ale ta
      latarnia mi jakoś umknęła" :D) a w niedługim czasie kierowca busa, który
      najbardziej mi dogryzał, przywalił w zad koledze, który stał przed nim na
      postoju ;)
      Jak dotąd nic więcej się nie zdarzyło, mimo kilku podbramkowych sytuacji, czasem
      zawinionych przeze mnie, czasem przez kogoś innego, w tym jedna mało ciekawa.
      Dowiedziałam się o sobie tyle, że potrafię zachować zimną krew i wykonać jakiś
      pożyteczny manewr w takiej sytuacji zamiast odruchowo deptać hamulec do podłogi.
    • remo29 Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 12.08.10, 20:55
      Jak dotąd - odpukać - raz. 8 lat temu jechałem sobie w kolumnie równo jadących
      samochodów na dwóch pasach. Na wiadukcie zobaczyłem kolejno zapalające się
      "trzecie" światła stop, więc zdjąłem nogę z gazu, ale widząc, co się dzieje
      zacząłem hamować i w końcu stanąłem. Ale usłyszałem za sobą pisk opon i
      zobaczyłem w lusterku sunącą jak sanie czerwoną Omegę - bum! Na szczęście
      skończyło się na "wybiciu" z zatrzasku tylnego nielakierowanego zderzaka. Dwa
      śrubokręty i praktykant na Carmanie dały radę :)
    • tomek854 Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 13.08.10, 03:30
      Mój pierwszy wypadek to był szok, facet wjechał mi w drzwi na skrzyżowaniu.

      Ale pierwszy wypadek ciężarówką...

      Tu sam zaskoczyłem sie swoją reakcją.

      Jechałem sobie taką ścieżynką o szerokości jakichś max 2.5 - 3 metrów - taką
      jak tutaj:
      www.youtube.com/watch?v=-ciqvlccIos&feature=related
      Jechałem dopuszczalne 40 mph (nie tak szybko jak na filmie) i nagle z przeciwka
      zza wierzchołka wyleciał (dosłownie - leciał w powietrzu) jakiś koleś BMW. Żeby
      uniknąć czołówki zjechałem na pobocze, które zapadło się pod ciężarem pojazdu i
      wylądowałem na boku w rowie - pod kątem jakichś 50 stopni na lewym boku.

      Moja pierwsza reakcja to było "ale jazda - lepiej niż na kolejce górskiej!"

      Poważnie! :-)
    • jusytka Re: Pierwszy wypadek/stłuczka- jakie odczucia? 13.08.10, 10:42
      Odczucia jak dla mnie zupełnie zrozumiałe. Ja z kolei miałam też jedną tylko
      stłuczkę, ale to ktoś na mnie najechał i odczucia miał zupełnie inne od twoich,
      bo uznał, że to moja wina. Dodam, że musiałam przepuścić rodzinę z dziećmi na
      pasach, która już na nich była.
      Jakież było jego zdziwienie, kiedy wezwana przez mnie policja nie dość, że
      orzekła jego winę to jeszcze zabrała mu dowód rej i wlepiła mandat, a ja
      dostałam kasę z jego ubezpieczenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka