blackmessiah
14.06.04, 08:25
Zastanawiam się cały czas, co mogłoby dać zniesienie durnej akcyzy i innych
beznadziejnie głupich opłat regulujących obecnie import używanych aut do
Polski. Doszedłem do kilku wniosków:
1. Używane auta tanieją i są przez to bardziej dostępne dla przeciętnego
Kowalskiego, zarówno te kupione od nowości w PL, jak i sprowadzane z Zachodu.
2. Nie ma już tajnego układu na linii HandlarzStaryWyga-CelnikŁapówkarz.
Jasne i czytelne przepisy powodują, że celnicy zachowują honor, my zaś
kupujemy auta wartościowe, bez cofniętych liczników i klepanych nadwozi. Po
prostu jedziemy na Zachód, kupujemy auto, płacimy jakąś stałą opłatę -
powiedzmy 1000 zł od sztuki bez względu na rocznik i stan - i wszystko gra.
Państwo zajmuje się kontrolą stacji diagnostycznych i dbaniem o to, aby
sprowadzane do PL auta spełniały normy.
3. Przez nasz kraj przewalają się wielkie ilości aut używanych. W rezultacie
dużo ludzi i podmiotów gospodarczych ma zajęcie. Mechanicy i warsztaty mają
więcej pracy. Powstaje więcej komisów samochodowych (rzecz normalna na
Zachodzie). Konkurencja może być tylko opłacalna dla zwykłych zjadaczy
chleba. Samochody tanieją.
4. Producenci samochodów, aby utrzymać poziom sprzedaży, wychodzą naprzeciw
klienta z korzystnymi ofertami kredytów na nowe samochody. Takimi, jakie są
na Zachodzie, a nie jak dotychczas - lichwiarsko-złodziejsko oprocentowanymi.
Teraz bezkarnie doją z nas kasę, a mają na pewno jeszcze jakieś pole manewru,
jeśli chodzi o końcową cenę auta. Skoro zarabiamy średnio 10-krotnie mniej
niż zachodnia część UE, dlaczego mamy kupować auta za tą samą cenę co oni?
5. Im więcej użytkownikow dróg, tym więcej paliwa zatankowanego do baku. W
konsekwencji - może ktoś się opamięta i zacznie budować drogi w tym kraju.
6. Sprowadzony do Polski złom odzyskuje polskie państwo - to też jakieś
namacalne dobro. I nie oburzajmy się na sprowadzanie złomu: społeczeństwo za
to płaci, społeczeństwo tego chce.
7. W różnych urządach państwowych siedzące i pijące kawę inkubatory nie muszą
co chwila wbijać nowych przepisów i ustaleń do swoich małych makówek. My nie
narażamy się na poniżenia i cierpkie słowa z ich strony. Jest przyjemnie i
miło.
8. Państwo zajmuje się sprzedażą tablic na granicy, pozwalających na
bezpieczne poruszanie się używanych aut w PL i pobiera za to sensowne opłaty.
Sensowne, czyli nie 5000 zł za każdy dzień. Na Zachodzie jest to normalne:
Tacy np. Duńczycy, którzy nie jojczą, że nikt nie kupi nowego samochodu (auta
są bardzo drogie w Danii). Jadą do Niemiec, na granicy wykupują tablice
czasowe z żółtym paskiem (ważne tylko w Niemczech). Potem jadą szukać auta,
kupują, przykręcają te tablice, oddają na granicy, kupują czasowe duńskie,
dojeżdżają do domu i rejestrują auto już na stałe. Takie żółte tablice są
kupowane na osobę, a nie na konkretne auto. Tak samo salony samochodowe np. w
Niemczech mają jedną czerwoną tablicę, używaną do jazd próbnych. W PL jest to
niemożliwe, bo każde auto w salonie musi mieć odrębną rejestrację. To stwarza
burdel i nie pozwala normalnie handlować.
To na razie tyle. Czy ktoś ma jeszcze jakieś pomysły?