vogon.jeltz
28.02.18, 12:07
Widziałem ostatnio Forda. Taki model samochodu, co to mówią na niego chyba "miejski krosołwer" czy jakoś tak. Brzydkie toto było, że wypadały oczy - Nissan Puke i ta nowa Toyota wyglądająca jak disneyowski buldog Butch mają silną konkurencję - ale najgorsze miało dopiero nadejść. Oto ujrzałem nazwę tego cuda: EcoSport. Rozumiecie: jakiś marketoid wziął dwa modne buzzwordy, skleił je w jedno słowo i nalepił na coś, co jest brzydsze niż kupa hipopotama. W tym momencie miarka się przebrała i postanowiłem napisać ten post. Naprawdę taki totalny bulszit (bo ani to eco, ani sport) stanowi o przewadze rynkowej? Kto jest bardziej odmóżdżony - marketing Forda czy jego klienci?
Dalej, otwieram skrzynkę pocztową, a że czekam na parę ważnych mail, to zajrzałem też do foldera ze spamem, bo Gmail ostatnio zrobił się strasznie rygorystyczny i zdarza się, że mi coś gdzieś poprzenosi. Ważnego maila nie było, był za to spam od Fiata, który "zachęca" mnie do zakupu modelu Fullback. Co to jest, kurna, za nazwa - "Fullback"? Że można mu niby pakę do pełna wyładować (klikłem z ciekawości - to taki pickup, bliźniaczy model Navary czy czegoś tam)? Fiat akurat miał zawsze takie śliczne włoskie nazwy swoich modeli, nawet jeśli to była cyferka, to - "Fiat Cinquecento" jak to ładnie po włosku brzmi (oni to wymawiają FIJAT). A tu co, Fiat Pełna Dupa? Kto to w ogóle wymyślił?
W ogóle człon "-back" robi ostatnimi czasy w nazewnictwie samochodów oszałamiającą karierę. Skoda Rapid Spaceback - i xuj, że tego space'a w backu ma ona mniej niż Rapid bezprzymiotnikowy. Audi A3 Sportback - że niby co, sportowy tylko z tyłu jest, a z przodu leniwy i w zakrętach tył wyprzedza przód? A może to ma jakiś związek z dupami kardaszianek i całego tego żeńskiego śmiecia prezentującego swoje "wdzięki" na instagramach?
Z drugiej strony - widać trend wśród coraz liczniejszych marek do kryptycznego nazywania swoich modeli literkami i/lub cyferkami. Jest w tym jakiś sens - od razu można się domyślić, z jakim segmentem mamy do czynienia, bo im większy numerek tym samochód wyższej klasy. Ale sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Tu już przecież nie tylko niemiecka wielka trójka, nie tylko Mazda i Peugeot, które numerowały pojazdy od zawsze, ale też i Hyundai, i Citroen. I gdzie w tym choć trochę kreatywności, odrobina polotu?
A własnie, a propos Citroena - ten przynajmniej opatruje swoje cyferkowe modele przydomkami. Picasso, na przykład - bardzo ładnie! Albo Kaktus - o, to jest zajebista nazwa. Ale ostatnio małżonka wygrzebała ostatnio ze skrzynki ulotkę Citroena Aircrossa. Co to jest, do licha, jakiś poduszkowiec?
Czy wy też macie wrażenie, że w działach marketingu koncernów samochodowych (czy kto tam wymyśla nazwy nowych modeli) siedzą albo kompletni debile kierujący się wyłącznie badaniami fokusowymi, albo kompletni debile po prostu?