hukers
28.05.21, 15:26
Młoda zdała na prawko i zaczęła jęki o samochód. Że musi mieć, że potrzebny, że wszyscy mają. Tłumaczę jej, że przecież może sobie pożyczyć jakieś Traficary i inne Panki, że ma tramwaj, hulajnogi elektryczne, rowery elektryczne (nawet ostatnio u nas za darmo można pożyczyć).
Nie.
Musi mieć samochód.
Myślę nad Peugotem 208. Wpłaca się dychacza i późnej jakiś abonament 500 stówek miesięcznie.
Co byście doradzili?
Tłumaczyć dalej, czy już się decydować na tego Peugota? Samochód roku jakiegoś tam, było nie było. \
Czy może jakaś używka trzyletnia?
Bo jednak najem najmniej opłacalny.
Zakręcony jestem jak trzmiel w tulipanie
Małe dziecko, mały problem, duże dziecko, duży problem..