bywalec.hoteli
04.10.23, 23:32
Jak byłem młody i głupi to jeździłem czasami powyżej limitu na autostradzie. Całkiem gównianym pierwszym autem. Co chwilę łapałem mandaty z suszarek. Ale odkąd mam dzieci to prawie nie przekraczam 140 km/h wg GPS. 137 na tempomacie i jedzie się płynnie. Dojeżdżam często w trasie bez wysiłku tyle godzin ile setek km. Czyli 500 km - 5h.
No właśnie. Mamy teraz dużo dróg szybkiego ruchu. Praktycznie wszędzie gdzie się jedzie w Polskę ma się w dużej mierze autostradę czy ekspresówkę.
To 20 lat temu było niewiarygodne, ale po Polsce jeździ się szybciej, wygodniej, spokojniej niż w Niemczech.
W Niemczech ciągle remonty, korki, ogromny ruch, nawet na trójpasowych odcinkach. I bardzo wiele ograniczeń ruchu do 80-100-120.
To nie te lata, gdzie przejechanie 500 km to wyprawa na 10h po wąskiej najeżonej sznurem tirów z obu stron drodze krajowej z niewielkim poboczem, miejscowościami, światłami, skrzyżowaniami, korkami (słynny korek w Krośniewicach czy Kołbieli - ktoś pamięta?)
W PL można jechać na ekspresówce 120, na autostradzie 140.
To po co zapierniczać 200, 250 czy 300?
Przecież na żadnej drodze w PL nie da się w ten sposób jechać płynnie ani bezpiecznie.
Nie wiem czy reprezentantem kultury zapier.alania na drodze jest hukers, który napisał:
> Swoja drogą to trzeba uważać z tą sportową, szybką jazdą, bo chwila nieuwagi i
> lata "w pasiaki".
Przecież główną konsekwencją takiej "sportowej, szybkiej jazdy" jest zagrożenie życia swoje, swoich pasażerów, ludzi w innych samochodach, pieszych, rowerzystów. A nie pasiaki.
Kto się tak spieszy...na cmentarz?