Dodaj do ulubionych

Na prundzie przy minus 7

12.02.25, 07:56
3 km z hotelu do biura. 100 % miasto. Max 54. Połowa na tempomacie. Ogrzewanie normalnie plus grzane jajka.

Wiem że up! By pewnie połowę tego pociągnął ale i tak szok. Bateria 10 kwh na 25 km starczy w mieście. Znow podłączyłem bo z drugiej strony super zaleta elektryki- grzeje go pare razy zdalnie w ciągu dnia więc mimo że stoi na dworze to wsiadam do ciepłego i miłego wnętrza.
Obserwuj wątek
    • duze_a_male_d_duze_m Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 08:15
      Trochę przegięcie, latem ile "pali" w takich warunkach?
      • trypel Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 08:21
        Ok 20-25
    • bolo2002 Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 08:57
      A ja nie grzeję zdalnie-bo nie potrzebuję-mój stary diesel po 100 m dosłownie już grzeje .
      • duze_a_male_d_duze_m Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 09:14
        To jest fizycznie niemożliwe w tych warunkach.
        • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 10:48
          duze_a_male_d_duze_m napisał:

          > To jest fizycznie niemożliwe w tych warunkach.
          >

          Nic nie jest niemożliwe, jak się jest Bolem!
          Można jeździć Wartgolfem i Borą lata przed premierą.
          Można Ładą posuwać 200, na jednym baku, z Warszawy do Berlina, po krajówkach rzecz jasna.
          Można na łysych letnich oponach (w nieprodukowanej jeszcze przez 5 kolejnych lat Borze) wjechać po śniegu i lodzie na jedną z bardziej wymagających przełęczy.
          Można mieć w dieslu ogrzewanie zaraz po przekręceniu kluczyka :P
          Bolo ma takie samo hasło, jak Adidas - impossible is nothing.
        • bolo2002 Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 09:11
          Absolutnie możliwe. Sprawdziłem wielokrotnie. Wyjeżdzam z domu o mam dokładnie 100 m do 2-giej bramy-tam jest już ciepłe powietrze. Oczywiście do pełnego nagrzania silnika potrzeba przy ca -10 st- ca 5 km jazdy.
          I najciekawsze- bez ustawiania temperatury wewnetrznej- klima automatyczna na starcie mocno grzeje, żeby wyrównać temperaturę w srodku samochodu. Sam byłem zaskoczony techniką koreańską -sprzed 19-tu lat.
    • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 10:12
      Ja pierniczę.
      A już sądziłem, że 19-20 kWh/100 km, które mam ostatnio to już dramat.
      Inna sprawa, że na plusie palił 14 kWh/100.
      • donaldte Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 13:09
        Obowiązek jazdy z włączonymi światłami w dzień to najgłupszy przepis ruchu drogowego. Niepotrzebnie czerpie prąd elektrykowi ;) W takiej Holandii używa się świateł mijania w nocy oraz w ciągu dnia w warunkach znacznie ograniczonej widoczności.
        • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 15:13
          Tak misiu.
          Najlepsze są automatyczne dzienne, zwalniają z myślenia.
          Sytuacja z wczoraj -11, zadymka, do tego nawiewa śniegu... i 2/3 pacanów na dziennych w miejscu, gdzie dozwolone jest 100.
      • duze_a_male_d_duze_m Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 14:58
        Krótka trasa w mrozie, 182 Wh/km.
        • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 15:05
          Kasowane dwa ładowania temu.
          Od tamtej pory na minusie (do -11,5 wczoraj rano).
          Jak rano (-6) dojechałem do pracy to prawie 21 było.
          Ale wracałem przed dłuższą chwilą i takie mi wyszło.
          • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 15:06
            Zdjęcia zapomniałem 😜
    • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 15:27
      Na dystansie 3 km to zawsze w zimie wyjdzie dramat, jak auto nie stało w ogrzewanym garażu. Potem zużycie prundu się zmniejsza.

      Co nie zmienia faktu, że będę musiał niedługo przejechać 300 km elektrykiem i słabo to widzę przy minus 12. Znaczy, dwa postoje po drodze murowane (auto z przyczyn obiektywnych nie będzie naładowane na 100% przy starcie w tę trasę).

      • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 20:25
        riki_i napisał:

        > Na dystansie 3 km to zawsze w zimie wyjdzie dramat, jak auto nie stało w ogrzew
        > anym garażu. Potem zużycie prundu się zmniejsza.

        To racja.
        Dużo zależy też od systemu ogrzewania, bo ja lubię w ciepełku podróżować, a pompy ciepła nie mam, więc samo ogrzewanie ciągnie prąd jak smok Kicek wodę z jeziora.

        > Co nie zmienia faktu, że będę musiał niedługo przejechać 300 km elektrykiem i s
        > łabo to widzę przy minus 12. Znaczy, dwa postoje po drodze murowane (auto z prz
        > yczyn obiektywnych nie będzie naładowane na 100% przy starcie w tę trasę).

        To co to za elektryk i jaka bateryjka?
        Ja up-em (32,3 kWh netto) bym pewnie przy -12 przeskoczył z jednym ładowaniem (o ile po krajówkach, po ekspresówkach pewnie trzeba byłoby jednak drugi postój doliczyć) - przy ogrzewaniu na +20 pokazywał mi przy -11 zasięg ~160km, wystarczyłoby na 18 ogrzewanie skręcić i lżej się pedałem przyśpieszenia bawić i pewnie i 200 byłoby do uzyskania.
        Jak cokolwiek z baterią powyżej 45 kWh (i jeszcze lepiej pompą ciepła) to na spokojnie z jednym postojem powinieneś zrobić... o ile nie odbierzesz z poniżej 60-65% baterii.
        • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 20:54
          Też nie mam pompy ciepła. Auto stoi pod chmurką, nawet jeśli włączę tylko podgrzewanie foteli i kierownicy, bez nawiewu, to i tak system żre mi prąd (grzeje zdaje się zimną baterię) i przez te pierwsze kilometry zużycie jest duże. Przy włączonym ogrzewaniu na 27 stopni, zużycie oczywiście jest już gigantyczne.

          Trasa jest w całości po ekspresówce, samochód stoi rozładowany przy lotnisku i nie ma go kto naładować. Śpieszyłem się i tak wyszło, że na dystansie 130 km zeżarło mi 55% z 93% baterii (bateria 64 kWh). Wolałem przyszarżować niż miał mi odlecieć samolot, na co się ewidentnie kroiło (wina nie moja). No więc zaraz jak przylecę to go mogę naładować na lotnisku na te 80% i nawet jak już nie będę szalał 155 km/h, to i tak nie przejadę na takim naładowaniu 300 km, zwłaszcza, że ma być solidny mróz i śnieg. Ogólnie słabo to widzę , niestety. Do tego samochod na instalacji 400V , ładuje się wolno (nie jest to Kia EV6, Hyundai Ionic , czy Porsche Taycan - gdzie można celować w mocne ładowarki i liczyć, że w 20 minut ogarnie się temat).
          • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 21:19
            riki_i napisał:

            > Też nie mam pompy ciepła. Auto stoi pod chmurką, nawet jeśli włączę tylko podg
            > rzewanie foteli i kierownicy, bez nawiewu, to i tak system żre mi prąd (grzeje
            > zdaje się zimną baterię) i przez te pierwsze kilometry zużycie jest duże. Przy
            > włączonym ogrzewaniu na 27 stopni, zużycie oczywiście jest już gigantyczne.

            27 stopni?
            Serio?

            > Trasa jest w całości po ekspresówce, samochód stoi rozładowany przy lotnisku i
            > nie ma go kto naładować. Śpieszyłem się i tak wyszło, że na dystansie 130 km
            > zeżarło mi 55% z 93% baterii (bateria 64 kWh).

            64 kWh to brzmi jak KIA/Hyundai, bo u nich takie pojemności były (jeszcze u Chińczyków w MG4).

            > Wolałem przyszarżować niż miał m
            > i odlecieć samolot, na co się ewidentnie kroiło (wina nie moja). No więc zaraz
            > jak przylecę to go mogę naładować na lotnisku na te 80% i nawet jak już nie bę
            > dę szalał 155 km/h, to i tak nie przejadę na takim naładowaniu 300 km, zwłaszcz
            > a, że ma być solidny mróz i śnieg. Ogólnie słabo to widzę , niestety. Do tego
            > samochod na instalacji 400V , ładuje się wolno (nie jest to Kia EV6, Hyundai Io
            > nic , czy Porsche Taycan - gdzie można celować w mocne ładowarki i liczyć, że w
            > 20 minut ogarnie się temat).

            Pomyśl, że to dla zdrowia.
            Dla zdrowia baterii.
            Ja jak na noc ładuję, to ustawiam 8 albo 10A na jednej fazie (DC).
            Instalacja spokojnie daje radę 16A, a do tego ma pokładową ładowarkę 3-fazową, a właściwie to 2-fazową (która w starszych up-ach była rzadkością, a i w poliftowych nie jest normą) ale "po co?" - nawet sobie wallbox-a jeszcze nie sprawiłem o tych parametrach (pomimo tego, że gniazdo siłowe mam - może jak kiedyś większego elektryka kupię, to to będzie miało sens).
            Szybkie ładowanie też nie dla mnie, bo jest co prawda CSS, ale obsługuje tylko do 50 kW.
            • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 21:21
              Rzecz jasna na jednej fazie AC... tak to jest, jak się szybko pisze.
            • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 22:32
              27 stopni to maks co mogę ustawić. Więcej się nie da.

              Oczywiście KIA/Hyundai.

              Zdrowie baterii ok, wiadomo, że nikt przytomny nie będzie bez powodu masakrował baterii silnym prądem bez powodu . No, ale stać na mrozie gdzieś na zadupiu i czekać godzinę aż się samochód naładuje to jednak słabe jest. Miałem taką przygodę na pewnym MOP-ie, gdzie jedyną z dostępnych atrakcji był kibel i jakaś słaba ładowarka 45kW. Też jechałem zimą i musiałem tam się z musu zatrzymać . No i kwitłem sobie w aucie stojąc naprzeciwko kibla. Jedyne w swoim rodzaju doświadczenie!
              • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 23:25
                riki_i napisał:

                > 27 stopni to maks co mogę ustawić. Więcej się nie da.
                >

                O kurczę, to ja jednak zimnolubny jestem.
                To uważam już za "dużo" (zdjęcie poniżej).

                A co do "przygód z MOP" - kupię sobie najwyżej Teslę 3LR na 18-tkach, jak zechcę elektrykiem w trasy jeździć, a nie wokół komina się kręcić.
                • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 20:43
                  Czas na zdanie relacji z wcześniej zapowiadanego powrotu z lotniska z Krakowa do Warszawy. Ponad 300 km do przejechania w temperaturze minusowej.

                  Samochód postał sobie tydzień na mrozie, więc odebrałem go z lotniskowego parkingu zmrożony na kość. Przejechałem niecałe 6 km do centrum handlowego przy obwodnicy w stronę Warszawy i dawaj pod ładowarkę 120 kw Green Waya. Niestety, w moim modelu nie da się ustawić podgrzewania baterii pod zaplanowane ładowanie (w nowszych to jest, choć na tak krótkim dystansie raczej i tak niewiele by pomogło). Miałem 36 % baterii - czas ładowania do 80% wyświetliło... 1h 20 minut !!!!!!! (w normalnej , a nie minusowej temperaturze, w 40 minut zrobiłbym 80% z ... 10% !). Ładowarka o mocy 120 kW podawała jakieś 24,5 kW. Czyli 'Koszmar z doliny Wiązów', po prostu!

                  Łaziłem więc bez sensu po tym wielkim centrum handlowym i kląłem na czym świat stoi. Minęła spokojnie godzina, wylazłem do samochodu, stwierdziłem , że mam na baterii 73%, no to mówię - qrwa mać jadę, i tak będę musiał się przecież jeszcze raz ładować.

                  Przejechałem całe 130 km i stanąłem na Orlenie. Nie pamiętam ile mi zeszło baterii, ale sporo (aplikacja pokazywała, że do następnej ładowarki dojechałbym na oparach).

                  Badziewna ładowarka Orlenu dawała na szczęście od samego początku tyle ile mogła, czyli 49 kW. W 40 minut doszedłem do 83% baterii.

                  No i teraz clou całej historii. Do chałupy miałem około 230 km. I -przypomnę- 83% baterii. TEORETYCZNIE w zapasie pozostawało na starcie 43 km (samochód pokazał zasięg 273 km).

                  Wiedziałem co się święci, więc ustawiłem sobie jazdę półautonomiczną na 125 km/h (gps-owe 120 km, czyli qrwa mać - PRZEPISOWO (co skutkowało tym, że w trasie absolutnie każdy mnie wyprzedzał).

                  No i jadę. Szosa puściusieńska w chuj, bo już późno było, a ja się toczę te 120 km (bo auto samo jedzie) , tyle ,że z łapami na kierownicy, bo inaczej się nie da. Niestety, zgodnie z przewidywaniami temperatura na zewnątrz zaczęła spadać i osiągnęła minus 6 stopni (potem podskoczyła na minus 5 st. C). To dla elektryka jest niczym trujący alkohol metylowy dla konsumenta wyrobów Polmosu. Lukam sobie na nawigację oraz zasięg na wyświetlaczu auta i qrwa mać widzę, że z ponad 40 km zapasu, nagle mam już tylko 27 km ! A jadę przecież kompletnie pustą ekspresówką na automacie, z temperaturą wewnątrz na 19,5 st. (mniej się nie da bez szkody dla zdrowia, chyba tylko hardkorowiec youtuber Grzyb jechał kiedyś w podobnych warunkach pogodowych zupełnie bez ogrzewania, bo mu groziło że nie dojedzie do ładowarki). Czyli samochód bierze tego prądu najmniej jak się da (w uśrednieniu 23 kw na setkę). No ale temperatura spadła i nagle zaczął ciągnąć mi więcej. Mogłem oczywiście trzeci raz stanąć na jakiejś ładowarce i dowalić trochę prundu, ale wqrwiła mnie ta sytuacja już tak, że się zaparłem i mówię sobie , że choćby skały srały, to dojadę.

                  No to schowałem się za tira samotnika (w weekendy chyba nadal nie jeżdżą, ale ten akurat jechał) i klnąc na czym świat stoi przetoczyłem się 90km/h jakieś 30 km. Potem pan tirowiec sobie zjechał z drogi, 90km/h nie byłem mentalnie w stanie jechać, więc wbiłem 110 km/h (licznikowo, a nie gps-owo, czyli de facto mniej) , no i toczę się w agonii dalej.

                  Mój model auta ma niestety tę przypadłość, że nie należy nim jeździć poniżej 10% baterii, bo zasięg spada wtedy raptownie i więcej niż pokazuje komputer pokładowy. Poniżej 8% wyświetla się komunikat o pilnej konieczności odwiedzenia ładowarki, a poniżej 5% baterii gaśnie wszystko, nie ma już jakichkolwiek wskazań na ekranach i człowiek modli się żeby przejechać 2-3 km. Przy czym zanim te ekrany zgasną , zasięg jest jeszcze niby kilkanaście km, ale to jest fejk. Jak robi się 5% baterii i padaka z wyświetlaczami, to realnie można przejechać zaledwie parę kilometrów. A potem laweta (w przeciwieństwie do innych modeli , nie ma tu żadnej ukrytej rezerwy zasięgu).

                  Także Panowie, ja nie mogłem liczyć na ten deklarowany zasięg i musiałem się doturlać do domu najlepiej na co najmniej 10% wyświetlanej pojemności baterii. Finalnie dojechałem na 14%, bo już prawie przysnąłem i nawet koło chałupy jechałem tempem emeryckim.

                  WNIOSKI. Policzyłem sobie, że przyjmując jazdę PRZEPISOWĄ, czyli prawilne 120 km/h, DOWOLNYM spaliniakiem byłbym w domu ponad 2 h wcześniej. Ale jadąc szybciej, czyli tak jak jechali ludzie, którzy mnie po drodze wyprzedzali (bez ścigantów prujących powyżej 160 km/h, bo takich też kilku było), dojechałbym jeszcze szybciej (jechać przepisowe 120 km/h trzeba tylko ok. 20 km na odcinkowym pomiarze prędkości koło Radomia).

                  No niestety, zima, minusowe temperatury i samochód elektryczny to jest dramat totalny.

                  Wiadomo, gdybym miał kogoś w tym Krakowie, kto by mi na wejściu naładował samochód na 100%, wyglądałoby to o wiele lepiej (jakieś plus 45 minut do spaliniaka). Ale było jak było i w rezultacie zjechałem do chałupy nocą, a nie wieczorem.

                  Serdecznie nie polecam jazdy dalej niż "w koło komina" samochodem elektrycznym przy minusowej temperaturze!
                  • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 20:57
                    Mała errata. Do tej pierwszej ładowarki nie było 130 km, tylko osiemdziesiąt parę.
                  • trypel Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 20:59
                    Ja sobie to zapisze, potem wykuje w kamieniu, jakimś granicie żeby na wieki. I będę pokazywał każdemu znajomemu co wpadnie na pomysł zakupu elektryka. Czyli te wszystkie tesle co na Skach jada za tirami to domyślam się tak jak Ty.
                    • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 21:14
                      Tak, to jest taki sposób żeby mniej prądu żarło. Za jadącym tirem robi się taka poduszka powietrzna, jest mniejszy opór powietrza i można "zaoszczędzić" trochę kWh.
                    • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 22:32
                      trypel napisał:

                      > Ja sobie to zapisze, potem wykuje w kamieniu, jakimś granicie żeby na wieki. I
                      > będę pokazywał każdemu znajomemu co wpadnie na pomysł zakupu elektryka. Czyli
                      > te wszystkie tesle co na Skach jada za tirami to domyślam się tak jak Ty.

                      No dobra, na trasy nadal się nie nadają.
                      Ale tak jak ja kupiłem, "wkoło komina"?
                      Wczoraj przeżyłem drobny horror, bo nam po południu wyjazd do teściów wyszedł, a Opla nadal mi się ruszać nie chciało, w VW 50 km zasięgu. Podłączyłem go na chwilę pod 3kW, żeby kilka kilometrów dobić, ale nic to nie dało, bo ślubna (która go wcześniej do 50 km zjechała) musiała "już" jechać (a Jerychońskiej nie ruszam, bo zupełnie mi przeszło jeżdżenie nią).
                      Skutkiem tego, przy -4,5 na dworze, załadowaliśmy się do teściów (15 km w jedną stronę), w samochód z zasięgiem 55 km.
                      Dojechaliśmy, ślubna stwierdziła, że trzeba jeszcze do Decathlonu po ochraniacze dla młodej no i do marketu na jakieś zakupy (-5,5) - doszło 5 km.
                      Jechałem dziadkowo, więc choć przejechaliśmy 20 km, zasięg spadł o 17 (38), powrót z zakupów do teściów (36) no i godzinka z hakiem na kawusi, ciasteczku i ploteczkach. Wsiadamy (-6,5), pokazuje 34. Ślubnej się przypomina, że trzeba jeszcze po drodze do supermarketu zajechać, bo czegoś pilnego zapomniała. Przy 30 km zasięgu komunikat stał się upierdliwszy i żadne deptanie na trasie (dozwolone 70/80/100) nie pozwoliło wykorzystać więcej niż 20-25 kW mocy (mam, zamiast obrotomierza, "mocomierz" wyskalowany do ponad 80 kW).
                      Na "wskaźniku paliwa" 12,5% (ostatnia kreska przed zerem), a ja sunę ostatni kilometr do domu, pod górkę, przepisowe 50, bo więcej się boję.
                      Powrót do domu - zrobione 37 km, pozostały zasięg 25.
                      O dziwo, przy nawet -10 na zewnątrz (i też bez ogrzewania baterii) naładował się do jakichś 94-95% (inna sprawa, że ładowałem 8A i dopiero przed południem go odpiąłem).

                      Tras tym jeździć nie zamierzam, zasięgi tragiczne w zimie (było 160 km chyba nakręcone jak z "25" podjeżdżałem pod dom), ale frajda jest.
                      • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 13:08
                        Żonka dość nonszalancka w posługiwaniu się autem. Ale obawiam się, że moja mogłaby nawet nie zauważyć, że bateria zbliża się do zera. Po tym jak by stanęła, oczywiście rozpoczęłaby wydzwanianie do mnie z tekstem "no ja nie wiem, co się stało". <sad>

                        Zasięgi w takiej porządnie minusowej zimie to trzeba liczyć, że z automatu spadają o jedną trzecią. Czyli jeśli latem wykręciłem kiedyś w trasie (częściowo po autostradzie) trochę ponad 340 km na jednej baterii, to zimą przy minus 9 (tyle miałem u siebie dzisiaj rano) sądzę, że przejechałbym jakieś 220 km maks. O ile nie jeszcze mniej (zależy od prędkości jazdy i wiatru).

                        Największe qrestwo to jest właśnie ta reaktywność na temperaturę. Bo w skrajnym przypadku można przeżyć to, co opisałem przy jeździe z Krakowa - na starcie powiedzmy, że masz wszystko ogarnięte i wiesz, że dojedziesz, a potem w trakcie robienia trasy temperatura na zewnątrz spada w chuj i zasięg też ci nagle spada w chuj. Pół biedy jak to jest przejazd z Krakowa do Warszawy po ekspresówce, gdzie co paredziesiąt kilometrów można się awaryjnie doładować. Ale ja robiłem jazdy po Pomorzu Zachodnim, gdzie było na przykład 180 km do przejechania , a po drodze ani jednej ładowarki. No i teraz jedź sobie wieczorem, tak jak ja, wyruszasz masz minus 2, a potem robi się minus 7 czy minus 9 i cały plan podróży można sobie wsadzić w dupę. Bo zasięg spada załóżmy o 40 km i masz serce za uchem , czy nie staniesz gdzieś pośrodku niczego, bez ogrzewania i bez czegokolwiek.
                    • duze_a_male_d_duze_m Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 06:23
                      Tesli w to nie mieszaj, to inna liga elektryków z tego co koledzy tu piszą, plus trzeba się trochę obyć z obsługą, planować ładowania, nie stresować się jak pokazuje, że dojedziesz do ładowarki na 3%. Co nie zmienia faktu, że to najgorszy napęd na trasę, ale najlepszy wokół komina, szczególnie zimą.
                      • bywalec.hoteli Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 08:51
                        a czy jak się Tesla rozładuje, to możesz wyjść z zamkniętego samochodu?
                        • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 12:51
                          Nikt nie jeździ do pełnego rozładowania, bo to się równa laweta. Ale z auta wyjdziesz nawet jak je rozładujesz do zera.
                          • bywalec.hoteli Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 13:00
                            wewnętrzne klamki działają na zasadzie linki, że się otworzy jak nie ma prądu?
                            • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 13:13
                              U mnie tak, z wewnątrz otworzysz. W Tesli chyba też.

                              Gorszą rzeczą jest automatyczne załączanie się hamulca postojowego. Tego auta nie ruszysz nawet o milimetr.
                      • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 17.02.25, 12:50
                        Tesla ma od początku tę przewagę, że jak komputer podaje, że się dojedzie na 3% baterii, to tak będzie. Bez niespodzianek jak w Kia/Hyundai i innych modelach.
                  • pffpffpff Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 08:23
                    😁 dobry opis.
                    Ale warunki wyjściowe były, jakie były.
                    Lotnisko w Krakowie przynosi chyba pecha, bo my co prawda wyjechaliśmy naładowanym do pełna, w upale, ale po drodze złapaliśmy gumę. W nocy. Na esce. 20 km przed Wrockiem. Z 3 dzieci na pokładzie. 😁

                    Było ciekawie.
                    • trypel Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 08:50
                      Potwierdzam. Raz polecieliśmy ze znajomymi z Krakowa chyba na Sycylię. I minęło pare lat i się teraz rozwodzą.
                      • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 09:25
                        Samo lotnisko , poza wydłużonym oczekiwaniem na bagaż przy powrocie (ale na Okęciu bywa dokładnie tak samo), nie zrobiło na mnie złego wrażenia. Leciałem z dzieciakiem na ferie badziewną linią czarterową, a w obie strony samolot wygodnie podstawiono pod rękaw - w Warszawie na 100% byłaby to dłuuuga wycieczka autobusem gdzieś na sam koniec płyty lotniska. Start i lądowanie w obie strony wręcz minimalnie wcześniej niż rozkładowo, bez opóźnień. Dojazd z Warszawy, odkąd połączyli północną obwodnicę z S-7 (co prawda na razie na klej i sznurek), też jest pod kątem samej drogi bezproblemowy.

                        Natomiast doskonale rozumiem, że fluidy tego miejsca mogą prowokować złapaną gumę lub rychły rozwód. ;-) Tak też się dzieje! :-)
                        • vogon.jeltz Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 10:57
                          > Natomiast doskonale rozumiem, że fluidy tego miejsca mogą prowokować
                          > złapaną gumę lub rychły rozwód. ;-) Tak też się dzieje! :-)

                          Port Lotniczy im. Bestii z Wadowic. To zobowiązuje.
                          • trypel Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 11:07
                            Pękanie gum bym rozumiał w tym przypadku
                            Ale rozwody?
                            • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 13:07
                              Jak przy kochance pękła, to rozwód często jest 'must have'.
                              • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 20.02.25, 21:44
                                riki_i napisał:

                                > Jak przy kochance pękła, to rozwód często jest 'must have'.

                                Jak to szło z tą przedwojenną reklamą?
                                A "Ollagum - szybciej serce ci pęknie".
                                Ryzyko "złapania gumy" jest bliskie ziobra, nawet przy regularnym współżyciu. Jednak warunkiem koniecznym jest jej założenie przed "podjęciem czynności" - a tu bywa średnio.
                                Znam kilka (a może nawet naście) par, które rodzinie wpadkę tłumaczyły, że "pękło" - ale tak "po szczerości", gdzieś przy wódce ze szczęśliwym tatusiem, to wychodziło zawsze, że w żadnym z tych przypadków po prostu nie miało co pęknąć.
          • duze_a_male_d_duze_m Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 22:43
            Tesle też mają 400v instalację, a rozpędzają się do 250kW.
      • pffpffpff Re: Na prundzie przy minus 7 19.02.25, 08:56
        Jechałam Warszawą Poz przy -10. Jedno ładowanie po drodze. Ale takie 15 minutowe, żeby dojechać nie na styku.
        Przy stylu jazdy mojego kierowcy niestety nie ma szans na „bez ładowania”.
        • riki_i Re: Na prundzie przy minus 7 19.02.25, 09:09
          I tak miałaś szczęście, że mogliście wyjechać z domu z baterią naładowaną na 100%. Opisałem w tym wątku co się dzieje, jak w takiej temperaturze zaczynasz podróż od nienaładowanego samochodu, który stał sobie tydzień na mrozie.

          WAW-POZ większość elektryków robi na styku. W końcu to autostrada.
    • bywalec.hoteli Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 21:50
      Problemy pierwszego świata.... ;)
      • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 22:30
        bywalec.hoteli napisał:

        > Problemy pierwszego świata.... ;)

        Było fotowoltaikę zakładać, to byś teraz też za darmo jeździł.
        Jerychońskiej nie prowadziłem odkąd "bzyczka" od blacharza odebrałem, żona chyba raz gdzieś nią pojechała.
        Stoi w garażu, miejsce zajmując, bezużyteczny szmelc.
        Miałem w pierwszym tygodniu wyjazd do Zamościa, w tą i z powrotem - bez problemu ogarnąłem elektrykiem, odwożąc po drodze dzieci do placówek i odbierając je w drodze powrotnej. Tyle mi starczy (jeżeli chodzi o zasięg). "Jeść" już krzyczało w drodze powrotnej, już bliżej szkoły/przedszkola (zaczyna krzyczeć, jak zasięg spadnie poniżej 50km), ale to i tak było ponad 180 km od wyjazdu z domu, a na dworze było +4 czy +6.
        • bywalec.hoteli Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 23:19
          qqbek napisał:

          > Było fotowoltaikę zakładać, to byś teraz też za darmo jeździł.

          Sto razy o tym gadaliśmy: ja bym już nie zdążył, Ty płacisz za prund stówę na pół roku, ja ciągle pytam o TCO :)
          • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 23:31
            Przecież go nie sprzedam.
            Gdybym miał benzyniaka z tego samego rocznika kupić (z automatem i klimą), z podobnym przebiegiem (i niezafajdaną historią serwisową/ubezpieczeniową), to bym dał może 3-5 tysięcy mniej niż łącznie mnie wyszedł
            • bywalec.hoteli Re: Na prundzie przy minus 7 12.02.25, 23:44
              Pytam o TCO fotowoltaniki ;)
              • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 13.02.25, 07:25
                bywalec.hoteli napisał:

                > Pytam o TCO fotowoltaniki ;)

                Już kiedyś rozpisywałem, że netto wyszła mnie 13.
                Policzmy jakieś 11 MWh wyprodukowanej i zużytej już energii, zostaną jakieś 3 tysiące do zamortyzowania.
                Może na czwartą rocznie instalacji (lipiec tego roku) jeszcze się nie zwróci, ale do końca tego roku już tak.

                W załączeniu wczorajsze statystyki (zbiorcze masz na pasku na górze).
    • klemens1 Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 10:40
      Trzeba było przejechać 100 m ze wcześniejszym rozgrzewaniem - miałbyś bardziej spektakularny wynik.
      • trypel Re: Na prundzie przy minus 7 16.02.25, 10:54
        Po prostu ma elektryczna nagrzewnice. W dodgu też wiało ciepłym po chwili od zapalenia ale to nie miało nic wspólnego z temperatura silnika
    • donaldte Re: Na prundzie przy minus 7 23.02.25, 19:11
      Liczba rejestracji elektryków szybko rośnie.
      • pffpffpff Re: Na prundzie przy minus 7 23.02.25, 19:25
        Nie dziwię się.
        Bardzo podobają mi się wizualnie BYDy, a z kolei ceny Tesli mocno spadły.
        Po jeździe na codzień Tesla na trybie sportowym, nie ma już praktycznie żadnego fanu z jazdy autem spalinowym o top osiągach.
        Koszty, awaryjność też są na plus elektryka.
        Upierdliwością była dostępność centrów serwisowych. Już nie jest.
        Marzy mi się staruszek z klasą (mam jedno - dwa takie wymarzone auta), ale to kiedyś.
      • qqbek Re: Na prundzie przy minus 7 23.02.25, 20:12
        Niecałe 80 tysięcy na ponad 20 milionów spaliniaków - na razie więc promile, a nie procenty.
        Jerychońska nadal w garażu, od stycznia tam stoi, bo nawet mały elektryczny "pierdzik" daje dużo więcej frajdy z jazdy, a żadna trasa powyżej 45 km mi się jeszcze nie trafiła - 45 dziennie to robię, ale "wkoło komina".

        Kolejna sprawa to kulejąca infrastruktura.
        Ktoś kto kupuje BEV do jeżdżenia dalej ma przed sobą chyba najbardziej jarkową infrastrukturę do ładowania spośród wszystkich krajów UE (a u mnie na wsi dodatkowo na publicznych ładowarkach zafundowanych przez gminę często stoją spalinówki i nikt z tym nic nie robi - zastanawiam się nawet, czy sobie 7m kabla Type-2 nie kupić i nie zastawiać czasami takich - a gdyby ktoś się pluł, to "panie władzo, chciałem na miejsce, ale było zajęte, a podpiąć się musiałem, bo bym do domu nie dojechał - obiecuję, że za 3, może góra 3,5 godziny się naładuję i już zmykam" 🤣[dla niekumatych - Type-2 to złącze do ładowania prądem przemiennym - powolne i bardzo mało wydajne - u mnie w "bzyczku" maksymalny prąd ładowania to ledwie 11kW, ale za to prąd na ładowarkach z niego tańszy])

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka