vogon.jeltz
13.04.26, 09:37
Będąc w Polsce tradycyjne kupiłem sobie Gazetkę Do Kibla aka Motor. I właśnie przeczytałem w niej artykuł (artykuł to za dużo powiedziane, to jest raczej infografika, ale nie spodziewajmy się zbyt wiele po prasie kolorowej) o tym, że Maroko w ciągu ostatnich kilku lat wyprzedziło w liczbie produkowanych tam samochodów takie kraje jak Włochy, Węgry, Słowacja - tradycyjne bastiony europejskiego automotive - oraz rzecz jasna Polskę, gdzie produkcja aut leci w dół od lat. Oczywiście nie jest tak, że rosną w siłę marokańskie marki samochodowe (są w ogóle jakieś?), tylko wytwarzają tam koncerny europejskie w rodzaju Renault (Dacia) i Stellantisa. A głównym powodem, dla którego przenoszą tam produkcję, są niższe koszty pracy, które wg grafiki wynoszą w Maroku ok. 100 euro w przeliczeniu na jeden egzemplarz wyprodukowanego samochodu, podczas gdy w Polsce jest to ponad osiem stów, we Włoszech prawie dwa kafle, a w Niemczech lekko ponad trzy.
Wielu od razu pomyśli: to normalne i w sumie dobre, że producenci przenoszą produkcję tam, gdzie jest ona tańsza, bo można ludziom płacić mniej. Rachunek ekonomiczny bla, bla, bla... I zaraz potem: UE znowu sama się zarzyna gospodarczo.
Tylko zaraz powstają pytania:
- Czy obniżanie kosztów pracy (czyli płac pracowników) naprawdę jest celem, do którego powinniśmy dążyć i polityką, którą należy wspierać?
- Czy taki samochód made in Morocco będzie faktycznie o te 2 koła tańszy od produkcji europejskiej, czy raczej te 2 koła pójdą na dywidendy dla akcjonariuszy i premie dla zarządów?
- I wreszcie: jak już cała produkcja aut zostanie przeniesiona do Maroka (Bangladeszu, Brazylii czy innego Burkina Faso, gdzie będą pracować za miskę sorgo), to kto będzie to kupował? Ahmed, który zarabia kilka razy mniej od swojego europejskiego odpowiednika, więc na nowy samochód go nie stać i jeszcze długo nie będzie stać, czy może Hans, Luigi, Zoltan i Janusz, którzy właśnie stracili swoje względnie dobrze płatne miejsca pracy przy produkcji?