emes-nju
14.07.05, 12:13
I to damski desant.
Wjezdzalem sobie w bardzo gestym ruchu na warszawska Trase Torunska. Wszyscy toczyli sie w tempie korka. W tym miejscu najpierw jest pas wspolny do wjazdu na estakade, a potem rozdziela sie na jazde w lewo i w prawo. Jak tylko pojawil sie pas do jazdy w prawo, wystrzelil na niego Peugeot 206 na zamiejscowych numerach (zobaczylem to pozniej). Dal ostro ognia, wyprzedzil ze 3-4 auta (taka byla dlugosc rownoleglego poprowadzenia obydwu pasow) i z piskiem opon probowal wcisnac sie pode mnie (a w zasadzie na mnie bo przod Peugeota byl jakies 30 cm przed moim). Odruchowo uniemozliwilem mu wjechanie - jak wszyscy stoimy w korku, to wszyscy. Na dzwiek klaksonu obejrzalem sie i zobaczylem po prawej lale (o klasycznie polskim typie braku urody) wrzeszczaca i ptaszkujaca mnie namietnie. Kierowca auta za mna tez lale zamknal - udalo sie jej wcisnac dalej (caly czas trzymala wyciagniety palec - moze miala skurcz?). Jak tylko wjechalismy na estakade, wyprzedzila wszystkich przez ciagla linie (zajezdzajac wszystkim droge) - znowu "wygrala" ze 2 wyprzedzone auta... A potem to juz byly klasyczne "gry telewizyjne" - oczywiscie Peugeot mial zepsute kierunki albo lala faktycznie dostala skurczu i nie mogla obslugiwac dzwigienki :-P
Po pierwszym razie moglbym miec watpliwosci czy nie postapilem jak klasyczny cham, ktory nie wpuscil zamiejscowego, ktory sie pomylil. Potem watpliwosci mnie odeszly. Lala jezdzila z za bardzo duza wprawa w ruchu mieskim. Pasowanie na grubosc lakieru nie jest normalna technika przyjezdnych. O ptaszkowaniu nie wspomne.
Za jakis czas lala przerejstruje auto i bedzie robic u siebie na wsi popisy jak w Warszawie, psujac Warszawiakom opinie :-( Jak to desant...