hondziarz
28.08.05, 20:19
dzisiaj wyjechałem sobie kulturalnie na trasę służbową skodą (moje auto
poszło na przegląd gwarancyjnyny). Skoda ma dziurę w katalizatorze i samochód
dźwięczy jakby tłumik remusa miał, albo inne patałajstwo. Ale znowu bez
przesady, nie jest to bardzo głośny dźwięk.
I pech chciał, że podjechałem sobie pod sklep po prostu po piwo, a tam akurat
dwa łapiduchy w radiowozie sobie siedzały i parówki z bułką żarły. Potem się
przekonałem, że chyba czekali na leszcza, co da w łapę.
Podjeżdżam sobie koło nich, oni słyszą ten dźwięk i wyłażą z poloneza.
Zaczynają pieprzyć, że będzie mandat, a ja im na to, że go nie przyjmę, bo
poziom głośności nie został niczym zmierzony i pieprzyć to se mogą. No to ci
się wściekli. Zaczęli mi oglądać auto z każdej strony, szukali śladów korozji
oświetlenia, potłuczonego klosza, krzywej rejestracji, albo pękniętej szyby i
łysych opon. Ni cholery, nie znaleźli.
więc każą otworzyć bagażnik, który był zawalony gratami. Żądają apteczki,
gaśnicy i trójkąta. Apteczkę otwierają i sprawdzają czy nic nie jest
przeterminowane. nie jest. Sprawdzają też datę ważności gaśnicy - wszystko
ok.
W końcu wyraźnie wkurw....i jeszcze raz pytają czy przyjmę mandat. Ja im raz
jeszcze odpowiadam, że nie. No to mnie informują, że sporządzają wniosek o
ukaranie do sądu grodzkiego, coś im tam podpisuję i się rozstajemy.
Totalni kretyni. W poniedziałek w aucie będzie nowy katalizator i g... mi
udowodnią. Gdyby mieli trochę rozumu wezwali patrol drogówki z odpowiednim
sprzętem, wsadzli sondę do rury i by wyszło, że emisja szkodliwych substancji
ze względu na uszkodzony katalizator jest przekroczona. Dostałbym mandat i
stracił pewnie dowód rejestracyjny. Ale te łapiduchy albo nie myślą, albo
czekały na łapówkę.