p.de
15.10.02, 10:38
Jadę sobie dziś ok. 7:30 warszawska Wisłostradą w stronę Mokotowa, a tu na
zwężeniu drogi (dwa pasy w str. Mokotowa, podwójna ciągła i jeden pas w str.
Żoliborza) pomiędzy mostami Śląsko-Dąbrowskim a Świętokrzyskim robi się
malutki koreczek. Myślałem, że jak co dzień wynikający z natężenia ruchu.
NIE !!!
Okazuje się, że z lewego pasa próbuje zepchnąć na lewą stronę samochód drobna
blondynka, którą wszyscy kierowcy omijają to z prawej to z lewej strony(przez
co nie miała możliwości usunięcia auta na prawe pobocze).
Jechałem tak przez ok. 100 m aż dojechałem do początku kolejki (czy. do wozu
naszej bohaterki). Ustawiłem się na ukos blokując specjalnie, po chamsku a
raczej dla własnego i kobitki bezpieczeństwa, dwa pasy w str. Mokotowa,
włączyłem awaryjne i wyskoczyłem na pomoc kobiecie.
Niestety kierowcy (a może raczej po imieniu te k***y, ch**e, chamy, buce,
prostaki, kutafony, ciule, fajfusy, cioty...itd.) jadący za mną nie tylko nie
kwapili się do udzielenia pomocy ale zaczeli kolejno omijać moją Megankę
oczywiście wbijając się pod prąd z jednej str. oraz jadąc 1/2 samochodu
poboczem z drugiej.
Okazało się, że wepchnięcie niewielkiego Fiata Uno na krawężnik a następnie
na malutką góreczkę tuż za nim, to nie taka prosta sprawa gdy jezdnia śliska,
ja w ślizgających się butach garniturowych typu "pantofel" a do pomocy
drobna, wycieńczona blondynka. Trzy koła wlezły bez problemu ale czwartego ni
cholery nie mogłem przetoczyć przez krawężnik...Gdy tak walczyłem z ostatnim
kołem ("OSTATNIA FAZA WALKI") dokonałem wyboru Króla Kutafonów dnia
dzisiejszego, którym został kierowca wiśniowego Pontiaca Transporta (z tego
miejsca pragnę pana pozdrowić panie Kutafonie). Siedział on sobie spokojnie w
swoim busiczku od samego początku na pasie w str. Żoliborza zostawiając
jeszcze miejsce dla samochodów wymijających kobietę, z lewej strony.
Nie tylko nie pomógł ale kiwał z niezadowoleniem swoją pustą makówką. W mojej
"OSTATNIEJ FAZIE WALKI" włączył kierunek i rozpoczął wymijanie. Zatrzymałem
go jeszcze na 5 sek., puściłem ch****i taką wiązankę, że na jego miejscu
wysiadłbym i obił "sobie" ryło. Zgodnie z moimi oczekiwaniami do końca
zachował się jak przystało na prawdziwą ciotę, czyli podwinął sukienkę i
pojechał.
Tuż za nim jechał Pan zielonym Meganem, który zatrzymał się i jak "NORMALNY"
człowiek pomógł mi przepchnąć Uniaczka przez krawężnik i wtoczyć na góreczkę.
DZIĘKUJĘ PANU !!!
------------------------
POZDRAWIAM PRZY OKAZJI WSZYSTKICH KU***ÓW, KTÓRZY DZIŚ RANO OK. 7:30 NIE BEZ
TRUDU WYMIJALI CZARNE RENAULT MEGANE COUPE BLOKUJĄCE 2 PASY RUCHU NA
WISŁOSTRADZIE. BRAVO ! CÓŻ ZA POSTAWA...
Pozdr.