ant777
23.05.06, 07:53
Akurat cofałem na parkingu pod sklepem. Silnik zgasł. Myślę sobie co jest
grane, że nie chce odpalić. Na wszelki wypadek przełączyłem zasilanie na
benzynę. Bezsensu, przecież i tak odpala na beznzynie. Opusciłem szybę,
później zdezorientowany wysiadłem i przepchnąłem samochód pare metrów żeby
nie zawadzał na parkingu. Nie wyciągnąłem kluczyków ze stacyjki, które były
lekko przekręcone. Spojrzałem na maskę wozu i zobaczyłem że z pod maski leci
jakiś płyn. Podniosłem machę i w pierwszej chwili myślałem, że to leci mi z
chłodnicy. Ale zapieprzało tak jakby leciało z kranu z otwartymi na maksa
kurkami. Zdziwiłem się że ta "woda" pokrywa się szronem. Po chwili
zorientowałem się że to gaz mi zapieprza z jakiejś rurki między jednym
reduktorem a drugim. Próbowałem spasować końcówki i włożyć rurkę do
reduktora, zatkać paluchem. Cholerstwo było strasznie zimne. Podłożyłem sobie
folowiową reklamówkę, którą próbowałem zatkać ten strumień gazu. Pomogło
wyciągnięcie kluczyków ze stacyjki, cholerstwo przestało leciec. Później
zacząłem kombinować jak podnieść szybę elektrycznie opuszczaną. Przecież nie
zostawię samochodu z opuszczoną szybą. A jak włącze zasilanie elektryczne to
znów ten gaz zacznie zapieprzać. Zacząłem szukać telefonu do serwisu, na
karcie gwarancyjnej było wpisane jakieś "asistance". Zdobyłem numer telefonu,
dzwonię do gościa i słyszę że on nie może przyjechać bo został z dzieckiem
sam w domu. Ale okazało się że na zbiorniku jest jakiś zawór odcinający. I od
tego trzeba było zacząć. Facet był zdziwiony bo po przełączeniu na zasilanie
benzyną zasilanie gazem powinno zostać odcięte. Ale jakoś się nie odcięło.
Cieszyłem się że ta instalacja nie pieprznęła mi w podziemnym parkingu.
Przeciwnicy lpg powinni się ucieszyć i mówić: "a nie mówiłem". Ale ja nie
zamierzam rezygnować z lpg.