derwisz911
06.05.03, 00:34
Z tego co pamiętam, to właśnie Marek pisał o swoim pomyśle przejścia w aucie
z oleju mineralnego na semisyntetyk.
Wiadomo, że jeśli zalejemy mineralem, to później nikt nie zaleca amiany na
coś innego.
Jednak jużż jakiś czas temu zalałem dwulitrowy motor, o niskim (8,5:1)
stopniu sprężania mineralnym. Stało się to w serwisie bez mojej wiedzy. To
znaczy poinformowano mnie po fakcie i, że "silnik po 80 000 mil tak
powinien".
Teraz zaczynam mieć wątpliwości, czy to było słuszne. Silnik bowiem był w
stanie niemal idealnym. Delikatnie jeżdżony, serwisowany. Nic nie dymił, nie
żarł oleju.
Obecnie jeździ na mineralnym quakerze. Już 6-7 razy był zmieniony mineralny.
Jednak każda taka zmiana i kupno 4 litrów oleju mineralnego przypomina mi o
czymś... Na myśl przychodzi powolna śmierć silnika... Ewentualnie remont
generalny.
Wiemy, że olej syntetyczny jest trwalszy, dłużej zachowuje właściwości,
lepiej smaruje.
Mineral zaś starzeje się systematycznie w mierę jeżdżenia i od początku jego
parametry pogarszając się, aby pod koniec okresu osiągnąć wartości
niedostateczne.
Pytanie do Marka lub innych robiących taki eksperyment.
Czy jest to bezpieczne?
Naturalnie nalewam nowego semi. Robię te 500 mil. Wywalam filtr, zmineiam.
potem znów.. i tak kilka razy. Dziadostwo się rozpuszcza i leci razem z
filtrami.
Ale czy silnik nie rozszczelnia się? Czy to nie pogorszy jego stanu?
Co dalej?
Ta sama operacja + przejście na syntetyk? Czy semi w porównaniu z mineralem
już wystarczy, jeśli nie katuję silnika do granic...?
We wszystkich znajomych serwisach nikt nie słyszał o tego typu operacjach.
Ale może jednak to coś daje?
Jeśli ktoś siedzi w temacie, bardzo proszę o pomoc merytoryczną.
pozdrawiam serdecznie