Dodaj do ulubionych

jak rozpoznać "zrobione" auto?

17.09.07, 12:27
Jak przeciętny człowiek (nie mechanik) może sprawdzić czy auto nie
jest "zrobione" po wypadku? na co szczególnie zwrócić uwagę?
Obserwuj wątek
    • uny Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 17.09.07, 13:17
      1. szczeliny między blachami powinny być równe (w stodole raczej
      tego dobrze nie zrobią.
      2. sprawdź datowniki na szybach -wszystkie powinnu być z tego samego
      roku.
      3. pod pewnym kątem można zauważyć róznice faktury powłoki
      lakierniczej. widziałem kiedyś jak kolesie polakierowali całą
      karoserie z tym że polakierowali tez odbicia lakieru -widać dołki.
      róznice koloru na sąsiednich elementach -oglądaj samochód za dnia
      (światło dzienne!!!)
      4. nie wygłupiaj się i weź auto do sprawdzenia w jakimś
      autoryzowanym warsztacie. po co ci kłopoty z jakim zamęczonym
      samochodem.
      i to by było na tyle
    • rymm Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 17.09.07, 13:19
      kup sobie najprostszy tester grubości lakieru.
      kiedyś w to nie wierzyłem, ale zainwestowałem te 20-30zł i każdemu
      mogę szczerze polecić.
      tym prostym urządzonkiem będziesz w stanie rozpoznać gdzie była
      nakładana szpachla, albo który element był lakierowany.

      już paru moich znajomych, którzy kupili "bezwypadkowe" i "dziadek do
      kościoła", było w ciężkim szoku jak im potem pokazywałem jak się
      dali zrobić w wała.
      • kaqkaba Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 17.09.07, 13:22
        hehe
        Jednym słowem tester grubości lakieru - 20 zł
        Mina sąsiada gdy dowiaduje się że jeździ tłuczonym autem - bezcenne
        • anaw29 gdzie można kupić taki tester? 17.09.07, 14:24

          --
          • rymm Re: gdzie można kupić taki tester? 17.09.07, 14:34
            ja kupiłem na allegro dawno temu. ten tester był testowany kiedyś w
            jakiejś gazecie motoryzacyjnej i zajął 1 albo 2 miejsce, nie
            pamiętam.
            wygląda jak zwykły długopis, a cały test polega na tym, że chodzisz
            dookoła auta i dotykasz blachy tym długopisem. jak jest szpachla to
            nie ma ch.. we wsi, żebyś jej nie znalazł, no chyba że test
            przeprowadzisz po łebkach.
            uwaga: tester nie działa w trabantach :-)
        • robert888 znakomite "rady" nic nie dające 17.09.07, 14:28
          najważniejsze jest jak auto jest naprawione, a więc to czego nie
          widać i co może zklasyfikować wyłącznie fachowy warsztat. Cała ta
          wasza zabawa w pomiar grubości lakieru jest nic nie warta. Czy
          lakierowany samochód oznacza że jest do dupy?

          Numery na szybach - polecam rozmowę z jakimś właścicielem nowego
          Mercedesa to się zdziwicie. Numery hulaja od sasa do lasa. Data jest
          zakodowana inaczej.

          Szpary między elementami? Ślepy blacharz? Całkowity inwalida górnych
          kończyn chwytnych? Trzeba byc blacharskim gamoniem aby robić auto i
          niedopracowac szczelin. Chyba że ktoś naprawiał Opla Asconę, bo to
          mniej warte od testera lakieru:)

          Podstawa to patrzcie tam gdzie nie widać a więcej sie dowiecie.
          Niestety trzeba albo wiedzieć gdzie, albo wynająć fachowca. To
          oznacza KOSZT, a więc słowo, na które każdemu kupującemu cierpnie
          skóra na plecach. Chciałby najtaniej tylko jak w ten sposób uniknać
          gruchota?
          Pierwsza i podstawowa rada wujka Dobra Rada - szukajcie aut drogich
          a nie najtańszych, to wtedy łatwiej o dobry egzemplarz. Życie ciągle
          udowadnia, że dziwnym trafem najtańsze są włąśnie te najgorsze:))) A
          tych super tanich z UK, to nawet kupiec nigdy nie widzi na oczy.

          Zabawa w pomiar grubości lakieru to amatorszczyzna, bo wiekszość
          powtórnych lakierowań widac gołym okiem (przy minimalnej wprawie).
          Nie trzeba do tego żadnych mierników.
          Przykład pierwszy z brzegu - jak lakiernik krył moje auto lakierem,
          to potem polerował aż wyszło na mierniku 120-150 mikrometrów. Teraz
          można latać dokoła z miernikami aż sie stawy kolanowe zagrzeją i nic
          nie wykryć.

          No i podstawowy gadżet - czy sprzedawca ma gatki na gumce? Jak ma,
          to wiadomo, ze auto "igła panie" he he:)
          • michall2 Re: znakomite "rady" nic nie dające 17.09.07, 14:33
            znajomy handlarz miał taką filozofię, że wystawiał auto drogo. bo jak kupujący
            widzi, że auto jest w górnych rejonach cenowych (dla swojego modelu i roku
            prod.) to znaczy że faktycznie jest dobre, zadbane itd.
            podobno to działa
          • rymm Re: znakomite "rady" nic nie dające 17.09.07, 14:41
            "Cała ta wasza zabawa w pomiar grubości lakieru jest nic nie warta.
            Czy lakierowany samochód oznacza że jest do dupy?"
            oczywiście, że masz rację.
            ALe:
            Np. pytasz sprzedawcę czy coś było szpachlowane, lakierowane, a on
            mówi "Panie, w życiu, auto igła, orginał lakier". Wyjmujesz tester o
            wartości 30zł i tym to oto urządzeniem przekonujusz się, że
            sprzedawca to kłamca to co robisz? Jedziesz jeszcze do ASO, wydajesz
            300zł i sprawdzasz stan auta czy dajesz se spokój?
            • robert888 Re: znakomite "rady" nic nie dające 17.09.07, 14:47
              zanim padnie z jego ust słowo "igła" taksuje uwaznym wzrokiem sposób
              zamocowania gatek do dolnej części brzuszyska. A tam - jak byk gatki
              na gumce. Dalsza konwersacja staje się zbędna.
              A powazniej - nie mam takich problemów, bo zawsze kupuje wraki he he.
    • wielki_czarownik I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 20:04
      Przejedź autem przez kałużę (prosto) i sprawdź czy aby czasami nie zostawia 4 śladów. Jak zostawia, to wóz jest krzywy. Nie ma kałuży? Wylej mineralkę na ulicę. Na jeździe próbnej przy niewielkiej prędkości puść kierownicę. Auto powinno jechać prosto. Jak samo skręca to może być albo bite (krzywe) albo źle ustawione zawieszenie mieć.
      Wbrew temu co tu jakiś "spec" opowiada sprawdzanie lakieru ma sens. Jeżeli sprzedawca zachwala auto jako bezwypadkowe a my sprawdzimy, że jednak wóz był malowany to znaczy, że sprzedawca albo kłamie albo nie wie co sprzedaje. w obu wypadkach mówimy papa i idziemy oglądać inne auto.
      Kolejna rzecz to przeszukanie netu i zdobycie informacji o tym jakie elementy montowano w jakich latach i jakich wersjach pojazdu. Jeżeli np. auto jest z roku 2002 a ma atrapę chłodnicy z roku 2004 to już wiemy, że coś było z nim nie tak.
      • robert888 Re: I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 20:46
        kurde, wy grzebiecie w niezłych śmietnikach jak sobie czytam te rady:

        czy auto nie zostawia 4 śladów - sprawdzić na mokrym he he. Otóż,
        jeśli jest TAK ŻLE, że to widać na mokrym to znaczy, że spokojnie
        widać gołym okiem jak auto stoi. Co za problem wsadzić kciuka między
        koło a rant błotnika / progu. Na koła wystarcze że rzucę okiem i
        widzę czy jest coś nie tak. Czterośladowość nie bierze się z
        niczego. Jeśli auto jest tak zdeformowane to MUSI to być na nim
        widać. Jeśli ktoś tego nie wie, to powinien zatrudnić speca i
        darować sobie własne eksperymenty.
        Poza tym każde dziwne prowadzenie się samochodu można wyczuć zza
        kierownicy, chociażby jadąc szybciej przez łagodny garb, tak aby
        auto całe się uniosło i opadło na 4 koła. Taki test daje więcej niż
        wszystkie szarpaki, testy amortyzatorów i oglądanie śladów razem
        wzięte.

        A co do fetyszyzowania lakieru to uważam, że to temat mocno
        przereklamowany. Ważne aby lakier był dobrze położony. A czy jest to
        pierwszy czy drugi, hu kers. Ostatecznie wiadomo ile kosztuje
        polakierowanie auta, więc wiadomo czego się obawiać. Że spadnie cała
        farba z samochodu na pierwszej dziurze? Znowu - jeśli jest TAK ŻLE,
        to widać gołym okiem że lakier jest kładziony ławkowcem, więc po co
        zabawa miernikiem?

        Zdecydowanie ważniejsze jest to o czym nie wiemy, i co nie wiemy ile
        nas będzie kosztować. Ale do tego już trzea kogoś kto się zna. Wbrew
        pozorom, malowanie auta nie musi oznaczać, że miało wypadek. Kwestie
        lakieru są fetyszysowane przez amatorów, bo to jedyna rzecz, którą
        widzą i wydaje im się że pojmują.
        • wielki_czarownik Re: I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 22:02
          robert888 napisał:

          > kurde, wy grzebiecie w niezłych śmietnikach jak sobie czytam te rady:
          >
          > czy auto nie zostawia 4 śladów - sprawdzić na mokrym he he. Otóż,
          > jeśli jest TAK ŻLE, że to widać na mokrym to znaczy, że spokojnie
          > widać gołym okiem jak auto stoi. Co za problem wsadzić kciuka między
          > koło a rant błotnika / progu. Na koła wystarcze że rzucę okiem i
          > widzę czy jest coś nie tak. Czterośladowość nie bierze się z
          > niczego. Jeśli auto jest tak zdeformowane to MUSI to być na nim
          > widać. Jeśli ktoś tego nie wie, to powinien zatrudnić speca i
          > darować sobie własne eksperymenty.
          > Poza tym każde dziwne prowadzenie się samochodu można wyczuć zza
          > kierownicy, chociażby jadąc szybciej przez łagodny garb, tak aby
          > auto całe się uniosło i opadło na 4 koła. Taki test daje więcej niż
          > wszystkie szarpaki, testy amortyzatorów i oglądanie śladów razem
          > wzięte.

          Tylko, że tu są podawane rady dla osoby, która się na tym zupełnie nie zna. I te rady mają na celu nie pozwolenia na dogłębne sprawdzenia auta, ale umożliwienie wstępnej selekcji samochodu i nie tracenie 200 czy 300 PLN na mechanika.

          >
          > A co do fetyszyzowania lakieru to uważam, że to temat mocno
          > przereklamowany. Ważne aby lakier był dobrze położony. A czy jest to
          > pierwszy czy drugi, hu kers. Ostatecznie wiadomo ile kosztuje
          > polakierowanie auta, więc wiadomo czego się obawiać. Że spadnie cała
          > farba z samochodu na pierwszej dziurze? Znowu - jeśli jest TAK ŻLE,
          > to widać gołym okiem że lakier jest kładziony ławkowcem, więc po co
          > zabawa miernikiem?
          >
          > Zdecydowanie ważniejsze jest to o czym nie wiemy, i co nie wiemy ile
          > nas będzie kosztować. Ale do tego już trzea kogoś kto się zna. Wbrew
          > pozorom, malowanie auta nie musi oznaczać, że miało wypadek. Kwestie
          > lakieru są fetyszysowane przez amatorów, bo to jedyna rzecz, którą
          > widzą i wydaje im się że pojmują.

          To powiedz mi po kiego grzyba lakierować 4 czy 5 letnie auto? Albo wypadek albo remont blacharki. W obu przypadkach auto = złom.
          • sum_tzw_olimpijczyk Re: I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 22:10
            Po co lakierować? Ja np. lakierowałem błotniki, bo mi jakiś głąb przerył oba na
            parkingu. I co, bity wóz, złom,nie? Chciałbym widzieć Twoją minę jak oddajesz na
            złom rocznego Passata za 150 tysi, bo masz błotnik do lakierowania
            • wielki_czarownik Re: I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 22:49
              No to przecież jako uczciwy człowiek mówisz kupującemu, że auto miało malowany błotnik. Prawda?
              • oldtigerman Re: I jeszcze kilka spraw 18.09.07, 00:03
                Tak sobie mysle jak postąpi kupujacy w przypadku mojego auta. Akurat
                mam tego pecha że co jakis czas odnajduję na swoim samochodzie
                ślady spotkań bliskiego stopnia z innymi autami. A że strasznie mi
                przeszkadza jak samochód jest poobijany to raz do roku idzie do
                lakiernika. Przez 4 lata zostały pomalowane już oba zderzaki,
                błotniki przednie, maska. Z czwórki drzwi tylko jedne się uchowały i
                nie zostały pomalowane. Auto nie było rozbite, nawet stłuczki nie
                miało a zostało prawie całkowicie ponownie pomalowane. Szyba
                przednia też została wymieniona. Tak sobie myslę gdy potencjalny
                kupujący otrzyma odpowiedź zgodną z prawdą to się już o nic więcej
                nie bedzie pytał bo 99% kupujących uważa malowane auto za przystanek
                autobusowy z którego blacharz zrobił jakiś tam samochodzik. A auta
                maluje się przeciez nie tylko po wypadkach ;)
                • wielki_czarownik To gdzie Ty mieszkasz?? 18.09.07, 00:09
                  Gdzie Ty mieszkasz, że takie rzeczy się z autem dzieją? Mi kiedyś śmieć wjechał na parkingu w tyłek, ale wywalczyłem od ubezpieczyciela, że nie było klepania i malowania, ale wymiana całej klapy i zderzaka na nowe.
                  A tak, to nie mam na aucie aż tak drastycznych obrażeń jak Ty. Jedna ryska na masce, jedna na drzwiach i tyle.
                  • robert888 bo ty jesteś wielki czarownik he he 18.09.07, 09:20
                    ja za chwilę będe lakierował całe auto odzyskane po kradzieży.
                    Samochód nie miał wypadku, ma tylko całą kupe jakiś rys, draśnięć i
                    obłupań lakieru. Jednym słowem slady działań złoczyńcy, któremu
                    zwisało co będzie z autem. Mogę malowac poszczególne elementy,
                    jednak wole dorzucic trochę grosza i połozyc lakier na całym. Będzie
                    wyglądało jak nowe.
                    Ty oczywiście byś auto pizdnął do najbliższego rowu, nie? Wsiadł w
                    PKS i zakomenderował aby cię wieźć do najbliższego salonu:)
                    Czary mary.
                    • marekglowacz Re: bo ty jesteś wielki czarownik he he 18.09.07, 10:53
                      Nie no nikt ci przeciez nie broni malowac, twoje auto i robisz z nim
                      co zechcesz. Jednak masz 100% gwarancje, ze gdybys chcial potem
                      sprzedac ten samochod to w zyciu nikt ci nie uwierzy, ze ot tak
                      chciales powalowac auto bo bylo troche odrapane. A jak jeszcze
                      powiesz, ze ci zlodzieje go tak zalatwili zanim je odzyskales to juz
                      zapomnij zes sprzedal ten samochod. Jak widzisz dziala to bardzo
                      prosto. Oczywiscie jesli podasz kupujacemu na tacy, ze
                      bylo "robione". Jak nie powiesz to jeszcze mozesz o dobra cene
                      powalczyc. I tak oto z uczciwych ludzi sprzedajacy staja sie
                      oszustami a to tylko po to zeby zaspokoic potrzeby klienta. ech....
                    • wielki_czarownik A ten dalej swoje :/ 18.09.07, 11:00
                      Przecież jesteś uczciwym człowiekiem i informujesz kupującego o tym, że auto było malowane, bo... Wtedy sprawa jest jasna. Nikt nie mówi o wyrzucaniu pojazdu w tej sytuacji.
                      Sprawa jest jasna - auto malowane = auto mniej warte. Takie są prawa rynku.
                      • pukaczewski Wystarczy pstryknąć fotki przed... 18.09.07, 15:16
                        ... malowaniem i ma się dowód, że błotnik był porysowany, a nie
                        wstawiono całej ćwiartki. Ja mam polakierowaną przednią klapę i oba
                        przednie błotniki z powodu rynny, która mi kiedyś spadła. Szkody
                        blacharskie żadne, ale malowanie konieczne. Mając foto łatwo to
                        wytłumaczyć.
                • marekglowacz Re: I jeszcze kilka spraw 18.09.07, 10:33
                  Tu nie trzeba zgadywac jak postapi kupujacy. Jak zobaczy liste
                  napraw to w zyciu nie uwierzy w twoje opowiesci jakim to jestes
                  esteta i ze ci przeszkadzaly zarysowania. Okazuje sie wiec, ze nie
                  warto byc esteta i nadmiernie przywiazywac sie do wygladau
                  samochodu. Ma byc sprawny i tyle. Nie mowie o naprawach koniecznych
                  ze wzgledu na uszkodzenia ocynku, to oczywiste a wiec nie estetyka
                  jest tu wyznacznikiem naprawiac czy nie. Sam bym uznal twoj samochod
                  za polakierowany przystanek i odpuscil sobie dalsze ogladanie, no
                  moze jeszcze zalezaloby to od tego jak bardzo bylby to dla mnie
                  wielki wydatek. Ja na poczatku przyszlego roku bede szukal Audi A4B6
                  co oznacza wydatek powyzej 40tys a wiec jakiekolwiek podejrzenie
                  natychmiast dyskwalifikuje auto. Jezeli znaje samochod wygladajacy
                  na pewniaka, wtedy biore go do ASO na konkretne ogledziny z pomiarem
                  geometrii wlacznie. Jezeli cos bylo robione, musi wyjsc.
      • polam5 Re: I jeszcze kilka spraw 17.09.07, 22:45
        Whow.... to wyglada jak sprawdzanie auta na gieldzie 30 lat temu....
    • jpy1 Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 09:35
      Proponuję przyjąć inne założenie przy kupnie używanego samochodu:
      każde auto było uderzone mniej lub bardziej ( 90% ). Z takim
      nastawieniem jest łatwiej kupić auto. Jeżeli jest dobrze zrobione to
      trudno będzie Tobie ocenić - nawet z testerem - czy było uderzone
      czy nie. Więc sugeruję autoryzowany warsztat. Tylko tam uzyska się
      pewność co do stanu technicznego auta.
      • willx Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 13:11
        O i tu się zgadzam. Ja za swoje 14-letnie auto dałem dwie średnie
        krajowe. Już na początku coś podejrzewałem, że miało dzwona z przodu
        (szyba zmieniona, znaczek marki w innym miejscu niż powinno być w
        tym roczniku). A niedawno ktoś mi zwrócił uwage, że światła z tyłu
        też inaczej ułożone niż w tym roczniku - czyli klapa też wymieniana.
        I co?
        I nic, jeździ się super już dwa lata, diagnosta gratulował mi
        ostatnio stanu pojazdu jak na tyle lat. A jak auto padnie to oddam
        je na części lub na złom bez żalu, bo kosztowało mnie tyle co pół
        roku rat za nowe.
        • skyddad Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 13:27
          Bardzo prosto,sprzedawca robi wszystko aby bylo pieknie dla oka.
          Wystarczy wsiasc i sie przejechac po sliskiej nawierzchni. Jezeli
          pojazd zle sie trzymna nawierzchni, piszczy na zakretach,przy hamowaniu ucieka
          na ktoras strone to wiadomo ze po prostowaniu nie ustawiono wlasciwie geometri
          zawieszenia albo sie juz nie´dalo gdyz zabraklo tolerancji.Za duze odchylki w
          wymiarach przekoszonego nadwozia.
          A dla estetow wystarczy zrobic zdjecie pod katem nadwozia i widac odrazu
          plaszczyzny wstawiane lub klepane oko nie wychwyci tego ale cienie na zdjeciu
          zostaja.Szcegolnie przy uzyciu flesza.(lampy blyskowej)
          Silnik sprawdzic kompresje i olej, czy nie smierdzi spalenizna.Nawet wymieniony
          po przejechaniu kilku kilomertow bedzie smierdzial spalenizna w silniku marki
          sztrucel rasowany na sprzedaz.
          Pzdr.Sky.
    • konrad.w6 Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 09:49
      Trzeba dokładnie patrzeć na wszelkie listwy, łączniki, belki, fartuchy itp... bo
      te sa najcześciej tylko wyklepane i polakierowane.
      • rymm Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 13:41
        nie wiem czemu tak krytykujecie ten tester lakieru?
        oczywiście, że to nie jest najważniejsze, ale dzięki temu pozwala
        zaoszczędzić te 200-400zł na badania auta w serwisie.
        przy zakupie auta za "dwie średnie krajowe" nie ma sensu nawet
        wyjmować takiego testera, ale przy zakupie 3-4 latka już jest. Jeśli
        właściciel 3-latka mówi, że 3 razy lakierował auto bo jest estetą to
        ja go szanuję i poważam, ale idę oglądać następny wóz. Moje
        pieniądze, moje prawo. Zapewne jego samochód to cykające cacko, ale
        ja chcę kupić z orginalnym lakierem bo mam taki kaprys. Czy to jest
        jasne?
        No i rzecz najważniejsza, taki tester kosztuje grosze, więc czemu go
        nie mieć. Już kilka razy widziałem jak sprzedawca po takim prostym
        teście zaczyna się gimnastykować i wymyślać niestworzene historie, a
        przed chwilą jeszcze myślał że trafił na jeleni.

        blacharze i lakiernicy potrafią zdziałać cuda i tylko prawdziwi
        znawcy są w stanie określić co było szpachlowane i lakierowane. ja
        takim znawcą nie jestem i przed zakupem auta muszę takiemu znawcy
        zapłacić. a tester pozwolił mi i moim znajomym nie raz już
        zaoszczędzić kasę na znawcę.
        • marekglowacz Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 14:24
          To znaczy, ze latajac po komisach z testerem z biedronki w reku
          uwazasz, ze to wystarczy? a wiesz na co masz patrzec wogole? auto
          bedzie tak polakierowane, ze twoj tester wskaze mniej wiecej
          jednakowa grubosc lakieru na calej powierzchni. I nic wiecej, a
          przeciez samochod moze byc dobrze polakierowany, w calosci nawet.
          Oprocz tego jezeli nie wiesz jaka powinna byc grubosc fabrycznego
          lakieru w danym modelu/marce to tez ci nic po informacji z testera.
          Tym testerem to tak naprawde wskazac mozna tylko czy auto jest rowno
          polakierowane czy nie...
          Gratuluje odwagi aby na podstawie wskazan testera odpuscic badanie
          samochodu przynajmniej na stacji diagnostycznej, ze o ASO nie
          wspomne. Chyba dzieki takim ludziom oszust-komisy jeszcze istnieja
          • michall2 Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 14:38
            przecież on już któryś raz rzędu pisze że tester nie jest zamiast diagnostyki za
            200-300zł tylko przed nia. kwalifikacją taką wstępną.
            handlarze robią auta jak najtaniej więc jakaś metoda to jest na pewno. i chyba
            lepiej mieć takie tester z biedronki niż nie mieć
          • rymm Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 14:40
            marekglowacz - czytaj mnie ze zrozumieniem.

            dzięki temu testerowi z biedronki dokonuję wstępnej selekcji. jeśli
            w tym prostym teście wyjdzie mi , że auto jest ok to wtedy jadę z
            nim do serwisu na poważniejsze badania, które też kosztoją trochę
            więcej niż zakup testera w biedronce.
            jak pisałem, nie jestem znawcą, i przed zakupem auta muszę takiemu
            znawcy zapłacić, ale dzięki temu testerowi mogę trochę zaoszczędzić
            bo nie latam do niego z każdym autem, które w/g mojej oceny jest
            spoko. idę do niego dopiero z autem, które przejdzie test testerem z
            biedronki. czy teraz to jest jasne?
            oczywiście możesz się z tego śmiać, ale jak wydaję 40tyś na auto to
            nie chcę kupić go od estety, który raz w roku nakłada kolejny lakier
            bo miał rysę na błotniku.
            • marekglowacz Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 14:58
              Starajac sie czytac ze zrozumieniem niewiele z tego wychodzi... tu
              pozwole sobie kolege zacytowac:

              "nie wiem czemu tak krytykujecie ten tester lakieru?
              oczywiście, że to nie jest najważniejsze, ale dzięki temu pozwala
              zaoszczędzić te 200-400zł na badania auta w serwisie"
              To zdanie jest chyba jednoznacze. Dopiero w kontekscie postu, ktory
              napisal kolega pozniej, calosc nabiera wlasciwego sensu. I z tym w
              pelni sie zgadzam. Widac to z reszta po moim nastepnym poscie gdzie
              opisalem jak ja sobie wyobrazam bieganie z testerem. Rad jestem
              zatem, ze mimo wszystko jestesmy podobnego zdania w temacie. Bo juz
              sie balem, ze niektoryz kupujacy samochody naprawde leca jak muchy
              do lepa:)
        • marekglowacz Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 14:53
          Chcialbym jeszcze tylko dodac, ze to wlasnie przy zakupie auta za te
          dwie srednie krajowe warto miec tester a odpuscic sobie na badania
          technicze. Ja niedlugo bede szukal autka za 40-45tys i nie wyobrazam
          sobie zeby nie poddac go badaniu w ASO. Oczywiscie zeby nie jezdzic
          z kazdym ladnym jednym do ASO to najpierw trzeba przesiac
          kandydatow. Jak juz znajde takiego, do ktorego w zaden znany sposob
          nie bedzie sie mozna przyczepic, wtedy moge dac nawet 500 w ASO za
          pelny przeglad i pomiar geometrii. Miejsce dla testera widze wlasnie
          podczas wstepnej eliminacji kandydatow do kupna...
    • swoboda_t Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 15:46
      Prawdę powie Ci tylko elektroniczny pomiar grubości lakieru plus
      pomiar punktów bazowych płyty podłogowej. Będziesz wiedział czy auto
      było malowane i czy jest krzywe. Bez tego zawsze może być tak, że
      trafisz na lakiernika-magika od roberta, co pomaluje auto jak roboty
      w fabryce. Wspomiane już oględziny to podstawa. Czy są różnice
      odcieni, faktury, nierówne szczeliny czy przetłoczenia, różne
      oznakowania szyb i lamp (może i robert mówi prawdę co do merca, ale
      większość aut ma takie same). Trzeba obejżeć pod óżnymi kątami.
      Należy z pewnej odległości zobaczyć, czy kołą stoją jak trzeba,
      reflektory i tłoczenia są w odpowiednich meijscach itp. Oczywiście
      samochód powinien być czysty - ostatnio oglądałem brudne auto i tam
      nawet różnic odcieni nie byłoby widać. Ale kupującemu to nie
      przeszkadzało :D Warto obejrzeć wszelkie uszczelki - czy nie są
      zapaćkane lakierem, czy nie przykrywają innego koloru itp. Warto
      obejrzeć podłogę bagażnika, czy nie ma śladów spawania, naciagania
      itp. (tu trzeba wiedzieć czego szukać, bo generalnie zawsze tam są
      różne dziwne ślady fabryczne). Pod klapą silnika obejrzeć spasowanie
      wszelkich wzmocnień, ułożenie reflektorów, ślady spawania itp. Ślady
      odkręcania śrub mocujących błotniki też dają do myślenia. Ale jak
      wóz jest dobrze zrobiony, to dopiero pomiar lakieru coś Ci powie
      (albo i nie). Ja tam w długopisowe testery za bardzo nie wierzę (był
      jakiś test w AŚ wg. którego tylko jeden spełniał swoją rolę, jest do
      kupienia na allegro), ale za trzy stówy można mieć elektroniczny i
      raz dwa wychodzi, który element był malowany. Takim sprzętam
      posługują się rzeczoznawcy samochodowi. Oczywiście to jeszcze nie
      dyskfalifikuje auta, ale jest powdodem do obniżenia ceny lub
      przerwania transakcji gdy sprzedający zapewniał o bezwypadkowości.
      Jak już ktoś wyżej napisał - należy sie nastawić, że wiele/większość
      (zależnie od wieku) miała jakieś przygody. Jeśli auto jeździ dobrze,
      nie ma kilogramów szpachli, rdza nie wyłazi, to zasadzie na tym
      można zakończyć oględziny. Dla pełnej pewności zostaje test airbagów
      (ale to też można oszukać) i pomiar podwozia na specjalistycznej
      ramie.
      • marekglowacz Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 16:14
        z tymi szybami to jeszcze dla zamieszania dodam, ze w takim Audi 80
        jest pokrecone. Przednie boczne i tylne boczne maja innych
        producentow. Natknalem sie na mase egzemplarzy z takim ukladem wiec
        nie byl to przypadek czy beznadziejnie naprawiony samochod. no ale
        rocznik przynajmniej powinien sie zgadzac. Jak sie szuka konkretnego
        samochodu/modelu to trzeba niestery poszperac i wynalezc takie
        szczegoly zeby sie nie dac oszukac a z drugiej strony nie wyjsc na
        kretyna udajacego znawce.
        • sum_tzw_olimpijczyk Re: jak rozpoznać "zrobione" auto? 18.09.07, 16:32
          Z tym zdjęciem zapomniałem, sam tak kupiłem samochód. Poprzedni właściciel
          sprowadził go 7 lat temu jako rocznego z Niemiec, był uszkodzony. Obfotografował
          go, oddał do warsztatu, trzymał rachunki, faktury za wszystkie naprawy.
          Wszystkie naprawy się zgadzały, auto jest ok, a do tego cena niższa o 30% od
          średniej rynkowej. Po prostu (jak ktoś pisał) należy zakładać, że każde auto
          jest walone, kłopot tylko jak bardzo i jak było naprawiane.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka