czuowiek
07.01.02, 14:00
Witam,
Chodzi mi o cztero-i więcej pasmówki w miastach. Zdarzyła mi sie kilkakrotnie
taka sytuacja: Jadę lewym pasem w sznurze samochodów i akurat tak wypadło, że
ja się już nie załapałem na zielonym i stoje pierwszy przed skrzyżowaniem.
Zapala sie zielone, wszyscy ruszają - mój samochód to nie rakieta, więc ruszam
jak mogę (zresztą tak jak pozostali)...i prawie natychmiast widzę z tyłu długie
światła i sygnał. Jakiś głąb chciał wystartować szybciej...z tym że ja nie mam
mozliwości zjechania bo na prawych pasach też jadą samochody, gość jedzie za
mną i trąbi - w momencie zwolnienia się prawego pasa próbuje zjechać ale...gość
za mną próbuje tego samego i wygląda na to że złośliwie go blokuję (Swiatła,
klakson...) potem na szczęscie mnie wyprzedza i zaczynają sie
szykany...zajeżdżanie, zwalnianie przed maską, wygrażanie. ok. przeżyłem - gość
lawiruje zmienia pasy, trąbi, miga, wyprzedza...i tak się składa, że na
nastepnych światłach znowu jest za mną. Historia się powtarza. Chciałbym poznać
zdanie na temat takiej sytuacji właśnie takiego gościa co uważa że wszyscy
jadący lewym pasem w mieście go blokują...dla mnie chore