nowy_w_dieslu
27.10.08, 11:14
w życiu jeździłem około czterdziestoma samochodami, w większości
okazjonalnie czy mniej lub więcej przypadkowo – w każdym razie
krótko. Swoich miałem pięć, obecnie jeżdżę szóstym – i jego właśnie
dotyczy moje pytanie. Bo ten szósty – to diesel.
Otóż jakieś 95% przejechanych w życiu kilometrów (zbliżam się do 400
tysięcy) zrobiłem benzyniakami. Diesle trafiały się okazyjnie, ot,
jakiś rent-a-car na wakacjach na tydzień, ktoś kiedyś prosił by
podwieźć bo wypił, takie tam przypadki. Więc w sumie diesli nie
znałem. Ale zanosi się na to, że obecnym – odebrałem tydzień temu,
jeszcze pachnie fabryką – będę jeździł co najmniej 100 tysięcy, więc
to znajomość na dłużej.
Pierwsze wrażenie: okropność. Po przesiadce z dwulitrowego
benzyniaka mam wrażenie, że jadę traktorem lub czołgiem średnim
PzKpfw IV (po liftingu). Całe auto wibruje, a głos spod maski
sugeruje, że pracuje tam piła tarczowa. Na niskich biegach, gdy
zależy mi aby auto bez gazu jechało wolniutko – np. w garażu – ono
rozpędza się, a gdy hamuję – silnik gaśnie. Podczas jazdy po mieście
nieustannie wachluję biegami, bo a to już za wysokie obroty, a to,
kilkaset metrów dalej, za niskie. Oczywiście do tego dochodzi
czekanie na pobudkę świec żarowych przed zimnym startem i chłodzenie
turbiny po zaparkowaniu.
Plusy? No tak, przyznaję, napis na wyświetlaczu „zasięg: 1233 km”
sprzyja dobremu samopoczuciu. Poprzednio bez nerwówki na rezerwie
nie udawało mi się zrobić nawet jednej rundki z Warszawy do domu i z
powrotem; teraz mogę spokojnie jechać i wrócić, a potem jeszcze raz
jechać i wrócić! Wyprzedzanie też jakby lepsze, choć może to tylko
złudzenie; zresztą trzeba bardzo uważać, bo po 3-4 sekundach z nogą
w podłodze strzałka obrotomierza zaraz wskakuje na czerwone. Ale w
sumie, po dwu tygodniach bliższej znajomości, na kolanach wróciłbym
do mojego poprzedniego benzyniaka.
teraz pytanie: czy tak jest zawsze po przesiadce na diesla? I kiedy
to mija?