remo29
16.12.03, 08:48
Myślałem że dostanę pierdolca (sorry za łacinę). Od wyjazdu z miasta na trasę
(Bielsko-Katowice) 3/4 samochodów wlekło się lewym pasem, choć oba były
równie (nie)przygotowane. Miejscami nawet ten lewy wyglądał o wiele gorzej,
ale nie - "lewego pasa nie oddamy". Jadąc prawym wyprzedziłem kilkukrotnie
całe sznury nie wiem czym kierujących się baranów (kto się poczuł urażony sam
sobie jest winien), które nie mogły jechać prawym, bo... Właśnie, bo co? Bo
1000m dalej prawym pasem jechał zmęczony kaszlak? To nie da się dojechać do
zawalidrogi i WTEDY wyprzedzić, po czym wrócić na prawy pas?? Pozdrawiam też
granatową corollę hb, której kierownik chyba doznał uszczerbku na dumie, bo
włączywszy kierunkowskaz zmieniłem pas prawy (celem wyprzedzenia tegoż
kaszla) na JEGO UKOCHANY lewy. Pan corolla chyba się zagrzał jak jego drugi
bieg na którym z pewnością jechał od samej klatki schodowej...