attala
29.10.07, 00:46
W niedzielę (dwa tygodnie temu) po obezwładnieniu paralizatorem -
zmarł 40-to letni Polak Robert D. Policja wyjaśniała, że
funkcjonariusze zastosowali taser, ponieważ mężczyzna był bardzo
pobudzony. W hali przylotów lotniska w Vancouver rzucał krzesłami,
cisnął na ziemię komputer i krzyczał w obcym języku.
Jego 61-letnia matka w rozmowie z lokalnymi mediami powiedziała, że
syn mógł być niespokojny, ponieważ po raz pierwszy w życiu leciał
samolotem, napewno sfrustrowany, gdyż nie był w stanie się
porozumieć, bo mówił tylko po polsku. Mężczyzna miał dołączyć w
Kanadzie do swojej rodziny.
I co wy na to?