Dodaj do ulubionych

Muzycy umierają...

16.06.04, 17:14
jak zresztą wszyscy ludzie. Sama mysl nie jest tak odkrywcza bym zakladal
watek, chodzi wiec w nim o cos ciut innego... Czy są jacyś artyści, których
jest Wam szczególnie żal? Wiem ile wspaniałych rzeczy mógłby stworzyć Cobain,
Elliot Smith, Curtis czy Buckley gdyby nie nagła śmierć. Ale w sumie nie wiem
dlaczego jakoś nie ogarnia mnie melancholia gdy słucham ich piosenek. Jest
jeden wyjątek i jest nim George Harrison. Nie wiem dlaczego ale zawsze
popadam w jakas zadume gdy slucham jego solowych lub bitelsowskich nagran.
Czy i u Was słuchanie czyichś utworów powoduje podobny efekt?
Obserwuj wątek
    • jack9 Re: Muzycy umierają... 16.06.04, 17:44
      Mam tak własnie z Joy Division - poczucie żalu, melancholia. O tym czy ich
      muzyka jest dołująca było juz pare dyskusji i widac odbiór JD to sprawa
      indywidualna...
      Myśle że dlatego tak działa na mnie JD bo jakoś się w ich historie zagłąbiłem.
      Inna sprawa ze w latach 80 -tych gdy nie było w Polsce źródeł jasno podających
      przyczyny i okoliczności smierci Curtisa wytworzyła się legenda wokół jego
      samobójstwa...kult JD mrocznego zespołu z tragicznym finałem. Potem była
      ksiązka- biografia która nieco odczerniała mrocznośc zespołu pokazywała ich
      jako ludzi którzy żyli normalnie - robili sobie kawały, pili piwo i zartowali,
      ale ksiązka pozwoliła też bliżej poznac Iana, szczególowo przedstawiała
      okoliczności jego smierci, sprawiała że po jej lekturze mam wrazenie że zabił
      się ktoś kogo znałem
      • kubasa Re: Muzycy umierają... 16.06.04, 17:55
        jack9 napisał:

        > Mam tak własnie z Joy Division - poczucie żalu, melancholia. O tym czy ich
        > muzyka jest dołująca było juz pare dyskusji i widac odbiór JD to sprawa
        > indywidualna...
        > Myśle że dlatego tak działa na mnie JD bo jakoś się w ich historie
        zagłąbiłem.
        > Inna sprawa ze w latach 80 -tych gdy nie było w Polsce źródeł jasno
        podających
        >
        > przyczyny i okoliczności smierci Curtisa wytworzyła się legenda wokół jego
        > samobójstwa...kult JD mrocznego zespołu z tragicznym finałem. Potem była
        > ksiązka- biografia która nieco odczerniała mrocznośc zespołu pokazywała ich
        > jako ludzi którzy żyli normalnie - robili sobie kawały, pili piwo i
        zartowali,
        > ale ksiązka pozwoliła też bliżej poznac Iana, szczególowo przedstawiała
        > okoliczności jego smierci, sprawiała że po jej lekturze mam wrazenie że zabił
        > się ktoś kogo znałem

        Chodzi o "Przejmujacy z oddali"?
        • ihopeyouwilllikeme Re: Muzycy umierają... 16.06.04, 18:00
          Ja tak mam z Hendrixem, Elvisem...
        • jack9 Re: Muzycy umierają... 16.06.04, 18:11
          kubasa napisał:

          > Chodzi o "Przejmujacy z oddali"?

          Tę książkę kupiłem w 1997
          Natomiast w latach 80-tych firma Rock -Serwis ( tak, tak, - nasz znajomy
          Kosiak...;) wydała "ksiązeczkę" pt "Joy Division 1976-1980 - śmierć połączy nas
          wszystkich!" - rzecz ta ma 44 strony, format zeszytu, druk z powielacza,
          czasami trudny do odczytania...ale wtedy była skarbem.
          • foxy21 Re: Muzycy umierają... 16.06.04, 19:57
            Mnie szczegolnie przygnebia smierc mlodych ludzi,
            ktorzy dopiero zaczeli tworzyc, byc znani,
            np. Duane Allman, Cobaine, nasz Seifert czy Jacek Olter.

            Wkurza mnie tez glupia, przypadkowa smierc jak S.R.Vaughan,
            Lennona czy smierc Duana, a pozniej Berry Oakleya(jakies fatum).
            Zal, ze odeszli najwieksi jak Davis, Hendrix czy Zappa.
    • pixie Re: Muzycy umierają... 17.06.04, 14:52
      Mnie najbardziej żal George'a Harrisona i Franka Zappy, nie tylko jako muzyków.
      Człowiek, który czuł i człowiek, który myślał - takich ludzi zawsze jest za
      mało.
      A ostatnio przeczytałam na AMG o smutnym końcu Jaco Pastoriusa i przykro mi się
      zrobiło. Ściągnęłam sobie wcześniej Weather Report wykonujące "Teen Town" w
      programie Midnight Special z 1977 i tak sympatycznie wygląda ten koleś, a jak
      gra! Bardzo lubię bas i basistów, więc tym bardziej mi go szkoda.
      • cze67 Re: Muzycy umierają... 17.06.04, 15:28
        A jak umarl Jaco?
        • pixie Re: Muzycy umierają... 17.06.04, 15:44
          cze67 napisał:

          > A jak umarl Jaco?

          Na tyle, na ile udało mi się zrozumieć, Jaco zaczął mieć problemy psychiczne w
          związku z nadużywaniem narkotyków i alkoholu, wyczyniał jakieś bardzo agresywne
          ekscesy na scenie (poza nią chyba też) i z tego powodu biznes muzyczny go
          wyklął, wylądował na ulicy i zmarł w wieku 35 lat na skutek pobicia podczas
          próby włamania do jakiegoś klubu, kompletnie wówczas zapomniany, 10 lat po
          powstaniu albumu "Heavy Weather". Tragiczna historia.
          • foxy21 Re: Muzycy umierają... 17.06.04, 15:52
            zdolna bestia byla z niego...
            niestety, na skutek uzaleznienia od alkoholu, cierpian na depresje maniakalna:((
            mam swietny koncert Pastoriusa, faktycznie przesympatyczny i zdolny muzyk,
            coz, mamy troche swietnej muzy po nim.
            • cze67 Re: Muzycy umierają... 18.06.04, 18:37
              Ja się rozklejam przy spokojniejszych utworach nieobecnych: "Bless You"
              Lennona, "Isnt A Pity" Harrisona, "Little Wing" Hendriksa...
    • romb_mantyk troche w inną strone... 22.06.04, 00:20
      nie żaden lider czy ktoś taki a zazwyczaj najbardziej olewany członek kapeli bo
      basista , chodzi o Clifa Burttona z Metallicy , gość gdy zginał miał 24 lata a
      już był jednym z lepszych w historji , to co przygnębia mnie szczególnie to
      fakt że nie zginął od alkocholu , narkotyków itp tylko w wypadku . gdy słucham
      jego solówek koncertowych bąć stodyjnych Anastasi , Oriona czuje wielki zal że
      ten człowiek nie mógł się dalej rozwijać ... 24 lata ...co on by teraz
      wyczyniał gdyby nie zginał ??
    • jo_loop Re: Muzycy umierają... 22.06.04, 00:29
      Och, to ja pojadę tu maksymalnie cukierkowo, bo ani to muzyk ani twórca, dla większości zwykły ćpun, Sid Vicious, ale ilekroć odlądam Sid & Nancy to się rozklejam :( Może dlatego, że oboje byli tak cholernie młodzi. Może dlatego, że w ramach studiów musiałam wgryźć się w ten okres i wiem dlaczego byli właśnie tacy, a nie inni... Nie wiem, cokolwiek napiszę będzie brzmiało infantylnie (jak sądzę). Polecam film z genialną rolą Oldmana.
      A "My Way" Sinatry w wykonaniu Viciousa to cover wszechczasów :)
      • romb_mantyk Re: Muzycy umierają... 22.06.04, 00:34
        to mnie ani film ani jego historia raczej nie rusza...ale oczywiście szanuje
        twe zdanie , karzdy ma swojego takiego artyste ... hehe musze wreszcie sie do
        studia władować bo jak bym kopnoł w kaledarz to nik by o moim genniuszu nie
        wiedział ...hehe
    • yatzeq3 Randy Rhoads :((( 23.06.04, 15:09
      Nie wiem czemu nigdy nie myślę w takich kategoriach o Hendriksie, Buckleyu,
      Cobainie (ogólnie Nirvana to nie mój klimat), Lennonie. Ale wszyscy ci muzycy
      przed śmiercią zdążyli stworzyć coś naprawdę znaczącego, coś wręcz epokowego,
      śmierć tylko pomogła im stać się legendą. Natomiast strasznie żal mi Randy'ego
      Rhoadsa, którego uważam za jeden z największych talentów w historii metalu.
      Chociaż zagrał kilka legendarnych kawałków ("Crazy Train", "Mr.Crowley") to
      wierzę, że swoje opus magnum miał jeszcze przed sobą. No i oczywiście
      Vaughan... ktoś kiedyś napisał że "może jammuje teraz na tamtym świecie z
      Jimmim"
    • moore_ash Re: Muzycy umierają... 23.06.04, 20:23
      lennon, davis, komeda, ciechowski... ta czworka chyba najbardziej mnie rusza.

      oprocz tego na pewno john bonzo, morrison troche, choc juz nie tak jak dawniej,
      rysiek tez.

      wlasciwie sluchajac hendrixa czy joplinki zadko mysle, ze slucham
      nieboszczykow. no, oze czase przy joplince sie rozklejam ale to kwestia
      skojarzen.
      czasem sie na pewno mysli o tym co by bylo gdyby nie umarli ale szczerze mowiac
      nie wyobrazam sobie hendrixa dzisiaj. ile mialby? 60? jak on by wygladal? gruby
      i lysy? jak przetrwal by te wszystkie okresy w muzyce, bylby jeszcze
      autentyczny?... ciezka sprawa...

      pozdr.
      tb
    • ktmajcher Re: Muzycy umierają... 02.07.04, 08:05
      mnie 'boli' Lennon - bo wydaje mi się, że pozostałby do dziś sobą, a tak
      zostało to co zostało (to samo Janis i Jim)
      ...i Elliot Smith i Jeff Buckley - nie zdążyłem Ich dobrze poznać (tego
      pierwszego to słyszałem do tej pory raz), a Ich już nie ma... na szczęście są
      płyty
      • foxy21 Re: Muzycy umierają... 03.07.04, 15:28
        A propo, wlasnie dzis rocznica smierci
        Briana Jonesa i Jima Morrisona,
        dodam, ze glupio zgineli, coz takie czasy byly:(
        • foxy21 Re: Muzycy umierają... 03.07.04, 15:49
          muzyka.interia.pl/dzis/kalendarium
          • cze67 Re: Muzycy umierają... 03.07.04, 15:58
            Kurcze, nie wiedziałem, że umarli tego samego dnia...
            • moore_ash Re: Muzycy umierają... 03.07.04, 18:50
              cze67 napisał:

              > Kurcze, nie wiedziałem, że umarli tego samego dnia...

              ja tez nie. i nie wiedzialem nawet, ze Brian to kolejny z serii 27latkow
              schoadzacych ze sceny...

              pozdr.
              tb
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka