sloggi 26.06.04, 18:46 Coś dziś zobaczyłem w TV - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ihopeyouwilllikeme Re: The Cure - nowy album? 26.06.04, 21:43 sloggi napisał: > Coś dziś zobaczyłem w TV - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Niektórzy juz nawet słyszeli :D Odpowiedz Link
sloggi Re: The Cure - nowy album? 26.06.04, 22:56 ihopeyouwilllikeme napisał: > sloggi napisał: > > > Coś dziś zobaczyłem w TV - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? > > Niektórzy juz nawet słyszeli :D A czy można wiedzieć coś więcej?? (no ciekawość mnie zżera!!!!!!) Odpowiedz Link
ihopeyouwilllikeme Re: The Cure - nowy album? 26.06.04, 22:57 sloggi napisał: > A czy można wiedzieć coś więcej?? > (no ciekawość mnie zżera!!!!!!) Ale ja nie słyszałem :) Nowy singiel taki sobie, natomiast to co puszczał Kaczkowski bardzo obiecujące, tyle ja. Odpowiedz Link
miecio4 mała recka 27.06.04, 00:30 Pierwszy utwór to wstrząsające nagranie "Lost"- naprawde polecam wszystkim. I jak to powinno być: płyta zaczyna się od trzęsienia ziemi a potem jest tylko lepiej. Tylko że niestety nie do końca. O ile następne nagrania naprawde trzymają poziom (szczególnie "Labyrinth" i "Anniversary") to po szóstym wykrzycznym nagraniu "Us or Them" płyta zjeżdża równo w dół i to zarówno jakością jak i klimatem. Takie "(I Don't Know What's Going) On" albo "Taking Off" mozna spokojnie pominąć. I jeszcze na zakończenie dwa znakomite utwory "The Promise" i "Going Nowhere" zaczarują słuchacza na 15 minuty. Polecam fanom bo nowi słuchacze nie znajda dla siebie nic odkrywczego. Myślę że to już koniec zespołu the Cure:( Odpowiedz Link
frank_76 Re: mała recka 29.06.04, 11:10 + Płyta w swej przewadze jest mocna i hałaśliwa - cała bardzo gitarowa. + Jest to najlepiej zaśpiewana płyta The Cure od wielu lat. + Kilka utwórów przywala słuchaczowi ciężarem i ostrością gitarowego ataku (przede wszystkim "Lost" i znakomity "The Promise", także "Labirynth" i jednak "Us Or Them", w którym gitara brzmi jak Killing Joke). + Inne urzekają delikatnością i uczuciem ("Anniversary", przepiękne, stricte cure'owe "Going Nowhere") + Płyta nagrywana na setkę i to słychać. Dla mnie wielki plus, bo muzyka brzmi po prostu świeżo. - Co by nie mówić, czasem ma się wrażenie niedostatków melodycznych. Nie wymagam słodkich melodii od killerów typu "The Promise", ale popy na "The Cure" są na poziomie dawnych słabszych b-side'ów The Cure. - Niektóre utwory brzmią nie jak The Cure, tylko jak nagrane przez jakiś nieokreślony zespół, jakich dzisiaj setki ("Alt.end" - w sumie bardzo fajny utwór z niezłą melodią, z tym, że muzycznie nie dzieje się tam nic oryginalnego czy zaskakującego) - Wielkim rozczarowaniem jest słabowita warstwa liryczna - nie do takiego poziomu przyzwyczaił nas Robert Smith w swoich tekstach. - Kilka podobno wspaniałych utwórów zostało wyrzuconych i będzie je można dorwać dopiero na singlu bądź na winylowej 15-utworowej wersji płyty (przepiękne "Truth, Goodness And Beauty" znane już w pierwotnej wersji z DVD, "Fake", "This Morning"). Podobno stało się tak nie za sprawą strasznego Geffen, ale samego Smitha, który na siłę wepchnął na płytę średnio udane popowe "(IDKWG) On" czy "Taking Off". Generalnie płytę oceniam dobrze, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Nie ma jakiejś kompromitacji, czy powodów do schlastania, jak na "Wild Mood Swings", a wszystkie narzekania wśród fanów The Cure biorą się stąd, że Smith już dawno wysoko zawiesił poprzeczkę i jeżeli minimalnie jej nie dosięga, to od razu zaczyna się straszne narzekanie :) Druga sprawa, że zawsze ich albumy to "growery" więc "The Cure" tradycyjnie z czasem będzie podobać się coraz bardziej :) Pitchfork dał albumowi 7,7 punkta i dzisiaj bym się z tą notą zgodził. Odpowiedz Link
ilhan Re: mała recka 29.06.04, 11:23 frank_76 napisał: > Pitchfork dał albumowi 7,7 punkta i dzisiaj bym się z tą notą > zgodził. Ale to dość przeciętna ocena jak na Pitchfork :) Nie słyszałem jeszcze tej płyty, tylko 3 pierwsze utwory, które nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia poza wokalami Smitha w "Lost", które ocierają się o mistrzostwo świata. Odpowiedz Link
frank_76 Re: mała recka 29.06.04, 11:59 Co do końca The Cure... Trudno powiedzieć. Robert zastrzegł niedawno, że album i tegoroczna trasa NA PEWNO nie będą ostatnimi. Skoro zespół nie przestał istnieć po 1996 roku, to znaczy że są zahartowani i decyzja co do kontynuowania działalności zawsze będzie zależała tylko od samopoczucia Smitha, a nie od przyjęcia kolejnych płyt czy wyników sprzedaży. Tylko że do tej pory Robert często zapowiadał koniec zespołu, a The Cure trwało. Skoro teraz mówi, że będą trwać, to może właśnie teraz przestaną istnieć? :) E, chyba nie. Kontrakt z Geffen opiewa na trzy płyty, a z tego co wiem liczą się chyba tylko premierowe. Nie wiem, tylko w jakim czasie te płyty maja powstać. Mam jednak dziwne przeczucie (a to mnie z reguły nie myli), że na następny album nie będziemy musieli czekać aż 4 lat - myślę, że ukaże się wcześniej. Dużo też zalezy od powodzenia trasy koncertowej, zwłaszcza cyklu Curiosa Festival. Jeśli bilety dobrze się sprzedadzą, a trasa zostnie uznana za sukces, to myślę, że to zmotywuje Smitha do dalszej pracy. Oby! Odpowiedz Link
moore_ash Re: mała recka 29.06.04, 12:15 a jest juz cos wiadomo o trasie koncertowej? ciekaw jestem kiedy w moje rejony zawitaja. pozdr. tb Odpowiedz Link
frank_76 Re: mała recka 29.06.04, 12:29 Juz było wielokrotnie anonsowane, ale powtórzę: - obecnie trwa trasa po europejskich letnich festiwalach (jutro Paryż, pojutrze festiwal Werchter) - w sierpniu dość intensywny Curiosa Festival z USA (dwie sceny, goście: Interpol, Rapture, Mogwai, Muse, Cooper Temple Clause, pani Auf Der Maur, Cursive, Thursday. - jesień, lub późna jesień - regularna trasa po Europie, być może z dwoma koncertami w Polsce (Katowice i Warszawa). Odpowiedz Link
miecio4 bravo frank! 29.06.04, 12:52 Za fajną, spójną i krótką ocenę płyty. Z którą się w ogromnej większości zgadzam. Dodam może tylko że płyta "posypana" jest jakimś świństwem gdyż po każdym skończenie słuchania chce się do niej wracać i to jak najszybciej. Co do końca The Cure, to miałem na myśli mijający czas i mijająca z każdym dodanym rokiem wiarygodnością artysty. Sam zauważyłeś że w tekstach Roberta coraz mniej piękna i nie ma co ukrywać że pisze o tym samym od lat. I o ile jeszcze mogę słuchać że jako 45-cio latek nie może odnależć siebie, tęskni za miłością i chciałby być młody to jaśli zaśpiewa mi to samo za pięc lat jako 50- cio latek to już się zaśmieję tylko pod nosem. Inną sprawa jest "powtarzalność" melodyczna utworów mniej lub bardziej udana. Jeśli się naprawde postaramy (i znamy dobrze dorobek zespołu:) to praktycznie do każdego kawałka odnajdziemy odnośnik z przeszłości. Chociażby pierwsze z brzegu: "Us or Them"- "Watching Me Fall", "Taking Off"- "Just Like Heaven" czy "Going Nowhere" -"Homesick". Ale co tam- kocham tego Grubasa. Odpowiedz Link
frank_76 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:19 > Ale co tam- kocham tego Grubasa. No i na tym cały wic polega, że jak się go pokocha, to już nic nie jest w stanie tego zmienić! :))) Jak oglądam na owym DVD Smitha śpiewającego wzruszające "Truth, Goddness & Beauty" to znowu przypominam sobie, że facet jest jedyny w swoim rodzaju. Odpowiedz Link
miecio4 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:27 frank_76 napisał: > facet > jest jedyny w swoim rodzaju. Mimo ze coraz grubszy:) No trudno- jade na oba koncerty w Polsce. Raz się żyje. Odpowiedz Link
jack9 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:29 Właśnie ta "powtarzalność" o której pisze Miecio najbardziej mi przeszkadza w tej płycie - słuchając poszczególnych kawałków wiem że już wcześniej to słyszałem. Poza tym brak melodii o którym pisze frank - po pierwszych słuchaniach zapada w pamięć jeden, dwa kawałki...gdy porównam to z np: Disintegratoin gdzie każdy utwór był bardzo melodyjny i klimatyczny...to robi się przykro. I to że płyta ma dobry wokal i świetne gitary mnie nie interesuje - nie oszukujmy sie Robert nIgdy nie był doskonałym wokalistą ani gitarzystą - zresztą nigdy tego od niego nie oczekiwałem -gdybym szukał wirtłozów słuchałbym Satrianiego albo Pavarotiego...;) Narazie płyty przesłuchałem kilka razy i słucham dalej ale nie dlatego bo jestem pod jej wrażeniem ale by odkryc to co nie udało sie za pierwszym czy drugim razem... Płyta przypomina mi najbardziej "The Top" ...a to nie jest moja ulubiona płyta Cure Odpowiedz Link
jack9 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:31 Acha ...powiedzcie co straciłem nie kupując wersji płyty z DVD... Odpowiedz Link
miecio4 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:34 jack9 napisał: > Acha ...powiedzcie co straciłem nie kupując wersji płyty z DVD... Własciwie nic nie straciłeś- fragmenty trzech utworów nagranych w czasie bardzo poważnej próby. W tym jeden o którym wspomniał frank- którego nie ma na płycie podstawowej. A-ha, i na końcu Robert pozdrawia jakiegoś Miecia z Poland czy coś takiego:) Odpowiedz Link
miecio4 Re: bravo frank! 29.06.04, 13:32 > Płyta przypomina mi najbardziej "The Top" ...a to nie jest moja ulubiona > >płyta Cure Ja tam mam spokój z takimi dylematami. W miłości człowiek jest ślepy (i głuchy:) Odpowiedz Link
frank_76 Re: bravo frank! 29.06.04, 14:41 > Robert nIgdy nie był doskonałym wokalistą ani gitarzystą Tutaj bym polemizował. Co do wokalu to inna sprawa, bo Smith śpiewa specyficznie i ma dość szczególny głos - znam wielu, którzy mówią, że naprawdę polubiliby The Cure, gdyby nie głos Roberta, zwłaszcza w wysokich rejestrach. Natomiast uważam, że Smith jest bardzo niedocenianym gitarzystą. Charakteryzuje go taki atechniczny, bardzo intuicyjny sposób grania. Oczywiście nie ma mowy by stawał w "palcówkowe" szranki z Satrianim czy Vai'em, ale w muzyce The Cure nie o to chodzi. Tam chodzi o uzyskiwanie maksimum efektu przy wykorzystaniu minimum środków. Najlepsze przykłady rozkładających na łopatki solówek Smitha to "The Kiss", "Bloodflowers" czy koncertowe wersje "A Forest", a także np. znakomita praca gitar w klasycznym moim zdaniem "Fascnation Street". Zarówno na płytach, jak i przede wszystkim na koncertach, w niesamowity sposób wykorzystuje pedały gitarowe, wspaniale wplata w utwory sprzężenia, atonalne dźwięki, brzdąkania na końcówkach strun już za ostatnim mostkiem, szarpnięcia strun niby "od niechcenia". To jest taka jego "smithowska" szkoła grania od serca, a nie z głowy. No i oczywiście wymyślił i opatentował "pływające" brzmienie 6-strunowego basu. Odpowiedz Link
jack9 Re: bravo frank! 29.06.04, 16:31 frank_76 napisał: > > Robert nIgdy nie był doskonałym wokalistą ani gitarzystą > > Tutaj bym polemizował. > Co do wokalu to inna sprawa, bo Smith śpiewa specyficznie i ma dość szczególny > głos - znam wielu, którzy mówią, że naprawdę polubiliby The Cure, gdyby nie > głos Roberta, zwłaszcza w wysokich rejestrach. > > Natomiast uważam, że Smith jest bardzo niedocenianym gitarzystą. Charakteryzuje > > go taki atechniczny, bardzo intuicyjny sposób grania. Oczywiście nie ma mowy by > > stawał w "palcówkowe" szranki z Satrianim czy Vai'em, ale w muzyce The Cure nie > > o to chodzi. Tam chodzi o uzyskiwanie maksimum efektu przy wykorzystaniu > minimum środków. Przyznam się że na gitarowych palcówkach znam się słabo, ale wydaje mi się że minimalistyczny styl grania Roberta wynika z niewielkich umiejetności ... ale nieważne... nawet jeżele jest mistrzem gitary nie ma to dla mnie znaczenia nigdy nie ruszały mnie techniczne popisy a jedynie emocje jaki udawało sie muzykom wydobyc z instrumentów Właściwie jak w muzyce klasychnej - nie ruszają mnie faceci z orkiestry ale kompozytor Odpowiedz Link
pop_up Re: The Cure - nowy album? 29.06.04, 15:54 najgorsze w nowym albumie jest to ze jest sredni. jest tak sredni ze moglby byc ale rownie dobrze mogloby go nie byc i tak nikt by tego nie zauwazyl. z ocena wstrzymam sie jednak jeszcze na dlugo. proponuje podyskutowac o tym za rok. dopiero gdy pierwsze emocje opadna wychodzi prawda. Odpowiedz Link
sloggi Re: The Cure - nowy album? 29.06.04, 18:18 No to równo mi namieszaliście w głowie. Co oczywiscie i tak nie ma wpływu na decyzję o zakupie :))) Odpowiedz Link
kubasa Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 20:21 Stwierdzilem, ze nie bede sluchal z mp3 poczekam na oryginal. I przesluchalem ja dopiero przedwczoraj. Od tej pory sluchalem jej jeszcze 3 razy. Straszna kleska. Nie wiem, ktory kawalek gorszy - "Lost" czy "Us Or Them". Ale oba sa zle, zle i jeszcze raz bardzo zle. Broni sie chyba tylko pierwszy singiel. Najgorszy album w dorobku The Cure i najwieksze rozczarowanie tego roku. A jeszcze porownujac z fantastycznym Bloodflowers... No nie istnieje ta plyta i tyle. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 20:40 kubasa napisał: > Najgorszy album w dorobku The Cure i najwieksze rozczarowanie tego roku. A > jeszcze porownujac z fantastycznym Bloodflowers... No nie istnieje ta plyta i > tyle. Histeryzujesz niczym porcysiowcy ("nie istnieje" ;)). Faktycznie nie jest to dobry album. Jest średni, bardzo mocno średni. Ale żeby zaraz najgorszy? Chociaż nie będę się bardzo kłócił, bo sam słuchałem tylko 4 razy, ale faktycznie po tych czterech przesłuchaniach nie zostało mi w głowie prawie nic. To przykre, ale dla mnie gdzieś na wysokości "Wild Mood Swings" Kjur zatracił umięjętność komponowania naprawdę fajnych melodii. Dziwnym trafem zbiegło się to ze zmianą składu. Czyżby Porl Thompson miał aż taki wpływ na twórczość zespołu? A może po prostu Smith stracił serce do tego wszystkiego... Nie wiem. Mnie już Kjur zobojętniał dawno temu. Szkoda, bo po "Wish" byłem gotów iść za nimi choćby w ogień. Odpowiedz Link
kubasa Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 20:53 pagaj_75 napisał: > kubasa napisał: > > > Najgorszy album w dorobku The Cure i najwieksze rozczarowanie tego roku. > A > > jeszcze porownujac z fantastycznym Bloodflowers... No nie istnieje ta ply > ta i > > tyle. > > Histeryzujesz niczym porcysiowcy ("nie istnieje" ;)). Faktycznie nie jest to > dobry album. Jest średni, bardzo mocno średni. Ale żeby zaraz najgorszy? Chocia > ż > nie będę się bardzo kłócił, bo sam słuchałem tylko 4 razy, ale faktycznie po > tych czterech przesłuchaniach nie zostało mi w głowie prawie nic. To przykre, > ale dla mnie gdzieś na wysokości "Wild Mood Swings" Kjur zatracił umięjętność > komponowania naprawdę fajnych melodii. Dziwnym trafem zbiegło się to ze zmianą > składu. Czyżby Porl Thompson miał aż taki wpływ na twórczość zespołu? A może po > prostu Smith stracił serce do tego wszystkiego... Nie wiem. Mnie już Kjur > zobojętniał dawno temu. Szkoda, bo po "Wish" byłem gotów iść za nimi choćby w o > gień. > To "nie istnieje" bylo oczywiscie zamierzona aluzja. No ale to sa przykre fakty. Znam ich wszystkie albumy, naprawde wiekszosc uwielbiam, a jak ostatnio do nich wracalem to brzmialy fantastycznie. Ale ten album to cos a la "Riot Act". Wyprany z melodii, wokalnie cieniutki moim zdaniem, w teksty sie nie wczytywalem to nie bede sie o warstwie lirycznej wypowiadal. Ale regres od od ostatniego albumu jest tak widoczny... Gdzie takiemu "Lost" do "Bloodflowers" czy "Watching Me Fall"? Nagle The Cure z zespolu kultowego, ale przeciez nie jakos superpopularnego stalo sie bozyszczem calego tego nowego pokolenia i zamiast plyty skromnej ale pieknej dostalismy tego wrzoda. Oczywiscie biorac pod uwage dokonania grup typu Hives czy Vines album jest niezly, ale Cure przyzwyczaili nas, ze rywalizuja z najwiekszymi potentatami a nie srodkiem stawki. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 21:13 Hmmm... Mnie też irytuje ten "Lost", umieszczony w dodatku na początku, chyba tylko po to, żeby wk...ć ludzi. Ale jak na razie utwór nr 2 ("Labirynth" o ile się nie mylę) uważam za chyba najlepszy na płycie i jedyny tak naprawdę w udany sposób nawiązujący do tego naprawdę "starego, dobrego Kjura". A z dalszej części płyty podobają mi się głównie te niby-popowe jak "The End of the World" czy "(I Don't Know What's Going) On". Tutaj chyba się należy małe wyjaśnienie co do mojego spojrzenia na twórczość Kjura :) Dzieli się ona (jak wiadomo) z grubsza na tą do 1982 roku i późniejszą. Co do pierwszego okresu - ciągle kocham "Faith" i "Pornography". To był szczyt możliwości tej grupy w tamtej stylistyce. Czuło się niemal namacalnie, że tam dział się jakiś dramat. Ale z późniejszych czasów cenię teraz przede wszystkim "Kiss Me Kiss Me Kiss Me" i "Wish", a tak uwielbiane przez fanów albumy jak "Disintegration" i "Bloodflowers" traktuję raczej jako irytujące próby powrotu podtatusiałego pana S. do czegoś, co już nigdy nie będzie takie samo. Co nie znaczy, że są to złe albumy. Tu i ówdzie zdarzają się przebłyski utraconej wielkości (jak choćby wymienione przez Ciebie "Bloodflowers" i "Watching Me Fall"), ale słuchając tych płyt nie jestem w stanie oprzeć się wrażeniu, że to wszystko sztuczne jest i wymuszone, robione pod fanów, którzy wiedzą lepiej od samego Smitha jak powinien brzmieć stary, dobry Kjur. A artysta, który robi coś wbrew sobie, tylko po to by zadowolić kogokolwiek (czy to wytwórnię płytową, czy fanów) oprócz samego siebie, w moich oczach odrobinę się kompromituje. Nie przeszkadzałoby mi to nawet zbytnio, gdyby kompozycje były naprawdę dobre. Ale moim zdaniem nie są. Nie były już (w większości) na "Bloodflowers" i tym bardziej nie są na "The Cure". Też pojadę Porcysiem - Cure się skończył, proszę państwa. Odpowiedz Link
kubasa Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 21:32 pagaj_75 napisał: A artysta, który robi coś wbrew sobie, tylko po to by zadowolić > kogokolwiek (czy to wytwórnię płytową, czy fanów) oprócz samego siebie, w moich > oczach odrobinę się kompromituje. Nie przeszkadzałoby mi to nawet zbytnio, gdyb > y > kompozycje były naprawdę dobre. Ale moim zdaniem nie są. Nie były już (w > większości) na "Bloodflowers" i tym bardziej nie są na "The Cure". > > Też pojadę Porcysiem - Cure się skończył, proszę państwa. > Naciagana i dziwne jest zgadywanie czy akurat artysta byl szczery czy nieszczery. Na "Disintegration" i "Bloodflowers" nie ma ani jednej zlej kompozycji tak naprawde. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 21:41 kubasa napisał: > Naciagana i dziwne jest zgadywanie czy akurat artysta byl szczery czy > nieszczery. To prawda. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że Smith bardziej szczery na "Wild Mood Swings", płycie za którą specjalnie nie szaleję, ale która była (co nawet wynika z ówczesnych wypowiedzi Smitha) dokładnie tym co chciał zrobić. I co, odnoszę wrażenie, chciałby robić dalej. > Na "Disintegration" i "Bloodflowers" nie ma ani jednej zlej > kompozycji tak naprawde. A to też jest już tylko i wyłącznie kwestia gustu, prawda? :) Odpowiedz Link
d84 Re: The Cure - nowy album? 10.08.04, 21:09 Minął miesiąc z hakiem, a ja w sumie nadal nie wiem co myśleć o tym albumie. Eighties are over, Disintegration to nie jest, ale Cure '04 nie wydaje mi się najsłabszą pozycją w dyskografii zespołu (The Top/Wild Mood Swings pamiętamy). Tu i ówdzie przewinie się jakiś fajny motyw (Labirynth, Taking Off), singiel jest naprawdę bardzo fajny, najbardziej podoba mi się chyba jednak Anniversary. Z drugiej strony, płyta jako całość troszkę przynudza, momentami jest niedobrze (I dont know what's going on to istna katastrofa). Może sugeruję się nazwiskiem producenta, ale trochę mi tu jednak pachnie nu tone'ami (patrz ostatni Deftones). Ogólnie rzecz biorąc tragedii nie ma, krążek jest przyzwoity, ale rzeczywiście raczej dla die-hardów. Odpowiedz Link
d84 Re: [OT] D, fajnie, że tu trafiłeś :) [n/t] 10.08.04, 21:30 A witam, przeglądając to forum zauważam coraz więcej znajomych twa...nicków ;) Pozdrawiam all concerned ;) <dośc_offtopikowania> Odpowiedz Link
smithcio Lost 11.08.04, 00:30 Czytam te Wasze wypociny;) i czasami myślę że słuchałem innej płyty! Oczywiście że nie jest to najlepsza płyta zespołu ale bez przesady! Tylko że ja to własciwie chciałem o "Lost" tylko, ale się uniosłem trochę:) Znam trochę dorobek zespołu The Cure, a niektóre płyty to pewnie i pareset razy wysłuchałem. I jako taki trochę osłuchany z tą muzyką stwierdzam: "Lost" to jeden z najlepszych utworów Roberta- a na pewno pierwsza trójka. Odpowiedz Link
ilhan Re: Lost 11.08.04, 00:45 smithcio napisał: > "Lost" to > jeden z najlepszych utworów Roberta- a na pewno pierwsza trójka. Dębowe było w robocie? Odpowiedz Link
smithcio Re: Lost 11.08.04, 01:22 ilhan napisał: > > Dębowe było w robocie? No dobrze- pierwsza piątka. Odpowiedz Link
jack9 Re: Lost 11.08.04, 08:45 smithcio napisał: > ilhan napisał: > > > > > > Dębowe było w robocie? > > > > No dobrze- pierwsza piątka. Pierwsza piątka???????? Również uważam że za dużo było tego Debowego... a tak BTW może przy okazji zrobimy ranking - top 20 the cure... ;) Odpowiedz Link
ilhan Re: Lost 11.08.04, 10:53 jack9 napisał: > a tak BTW może przy okazji zrobimy ranking - top 20 the cure... > ;) Zrobię zaraz przy śniadaniu ;-) Odpowiedz Link
frank_76 Re: Lost 11.08.04, 09:07 Też czytam i oczom nie wierzę - "Lost" dnem???? Może nie jest to utwór z top 5 The Cure, ale zdecydowanie jedna z ich najmocniejszych kompozycji w ciągu ostatnich 15 lat! Poza tym po 3 przesłuchaniach "Bloodflowers" też mnie nie powaliło. Podobnie było z "The Cure". To jest bardzo dobra płyta - może nie rewelacyjna, ale jak na poziom The Cure przyzwoita. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Lost 11.08.04, 11:04 frank_76 napisał: > Też czytam i oczom nie wierzę - "Lost" dnem???? Może nie jest to utwór z top 5 > The Cure, ale zdecydowanie jedna z ich najmocniejszych kompozycji w ciągu > ostatnich 15 lat! E tam. Gruby krzyknie 158 razy "I can't find myself" i już die-hard fani zachwyceni. Jak dla mnie, trzeba trochę więcej na dobrą kompozycję. > Poza tym po 3 przesłuchaniach "Bloodflowers" też mnie nie powaliło. Podobnie > było z "The Cure". To jest bardzo dobra płyta - może nie rewelacyjna, ale jak > na poziom The Cure przyzwoita. Jak na poziom The Cure to jest słabiutka, moim zdaniem. Słucham ciągle i z każdym przesłuchaniem utwierdzam się w tym. A może po prostu przestało mnie kręcić to "marudzenie" Smitha. Pewnie bardziej by mi się podobało gdyby nagrali PRZYZWOITY popowy album. No cóż, trudno. Time to move on. Odpowiedz Link
frank_76 Re: Lost 11.08.04, 14:53 C'mon... Chodzi mi jak najbardziej o warstwę muzyczną. Odpowiedz Link
smithcio Reasumując 11.08.04, 11:27 Sądząc po Waszych wpisach płyta podzieliła słuchaczy. Podobnie jest na innych forach. Słowem- o płycie się mówi. I uważam że jest to wielki sukces Roberta. Gdyz znaczy to że jest artystycznie ważna. Dla mnie w każdym bądź razie to ostatnia płyta The Cure, gdyż nie wierzę aby w wieku lat 50-ciu można było nagrac szczerą płytę. Co zresztą strasznie razi już tutaj- to nie są teksty i muzyka płynące od serca, do czego nas Robert przyzwyczaił. I tu w tym miejscu jeszcze raz wspomnę "Lost"- osttanie wstrząsające nagranie The Cure. Idę się upić. Odpowiedz Link
ilhan Re: Reasumując 11.08.04, 12:12 smithcio napisał: > Sądząc po Waszych wpisach płyta podzieliła słuchaczy. Podobnie jest na innych > forach. Słowem- o płycie się mówi. I uważam że jest to wielki sukces Roberta. > Gdyz znaczy to że jest artystycznie ważna. Uważam że to wielki sukces marketingowy. W porównaniu do "The Cure", "Bloodflowers" było praktycznie przedsięwzięciem niszowym (brak teledysków, większego rozgłosu w mediach) i chyba w tym, obok znakomitych kompozycji, tkwił jego urok. Odpowiedz Link
cze67 Robert wciaz taki sam... 11.08.04, 14:19 muzyka.interia.pl/news?inf=531044 Dobre, dobre. NIc sie nie zmienil. Ale kilka lat temu jakos nikt go smial obdarzyc go mianem "grubcio". Odpowiedz Link