gregkor
19.07.05, 22:44
To ja może krótko:
Wczoraj odbył się koncert wybitnego basisty jazzowego Marcusa Millera. Muzyk
ten to przede wszystkim świetny kompozytor i instrumentalista, który grę na
kciuku czy jak kto woli tzw. klangowanie opanował do perfekcji. Artysta uczył
się grać u boku Miles'a Davisa co na pewno pozwoliło nabrać mu pewności
siebie a zarazem pokory do tego co robi.
Sam koncert to na pewno muzyczne wydarzenie tego roku, moja szczęka jeszcze
do dziś leży w kongresówce i powoli zaczyna tęsknic za właścicielem – to co
miało miejsce wczoraj wieczorem to po prostu kawał dobrego elektrycznego
jazzu (z elementami funku, groove i soul) na najwyższym światowym poziomie.
Marcus dał po prostu z siebie wszystko i choć nie lubię tego sformułowania,
to na pewno ostro podładował warszawską publiczność pozytywną energią.
Prędkość, technika i sposób grania na basie i to zarówno na progowym jak i
bezprogowym przez tego wirtuoza jest nie do opisania. Dźwięki przez niego
wydobywane podczas ekspresyjnych improwizacji wywoływały ogromny entuzjazm
wśród bawiącej się publiczności, szkoda tylko, że nie było jak poskakać..:)).
Pozytywnie zaprezentowali się też pozostali muzycy. Ekspresją gry na gitarze
wyróżniał się Dean Brown znany m.in. z występów z saxofonistą Bille’m
Evanse’m. W sumie grało 7 muzyków, oprócz gitar byly jeszcze saxofon, trabka,
perkusja, klawisze i sample. Dla mnie bomba, no może jeszcze do pełni
szczęścia puzon by sie przydał i instrumenty perkusyjne. Koncert zdominowany
był utworami z ostatniej płyty Marcusa „Silver Rain”. Na płycie na której są
covery utworów m.in. Steve Wondera czy Jimmi Hendrixa. Z tym , że covery
zagrane przez Marcusa w bardzo znaczący sposób odbiegają od oryginału i to
jest właśnie wspaniałe. Reasumując koncert jaki się długo pamięta i niech
żałują Ci którzy nie byli..:)))