Dodaj do ulubionych

Żydowskie Reggae

05.08.05, 23:45
No to sobie wyobrazcie faceta o wygladzie ortodoksyjnego hasyda ktory sobie
spiewa reggae. Oczywiscie czasami tez spiewa z akcentem jamajskim, troszke w
jidisz, a to wszystko zaprawione muzyka regoworockowa .

Styl krotko okreslilbym jako Beastie Boys z duuuzo wiekszymi pejsami, w
rytm reggae... niezly mix!!!!
Ale to jest wlasnie to co uwielbiam!
Pan nazywa sie MATISYAHU plyta "Live at Stubb's" 7.90$




www.jewschool.com/features/matisyahu.html
www.hasidicreggae.com/
m
Obserwuj wątek
    • humbak Re: Żydowskie Reggae 06.08.05, 15:32
      Koszerne reggae nie jest złe. Na tyl e na ile miałem styczność z tym gatunkiem takie miłe łatwe i przyjemne wydanie tego gatunku z domiszkami kultury żydowskiej. A jeśli AMG nie kłamie to pan się nazywa Mattew Miller... moło ciekwaie:)
      • marxx Re: Żydowskie Reggae 06.08.05, 18:31
        Fakt prawdziwe nazwisko ma zupelnie niewyjsciowe...ale muzyka jest naprawde
        dobra!
        • humbak Re: Żydowskie Reggae 06.08.05, 20:10
          Aaa nie zaprzeczę:)
    • neandertalski Re: Żydowskie Reggae 06.09.05, 14:18
      dziekuję za poradę, bardzo fajna płyta. Połączenie wydawałoby się dziwne ale
      jak pomyśle choćby o naszej kapeli Izrael, to w zasadzie nie wiem dlaczego
      połącznie reggae i folku żydowskiego miało dziwić? Fajnie grają, z tym beastie
      boys tyle, ze chyba lekka przesada :-)
      No i w tekstach wymieniane takie słowa jak babilon albo israeł nabrały zupełnie
      nowego znaczenia, co one mogły oznaczać kiedyś w Polsce to chyba nikt już dziś
      nawet nie pamięta ;) Brylewski z kolei z farbowanego żyda stał się
      ortodoksyjnym chrześcijaninem. W sumie dziwne to wszystko trochę?
      Przypomniał mi się dowcip jak to Mosze popełnil samobójstwo i trafia w niebie
      przed oblicze boskie, bóg sie go pyta dlaczego to Mosze zrobiłeś a on na to, ze
      nie wytrzymał jak jego syn przeszedł na chrześcijaństwo, bóg pokiwał głową ze
      zrozumieniem i stwierdził: to tak jak moj syn. I co wtedy zrobiłes zapytal
      Mosze? Ano nic, odparł bóg, musiałem napisać "nowy testament"

      ;-)
      • marxx Matisyahu "Youth" 15.03.06, 00:18
        Wlasnie wyszla kilka dni temu jego druga plyta a pierwsza studyjna...niezla
        kolejnosc :) Tak niezla ta kolejnosc ze teraz sluchajac tej nowej caly czas
        odnosze wrazenie ze jest to nagranie koncertowe :)))

        Same nowe nagrania ! Jedyne ktore sie pojawia ponownie to "King without the
        crown"

        Mlody Miller pokazuje zydowska regowa klase, jest niesamowity, autentycznie az
        sluchacz dostaje gesiej skorki. Miejscami bardzo przypomina Marleya w "What
        i'm fighting for" Sama gitara i jego spiew....i wyszedl z tego nastepny regowy
        protest song.
        Do tego jego klezmerskie zaspiewki...rewelka

        TranceDubKlezmerReagge

        Jest kilka przebojow przy ktorych mozna by bawic sie nie tylko na jednej
        imprezie

        "time of your song"
        "dispatch the troops"
        "Jerusalem"
        "late night in Zion"
        "King without the crown"

        Czyli jest lepiej niz niezle... W stanach sprzedarz plyty przechodzi
        najsmielsze oczekiwania, bilety na koncerty sa wyprzedawane do zera, a sam
        Matisyahu bryluje jako muzyczna gwiazda na amerykanskich tokszolach.
        Jedno ale, nie moze uskuteczniac body diving czyli rzucac sie w publicznosc ,
        jest ortodoksem i nie moze nawet przez pomylke narazic sie na dotkniecie
        kobiety ktora nie jest czlonkiem jego rodziny.

        producent plyty, Bill Laswell
        • teddy4 Re: Matisyahu "Youth" 15.03.06, 18:39
          W imieniu rządzącej koalicji żądam usunięcia powyższego wątku. Wiadomo
          przecież, że reggae wymyślono w naszym polskim, piastowskim Kluczborku za
          sprawą zespołu Bakszysz.
          • burczybrzuch Re: Matisyahu "Youth" 15.03.06, 20:38
            <<Wlasnie wyszla kilka dni temu jego druga plyta a pierwsza studyjna...niezla
            kolejnosc :) Tak niezla ta kolejnosc

            To jego trzecia plyta a nie druga. Pierwsza byla *shake off the dust..Arise*.Co
            do wypowiedzi pare postow wstecz o Brylewskim to jakis totalny belkot - niezle
            usmialismy sie z tego farbowanego Zyda i przemiany w ortodoksyjnego
            chrzescijanina.A co dio Matisyahu to nazywal sie Miller ale zmienil nazwisko
            duzo wczesniej po przejsciu na hasydyzm i jest to normalne w Stanach wiec nie
            byl to zabieg marketingowy.
            • neandertalski Armia Noego 21.03.06, 11:38
              > Co do wypowiedzi pare postow wstecz o Brylewskim to jakis totalny belkot

              jeżeli czegoś nie zrozumialeś wystarczyło zapytać autora postu
            • cze67 Re: Matisyahu "Youth" 20.05.06, 11:26
              Polityka o nim napisała:

              Dredy pod jarmułką
              Nowym odkryciem muzycznej Ameryki jest Matisyahu, chasydzki Żyd, który wraz ze
              swoim zespołem Roots Tonic gra dynamiczne reggae z domieszką hip hopu. Jego
              najnowsza płyta „Youth” trafiła na listy bestsellerów, zaś sam Matisyahu stał
              się zjawiskiem, o którym gorąco dyskutują nie tylko fani muzyki, ale i rabini.
              Mirosław Pęczak
              Matisyahu łączy w swojej twórczości oryginalną tradycję żydowską z muzyczną
              formą wypracowaną przez jamajskich i amerykańskich Murzynów. W amerykańskich
              periodykach żydowskich nie brak w związku z tym krytycznych opinii o artyście –
              jak wiadomo czarni raperzy to często muzułmanie, zaś reggae nieuchronnie
              kojarzy się z rastafarianizmem. Jest nawet gorzej, bo Matisyahu dość regularnie
              występował wspólnie z muzułmańskim beatbokserem Kennym Muhammadem. Ale artysta
              powtarza w wywiadach, że jego głównymi idolami są Jamajczyk Bob Marley,
              największy w dziejach pieśniarz reggae, i rabbi Shlomo Carlebach, zmarły kilka
              lat temu legendarny kantor i chasydzki nauczyciel, notabene znany polskiej
              publiczności z występów na krakowskim Festiwalu Kultury Żydowskiej.

              Taki wybór patronów duchowych wydaje się nieprzypadkowy: wszak obaj śpiewali o
              miłości i obaj adresowali swoje przesłania nie tylko do swoich, ale i do
              obcych. Marley apelował o zaprzestanie walk między czarnymi i białymi, a rabbi
              Carlebach, otaczany powszechnym szacunkiem przez religijnych Żydów, nie stronił
              od towarzystwa hipisów i słynął z tego, że dawał oparcie wątpiącym.

              Matisyahu, czyli Mathew Miller, też wątpił. Urodził się 27 lat temu w
              Pensylwanii w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie. Jako dziecko uciekał ze
              szkoły, nudziła go nauka Tory i hebrajskiego, a kiedy skończył 14 lat, zapuścił
              dredy, postanowił zostać alternatywnym muzykiem i – jak wielu młodych
              niepokornych przed nim – opuścił dom rodzinny. Do religii wrócił pod wpływem
              podróży do Izraela. Już po pierwszych sukcesach muzycznych wstąpił do
              chasydzkiej nowojorskiej wspólnoty, której przewodzi rabbi Menachem Schneerson,
              a jednocześnie rozpoczął gruntowne studia nad tradycyjną muzyką żydowską. Nie
              odstąpił jednak od pomysłu, by grać reggae, także w odmianie roots, dziś już
              klasycznej, takiej, jaką uprawiał Marley oraz dancehall, bardzo ostatnio modną,
              unowocześnioną wersję reggae.

              Refleksja i ekstaza
              Matisyahu ma niewątpliwy talent muzyczny, świetnie śpiewa, rapuje, nieźle
              sprawdza się nawet w beatboksie, czyli w wokalnym naśladowaniu perkusji, co do
              niedawna było niemal wyłączną domeną czarnych. Nie zostałby jednak gwiazdą,
              gdyby nie sceniczna charyzma. Otóż Matisyahu potrafi zachowywać się na
              estradzie jak idol rockowy i hiphopowy w jednym: gestykuluje, tańczy, rzuca się
              w tłum ze sceny. Wie, jak kierować emocjami widowni, jak ją rozbujać, jak
              wzbudzić w niej ekstazę, albo odwrotnie – refleksję. Uniesienie i refleksja
              bywają wskazane, kiedy w antraktach między piosenkami reggae Matisyahu Miller
              śpiewa stare pieśni chasydzkie albo mówi o swojej potrzebie wiary.

              Dla postronnego wielce zaskakujący jest już sam widok na scenie tego brodatego
              faceta w tradycyjnym chasydzkim stroju, w czarnym kapeluszu, który przy
              bardziej szalonych wyczynach zdejmuje, zostawiając na głowie skrytą pod nim
              jarmułkę. Ktoś, kto tak wygląda, kojarzy się przeważnie albo z zamieszkanymi
              przez ortodoksów żydowskimi dystryktami Brooklynu, albo z jerozolimską Ścianą
              Płaczu. W potocznym mniemaniu chasyd to ktoś, kto się modli i nie patrzy na
              kobiety, a tu mamy chasyda, który rapuje z szybkością kałasznikowa i robi stage
              diving, czyli rzeczone nurkowanie ze sceny nie gorzej od Iggy’ego Popa!
              Tradycyjne żydowskie stroje, owszem, pasują na przykład do aktorów śpiewających
              w „Skrzypku na dachu”, klezmerskich kapel albo, siłą rzeczy, do wykonawców
              tradycyjnych pieśni chasydzkich, ale przecież nie do kogoś, kto miesza reggae z
              hip hopem.

              Nikt wcześniej czegoś podobnego nie robił, choć przecież wielu żydowskich
              muzyków z kręgu szeroko pojętej alternatywy, jazzu i rocka w różny sposób swoją
              żydowskość manifestowało i manifestuje. Na przykład awangardowy jazzman,
              producent i wydawca John Zorn w rozmaitych swoich projektach jak Masada czy Bar
              Kokhba śmiało korzystał z tradycyjnej muzyki żydowskiej, założył nawet
              stowarzyszenie artystyczne Radical Jewish Culture, ale nigdy nie przebierał się
              za chasyda. Bob Dylan w okresie powrotu do judaizmu we wczesnych latach 70.
              doczekał się nawet książki o sobie jako „żydowskim poecie poszukującym Boga”,
              której autor Stephen Pickering rozpisywał się na temat fascynacji Dylana
              chasydyzmem, a przecież Dylana rzadko widywano choćby w jarmułce.

              Chasyd a la Marley
              Miller nie musi się przebierać za chasyda, bo chasydem jest. Ekstrawagancją
              natomiast, zarówno w oczach konserwatywnych Żydów, jak i czarnych strażników
              czystości etniczno-muzycznej, okazuje się to, że chasyd ośmiela się wzorować na
              Marleyu, czarnych raperach i beatbokserach. Starzy fani hip hopu dobrze
              pamiętają, jak czarni raperzy zareagowali, gdy w latach 80. złożony z
              żydowskich chłopaków zespół Beastie Boys zaczął grać rap, chociaż nikt z tego
              składu nie był ortodoksem. Czarni radykałowie, zapalczywi fani raperów z Run D.
              M. C. czy Public Enemy i sami muzycy z czarnych gett najłagodniej określali
              Beasties jako „żydowskich dupków, którzy z nudów kradną czarną muzykę”.

              Matisyahu, choć bywa oceniany krytycznie, nie spotyka się jednak z nadmiarem
              inwektyw. Niewykluczone, że jego wielokulturowa mieszanka wydaje się tak
              niecodzienna, że sama w sobie stanowi atrakcję i jako oryginalne dziwactwo nie
              spotyka się z radykalną krytyką z tej czy innej strony. Niewykluczone także, iż
              dziś, w epoce zapożyczeń i cytatów oraz po doświadczeniach muzyki etnicznej
              granej przez ludzi rozmaitych ras i narodowości, propozycja chasydzkiego
              reggae, choć osobliwa, nie szokuje tak bardzo, jak mogłaby szokować dawniej.

              Jest jeszcze inne usprawiedliwienie. Otóż reggae bardzo szybko po swoim
              debiucie w latach 60. stało się inspiracją dla wielu białych muzyków, czego
              ślady znajdziemy nawet w twórczości Led Zeppelin. Słynna piosenka
              Marleya „Punky Reggae Party” zilustrowała z kolei międzyetniczny sojusz
              subkulturowy czarnych i białych. Nieprzypadkowo też niemal na początku
              polskiego boomu ro-ckowego zaczęła grać rodzima kapela reggae o znamiennej
              nazwie Izrael. Znamiennej, bo w przekazie religii rastafarian czarna diaspora
              tęskniąca za Afryką jest „zagubionym Plemieniem Izraela”. W tekstach pieśniarzy
              reggae roi się od metafor biblijnych – uosobieniem zła jest Babilon, a
              obietnicą Syjon. Nie powinno więc dziwić, że pieśniarzem reggae został chasyd,
              który również śpiewa o Babilonie, Syjonie i Izraelu i korzysta przy tym z
              biblijnego Pięcioksięgu. No i wreszcie rastafarianizm podobnie jak chasydyzm
              jest religijnym ruchem mistycznym i tak samo wielką wagę przywiązuje do muzyki.

              Muzyka jest fujarką duszy
              W jednym z wywiadów Matisyahu wyznał: „Wszystkie moje piosenki powstają pod
              wpływem nauk, które mnie inspirują. Chcę, by moja muzyka miała znaczenie, by
              poruszała ludzi i zmuszała ich do myślenia. Chasydyzm naucza, że muzyka jest
              fujarką duszy. Muzyka wnika bardzo głęboko i mówi do nas w sposób nieosiągalny
              dla słów”. Matisyahu wybrał reggae nie tylko dlatego, bo było jego młodzieńczą
              fascynacją, ale dlatego, że dostrzegł w niej zbieżność z muzyką chasydzką. O
              tej ostatniej rabbi Carlebach mawiał, iż „musi zawierać smutek i radość, a
              jeśli nie zawiera ani smutku, ani radości, nie jest muzyką chasydzką”. A w
              reggae, jak wiadomo, jest i smutek, i radość, trans i refleksja.
              Jeśli jeszcze dodamy do tego dosadny rap, otrzymamy mistyczno-taneczną
              miksturę, która zadziała na każdego, kto ma uszy do słuchania.
    • bagnos Re: Żydowskie Reggae 16.03.06, 01:27
      Polecam z tych klimatów Davida Goulda - Dub w po hebrajsku brzmi naprade uroczo...
    • theagata Re: Żydowskie Reggae 16.03.06, 02:05
      Matisyahu udzielił się też gościnnie na ostatniej płycie P.O.D. - Testify

      have fun
      • jazzfoxy Re: Żydowskie Reggae 21.03.06, 13:09
        To ja polecam jazz hasydzki np. Masade, Stevena Bernstaina
        czy Hasidic New Wave. Wspaniala muza.
    • hihiboy Re: Żydowskie Reggae 20.05.06, 12:37
      to może jeszcze oi!/punk :D !?

      www.myspace.com/jewdriver
      www.impact-records.de/eng/index.php?menue=Jewdriver&menue02=/Bands
      mrdodgy.com/promo/images/jewdriver1.jpg
      www.nextwave.hu/jewdriver.jpg
      myśle, że fanów screwdrivera sama nazwa powyższego bandu doprowadza do
      szaaleństwa, nie mówiąc o reszcie :D
      • hihiboy Re: Żydowskie Reggae 20.05.06, 12:39
        skrewdriver zamias screwdriver
        ;/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka