Dodaj do ulubionych

wokalista Riverside

22.10.05, 17:36
od czasow Marka Hollisa nie zachwycil mnie tak zaden glos meski. po prostu
krysztal wyrywajacy serce ;D moglby spiewac w kompletnie niezrozumialym dla
mnie jezyku, licza sie tylko emocje, ktore wywoluje...
zawsze jednak podejrzliwie podchodze do plyt studyjnych, poniewaz wokalista -
moim zdaniem - pokazuje klase na koncertach, a nie dane mi bylo przekonac sie
osobiscie (od paru godzin zarzynam dwa utwory z 'conceiving you') a zatem:
czy pan Mariusz Duda wart jest pielgrzymki na najblizszy koncert (nie tak
znowu daleko ale w srodku tygodnia, a poza tym zawsze mozna kupic za to
kolejnego Pattona;))?
Obserwuj wątek
    • ugugunana Re: wokalista Riverside 22.10.05, 21:18
      Zapewniam, że jego maniera wokalna znakomicie sprawdza się na żywca! Chyba, że
      nagłośnieniowiec da pupy... Wal jak w dym - chłopaki dają nieźle do pieca!
      Miłych wrażeń! :)
      • good_morning Re: wokalista Riverside 22.10.05, 23:21
        ugugunana napisał:

        > Zapewniam, że jego maniera wokalna znakomicie sprawdza się na żywca!

        'maniera wokalna' - to mi brzmi podejrzanie. jakby negatywnie, czy cos ;)
        • pytajnick Re: wokalista Riverside 22.10.05, 23:34
          good_morning napisała:

          > ugugunana napisał:
          >
          > > Zapewniam, że jego maniera wokalna znakomicie sprawdza się na żywca!
          >
          > 'maniera wokalna' - to mi brzmi podejrzanie. jakby negatywnie, czy cos ;)

          1. tylko w lm «zachowanie się, sposób bycia; ogłada towarzyska»

          2. «specyficzny, charakterystyczny dla określonego kręgu lub artysty sposób
          tworzenia, styl; także: powierzchowne, mechaniczne powtarzanie wzorów, środków,
          chwytów artystycznych czyichś lub własnych, zmanierowanie»
          • good_morning Re: wokalista Riverside 23.10.05, 00:10
            pytajnick strasznie duzo napisal,

            a:

            good_morning napisała na koncu swojej wypowiedzi znak taki: ;)
            to znaczy, ze chciala sie upewnic, czy ugugunana nie zartuje i czy aby na pewno
            nie ma na mysli zmanierowania.
    • tomash8 Re: wokalista Riverside 22.10.05, 23:42
      Wg mnie Riverside dlatego jest tak dobre, bo muzycy wywodzą się raczej z mało
      progresywnych środowisk, np. perkusista - Mitloff - grał w zespołach death
      metalowych(Hate, Domain, Pandemonium, ma też wytwórnie Apocalypse records). A na
      koncercie R. nie byłem, ale kumpel był, i mówił że na żywo też są świetni,
      łącznie z wokalem:)
    • hongkonggarden Re: wokalista Riverside 22.10.05, 23:47
      > od czasow Marka Hollisa nie zachwycil mnie tak zaden glos meski. po prostu
      > krysztal wyrywajacy serce
      > czy pan Mariusz Duda wart jest pielgrzymki

      Tak, to nastepny Dar dla Polski...

      Czy ktos wytlumaczy mi "fenomen" zespolu Riverside?

      --
      michal
      • tomash8 Re: wokalista Riverside 23.10.05, 00:01

        hongkonggarden napisał:
        >
        > Czy ktos wytlumaczy mi "fenomen" zespolu Riverside?

        Dobry zespół, złożony ze świetnych muzyków, grający dobre utwory. Coś jeszcze?
      • pytajnick Re: wokalista Riverside 23.10.05, 02:12
        > Tak, to nastepny Dar dla Polski...
        >
        > Czy ktos wytlumaczy mi "fenomen" zespolu Riverside?

        Oczywiście. Będąc kojarzonymi z art-rockiem, unikają jednej z najgorszych cech
        neoproga, czyli przekombinowania, turbosolówek, takich tam, a nagrywają tak
        naprawdę... melodyjny rock/pop, tylko obudowany w formę "progresywną". Stąd taki
        (relatywnie) fenomen na skalę znacznie wykraczającą poza światek art-rockowy.

        Co tu dużo mówić - są dobrzy w melodiach, a jak ktoś ma do tego talent, to nawet
        jak to średnio umiejętnie opakuje to coś z tego będzie. A oni upakowali to w
        formę dość konserwatywno-progrockową (ach ci Floydzi), przemieszaną z metalem
        (ach ten progmetal), dając tym samym fanom proga to, za czym tamci najbardziej
        tęsknią. Mogą więc słuchać muzyki łatwej i przyjemnej (bo taki jest Riverside,
        serio), wciąz słuchając "art-rocka".

        To oczywiście wydumane wyjasnienie. Mówiąc krócej i siląc się na obiektywizm (bo
        mój prywatny stosunek do zespołu raczej znacie ;), myślę że robią naprawdę dobrą
        robotę w tym, co wybrali jako swoje zajęcie. Pobili większość (światowej nawet)
        konkurencji w swoim gatunku. A już co do samego gatunku, a, to kwestia gustu i
        już całkiem inna historia.

        Amen.
        • hongkonggarden Re: wokalista Riverside 23.10.05, 23:56
          > Oczywiście. Będąc kojarzonymi z art-rockiem, unikają jednej z najgorszych cech
          > neoproga, czyli przekombinowania, turbosolówek, takich tam, a nagrywają tak
          > naprawdę... melodyjny rock/pop,

          O, w takim razie chetnie poslucham!

          >tylko obudowany w formę "progresywną".

          yyyyy, moze niekoniecznie.

          > Co tu dużo mówić - są dobrzy w melodiach, a jak ktoś ma do tego talent, to
          nawe
          > t
          > jak to średnio umiejętnie opakuje to coś z tego będzie. A oni upakowali to w
          > formę dość konserwatywno-progrockową (ach ci Floydzi), przemieszaną z metalem
          > (ach ten progmetal), dając tym samym fanom proga to, za czym tamci najbardziej
          > tęsknią. Mogą więc słuchać muzyki łatwej i przyjemnej (bo taki jest Riverside,
          > serio), wciąz słuchając "art-rocka".

          Hmm, jednak ciezko to sobie wyobrazic (i zrozumieć). Nie rozumiem, po co
          marnowac talent i dobre melodie, jak piszesz?

          michał
    • ugugunana Re: wokalista Riverside 23.10.05, 08:46

      "Maniera wokalna" Mariusza miała być nacechowana ciut, ciut pejoratywnie...
      Podobnie jak manieryczna jest gra Piotra na gitarze... :) Ważne jednak aby te
      minusy nie przesłoniły nam plusów... :) Zespół jest godzien polecenia ze
      względu na ogromną radość grania, autentyzm oraz niemałe umiejętności i ciekawe
      pomysły na muzykę... A co najważniejsze w rozterkach good_morning - znakomicie
      sprawdzającym się na zywca... Z tego, co wiem koncerty zespołu w Polsce będą
      należeć do rzadkości - mimo "fenomenu" zespół jest, póki co bardziej ceniony
      poza granicami naszego kraju - dlatego należy korzystać tym bardziej...
      Zwłaszcza, w obliczu faktu wyraźnej fascynacji jednym z członków... :)

      A co do opinii pytajnicka - zgadzam się poniekąd na określenie: poprock, jednak
      jego żywot zakończy się wraz z wydaniem drugiej płyty studyjnej zespołu -
      premiera Second Life Syndrom już za tydzień... Tajemnicą poliszynela jest fakt,
      iż muzycy nie do końca lubiąswoją liryczną formę - dlatego, też wydali EPkę
      Voices In My Head... Utwory na niej zawarte, po prostu nie pasowały do wizji
      artystycznej drugiego albumu... :)

      Miałem okazję przesłuchać dwukrotnie przedpremierowo SLS i uważam, że chłopcy
      idą we właściwym kierunku... :) Mniej w tym popu a wiecej proga... :)
      Zdecydowali sie nawet na tak mało popowe rozwiązanie jak suita! :)) To będzie
      naprawdę dobra płyta! To jest dobra płyta! :)

      Pozdrawiam!

      P.S. A co do maniery wokalnej Mariusza - sama ją odkryjesz! :)

      • pytajnick Re: wokalista Riverside 23.10.05, 11:39
        ugugunana napisał:

        >
        > "Maniera wokalna" Mariusza miała być nacechowana ciut, ciut pejoratywnie...
        > mimo "fenomenu" zespół jest, póki co bardziej ceniony
        > poza granicami naszego kraju

        No, to akurat poszedłeś za daleko. Poza granicami Riverside też jest ceniony
        przede wszystkim - a może nawet tylko - w "okołoprogresywnym światku". A u nas
        akurat udało im się wyjść poza to.

        Jasne, w liczbach bezwzględnych może i więcej ludzi słucha Riverside za granicą
        (choć i w to wątpię), ale gdy w każdym większym mieście u nas przyjdzie na ich
        koncert kilkaset osób, to w takim Berlinie już raczej dziesięc razy mniej...

        > Miałem okazję przesłuchać dwukrotnie przedpremierowo SLS i uważam, że chłopcy
        > idą we właściwym kierunku... :) Mniej w tym popu a wiecej proga... :)

        Kwestia gustu. Mi te dwa lata temu na debiucie spodobały się dwa utwory, i to
        były piosenki. Rzeczy bardziej "progresywne" już niezbyt, jakkolwiek do bardziej
        rozbudowanych form absolutnie nic nie mam.

        > Zdecydowali sie nawet na tak mało popowe rozwiązanie jak suita! :))

        I za to pokocha ich cały świat. Są progresywni, antypopowi.
        Bohaterowie. :)

        > To będzie
        > naprawdę dobra płyta! To jest dobra płyta! :)

        Oby, przyda nam się trochę mocnych produktów eksportowych.

        > P.S. A co do maniery wokalnej Mariusza - sama ją odkryjesz! :)

        Już odkryłem.

        pozdrawiam
        Mariusz
        • hongkonggarden Re: wokalista Riverside 24.10.05, 00:05
          > > Zdecydowali sie nawet na tak mało popowe rozwiązanie jak suita! :))
          >
          > I za to pokocha ich cały świat. Są progresywni, antypopowi.
          > Bohaterowie. :)

          Nie rozumiem, skąd ta awersja do popu. Przeciez to komplement, ze ta muzyka
          jest popowa! O ile faktycznie jest.

          michal
          NP: genialna plyta popowa, czyli "Rumours" Fleetwood Mack
          • pytajnick Re: wokalista Riverside 24.10.05, 00:12
            hongkonggarden napisał:

            > Nie rozumiem, skąd ta awersja do popu. Przeciez to komplement, ze ta muzyka
            > jest popowa! O ile faktycznie jest.

            W sumie moznaby też zapytać na odwrót i też wychodzi coś ciekawego :-)

            "Nie rozumiem, skąd ta awersja do rocka progresywnego. Przecież to komplement,
            że ta muzyka jest progresywna! O ile faktycznie jest."

      • good_morning Re: wokalista Riverside 23.10.05, 15:31
        ugugunana napisał:

        >
        > "Maniera wokalna" Mariusza miała być nacechowana ciut, ciut pejoratywnie...

        a wiec jest tak, jak przeczuwalam ;)

        > Zwłaszcza, w obliczu faktu wyraźnej fascynacji jednym z członków... :)

        glosem! podkreslam: glosem. nawet nie wiem, jak ten czlowiek wyglada.
        >
        >> Zdecydowali sie nawet na tak mało popowe rozwiązanie jak suita! :))

        suita?
        to juz mi sie podoba :)

        >
        > P.S. A co do maniery wokalnej Mariusza - sama ją odkryjesz! :)

        no teraz to zaczynam sie obawiac, co za szydlo wyjdzie z wora na koncercie...
        pozdr
      • good_morning po wysluchaniu utworow live 23.10.05, 16:03
        eee, nie ma sie czego obawiac.
        a 'loose haert' (calosc)brzmi odrobine kjurowo...nawet wiecej, niz
        odrobine... :)
      • hongkonggarden Re: wokalista Riverside 24.10.05, 00:02
        > idą we właściwym kierunku... :)

        Wszystkie drogi prowadzą do Nashville!

        >Mniej w tym popu a wiecej proga... :)
        > Zdecydowali sie nawet na tak mało popowe rozwiązanie jak suita! :))

        Ojej. Ojej. Tylko nie suita!
        A są tam jakies piosenki? Z ladnymi melodiami? Bez progowego przekombinowania i
        efekciarstwa? Jesli są, to chetnie poslucham.

        Z suitami jest jak z symfoniami. Kiedy slyszeliscie ostatnią udaną, a nową...?

        michal
        NP: Możdzer/Danielsson/Fresco - The Time /calkiem ladna plyta
        • good_morning Re: wokalista Riverside 24.10.05, 00:35
          hongkonggarden napisał:
          > A są tam jakies piosenki? Z ladnymi melodiami? Bez progowego przekombinowania
          i
          >
          > efekciarstwa? Jesli są, to chetnie poslucham.

          jak dla mnie to sa same mile piosenki z ladnymi melodiami ;p
          'voices in my head' sie nadaje i 2 z 'conceiving you'. tyle znam do teraz :)
        • mmakowski Re: suity i symfonie 24.10.05, 09:15
          hongkonggarden napisał:

          > Ojej. Ojej. Tylko nie suita!
          > Z suitami jest jak z symfoniami. Kiedy slyszeliscie ostatnią udaną,
          > a nową...?

          Czy coś jest nie tak z formą suity lub symfonii, że jak ktoś takową
          pisze/nagrywa, to od razu musi być (w Twoim mniemaniu) nieudana? Zauważ, że tych
          form w obecnych czasach powstaje o rzędy wielkości mniej niż piosenek, tak że
          szansa napotkania "udanej" jest znacznie mniejsza niż w przypadku piosenek.
          Jeśli więc na tej podstawie wnioskujesz, że suita nie może być dobra, to
          popełniasz błąd logiczny. Jeśli zaś masz jakieś inne argumenty na poparcie tego
          twierdzenia, to chętnie je poznam.

          A najnowsza udana suita, jaką słyszałem? Chyba Echolyn "Mei"
          • hongkonggarden Re: suity i symfonie 24.10.05, 11:31
            > Czy coś jest nie tak z formą suity lub symfonii, że jak ktoś takową
            > pisze/nagrywa, to od razu musi być (w Twoim mniemaniu) nieudana?

            Chodzilo mi dokladnie o to, co napisalem. Nigdzie nie napisalem, ze
            suita/symfonia jest "nieudaną formą" itp., a tym bardziej, ze tylko ze wzgledu
            na forme od razu musi byc nieudana. Ja bardzo lubie suity, a zwlaszcza
            symfonie. Szczegolnie tych ostatnich od zawsze duzo slucham. Problem w tym, ze
            dokladnie jak napisalem, juz dawno nie slyszalem zadnej udanej, a nowej.
            Podkreslam, nowej. Z ostatnich lat. Dokladnie tak samo jest z symfoniami - i o
            to mi chodzilo w tym porownaniu. Juz od bardzo dawna nie powstala zadna
            naprawde udana symfonia, oczywiscie z tych, ktore slyszalem (a szukalem dlugo
            udanej, a jednoczesnie bardzo wspolczesnej symfonii, gdyz bardzo lubię te formę
            muzyczną...).

            >Zauważ, że tyc
            > h
            > form w obecnych czasach powstaje o rzędy wielkości mniej niż piosenek, tak że
            > szansa napotkania "udanej" jest znacznie mniejsza niż w przypadku piosenek.

            Oczywiscie.
            Niestety.
            Ciekawe dlaczego.
            Kiedys bylo inaczej.

            > Jeśli więc na tej podstawie wnioskujesz, że suita nie może być dobra, to
            > popełniasz błąd logiczny. Jeśli zaś masz jakieś inne argumenty na poparcie
            tego
            > twierdzenia, to chętnie je poznam.

            Moze byc dobra, to jasne. Cos jest w tym jednak symptomatycznego, ze -
            aktualnie - szanse na to są male, bardzo male. Chetnie sie dam zaskoczyc.

            michal
            NP: V Symfonia Szostakowicza, jedna z moich ulubionych
            • mmakowski Re: suity i symfonie 24.10.05, 11:42
              hongkonggarden napisał:

              > Chodzilo mi dokladnie o to, co napisalem. Nigdzie nie napisalem, ze
              > suita/symfonia jest "nieudaną formą" itp., a tym bardziej, ze tylko ze wzgledu
              > na forme od razu musi byc nieudana. Ja bardzo lubie suity, a zwlaszcza
              > symfonie.

              Co w takim razie mialo znaczyc "Ojej. Ojej. Tylko nie suita!"?

              Ja na Twoim miejscu bym sie cieszyl, ze ktos probuje stworzyc forme, ktora
              lubie. Chyba ze z gory zakladasz, ze bedzie to proba nieudana. Jesli tak, to na
              jakiej podstawie? Takiej, ze dawno nie slyszales nowej suity, ktora by Ci sie
              podobala?
              • hongkonggarden Re: suity i symfonie 24.10.05, 12:52
                > Co w takim razie mialo znaczyc "Ojej. Ojej. Tylko nie suita!"?
                >
                > Ja na Twoim miejscu bym sie cieszyl,

                To bardzo proste.
                Jesli posluchalbys w ciagu ostatnich lat powiedzmy kilkunastu nowych
                progrockowych suit, z ktorych kazda byla - oczywiscie Twoim zdaniem -
                beznadziejna, przekombinowana, przearanzowana, potwornie nudna, o niebosieznym
                poziomie patosu, pseudo-liryczna, z tym samym tekstem, a teraz czytasz, ze na
                nowej plycie kolejnego zespolu progrockowego pojawia sie kolejna suita, to nie
                napisalbys "ojej, tylko nie to!" ???

                I nie naleze do "pokolenia mtv", telewizji prawie nie ogladam, takich symfonii,
                Lutoslawskiego chocby, slucham z przyjemnoscią, a czesto zachwytem. Na starych
                progrockowych suitach w jakiejs czesci sie wychowalem, w podstawowce bardzo je
                lubilem.

                Podobnie ma sie zresztą sprawa z dlugoscią wielu ostatnio wydawanych plyt.
                Kiedy wkladam nową plyte do odtwarzacza i widze cyferki, przykladowo, "72:20",
                to mam zwykle zle przeczucia. Najprawdopodobniej znajdą sie tam jakies
                wypelniacze, zapchajdziury, pewnie czesc numerow jest niepotrzebnie wydluzona,
                w trakcie sluchania zasne albo co gorsza zajme sie pracą, nauką, czytaniem
                ksiazki albo czyms innym. To wcale nie oznacza, ze nie chcialbym przez 72
                minuty sluchac dobrej muzyki! Tylko ze szanse na to są niemal zerowe. Czasem
                zdarzają sie niespodzianki - np. ostatnia, rewelacyjna plyta Devendry Banharta:
                22 utwory i co najwyzej dwa niewypaly!

                michal
                • mmakowski Re: suity i symfonie 24.10.05, 13:58
                  hongkonggarden napisał:

                  > Jesli posluchalbys w ciagu ostatnich lat powiedzmy kilkunastu nowych
                  > progrockowych suit, z ktorych kazda byla - oczywiscie Twoim zdaniem -
                  > beznadziejna, przekombinowana, przearanzowana, potwornie nudna, o niebosieznym
                  > poziomie patosu, pseudo-liryczna, z tym samym tekstem, a teraz czytasz, ze na
                  > nowej plycie kolejnego zespolu progrockowego pojawia sie kolejna suita, to nie
                  > napisalbys "ojej, tylko nie to!" ???

                  Mysle, ze nie. Gdyby bylo tak jak napisales, to w ogole nie zawracalbym sobie
                  glowy rockiem progresywnym, bo oznaczaloby to, ze jest on jako caly prad
                  zupelnie nie dla mnie i w zwiazku z tym wali mnie czy jakis Riverside na
                  nastepnej plycie zamiesci suite czy oratorium. Okreslenie "rock progresywny" nie
                  definiuje konkretengo stylu, tylko caly prad w muzyce, wiec jeslibym slyszal
                  rozsadny przekroj stylow na nurt ten sie skladajacych i zaden nie przypadl mi do
                  gustu, to calosc wypadlaby poza zakres moich zainteresowan. Z okreslen typu
                  "patos" i "pseudo-lirycyzm", ktore przypisujesz wszystkim (?) suitom jakie
                  ostatnio slyszales, wnosze jednak, ze Twoja znajomosc progrocka ogranicza sie
                  dosc waskiego wycinka. Ale to juz inny temat, na ktory spekulowac nie mam
                  zamiaru
                  • ph29 Re: suity i symfonie 24.10.05, 15:33
                    mmakowski napisał:

                    > Ale to juz inny temat, na ktory spekulowac nie mam
                    > zamiaru
                    • glebogryzarka1 Re: suity i symfonie 25.10.05, 14:06
                      > Znajdowanie szczególnego upodobania w głoszeniu wszem i wobec, że rock
                      > progresywny jest do bani, a każdy utwór trwający dwie minuty jest z definicji
                      > lepszy niż rozbudowana suita.

                      Logiczne. Jeśli dwuminutówka i suita są dobre, to po wysłuchaniu tej pierwszej
                      masz ochotę na jeszcze raz i jeszcze raz, bo występuje niedosyt (a także
                      mniejsze prawdopodobieństwo - z uwagi na ograniczone gabaryty - że jakiś
                      fragment okaże się jałowy). No a jeśli są złe, to lepiej męczyć się krótko. :)
                      • roar Re: suity i symfonie 25.10.05, 21:08
                        glebogryzarka1 napisał:

                        > Logiczne. Jeśli dwuminutówka i suita są dobre, to po wysłuchaniu tej pierwszej
                        > masz ochotę na jeszcze raz i jeszcze raz, bo występuje niedosyt (a także
                        > mniejsze prawdopodobieństwo - z uwagi na ograniczone gabaryty - że jakiś
                        > fragment okaże się jałowy). No a jeśli są złe, to lepiej męczyć się krótko. :)

                        ...cóż. Racja. Racja. Trudno się nie zgodzić...

                        Ale jaki z tego morał? Wszystkie suity powinny być porządnie wydzielone części. (W miarę możliwości dwuminutowe.) Każda na osobnej ścieżce na płycie. I problem z głowy! :D
                        • roar Re: suity i symfonie 25.10.05, 21:10
                          roar napisał:

                          > Wszystkie suity powinny być porządnie wydzielone części.

                          ...mieć porządnie wydzielone części. Mieć.
                      • good_morning Re: suity i symfonie 25.10.05, 21:23
                        glebogryzarka1 napisał:
                        Jeśli dwuminutówka i suita są dobre, to po wysłuchaniu tej pierwszej
                        > masz ochotę na jeszcze raz i jeszcze raz, bo występuje niedosyt

                        po wysluchaniu tej drugiej rowniez. z tych samych powodow.
                        • obly Re: suity i symfonie 26.10.05, 08:35
                          hehe a jak by te suity wyłapujecie?
                          nie wiem coś mi się chyba ciapcia w główie.. suita

                          Suita to forma muzyczna - zbiór utworów muzycznych lub jeden utwór składający
                          się z wyraźnie zróżnicowanych części. Cechą suity jest wspólnota tonacji. Suita
                          poprzedzona jest wstępem zwanym preludium...

                          Pewnie połowa z kolesi którzy grają zdziwili się że zagrali suitę...
                          dla mnie to albo trzyma za nogawki albo nie.
                          To jest coś związane z różnicą potencjałów. Musi był aby nastąpił przekaz z
                          głośnika do mojego łba i to własnie w tym kierunku. Forma nieważna gdyżnawet
                          forma jest jednym z elementów wyrazu, nie ważne czy suita czy dwuminutówka
                          (rozumiem że to taki szybki numerek)

                          Polecam Franciszka Zappę do posłuchania:
                          płytę: "Garaż joego"
                          hmm słuchowisko rockowe? audycja muzyczna? opera rockowa? sweet suit suitcase?

                          Albo płytę Klausa Schulze "In blue" gdzie na I płycie jest jeden kawałek w
                          sumie.. (z rozdziałem na poszczególne części kompozycji) i bardzo fajny tyle że
                          nocny.. nawet myslalem ze pasował by na składaka ;))) przeca składak może sie
                          składać z jednego utworku?
                          • good_morning Re: suity i symfonie 26.10.05, 11:41
                            wylapujemy tak: patrzymy... o? suita!
                            czesci skladowe ma, preludium i postludium i intro na okrase i takie tam...
                            Mekong Delta 'visions fugitive': 'suite for group and orchestra'(fuga mi sie
                            szczegolnie tu pdoba)
                            jak dla mnie, to wspomniany skladak moglby byc ;)
                          • glebogryzarka1 Re: suity i symfonie 26.10.05, 13:02
                            > Polecam Franciszka Zappę do posłuchania:
                            > płytę: "Garaż joego"
                            > hmm słuchowisko rockowe? audycja muzyczna? opera rockowa? sweet suit suitcase?

                            A nie może być po prostu: słaby album? Trzeba definiować? :D
                            • obly Re: suity i symfonie 26.10.05, 13:31
                              przeca postem poniższem sam uciekam od potrzeby definiowania czegokolwiek hehe
                              Co do Garazu Joego wiem są lepsze albumy F.Z.
                              Sam wole na codzień albo koncertowe:(roxy and elsewhere, zappa in new york)
                              albo tzw św trójce :"wakajawaka", "hot rats" i "grand wazoo" czy też "jazz in
                              heel". Lubie też jego matki wynalazków (freak out!) i mimo że przesłuchałem ze
                              30 płyt Zappy to muszę przyznać że mnie sie garaż podoba jak nie wiem co ;))) i
                              to bez potrzeby słuchania hehehe
                              Nie wiem jako koncept, jako teatrzyk, jako taki niby to kabaret i za to że było
                              to w końcu zrobione w taki a nie inny sposób że ani forma nie zabiła treści,
                              ani na odwrót.. słucha się tego ciut jak komiks. i tak jak z komiksem najlepsze
                              wrażenia są po pierwszym uważnym przesłuchcaniu całości bez odrywania się ani
                              na minutkę.
                              Bo tak: fakt jako zbiór piosenek to jest słabe (jak na Zappę) dość i nie nadaje
                              się do codziennego słuchania (ale mimo wszystko kilka kompozycji jest
                              ponadczasowych: keep it grasy, sy borg) ale forma piosenek niektórych wynika
                              właśnie z opowieści zappy. Samo zamierzenie jest ponad-rockowe i w sumie z tego
                              rocka samo się chichoczące... po za tym zappa miał łeb na karku i miał zdrowe
                              podejście do muzy jako takiej czego innym było brak. Nawet jak dla mnie z tego
                              cynicznego chichotu mógłby całkowicie zrezygnować na rzecz muzy instrumentalnej
                              w której bogiem był (kompozycje cudowne) ale to tylko moje zdanie jest...

                              Ale ci powiem szanowna maszyno mechaniczno zgryzająca glebę ze jest swego
                              rodzaju ewenemencik ze względu na czas w którym powstał i to o czym to było.

                              I w ogóle ciekawe co o tej płycie by pomyślała reszta tutaj zgromadzonych
                              słuchał ktoś jeszcze?

                              Hmmm. Własnie kurcze czekam aż ktoś ugryzie Zappę tutaj bo widze że jakoś
                              śmiałości nikt nie ma..
                              • glebogryzarka1 Zappa 26.10.05, 15:20
                                Twórczość Zappy to dla mnie jedna wielka parodia: muzyki poważnej, jazzu
                                elektrycznego, rocka, funku/soulu. Można posłuchać jednej, dwóch płyt -
                                najlepiej tych śmiesznych w formie jaskrawej ("Sheik Yerbouti" albo "Cruising
                                with Ruben..." choćby), bo przynajmniej będzie wiadomo o co chodzi. A weźmy
                                takie wysławiane pod niebiosa "Hot Rats" - dobrze gdyby było napisane czy to na
                                serio czy na jaja (cytując artystę Mleczkę).
                                Na Zappę jestem cięty wyjątkowo, bo przymierzałem się długo do typa. Słuchałem
                                wiele Primusa, Waitsa etc. - wiem, to niezupełnie pokrewne, ale jednak
                                względnie blisko. Przeczytałem sobie nawet jego autobiografię (dobrą -
                                polecam). A potem zacząłem słuchać, no i kurwa tu sobie wyobraźcie Kevina
                                Kline'a z "Rybki zwanej Wandą" wrzeszczącego "I'm DISAPPOINTED!!!". Co by to
                                nie było - "Freak Out", "Apostrophe", "Hot Rats" - brzmi tak, jakby kolo
                                myślał 'Ja wiem dobrze o co tu chodzi, takie granie nie ma dla mnie żadnych
                                tajemnic, to teraz to wykręcę po swojemu, bo jestem przecież artystą'. Zero
                                pokory wobec czegokolwiek (wobec granicy własnych możliwości twórczych i
                                przetwórczych również). W efekcie albo się Zappę uwielbia, bo się czuje jego
                                klimat, albo się na niego rzyga.
                                • good_morning Re: Zappa 26.10.05, 15:37
                                  oj jak lubie takie 'zachety'! ;D
                                  znam pare rzeczy z powodu bozzio i cos mi mowi, ze polubie franka (teriusz nie
                                  moze sie przeciez tak mylic...;))
                                  • obly Re: Zappa 26.10.05, 15:57
                                    a tu zupełnie inna opinia ;))))
                                    o:

                                    frankzappa.republika.pl/frank.htm
                                    Z punktu widzenia samej muzyki zappy sie w całej okazałości nie zobaczy, pisał
                                    scenki opowiadanka i inne facet plastyczny dość i wrrzucał to do muzy, zappa
                                    wkur...a na maksa czasem ja własnie nie lubie szejka i innych płytek (..dont
                                    eat the yellow snow..) takich dla śmichu bo ani nie jestem adresatem "z"
                                    ani "dla" przynajmniej tak mi się wydaje ;))
                                    Po prostu śmiał się Frank z wymuskanego popu, MTV, wizażystów, promocji,
                                    hippisów (Flower Punk) i innych zjawisk około rockowych (np groupies w Garazu
                                    Joego - Crew slut) i nie rockowych np katolicka moralność (Catholic girls w
                                    Garażu Joego) rzeczy ale sam śmiech to takie big cyc hehehe i tu kumam że może
                                    zbierać się na żyga. I nie widze tego co ty w Zappie, nie widze tego że "on wie
                                    lepiej" facet po prsotu rżnął na maxa cynika ale muzycznie grywał takie rzeczy
                                    że czapka nie siada.
                                    A najbardziej na dzień dziś lubie kawałek "eat that question" z grand wazoo
                                    i "keep it grasy" z Garażu Joego

                                    Mam też z drugiej strony "studio Tan" której nie polecam wszystkim - muza jakby
                                    ścieżka dzwiekowa do kreskówki (greggary peccary czy jakos tak) kunszt
                                    nieziemski.... ale po co? nei wiem...
                                    A zaraz potem najlepszy kawałek (kompozycyjnie) "beach-boysowy" jaki słyszałem
                                    w zyciu "lemme take u to the beach"

                                    Zappę widze jak alkocholika ciut:
                                    wszystko co zrobił zaraz potem rozpie..ał i budował i zaraz potem roz... jak
                                    dziecko...

                                    Ale mocno podziwiam to co wyczesał.

                                    • obly Re: Zappa 26.10.05, 16:03
                                      a primusa i waitsa też uwielbiam ;)))
                                      ale do zappy
                                      bardziej mi trafia porównanie ostatnich wyczynów Mikea Pattona.
                                      • good_morning Re: Zappa 26.10.05, 23:10
                                        obly napisał:


                                        > ale do zappy
                                        > bardziej mi trafia porównanie ostatnich wyczynów Mikea Pattona.

                                        mniam. ząbki juz naostrzone... ;)
                    • ilhan Re: suity i symfonie 25.10.05, 18:43
                      Ja bym się takiego upodobania nie czepiał, bo jest też np. upodobanie skrajnie odmienne, czyli że jak coś ma dwie minuty to nie może być arcydziełem. Nie bez powodu często słyszy się nieco lekceważące asekurowanie się: "a to takie króciutkie", "drobiażdżek", "utworek" itd. sugerujące, że takiej piosenki nie można traktować do końca poważnie.
                      • mmakowski Re: suity i symfonie 25.10.05, 19:11
                        ilhan napisał:

                        > Ja bym się takiego upodobania nie czepiał, bo jest też np. upodobanie skrajnie
                        > odmienne, czyli że jak coś ma dwie minuty to nie może być arcydziełem.

                        Ja akurat bym sie czepial obu.
    • ph29 Re: wokalista Riverside 23.10.05, 13:13
      1. Głos Mariusza Dudy świetnie sprawdza się na koncertach (jak dla mnie tam
      lepiej niż na płytach).
      2. Czy widzisz jakieś podobieństwo MD do Hollisa, czy to takie luźne
      skojarzenie?
      • good_morning Re: wokalista Riverside 23.10.05, 15:27
        ph29 napisał:

        > 1. Głos Mariusza Dudy świetnie sprawdza się na koncertach (jak dla mnie tam
        > lepiej niż na płytach).

        tym lepiej. rozczarowanie glosem na zywo oznacza, ze przestaje sluchac danego
        wykonawcy.

        > 2. Czy widzisz jakieś podobieństwo MD do Hollisa, czy to takie luźne
        > skojarzenie?

        mowimy o podobienstwie glosu naturalnie ;) oczywiscie. wokalista zaczyna
        spiewac, a ja mysle 'ten glos mi kogos przypomina!', wiec cofam kilkakrotnie
        fragment i slucham z zmknietymi oczami :) i jest: mark hollis! po kilkunastu
        przesluchaniach epki moge sie nawet upierac. co nie znaczy,ze glos jest
        identyczny, to sa niektore momenty, barwa glosu (zaryzykowalabym okreslenie
        lekko dramatyczna). a poza tym dzis slucham 'voices in my head' i tam jest tego
        podobienstwa mniej.
        • ph29 Re: wokalista Riverside 24.10.05, 09:09
          Hmm, aż posłucham jeszcze raz Riverside, bo na wszelkie podobieństwa do głosu
          MH jestem wybitnie wyczulony, ale u MD kompletnie go nie dostrzegam - barwa
          owszem, może podobna, ale tego uduchowienia i żarliwości kompletnie nie słyszę,
          nawet w tych najładniejszych fragmentach. Inna sprawa, że Hollis też nie zawsze
          był taki, jak go teraz kojarzę :).
          • good_morning Re: wokalista Riverside 24.10.05, 10:04
            a ja posluchalam odgrzebanego talk talk :)
            wyjasniam, ze pierwsze skojarzenie mialam miedzy 'conceiving...' 'a it's a
            shame'.mysle, ze sie zgodzisz. co do braku specyficznej zarliwosci, czy tez
            raczej rozpaczliwosci ;) u MD - tu masz racje. ale np. w takim 'it's getting
            late in the evening' hollis tez jest mniej wyrazisty.
            konkluzja ostateczna: mamy podobienstwo, ale przeciez nie klon :) mimo to MD
            jest wokalem bardzo wzruszajacym. howgh!
            a kto ma jeszcze podobny glos do MH?
            • ph29 Re: wokalista Riverside 24.10.05, 12:28
              > a kto ma jeszcze podobny glos do MH?

              Ja wiem? Tim Bowness, Paul Buchanan, Steve Hogarth - ale oni są podobni w
              większym stopniu do siebie nawzajem niż do Hollisa :).

    • good_morning luzne skojarzenia: After :) 25.10.05, 00:09
      www.novumgallery.pl/fotografia/beksinski/bex0592.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka