Dodaj do ulubionych

Porcupine Tree - Signify

13.01.06, 21:33
Ilekroć wracam do tej płyty, a robię to niezwykle rzadko, zawsze obok iskry
ekscytacji czuję niepokój, że może już na tyle gust mi się zmienił, na tyle
zakochałem w prostocie i skromności brzmieniowej, w czterech akordach i
nieoprawionym niczym dodatkowym wokalu, że w końcu przy Signify zacznę ziewać,
rozczaruję się i nie wytrzymam do końca, albo wytrzymam bardziej z sentymentu
niż rzeczywistej chęci.

Dziś sobie własnie album odświeżyłem, przed momentem dosłownie wybrzmiały
ostatnie dźwięki Dark Matter, i jestem zdziwiony - ale jakże pozytywnie. Bo
nie pamiętam, kiedy ostatnio tak mocno się w jakieś dźwięki wciągnąłem, tak
uważnie wsłuchiwałem we wszystkie detale. Bo przy tym nowym miksie - wreszcie
go doceniłem - dosłownie uszu nie można oderwać od wszystkich drobnostek,
detali, półdźwięków i drobiazgów ledwie zamarkowanych, którymi Signify jest
wypełniona po brzegi. Teraz są jeszcze lepiej wyeksponowane, brzmią niezwykle
tak razem, jako całośc, jak i traktowane jako oddzielne promyki, przyciągające
uwagę i odciągające od reszty, pozwalające każdego utworu słuchać jakby na
kilka sposobów.

Aż wierzyć mi się nie chce, ale po tych wszystkich latach znajomości i
bliskiego związku emocjonalnego, dziś udało mi się wyłapać kilka rzeczy,
których dotąd albo nie słyszałem, ale o nich zapomniałem. No i znów wczuć się
w ten niesamowity świat, w tę fizycznie niemal odczuwalną przestrzeń, którą
Signify od pierwszych sekund kreuje. Wydawało mi się, że z takich, jakby to
powiedzieć - monumentalnych, "kreujących światy" płyt, coraz mniej będę
potrafił czerpać, skłaniając się ku wspomnianym czterem akordom gitary
akustycznej i prostej melodii śpiewanej zmęczonym głosem. A tu figa. Usta same
się otwierają, a oczy same zamykają.

Wszystko powyższe coraz bardziej skłania mnie do wniosku, który zresztą
przyjmuję z wielką radością i, nie powiem, ulgą, że jednak Signify jest jednym
z tych nielicznych albumów, które coś uniwersalnego, ponadczasowego,
wychodzącego poza gusta, gatunki, bieżące preferencje i określony kontekst - w
sobie mają. I dzięki temu właśnie potrafią przetrwać.

Jeśli kiedyś - po długiej ewolucji muzycznej i po piętnastej zmianie gustu,
słuchając już tylko zrewerbowanych trzasków ognia puszczonych wstecz albo
ogłaszając nowy singiel Kylie za utwór wszechczasów - powiem coś złego o tej
płycie, to walnijcie mnie w łeb albo zbanujcie. Albo i to i to.
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Porcupine Tree - Signify 13.01.06, 22:07
      Mimo wszystko wolę STUPID DREAM i IN ABSENTIA (mocniej dają w czachę :) )
      • pszemcio1 Re: Porcupine Tree - Signify 13.01.06, 22:12
        odwieczne pytanie : czy Porcupine tree to kapela z tych co inspirują czy z tych
        co głównie czerpią inspiracje od innych.

        tego albumu nie slyszałem (choc okładkę ma piekną). słyszałem za to 4 ostatnie.
        porcupine to nie byli nigdy moi ulubieńcy ale szanuję
        • ilhan Re: Porcupine Tree - Signify 13.01.06, 22:17
          pszemcio1 napisał:

          > tego albumu nie slyszałem (choc okładkę ma piekną). słyszałem za to 4
          > ostatnie. porcupine to nie byli nigdy moi ulubieńcy ale szanuję

          Ciekawe pytanie. Ja co prawda słyszałem tylko dwa albumy + Blackfield i nigdy nie zrobili na mnie poważniejszego wrażenia poza pojedynczymi piosenkami (celowo piszę o piosenkach, a nie utworach). Zespół - swego rodzaju fenomen. Przez krytykę totalnie ignorowany, odnajduje wielkie uznanie wśród sporej części fanów muzyki, nazwijmy to, poszukującej, a jednocześnie ludzi, którzy przyznają się do fascynacji art-rockiem czy to w przeszłości czy wciąż trwającej. Naprawdę zastanawia mnie co akurat w Porcupine Tree budzi aż tak wielkie emocje. Może ktoś wyjaśni.
          • pszemcio1 Re: Porcupine Tree - Signify 13.01.06, 23:22
            byłem swego czasu na koncercie w Krakowie i kurde swietnie było. W sumie jeśli
            chodzi o Porcupine to ja też lubię głównie za piosenki (czyli bodajże 3 i 4
            płyta od końca - ta z żarówką i ta zielona z laboratorium:). Ważnym kawałkiem
            którym sie wszyscy na koncertach podniecają jest - z tego co pamiętam -
            Radioactive Toy z debiutu (swoją droga debiut irytujacy i intrygujący jest
            bardzo, nie spodziewałem sie swego czasu czegoś takiego; te elektroniczne
            wstawki i w ogóle brzmienie....gdyby to rozwineli pózniej to może bym ich
            bardziej dziś lubił)

            Z porcupine mam w sumie tak jak z Archive (niby wszystko ładnie a jednak troche
            to jakby podejrzane)

            W sumie jedna z tych kapel co na zachodzie cieszą sie mniejszym uznaniem niż w
            Polsce (vide Budgie czy Archive właśnie)
            • pytajnick Re: Porcupine Tree - Signify 14.01.06, 01:22
              pszemcio1 napisał:

              > byłem swego czasu na koncercie w Krakowie i kurde swietnie było. W sumie jeśli
              > chodzi o Porcupine to ja też lubię głównie za piosenki (czyli bodajże 3 i 4
              > płyta od końca - ta z żarówką i ta zielona z laboratorium:). Ważnym kawałkiem
              > którym sie wszyscy na koncertach podniecają jest - z tego co pamiętam -
              > Radioactive Toy z debiutu (swoją droga debiut irytujacy i intrygujący jest
              > bardzo, nie spodziewałem sie swego czasu czegoś takiego; te elektroniczne
              > wstawki i w ogóle brzmienie....gdyby to rozwineli pózniej to może bym ich
              > bardziej dziś lubił)

              Mówi się o debiucie, że był przeglądem kierunków, w których PT mogło pójść. Tych
              potencjalnych kierunków jest tam z kilkanaście, może więcej, wystarczy posłuchać
              - każdy utwór inny, pełna płyta muzyki, lepszej i gorszej.

              I mówi się też - a przede wszystkim sam Wilson - że z tych wszystkich to własnie
              kierunek "Radioactive Toy" wybrali i rozwinęli (przynajmniej na wczesnych płytach).

              Ta płyta z żarówką to "Lighbulb Sun", moim zdaniem najpiękniejsza po Signify
              (tuż, tuż za), i zdecydowanie ta, którą wielbicielom piosenkowych kawałków i
              dominacji gitar (szczególnie akustycznych) polecić należy.

              Co do wyjaśnienia fenomenu PT, to własnie w tym cała rzecz, że nie ma innego
              wyjaśnienia poza muzyką i jej siłą. Nie było nigdy promocji, nie było nigdy
              mody, silnego image'u, wielkich koncertów i osobowości (Wilson showmanem - i to
              też na pół gwizdka - staje się dopiero teraz, wcześniej była nieśmiałość i
              skromność, tylko muzyka), głośnych awantur albo nagród. Tylko muzyka.

              Polecam utwór "Buying New Soul", tam jest wszystko, zarówno tajemnica
              "piosenkowej" strony PT (dominującej na Stupid Dream i Lightbulb Sun, a
              momentami też na ostatnich dwóch (słabszych) płytach), jak i tej bardziej
              klimatycznej, instrumentalnej.

              Jeśli BNS, (prywatnie mój ulubiony utwór w ogóle), sprawy nie wyjaśni, to nawet
              najdłuższy esej tego nie zrobi.
          • ihopeyouwilllikeme Re: Porcupine Tree - Signify 15.01.06, 16:05
            > Naprawdę zastanawia mnie co akurat w Porcupine Tree budzi aż tak wielkie
            > emocje. Może ktoś wyjaśni.

            Są świetni, i tyle :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka