28.08.06, 01:51

a bo znalazłem dokument bbc o scenie brytyjskiej lat 90-tych. w sumie dziwne
zjawisko. cały świat zachłysnął sie amerykańskimi bandami, a brytyjczycy
jakby na drugim biegunie. zamiast śmiertelnej powagi - ironia blur, zamiast
dosłowności - gierki ze słuchaczem pulp, zamiast macho z gitarami -
zniewieściali faceci ze suede, zamiast kompleksów - arogancja Oasis.

jak było u nas chyba nie trzeba przypominać, te kapele kompletnie się w
tamtym czasie nie przyjęły. tr opisująć kolejne albumy często kwestionował
status, jaki osiągnęły w Angli; pisano o tym jak to te piosenki wchodzą
jednym uchem a wychodzą drugim i jak to brytyjska prasa (fakt że skłonna do
przesady) znowu sobie coś ubzdurała. jako młody łebek pielęgnowałem więc i w
sobie to przekonanie, że to co nazwano britpopem to gówno do potęgi. nie
byłem zresztą sam. były masy całe

no i teraz po latach sobie to oglądam i stwierdzam z całym przekonaniem, że
takie kapele jak pulp, suede , blur czy supergrass to ja nadal uwielbiam. no
a co zostało z amerykańskich smutasów? miłość do pj? (no tak ale to juz taki
sentyment że nie wiem na ile za zasługi a ile z sentymentu tylko). i co
dalej?

Dla mnie klasyczne juz brytyjskie albumy tamtych lat to nadal zajebiste
dźwięki, niby proste melodie często, a jednak chyba trzeba dorosnąć, żeby
załapać taki humor jaki prezentuje np. Jarvis Cocker, trzeba też nauczyć się
obcowania z taką egzaltacją jaką prezentowali np. Suede. Jakoś chyba nie
bardzo dostrzeżono u nas barwy tej sceny, no i muzyki, a ta jest zdecydowanie
bardziej odporna na upływ czasu niż dźwięki z seattle.

do nagrań suede, pulp czy blur wracam stale, a przeciez był jeszcze cały
szereg kapel które nie zyskały tak wielkiej popularności choć były (często
nadal są) równie (czasem nawet bardziej) zajebiste. boo radleys, strangelove,
supergrass, mansun. niektórzy osiągali artystyczne szczyty - SFA, o innych
mało kto pamięta - Elastica, Cast

na pewno jest czego słuchać i wydaje mi się, że z perspektywy czasu okres ten
wiele zyskuje:

poniżej wspomniany półgodzinny filmik bbc:

youtube.com/watch?v=O5-OXeNIvQc
youtube.com/watch?v=sF2o_8js6iQ&mode=related&search=
youtube.com/watch?v=8bPwLmgm-BU&mode=related&search=
youtube.com/watch?v=8Cr18pdhELY&mode=related&search=
Obserwuj wątek
    • ilhan Re: brit pop 28.08.06, 11:02
      Hehe, Pszemcio, dawno nie miałeś postu, z którym mógłbym do tego stopnia się zgodzić.
      • pszemcio1 Re: brit pop 28.08.06, 22:35
        bo to było tak. nudziłem się wczoraj w pracy, nudy jak cholera więc myślę
        "zabezpieczę się na jutro. stworzę wątek który sprowokuję dyskusję".
        spodziewałem się ciętych ripost , rzucania mięsem, wyklinania mnie jako
        ignoranta co się na muzyce nie zna:), i w ogóle burzy jakiejś...więc dziś o 22
        jestem w pracy, włączam neta, a tu - jeden post. no i jeszcze popiera:/...

        coś ostatnio forumowicze jacyś tacy nieskorzy do energicznych ruchów, rutyna się
        wdziera...
        • grimsrund Re: brit pop 28.08.06, 23:11
          Wakacje...
          • pszemcio1 Re: brit pop 28.08.06, 23:16
            grimsrund napisał:

            > Wakacje...

            na szczęście się kończą
        • libertine Re: brit pop 29.08.06, 15:50
          pszemcio1 napisał:

          >jeden post. no i jeszcze popiera:/...
          >coś ostatnio forumowicze jacyś tacy nieskorzy do energicznych ruchów, rutyna się
          > wdziera...

          po prostu o faktach się nie dyskutuje... ja też z twoim postem mogę się tylko
          zgodzić.
          • cze67 Re: brit pop 29.08.06, 15:58
            Jeżeli oczekiwałeś jakiejś zjebki, to nie na tym forum:-) Tu co najmniej połowa
            mieni się brit popowcami.
            Ja też w tej chwili wolę sobie Blur posłuchać niż Pearl Jam, co stwierdziłem
            niedawno wkładając do odtwarzacza zakupioną okazyjnie podwójną składankę tej
            drugiej grupy i po jakiejś minucie ją z tegoż odtwarzacza wyciągając...
            • pszemcio1 Re: brit pop 29.08.06, 21:51
              cze67 napisał:

              > Jeżeli oczekiwałeś jakiejś zjebki, to nie na tym forum:-) Tu co najmniej
              połowa
              >
              > mieni się brit popowcami.

              eeee...chyba przesada, zawsze zdawło mi się że wiekszość siedzi tu w jakichs
              awangardach, post rockach czy amerykańskiej współczenej indie-alternatywie
            • cze67 Re: brit pop 30.08.06, 12:00
              cze67 napisał:

              > Ja też w tej chwili wolę sobie Blur posłuchać niż Pearl Jam, co stwierdziłem
              > niedawno wkładając do odtwarzacza zakupioną okazyjnie podwójną składankę tej
              > drugiej grupy i po jakiejś minucie ją z tegoż odtwarzacza wyciągając...

              Ale, z drugiej strony, chyba nigdy nie dotrwałem za jednym zamachem do końca
              podwójnej koncertówki Oasis:-) Nudzi mnie po prostu. A takiego Soundgarden -
              nadal słucham bez bólu. Dużo się tam ciekawego dzieje.
              • ilhan Re: brit pop 30.08.06, 12:19
                cze67 napisał:

                > cze67 napisał:
                >
                > > Ja też w tej chwili wolę sobie Blur posłuchać niż Pearl Jam, co stwierdzi
                > łem
                > > niedawno wkładając do odtwarzacza zakupioną okazyjnie podwójną składankę
                > tej
                > > drugiej grupy i po jakiejś minucie ją z tegoż odtwarzacza wyciągając...
                >
                > Ale, z drugiej strony, chyba nigdy nie dotrwałem za jednym zamachem do końca
                > podwójnej koncertówki Oasis:-) Nudzi mnie po prostu.

                Bo to długi koncert jest i nie wszystkie piosenki należą do najlepszych.
                Ale takie "Don't Look Back In Anger" z wyryczanym przez 70,000 ludzi refrenem, ech.
                • cze67 Re: brit pop 30.08.06, 12:26
                  Nie przeczę, są fajne momenty. A najlepszy numer znajduje się na samym końcu:-)
                  Tylko ja z Oasis mam taki kłopot, że wydaje mi się, iż w ich utworach nie ma
                  różnorodności, że nie różnią się zbytnio między sobą (w uproszczeniu: dzielą
                  się na "wolne" i "szybkie"), inaczej niż np. (daleko nie szukając) w Blur,
                  gdzie każdy niemal numer jest inaczej zaaranżowany. Przez to jest różnorodnie i
                  ciekawie. A nie monotonnie.

                  PS. Czy Blur wydali jakąś koncertówkę?
                  • ilhan Re: brit pop 30.08.06, 12:28
                    cze67 napisał:

                    > PS. Czy Blur wydali jakąś koncertówkę?

                    Oficjalnej nie.
                    • cze67 Re: brit pop 30.08.06, 12:35
                      ilhan napisał:

                      > Oficjalnej nie.

                      A na allmusic są aż dwie: Live at the Buddokan i in Holland.
                      • ilhan Re: brit pop 30.08.06, 12:43
                        cze67 napisał:

                        > ilhan napisał:
                        >
                        > > Oficjalnej nie.
                        >
                        > A na allmusic są aż dwie: Live at the Buddokan i in Holland.

                        Z tego co czytam pierwsza to materiał wydany tylko na japońskim rynku, a drugi to epka (sześć utworów). Widziałem też kiedyś koncert z okresu bodajże "Parklife", wydany na VHS, tytuł chyba "Showtime". Jest jeszcze wcześniejszy, "Starshaped", którego akurat nie widziałem.

                        Oficjalnej, pełnowymiarowej, wydanej na całym świecie koncertówki Blur wg mojej wiedzy jednak nie mają :)
                        • libertine Re: brit pop 30.08.06, 13:57
                          ilhan napisał:

                          >
                          > Oficjalnej, pełnowymiarowej, wydanej na całym świecie koncertówki Blur wg mojej
                          > wiedzy jednak nie mają :)

                          druga płyta z 'best of blur' to koncert z wembley z największymi hitami na żywo
                          (ale to chyba limitowana edycja) i jeszcze wydali bustin' + dronin' - tylko na
                          rynek japoński, dwupłutówka: cd1 z remixami kawałków z płyty 'blur' (min.
                          william orbit, moby, john mcentire), cd2 to 6 kawałków nagranych dla johna peela
                          (też z płyty 'blur' + świetna wersja 'popscene').
                          • digsa Re: brit pop 30.08.06, 16:35
                            www.parklife.pl/ ;>
                            • libertine Re: brit pop 02.09.06, 02:41
                              digsa napisała:

                              > www.parklife.pl/ ;>

                              no, ja mam wydanie 'bustin' + dronin'', o którym tam piszą - z naklejkami. jedna
                              z nich jest na włączniku do światła w moim pokoju ;)
    • glebogryzarka1 Re: brit pop 29.08.06, 16:02
      Mam tylko jedno zastrzeżenie - era świetności brit popu przypadła na okres
      schyłkowy grunge i pochodnych. To nie tak, że były dwa bieguny po dwóch
      stronach Atlantyku w tym samym czasie.
      • pszemcio1 Re: brit pop 29.08.06, 21:50
        glebogryzarka1 napisał:

        > Mam tylko jedno zastrzeżenie - era świetności brit popu przypadła na okres
        > schyłkowy grunge i pochodnych. To nie tak, że były dwa bieguny po dwóch
        > stronach Atlantyku w tym samym czasie.

        no, ale jakos sie tam jeszcze na siebie nakładają. poza tym moim zdaniem był to
        jakis ruch na zasadzie odpowiedzi na grunge - jest to nawet chyba zdaje sie w
        tym filmiku też ujęte.
        • roar Re: brit pop 29.08.06, 23:45
          > był to jakis ruch na zasadzie odpowiedzi na grunge - jest to nawet chyba
          > zdaje sie w tym filmiku też ujęte.

          No dokładnie. To nie chodziło przypadkiem o to, że MY TEŻ MAMY NIEZAL-SCENĘ I TEŻ UMIEMY Z NIEJ ZROBIĆ MEDIALNY SZAŁ? :P

          I może w tym sęk - całe Seattle grało tak samo, a brit-popowcy każdy swoje, a zebrali ich do kupy dopiero marketingowcy i dziennikarze. Więc summa sumarum zostało więcej. Cóż.
          • pszemcio1 Re: brit pop 30.08.06, 01:17
            roar napisał:
            > I może w tym sęk - całe Seattle grało tak samo, a brit-popowcy każdy swoje, a
            z
            > ebrali ich do kupy dopiero marketingowcy i dziennikarze

            no chyba nie zgadzam się takim rozróżnieniem . w sensie: "zawsze dziwiłem sie
            jak można kwitować jednym określeniem takie kapele jak pj, nirvana czy aic,
            wywodzxące się z bardzo różnych korzeni przecież"
            • pszemcio1 Re: brit pop 30.08.06, 01:23
              ja myśle że w ogóle ostatnio podział na jakieś nurty często nie jest robiony
              ze względu na muzykę, a miejsce z jakiego wywodzą się kapele (czy nie tak było
              ostatnio z Kanadą?).
              stąd grunge to bardzo różne zespoły ale ze seattle. analogicznie prawie
              wszystko co od 94 roku wychodziło w Angli i było w miarę komercyjne i gitarowe -
              było britpopem. no bo jak np. inaczej muzycznie wyjaśnić istnienie choćby
              Oasis obok Blur jako przedstawicieli jednego gatunku. dla mnie to różne bajki
              • ihopeyouwilllikeme Re: brit pop 30.08.06, 11:48
                Nie chce mi się dużo pisać, więc napiszę tylko, że dla mnie Oasis są co najmniej
                10 razy lepsi od Nirvany i Pearl Jam razem wzięci ( nigdy w historii rocka nie
                było nurtu nudniejszego od grunge. Nigdy. )
                • ihopeyouwilllikeme Re: brit pop 30.08.06, 11:48
                  *razem wziętych of course
                • cze67 Re: brit pop 30.08.06, 11:57
                  ihopeyouwilllikeme napisał:
                  ( nigdy w historii rocka nie
                  > było nurtu nudniejszego od grunge. Nigdy. )

                  A tam, przesada.
                  • pszemcio1 Re: brit pop 30.08.06, 23:11
                    cze67 napisał:

                    > ihopeyouwilllikeme napisał:
                    > ( nigdy w historii rocka nie
                    > > było nurtu nudniejszego od grunge. Nigdy. )
                    >
                    > A tam, przesada.

                    jasne że przesada, popadanie w skrajności jest bezsensowne
                    >
    • p.o.box.77 Re: brit pop 30.08.06, 11:47
      >>Dla mnie klasyczne juz brytyjskie albumy tamtych lat to nadal zajebiste
      dźwięki...

      no bo to są zajebiste dzwieki. poza tym albo wlasnie dlatego dzisiejsza
      scena "britpopowa", albo zespolów z wielkiej brytanii, korzysta z tych brzmien.
      zespoly gitarowe typu block party, futureheads, libertines, kasabian caly czas
      moge wpisac pod wspolny mianownik [moze jestem ofiara medialnych szufladek, ale
      niech mi ktos powie, kto nie jest? :D]

      ciezo mi powiedfziec czemu, moze to brzmienia instrumentów, studio... nie wiem.
      moze wspolne korzenie i tradycje...

      jezeli sie myle to mnie poprawcie ale z tego co pamietam to plyty blur "great
      escape", oasis "definitely maybe" i suede byly dopracowanymi produkcjami
      studyjnymi, a płyty pare lat wczesniejsze pearl jam alice in chains czy
      soungarden, tchnęły [zapewne celowo] niechlujstwem... moze dla tego dzis
      britpop jest bardziej słyszalny w dzisiejszej muzyce.
      • o_k_o Re: brit pop 30.08.06, 13:48
        Britpop był zjawiskiem, jak to się dziś mówi, medialnym. Wykreowanym przez
        brytyjską prasę. Bardzo skutecznie, gdyż podchwyciła go nie tylko polska prasa,
        która łyka wszystko, ale także amerykańska. I wszyscy uwierzyliśmy Britpop.

        Jeżeli istniało jakieś powiązanie między zespołami typu Oasis, Blur i Northern
        Uproar (kto pamięta?) to było to raczej pokolenie. Zjawisko bardziej
        socjologiczne, bo muzycznie, jak już napisaliście to dość różne rzeczy i w tym
        sensie Britopo jest wykreowany

        Wspólnym mianownikiem mogło być po prostu czerpanie z brytyjskiej tradycji pop -
        The Kinks, The Beatles, David Bowie, The Smiths, etc. To pokolenie łączyło dużo
        ”socjologicznie” - znużenie Torysami u władzy, wiara w powstającą wtedy właśnie
        New Labour. Kto dziś pamięta, że i Jarvis Cocker i Oasis agitowali za Blairem?
        Bunt, choć umiarkowany, przeciw klasie średniej i powiększającym się kontrastom
        społecznym. Od co najmniej wtedy kilku lat doszło do erozji etosu ”working
        class” i znacznego zróżnicowanie się średniaków. I pewnie jeszcze co najmniej
        kilka ważnych, które wyjdą przy bardziej wnikliwej analizie (może było o tym w
        filmie? - nie oglądałem jeszcze)

        W sumie to było dosyć ”narodowe” w charakterze zjawisko, więc może dlatego nie
        bardzo się przyjęła ta muzyka w Polsce. Szczególnie trudny w odbiorze mógł być
        ten nurt middle class - Pulp, Blur - gdzie dużą rolę odgrywały ich teksty. Ale i
        odmiana ”working class”, bo w Polsce takiego konfliktu nie było. Zauważcie, że
        wojna między Blur a Oasis to była wojna głównie międzyklasowa.

        Grungu był bardziej uniwersalny, mniej subtelny. Nie wnikał w podziały klasowe,
        politykę. Nie odnosił się w sposób wyrafinowany do muzyki i sztuki - tak jak na
        przykład Suede. W grungu wszystko było do dupy i tyle... I to mogło się podobać
        młodzieży w Polsce. Bo jak wiadomo u nas były wszystko do dupy...

        Nie powiedziałbym jednak, że ”britpop jest bardziej słyszalny w dzisiejszej
        muzyce”. Bo to muzycznie nie był nowy nurt. To była bardzo dobra kontynuacja
        tradycji brytyjskiej muzyki. I nie jest to mój zarzut wobec Britpopu, bo w
        muzyce chodzi przede wszystkich o przeboje, o melodie. I Britpop nam tego
        dostarczył w większym stopniu niż grunge (też kontynuacja tradycji). Na
        marginesie jeżeli wtedy pojawiły się jakieś nowatorskie nurty w muzyce, to też
        na Wyspach i utożsamiałbym je raczej z Massive Attack, Tricky, Portishead.
        • ihopeyouwilllikeme Re: brit pop 30.08.06, 14:05
          > W grungu wszystko było do dupy

          Razem z samym grungem :D
        • pagaj_75 Re: brit pop 30.08.06, 14:20
          o_k_o napisał:

          > bo w muzyce chodzi przede wszystkich o przeboje, o melodie

          ja tam bym polemizował z tym stwierdzeniem.

          > jeżeli wtedy pojawiły się jakieś nowatorskie nurty w muzyce, to też
          > na Wyspach i utożsamiałbym je raczej z Massive Attack, Tricky, Portishead.

          w ogóle w latach 90. wiele fajnego się działo wszędzie tylko nie w tradycyjnie
          pojętej muzyce gitarowej. jeżeli już, to ciekawe były raczej rzeczy z obozu
          post-rocka (Talk Talk, Stereolab, Bark Psychosis w Anglii, w Stanach wiadomo -
          Slint, Tortoise i wszelkie odpryski owych).

          grunge to były IMHO drgawki przedśmiertne rocka, a okrutny sposób w jaki czas
          się obszedł z nagraniami z tego nurtu jest dla mnie dowodem na to, że to mało
          twórczy i rozwijający styl był. nigdy nie lubiłem grandżu i teraz czuję wręcz
          jakąś wredną satysfakcję, gdy czytam Wasze posty. ;)

          britpop jako taki też mnie nie interesuje za bardzo, bo nic przesadnie nowego
          nie wniósł, ale mi nie przeszkadza. również wolę dzisiaj sobie posłuchać Pulp
          niż Nirvany, choć i tak uważam, że Blur i Radiohead na zdrowie wyszło porzucenie
          myślenia popowo-singlowego i zajęcie się nagrywaniem fajnych, pomysłowych płyt.
          • cze67 Re: brit pop 30.08.06, 14:26
            No i nie mówiłem, że większość tu to zwolennicy brit - popu? Nikt nie broni
            grandżu! A mnie się przypomina film Hype! i fragment, kiedy ktoś mówi, że w
            Seattle nic się nie dzieje od czasów Hendixa (czy coś takiego, wiele lat temu
            to oglądałem, chodziło o to, że marazm i muzyczna nuda) i w następnym momencie
            wspaniale zaczyna grać Nirvana. I ciarki na plecach, kiedy to oglądałem...
            • geigo Re: brit pop 30.08.06, 21:55
              cze67 napisał:

              > No i nie mówiłem, że większość tu to zwolennicy brit - popu? Nikt nie broni
              > grandżu!

              Większość, ale na szczęście nie wszyscy :) Choć za grunge'm też nie będę stawać murem, bo jestem z jeszcze innej bajki, to wolę zdecydowanie wrzucić sobie "Ten" albo "Dirt" niż słuchać Blur, Suede czy - niedajboże - Oasis (band braci G. od początku był dla mnie niesłuchalny i to się chyba nigdy nie zmieni). Britpop toleruję w dawkach minimalnych - pojedyncze piosenki, niektóre tylko zespoły (np. Mansun, Auteurs).
          • o_k_o Re: brit pop 30.08.06, 14:42
            pagaj_75 napisał:

            > o_k_o napisał:
            >
            > > bo w muzyce chodzi przede wszystkich o przeboje, o melodie
            >
            > ja tam bym polemizował z tym stwierdzeniem.

            Przede wszystkim znaczy, że nie tylko. Głównie jedenak pop jest od tego, tak mi
            się wydaje

            Stereolab, Bark Psychosis w Anglii, w Stanach wiadomo -
            > Slint, Tortoise i wszelkie odpryski owych).
            >

            Wszystko prawda, tyle że Britopop rozumiem jako lata mniej więcej 93-97 z
            kulminacją w 95 roku
            • pagaj_75 Re: brit pop 30.08.06, 15:01
              o_k_o napisał:

              > > > bo w muzyce chodzi przede wszystkich o przeboje, o melodie
              > >
              > > ja tam bym polemizował z tym stwierdzeniem.
              >
              > Przede wszystkim znaczy, że nie tylko. Głównie jedenak pop jest od tego, tak
              > mi się wydaje

              no tak, ale wyżej napisałeś "w muzyce", a nie "w popie". tylko dlatego
              zareagowałem ;)

              > Stereolab, Bark Psychosis w Anglii, w Stanach wiadomo -
              > > Slint, Tortoise i wszelkie odpryski owych).
              >
              > Wszystko prawda, tyle że Britopop rozumiem jako lata mniej więcej 93-97 z
              > kulminacją w 95 roku

              Post-rock też mniej więcej w tym samym czasie miał swoje złote lata (91 -
              "Spiderland" i "Laughing Stock", 93 - "Transient" Stereolab, 94 - "Hex" Bark
              Psychosis i debiut Żółwia, 95 - "Don Caballero 2" [tu naciągnąłem, bo to
              bardziej math-rock, ale w sumie styl pokrewny], 96 - znów Żółw z "Millions Now
              Living", itd.)

              PS. A w tym tygodniu Porcys znów wrzucił bardzo fajną retrospektywę, tym razem o
              Warp Records, który to label też w tych samych latach zrobił dużo więcej dla
              muzyki niż britpop i grunge razem wzięte. Założyłbym o tym wątek, ale obawiam
              się, że odezwie się tylko jedna osoba, więc sobie daruję.
          • pszemcio1 Re: brit pop 30.08.06, 23:08
            > się obszedł z nagraniami z tego nurtu jest dla mnie dowodem na to, że to mało
            > twórczy i rozwijający styl był. nigdy nie lubiłem grandżu i teraz czuję wręcz
            > jakąś wredną satysfakcję, gdy czytam Wasze posty. ;)

            ja tu jako gość który na grandżu się wychował muszę jednak zaprotestować też
            przeciwko zbyt radykalnym zjebkom... co do okrutnego sposobu w jaki czas sie
            obszedł z tymi nagraniami, to sam to napisałem, ale tak na prawdę w trochę
            innym sensie. tzn. sama estetyka nie przetrwała za bardzo pod tym względem, że
            nie daje już błyskotliwych albumów. ale generalnie mówienie o płycie powstałej
            w danym okresie, że nie przetrwała próby czasu, to jednak mnie w ogóle nie
            porzekonuje. brzmienie jest brzmieniem, wartościowanie go jest wynikiem tylko i
            wyłącznie mody. nigdzie indziej się tak nie wartościuje jak w kulturze masowej.
            czy słyszałeś kiedyś by o Wagnerze czy Mozarcie ktoś mówił że ma archaiczne
            brzmienie? że czas się z nimi źle obszedł?

            skoro piszesz, że grunge był mało rozwijający częściowo się zgadzam, ale też
            pragnę przypomnieć że jako swych protoplastów muzycy z seattle wskazywali Sonic
            Youth, Melvins czy Younga - to o czymś świadczy .

            W ogóle zapomina sie o zbawiennym wpływie tych kapel. Sorry ale wcześniej
            główny nurt rocka to gunsi, def leppard, bon jovi i podobne. można się rzucać o
            taką nirvanę, ale kto wie czy dziś wiedziałbyś coś o sonic youth gdyby nie było
            o nich głośno. Sprawili że oczy świata zróciły uwage nie tylko na seattle ale
            też na alternatywne legendy amerykańskie. rock wrócił na swoje miejsce. był
            znowu niechlujny, spontaniczny i brudny. kapele typu bon jovi więcej złego
            zrobiły dla muzyki rockowej niz dobrego i jednak powrót tej jakości to moim
            zdaniem spora zasługa

            albumy pj, nirvany , aic, mudhoney czy soundgourden mają stałe miejsce na mojej
            półce z płytami mimo wszystko, choć zgadzam się że grunge to bardziej tradycja
            a brit pop był bardziej pojemny (widać to najlepiej po tym w co przekształciły
            się czasem pulp i blur)

            taaaak, zacząłem od wychwalania brit popu a doszedłem do wychwalania grunge,
            ech...
            • mechanikk Re: brit pop 30.08.06, 23:15
              > taaaak, zacząłem od wychwalania brit popu a doszedłem do wychwalania grunge,
              > ech...

              Właściwie to sprzeczności żadnej nie widzę między jednym a drugim.
            • pagaj_75 Re: brit pop 31.08.06, 10:24
              pszemcio1 napisał:

              > nigdzie indziej się tak nie wartościuje jak w kulturze masowej.
              > czy słyszałeś kiedyś by o Wagnerze czy Mozarcie ktoś mówił że ma archaiczne
              > brzmienie? że czas się z nimi źle obszedł?

              to pewnie wynika z tego, że mało kto ma odwagę, żeby takie rzeczy mówić. (np.
              spora część muzyki symfonicznej z XVIII i XIX wieku brzmi zbyt podniośle, jest
              zbyt nadęta jak na dzisiejsze cyniczne i pozbawione romantyzmu czasy, więc jest
              de facto 'niedzisiejsza' i ciężko się tego słucha obecnie). są w muzyce
              "poważnej" techniki kompozytorskie czy też formy, które zostały odrzucone dawno
              temu z różnych powodów, przez co mogą być uznane za archaizmy. i podejrzewam, że
              wielu kompozytorów współczesnych tak o nich myśli, nawet jeśli głośno tego nie
              mówią.

              > skoro piszesz, że grunge był mało rozwijający częściowo się zgadzam, ale też
              > pragnę przypomnieć że jako swych protoplastów muzycy z seattle wskazywali
              > Sonic Youth, Melvins czy Younga - to o czymś świadczy .

              to o niczym nie świadczy. czy jeśli członkowie zespołu Coma przyznają się do
              słuchania SY - czy to uczynił ten zespół lepszym?

              > można się rzucać o
              > taką nirvanę, ale kto wie czy dziś wiedziałbyś coś o sonic youth gdyby
              > nie było o nich głośno.

              come on, bez przesady! Sonic Youth w 1991 to już była legenda w niezależnych
              kręgach. to samo dotyczy Pixies (kolejne źródło grandżu, przynajmniej jeśli
              chodzi o Nirvanę). nawet w Polsce, pamiętam audycje radiowe z tamtych czasów, w
              których grano taką muzykę. a tzw. masowa publiczność i tak to wszystko olała -
              zapytaj dzisiaj przeciętnego człowieka słuchającego rocka czy coś mu mówi nazwa
              Pixies lub Melvins. więc nie przeceniałbym tak roli grandżowców w popularyzacji
              niezal-muzyki.

              > Sprawili że oczy świata zróciły uwage nie tylko na seattle ale
              > też na alternatywne legendy amerykańskie. rock wrócił na swoje miejsce. był
              > znowu niechlujny, spontaniczny i brudny.

              a następnie wziął i umarł ;) mówię tu o rocku masowym, komercyjnym, oczywiście.
              bo dobra muzyka już wtedy tak naprawdę przeniosła się do podziemia; sporo
              wytwórni niezależnych wypracowało sobie niezłą renomę już w latach 80. a grandż
              był dość głośną, ale krótkotrwałą manifestacją tego stanu rzeczy. potem wszystko
              wróciło do normy. być może jakaś garstka ludzi dzięki niemu faktycznie zwróciła
              uwagę na to podziemie, ale większość była jedynie pod wrażeniem sukcesu Nirvany
              i Pearl Jam, resztę olała.

              > kapele typu bon jovi więcej złego
              > zrobiły dla muzyki rockowej niz dobrego i jednak powrót tej jakości to moim
              > zdaniem spora zasługa

              ale moim zdaniem żadnego powrotu nie było! rock cały czas żył, tylko większość
              ludzi nie zauważyła, że przeniósł się w zupełnie inne rejony. i nie sądzę, żeby
              na dłuższą metę grandż coś tu zmienił.
              • pszemcio1 Re: brit pop 31.08.06, 22:59
                pagaj_75 napisał:

                to pewnie wynika z tego, że mało kto ma odwagę, żeby takie rzeczy mówić. (np.
                > spora część muzyki symfonicznej z XVIII i XIX wieku brzmi zbyt podniośle, jest
                > zbyt nadęta jak na dzisiejsze cyniczne i pozbawione romantyzmu czasy, więc
                jest
                > de facto 'niedzisiejsza' i ciężko się tego słucha obecnie). są w muzyce
                > "poważnej" techniki kompozytorskie czy też formy, które zostały odrzucone
                dawno
                > temu z różnych powodów, przez co mogą być uznane za archaizmy. i podejrzewam,
                ż e
                > wielu kompozytorów współczesnych tak o nich myśli, nawet jeśli głośno tego nie
                > mówią.

                no, ale nawet jaeśli są niedzisiejsze, nie pasują do danych czasów itd. to czy
                ten fakt umniejsza ich wartość? dla mnie absolutnie nie. dobre nagrania są
                nadal dobre, nawet jeśli nie pasują do czasów. tak jak mówiłem, nie przemawia
                do mnie gadka o tym że brzmienie jest archaiczne. jest to kwestia tego co modne
                tylko i wyłącznie. to czasy się mogą zmieniać ale muzyka jest ta sama

                > to o niczym nie świadczy. czy jeśli członkowie zespołu Coma przyznają się do
                > słuchania SY - czy to uczynił ten zespół lepszym?

                tu przyznaję rację. z dupy argument

                > come on, bez przesady! Sonic Youth w 1991 to już była legenda w niezależnych
                > kręgach. to samo dotyczy Pixies (kolejne źródło grandżu, przynajmniej jeśli
                > chodzi o Nirvanę). nawet w Polsce, pamiętam audycje radiowe z tamtych czasów,
                w
                > których grano taką muzykę. a tzw. masowa publiczność i tak to wszystko olała -
                > zapytaj dzisiaj przeciętnego człowieka słuchającego rocka czy coś mu mówi
                nazwa
                > Pixies lub Melvins. więc nie przeceniałbym tak roli grandżowców w
                popularyzacji
                > niezal-muzyki.


                nie, głupoty gadasz. jasne że sobie byli niezależną gwiazdą, ale to sukces
                nirvany sprawił że Dirty nagle stał się ich najlepiej sprzedającym się albumem.
                z pewnością wiele im pod tym względem zawdzięczają. może zwykły smiertelnik
                mało o takich sy wie, ale fan niezal.rocka musiał o nich słyszeć. wcześniej nie
                koniecznie

                > a następnie wziął i umarł ;) mówię tu o rocku masowym, komercyjnym,
                oczywiście.
                > bo dobra muzyka już wtedy tak naprawdę przeniosła się do podziemia; sporo
                > wytwórni niezależnych wypracowało sobie niezłą renomę już w latach 80. a
                grandż
                > był dość głośną, ale krótkotrwałą manifestacją tego stanu rzeczy. potem
                wszystk
                > o
                > wróciło do normy. być może jakaś garstka ludzi dzięki niemu faktycznie
                zwróciła
                > uwagę na to podziemie, ale większość była jedynie pod wrażeniem sukcesu
                Nirvany
                > i Pearl Jam, resztę olała.
                >
                > > kapele typu bon jovi więcej złego
                > > zrobiły dla muzyki rockowej niz dobrego i jednak powrót tej jakości to mo
                > im
                > > zdaniem spora zasługa
                >
                > ale moim zdaniem żadnego powrotu nie było! rock cały czas żył, tylko większość
                > ludzi nie zauważyła, że przeniósł się w zupełnie inne rejony. i nie sądzę,
                żeby
                > na dłuższą metę grandż coś tu zmienił.

                no tu nie mam za bardzo co mówić. po prostu mam przeciwne zdanie. jednak
                zmieniła się sytuacja. jasne że podziemie zawsze sobie istnieje, ale w głównym
                nurcie rocka była to jednak zmiana jakości. na dobre według mnie

                • glebogryzarka1 Re: brit pop 31.08.06, 23:28
                  > nie, głupoty gadasz. jasne że sobie byli niezależną gwiazdą, ale to sukces
                  > nirvany sprawił że Dirty nagle stał się ich najlepiej sprzedającym się
                  > albumem.

                  i tu muszę przyznać rację pszemciowi. w pewnym momencie wiadomo już było, że
                  mamy nową modę - tylko że jej trzon konstytuują na razie trzy zespoły na krzyż.
                  w efekcie DJe i VJe sięgali chętnie po pokrewne, nie stricte grunge'owe (co
                  znaczyło właściwie: nie z Seattle) nagrania, Sonic Youth included. potem, kiedy
                  epigoństwo się namnożyło, Sonic Youth znikli ze spektrum zainteresowania mediów
                  na dłuuugie lata. ale kto na wysokości "Dirty" poznał MARKĘ, ten poznał. ja
                  też, ja też.
            • libertine Re: brit pop 02.09.06, 01:41
              pszemcio1 napisał:
              widać to najlepiej po tym w co przekształciły
              > się czasem pulp i blur)

              a pulp, to przepraszam w co się przekształcił? moim zdaniem główny zwrot w
              twórczości tego zespołu nastąpił właśnie w połowie lat 90. nawet wydane już w
              nowym wieku 'we love life' nie odstaje za bardzo od wcześniejszych oficjalnych
              płyt, czyli tych "britpopowych". a swoją drogą, jarvis wydaje solowy album
              ponoć, pierwszy singiel do odsłuchania na jarvisowym myspace:
              www.myspace.com/jarvspace
              nie powala, ale zły nie jest
              • pszemcio1 Re: brit pop 02.09.06, 02:03
                libertine napisał:

                > a pulp, to przepraszam w co się przekształcił? moim zdaniem główny zwrot w
                > twórczości tego zespołu nastąpił właśnie w połowie lat 90. nawet wydane już w
                > nowym wieku 'we love life' nie odstaje za bardzo od wcześniejszych oficjalnych
                > płyt, czyli tych "britpopowych". a swoją drogą, jarvis wydaje solowy album
                > ponoć, pierwszy singiel do odsłuchania na jarvisowym myspace:
                > www.myspace.com/jarvspace
                > nie powala, ale zły nie jest

                nie słyszałem we love life, ale weź sobie posłuchaj this is hardcore i porównaj
                z his n hers
                • libertine Re: brit pop 02.09.06, 02:22
                  pszemcio1 napisał: > nie słyszałem we love life, ale weź sobie posłuchaj this
                  is hardcore i porównaj
                  >
                  > z his n hers

                  prawdę mówiąc 'his n hers' jest bardzo niedocenianą płytą, tam się dużo dzieje!
                  '...hardcore' to opus magnum zespołu, ale właściwie nie nagrali oni słabej
                  płyty. najbardziej bvritpopowe jest zdecydowanie 'different class'. ale
                  wyczuwalny jest cały czas ten styl zespołu, to nie jest aż taka różnica, jak
                  między ' modern life is rubbish', a '13' choćby. poza tym pulp jako zespół
                  britpopowy jest świetnym przykładem na niesamowitą różnorodność tej sceny -
                  suede bardziej glamowe, oasis rock'n'rollowe, pulp trochę mocniej w stronę
                  tradycji lat 80., itp. choć oczywiście wspólny pierwiastek łatwo wydobyć1
                  a 'we love life' szczerze polecam - bardzo, bardzo dobry album! komercyjna
                  klapa, ale słucha się świetnie.
                  • pszemcio1 Re: brit pop 02.09.06, 03:14
                    libertine napisał:

                    > prawdę mówiąc 'his n hers' jest bardzo niedocenianą płytą, tam się dużo
                    dzieje!
                    > '...hardcore' to opus magnum zespołu, ale właściwie nie nagrali oni słabej
                    > płyty. najbardziej bvritpopowe jest zdecydowanie 'different class'. ale
                    > wyczuwalny jest cały czas ten styl zespołu, to nie jest aż taka różnica, jak
                    > między ' modern life is rubbish', a '13' choćby. poza tym pulp jako zespół
                    > britpopowy jest świetnym przykładem na niesamowitą różnorodność tej sceny -
                    > suede bardziej glamowe, oasis rock'n'rollowe, pulp trochę mocniej w stronę
                    > tradycji lat 80., itp. choć oczywiście wspólny pierwiastek łatwo wydobyć1
                    > a 'we love life' szczerze polecam - bardzo, bardzo dobry album! komercyjna
                    > klapa, ale słucha się świetnie.


                    żeby nie było nieścisłosci, nie zamierzałem sugerować że his n hers jest słaba -
                    bardzo ją lubię. chodzi o wyraźną róźnicę między this is hardcore, a
                    wcześniejszymi albumami. pomijając już nawet te długaśne, bardziej rozbudowane
                    fragmenty this is hardcore, chodzi mi raczej o klimat, o jakby inny ciężar
                    gatunkowy. to płyta dośc mroczna, jakby nie przystająca do tego co myślimy
                    mówiąc o brit popie. w tym sensie jest to przemiana. w tym też sensie zmienił
                    się blur. chociaż to, że zmiany w twórczości blur były o wiele bardziej
                    radykalne to fakt oczywisty.

                    po we love life z pewnością sięgnę
                    • libertine Re: brit pop 02.09.06, 13:58
                      pszemcio1 napisał:

                      > płyta dośc mroczna, jakby nie przystająca do tego co myślimy
                      > mówiąc o brit popie.

                      ok, tu wypada mi się już tylko zgodzić.
                  • digsa Re: brit pop 04.09.06, 15:09
                    libertine napisał:

                    > prawdę mówiąc 'his n hers' jest bardzo niedocenianą płytą, tam się dużo dzieje

                    musze się pod tym podpisać. ja nawet wolę 'his n hers' od 'this is hardcore'.
                    czasami zastanawiam się, czy pulp nie jest zespołem, którego lubię najbardziej,
                    gdyż i 'his n hers', i 'different class', i 'this is hardocre', i 'we love
                    life' uważam za co najmniej bardzo dobre. w te wcześniejsze musze się jeszcze
                    wsłuchać, na razie nie za bardzo mi podchodzą. ale myśle, że jeśli chodzi o
                    płyty z 1994-2001, to naprawdę warto sie z nimi zapoznać ;>

        • ilhan Re: brit pop 30.08.06, 16:55
          o_k_o napisał:

          > Nie powiedziałbym jednak, że ”britpop jest bardziej słyszalny w dzisiejsz
          > ej
          > muzyce”. Bo to muzycznie nie był nowy nurt.

          Good point. Z czysto stylistycznego punktu widzenia były to zespoły prawie tak samo wtórne jak te dzisiejsze. Różnica polega na dwóch rzeczach. Po pierwsze charyzma - którejkolwiek liczącej się kapeli byśmy nie wzięli na warsztat, każda miała na czele osobowość, *postać* - jakkolwiek byśmy Liama/Noela, Albarna, Ashcrofta czy Andersona nie oceniali, to byli ludzie, którzy elektryzowali całe tłumy i to bez rozwalania gitar czy wizerunku wiecznego ćpuna a la Doherty. Po drugie songwriting - chyba nie wymaga rozwinięcia.

          Jeśli britpop mielibyśmy rozumieć jako brzmienie, to dla mnie jest to coś raczej pejoratywnego i kojarzy się z drugoligowymi kapelkami typu Cast, Bluetones, Dodgy, Shed Seven itp. - tu faktycznie można dostrzec jakiś wspólny mianownik, i choć wiele z nich darzę sympatią, nie rekomendowałbym raczej ich albumów. Ciekawszym zjawiskiem było kilka grup funkcjonujących na granicy sceny britpopowej, np. Super Furry Animals, którzy szybko rozwinęli się do miana jednej z najbardziej kreatywnych grup brytyjskich czy Mansun, pretensjonalnością ale i ambicjami daleko wykraczający poza świat radiowych trzyminutówek.
        • p.o.box.77 Re: brit pop 31.08.06, 15:03
          ten akapit:

          >>o wspolnym mianowniku i podłożu społeczno politycznym<< jaknajbardziej.

          Z tym że o ile grunge i britpop byly kontynuacjami pewnych zjawisk muzycznych,
          o tyle [moim zdaniem, na dzień dzisiejszy] britpop wygrywa, a grunge zjadl się
          sam.

          podtrzymuję że dzisiejsze zespoły rockowe (pomijając zespoły rockowe podparte
          elekroniką, to taki Futureheads maja dosc nietypowe podejscie do rocka, zatem
          mozna by je nazwac inaczej, np. britpop :D) nawiazujace do tradycji brytyskich
          korzeni smiths, joy division, the jam są popularniejsze i... lepsze [ale to
          moja mała ocena].

          kto i co odziedziczył po grungu z dzisiejszych wykonawców?
          • pszemcio1 Re: brit pop 02.09.06, 03:40
            p.o.box.77 napisał:

            > ten akapit:
            >
            > >>o wspolnym mianowniku i podłożu społeczno politycznym<< jakna
            > jbardziej.
            >
            > Z tym że o ile grunge i britpop byly kontynuacjami pewnych zjawisk
            muzycznych,
            > o tyle [moim zdaniem, na dzień dzisiejszy] britpop wygrywa, a grunge zjadl
            się
            > sam.
            >
            > podtrzymuję że dzisiejsze zespoły rockowe (pomijając zespoły rockowe podparte
            > elekroniką, to taki Futureheads maja dosc nietypowe podejscie do rocka, zatem
            > mozna by je nazwac inaczej, np. britpop :D) nawiazujace do tradycji
            brytyskich
            > korzeni smiths, joy division, the jam są popularniejsze i... lepsze [ale to
            > moja mała ocena].
            >
            > kto i co odziedziczył po grungu z dzisiejszych wykonawców?


            ale to nie jest uczciwy argument. bo skoro mówisz że brit pop to spadek po
            tradycji brytyjskiego rocka typu the jam, smiths itd, a to teraz kontynuują
            kapele z new rock revolution, to przeciez musisz zauważać też inną zależność.
            otóż taką, że cały ten grunge to także był spadek po SY, Pixies, a nawet black
            sabbath (AIC, SOUNDGARDEN) czy Led Zeppelin (PJ, Soundgarden), Youngu itd. A
            więc też ciągłość.

            Skoro więc nie możemy mówić że dzisiejsze kapele czerpią z brit popu bo
            zasadniej jest mówić że czerpią z tradycji, z której brit pop też czerpał, to
            trudno zarzucać że młode kapele nie czerpią z grunge. inaczej - jeśli znowu
            pojawi się moda na zrzynki z zeppelinów, pixies , younga itd (a sie prędzej czy
            później pojawi) to nie będziemy mówić że czerpią z grunge tylko z tych
            klasyków. dokładnie tak samo jak z britpopem


            kurna nie wiem czy nie namieszałem;)

            • p.o.box.77 Re: brit pop 05.09.06, 16:01
              zaczyna to byc bardzo skomplikowane...

              ale dopusczam możliwość że masz rację. :D

              upraszczając moją kwestię a nawiązując do wypowiedzi: moim zdaniem britpop
              ladnie się wpisał w brytjską historię "muzyki rozrywkowej", a grunge zakończył
              się wąską cieśniną niezbyt atrakcyjnych wydarzeń muzycznych.

              osobiście nei czuję nic bliskiego w dokonaniach pearl jam po plycie vitalogy [a
              to był moj ulubiony zespół tej fali], bezposrednimi spadkobiercami grungu to bym
              wskazał audioslave.. ale nie czuję że jest to świeże.

              ipytam otwarcie. kogo byście wskazali jako spadkobierców grunge'u?
              • pagaj_75 Re: brit pop 05.09.06, 19:19
                p.o.box.77 napisał:

                > ipytam otwarcie. kogo byście wskazali jako spadkobierców grunge'u?

                Nickelback? Dobra, żartowałem, hehe.
                • pszemcio1 Re: brit pop 06.09.06, 07:56
                  pagaj_75 napisał:> p.o.box.77 napisał:
                  >
                  > > ipytam otwarcie. kogo byście wskazali jako spadkobierców grunge'u?
                  >
                  > Nickelback? Dobra, żartowałem, hehe.
                  >

                  no właśnie niby żart ale z drugiej strony to racja. tzn. takie g....a są
                  identyfikowane ze spadkiem po grunge. no kurde, powiem szczerze że nic mi do
                  głowy nie przychodzi, ale wydaje mi się że łatwiej spotkać wartościowe kapele w
                  których usłyszymy pixies czy mudhoney niż te identyfikowane z gwiazdami typu pj
                  czy soundgarden. ale z drugiej strony to też kwestia mody. dziś w new rock
                  revival liczy się prostota środków, raczej spadek po kapelach okołopunkowych
                  typu clash niż typowo rockowytch. za kilka lat przyjdzie kolej na kolejna modę
                  odświeżającą inne nurty więc nie ma co przekreślać
                  • p.o.box.77 Re: brit pop 06.09.06, 13:56
                    czekamy, czekamy...
    • aasiek Re: brit pop 01.09.06, 20:31
      Może trochę obok tematu, ale tylko troszeczkę:
      Chodzi mi o Blur. [i tu jest problem, który występuje zawsze, gdy chcę coś
      napisać na SF - za dużo rzeczy przychodzi mi do głowy na raz i w efekcie piszę
      bardzo mało, byleby wybrnąć z zapętlenia, które sama wywołuję]
      Powiem tak: cały ten szum dotyczący brit popu troszeczkę w swych początkach mnie
      ominął, już bardziej wyraźnie zauważyłam grunge (choć, czy ja wiem..?; ale
      faktem jest jest, że grunge był bardziej widoczny - wizualnie). A potem jedyne
      skojarzenie z pojęciem BP dotyczyło "walki" między Gallagherami a Albarnem. O co
      chodziło, do dziś dokładnie nie wiem, może po prostu się nie lubili ;) A prasa
      brytyjska lubi mieć takie tematy, więc muzycy usłużnie gadali głupoty. Za to
      muzycznie, wcześniej chyba poznałam Oasis i to oni przez długi czas byli dla
      mnie synonimem (jedynym - ale ja naprawdę wtedy jeszcze młoda byłam :)) brit
      popu. Blur załapałam gdzieś od "Country House". Wydało mi się trochę...dziwne.
      Sama nie umiałam wytłumaczyć sobie tego wrażenia, ale przy kolejnym singlu z
      tamtej płyty zaczęło mi się podobać :) I jest to ciągła tendencja wzrostowa
      (tzn. do dziś). Ile w Blur jest dzisiaj tego brit popu? Pojęcia nie mam. Ale
      przez długi czas w latach 90. z ręką na sercu mogłam przyznawać, że był to mój
      ulubiony rodzaj muzyki.
      [cholera jasna, puenta mi się zgubiła!!! ;)]
      Kiedy tak patrzę, jakie zespoły weszły w krąg nurtu, brit popem zwanego, mam
      wrażenie, że wspólne było jednak geograficzne pochodzenie - i tylko ono. Owszem,
      korzenie również, ale na tych korzeniach każdy mógł się wzorować - a nurt jako
      taki powstał jednak tam.

      PS. Ok, wiem, takie bla, bla, bla, ale czułam potężne wyrzuty sumienia, że już
      dawno nie pisałam na SF, tak więc przepraszam wszystkich, kórzy przypadkiem
      przeczytali ;)
    • o_k_o Wspólny mianownik 04.09.06, 16:05
      Tak się zastanawiałem jeszcze nad tym wspólnym mianownikiem Britpopu. No i poza
      brytyjskimi korzeniami pop, pokoleniem, o którym pisałem wyżej, wydaje mi się,
      że to była taka ”hedonistyczna fala”, która co parę lat przechodzi przez muzykę
      pop. Wcześniejsza to cały Madchester i pochodne.

      Britpop w swoim prime time był ”imprezowy bardzo”.
      Pulp ”sorted out for E's and wizz”:

      ...tell me when the spaceship lands 'cause all this has just got to
      mean something. In the middle of the nite, it feels alright, but then
      tommorow morning. Oh then you come down. Oh yeah the pirate radio
      station told us what was going down. Got the tickets from some
      mashed up bloke in Camden Town...

      Właśnie ten cały Camden Town, indie clubs, etc. Albo Supergrass na ”Alright” to
      jest apoteoza młodości i imprezowego szaleństwa. Albo ”Beautiful Ones” Suede. etc...

      No i to co napisaliście ”This Is Hardcore” Pulp to jest już zejście, to jest kac
      po britpopowej balandze. A łabędzim śpiewem było moim zdaniem ”Urban Hymns” The
      Verve. Bo ”13” Blura nijak się już nie łapie na britpop
      • p.o.box.77 Re: Wspólny mianownik 05.09.06, 16:06
        podpisuję się pod tym co o_k_o napisał [niżej], ale jednak czuje kontynuacje
        wsród młodszych zespołów....

        > była taka ”hedonistyczna fala”
        > Wcześniejsza to cały Madchester i pochodne.
        > Britpop w swoim prime time był ”imprezowy bardzo”.
        > to jest apoteoza młodości i imprezowego szaleństwa
        > ”This Is Hardcore” Pulp to jest już zejście
        > to jest kac
        > ”13” Blura nijak się już nie łapie na britpop
        • o_k_o Re: Wspólny mianownik 05.09.06, 16:37
          jasne, że tak
          ale to już jest kolejna fala
          a dziś to już kolejne fale



          p.o.box.77 napisał:

          ale jednak czuje kontynuacje
          > wsród młodszych zespołów....
          >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka