Dodaj do ulubionych

Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego zespołu

03.09.06, 00:16
Konkurs im Rafała Księżyka
glissando.pl/index.php?s=wg_autora&autor=16
Konkurs na recenzję nieistniejącej płyty istniejącego zespołu. Niektóre
zespoły nie nagraly płyty tej własnie na którą wszyscy czekamy i oczekujemy i
robią to z przesadną złosliwością, niektóre zespoły niengrywają tych płyt co
nie oznacza ze one te płyty nie powinny by być! istnieć! i cieszyć oko!. a
nawet ucho, co ja mówię OBA!.

Leguramin
1. Wybieramy dowolny zespół i w ich dyskografię wklejamy naszą propozycję
płyty, track lista mile widziana, tudzież okladka płyty (osobna nagroda
graficzna) opisujemy rzetelnie nasze doznania i dojscia i zajścia i przejscia
i nieprzebrane utarczki uszne jakimi zdołał nas uraczyć imaginowaną płytą
dany artycha. Artysta również może byc kompletnie zmyślony - ale to utudnia
więc osobiście odradzam;))). Recenzji każdy autor może napisać ile mu sie po
prsotu zachce. Limit to zapchanie serwera i ban od admina za spamowanie.
2. Można również narysować okładkę danemu zespołowi, bądź zrobic zmyślny
fotomontż, do postu można dodać własny projekt okładki korzystajac z programu
imageshack.us/ (szczegóły w linku)
przykład:
img172.imageshack.us/img172/5972/teofilociepkaautoportretiz9.jpg
(moje zauroczenie pewnym filmem tutaj ma wyzwolenie, film: Angelus)
3.Długość recki: dowolna, od krótkiego: "och" do zawartości 34 tomowej
Encyklopedii. Wszelkie literackie chwyty dozwolone, można objechac,
pozachwycać, zmusić Mandarynę do spiewania piosenek Gershwina lub Stachury
tudzież zachęcić Carlosa Santanę aby zagrał na gitarze wreszcie hymn Gujany
Fancuskiej. Wszelkie formy recenzji poprzez nawet wywiad z artystą i rozmowę
o tej płycie z nim przeprowadzoną do suchego opisu melodramatycznych potknięć
solisty czy te naturszczykowską relację z podsłuchanej rozmowy dwóch roboli
spod sklepiku spod piwem.
4.Data rozpoczęcia: już, od teraz, nał, agoń.
5.Gdzie przekazywać recenzje: tu w tym pościdle.
6.Data zakończenia nadsyłania recenzji: godzina 12.00 dnia 7.09.2006
(czwartek), o godzinie 13.00 tegoż dnia powstanie oficjalna lista do
zagłosowania w nowym poście i głosujemy tylko tam.
7.Głosowanie trwa 24 godziny do godziny 13.00 dnia 8.09.2006 (piątek) a do
godziny 14.00 będą podane oficjalne jedyne i niepodważalne wyniki Konkursu
(ewentualnie termin głosowania może być przedłużony do poniedziałku 11.09.06 -
te same godziny, zależne to będzie od ilosci nadesłanych recek i
zaangazowania forumowiczów)
głosujemy w kategoriach:

- Najlepsza recenzja nieistniejacej płyty istniejącego zespołu
kazdy oceniający ma 6pkt do rozdzielenia na dowolna liczbę (max 6, bo bez
ułamków) autorów (oczywiste jest że na siebie głosowanie nie jest mile
widziane, ale pod innym nickiem - dozwolone) głosować moze kazdy nawet
przypadkowy przechodzień który upora się z wklikaniem swojego pościdła. Nie
wnikam w motywację głosujacych. Ocenia się wszystko: styl, wyczucie, kontekst
a nawet styl lizania pupalka, dobrze jest podać co sie najbardziej podobało.

-Okładka graficzna płyty
każdy oceniający ma 3 pkt do podziału na wszystkich autorów okładek (max 3,
bo bez ułamków)

- osobne nagrody personalne rownież mile widziane, ale nie będą podliczane
ale z chęcia zlizywane z ekranów poprzez złaknionych chwały autorów
recenzjii.
8.Nagrody: Raulka dla the besta (forman plik jpg)wieczna chwała i mnóstwo
swobodnego seksu z pciom przeciwnom niechybnie przez ten fakt podnieconej.
9. ...... (tu wpisz dowolne)
10. Doprze jest przed napisaniem recenzji napić sięczegos mocniejszego(nie
będzie to uznawane za formę dopingu)

Pozdrawiam was
Bob Ły
Obserwuj wątek
    • ihopeyouwilllikeme Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 04.09.06, 11:10
      Ale fajny konkurs ! Już zabieram się za recenzję U2 - " The Opera's In Me -
      Live With San Francisco Symphony Orchestra " ( tytuł roboczy ).
      • cze67 Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 04.09.06, 11:24
        Uprzejmie prosiłbym o przedłużenie terminu oddawania prac o tydzień albo nawet
        dwa. Po co się tak śpieszyć?
        • obly Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 04.09.06, 11:38
          ok )) nie ma problemu... tak będzie wprowadze odpowiednie korekty i wysle
          aktualizacje terminu ;))) juz wiem jaką ;)))
          • gregpatter4 Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 04.09.06, 15:19
            Patton Mike w swoim zyciu popelnil byl wiele plyt, utworow i zwiazkow muzycznych. Jednym z nich byla plyta 'Pranzo Oltranzista' - futurystyczna ksiazka kucharska napisana przez Filippo Tommaso Marinettiego w 1933 roku. W stworzeniu iscie 'kociej muzyki' do tej plyty pomagal mu m.in. stary druh - John Zorn... Ale nie o tym mialem mowic...

            Wiem, wiem, gdzie mi tam do Marinettiego - nawet nie zamierzam popelniac grzechu pychy, przyrownujac sie do 'wloskiego Lema'. Ale skoro Mike wygrzebal gdzies 'Pranzo Oltranzista' to hipotetycznie zakladam, ze mial takze dostep do tego oto 'dziela' (w koncu posiada internet):
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26334&w=30414027&v=2&s=0
            Patton siadl, przeczytal, pomyslal, wykonal telefon (dwa lub trzy nawet) i po kilku dniach w studio powstala nowa porcja muzyki przypominajacej bardziej chaotyczne zgrzytanie widelca po talerzu niz przemyslana kompozycje muzycznego geniusza. Patton komponowal dowolnie - podobnie, jak dowolnie kazdy z Was moze sobie wyobrazic 'kocia muzyke' wspolgrajaca w Waszych glowach z powyzej linkowanym tekstem i ponizej przytoczonymi tytulami utworow (tudziez zalaczonymi projektami okladki)

            The Tunnel

            1. Fear
            2. Secret
            3. Desert Eagle
            4. Dickless Masashi
            5. Malrboro 100's
            6. Midori
            7. Martial Law
            8. Meeting Hiroya
            9. Death of a Traitor
            10. 427
            11. Salvators
            12. Backstabber
            13. Viceroy

            okladka - front
            img175.imageshack.us/img175/5118/tunnelfrontyi4.jpg
            okladka - tyl
            img175.imageshack.us/img175/4748/tunnelbackti0.jpg
            • cze67 Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 04.09.06, 15:23
              NO, mamy początek, super. Myślę tylko, że znacznym ułatwieniem dla nas
              wszystkich będzie podawanie przez kolejnych "recenzentów" tytułu i wykonawcy
              nieistniejącej płyty w tytule wątku.
              • tymbarski Dream Theater - Warsaw 04.09.06, 22:49
                Pomysł płyty, jak mówią muzycy, zrodził się już w zeszłym roku, kiedy to Dream
                Theater grał koncert w Poznaniu. Członkowie zespołu przejazdem zahaczyli o
                Warszawę. Jak mówią - w żadnym innym mieście nie przeżyli podobnego szoku.
                - Byliśmy zdumieni. Myśleliśmy, że miasto to jakieś zagłębie transportowe.
                Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że ciężarówki prują przez Warszawę, bo po
                prostu nie mają którędy - mówi Jordan Rudess, klawiszowiec zespołu. - Powódź
                TIRów, niesamowite - tłumaczy.

                - Stwierdziliśmy, żę to musi być ogromne miasto. Taksówką z lotniska do hotelu
                jechaliśmy dwie godziny. Dziwne, ale co jakiś czas wydawało mi się, że budynki,
                które mijamy, widzieliśmy już pięć minut temu. Miałem wrażenie, że kręcę się w
                kółko. To niesamowite, jak to miasto działa na człowieka. Taksówkarz, gdy
                dzieliliśmy się z nim wrażeniami, zagadkowo milczał. Myślę, że wiedział co się
                święci i nie chciał psuć aury tajemniczości- mówi John Petrucci.

                Muzycy twierdzą, że to nie przypadek, iż płytę zaczynają i kończą dwie
                najdłuższe piosenki na płycie - Traffic Jam i Traffic Jam Grand Finale. - To
                piękne, kiedy w korku to miasto jakby zasypia. Zamknąłem oczy i w głowie od razu
                miałem melodię - mówi James LaBrie - chciałem, by to wrażenie trwało wiecznie. I
                trwało - dodaje.

                Koncept album "Warsaw" powstał w dwa miesiące. Muzycy czerpali natchnienie z
                filmów dokumentalnych o Warszawie. - Wiesz, gdy patrzy się na Pałac Kultury
                naprawdę z bliska, dźwięki same wpadają do głowy - twierdzi Mike Portnoy.

                - Raz wieczorem szliśmy Starym Miastem. Wokół stare budynki, a między nimi
                weseli ludzie, pijący, jak słyszałem, wasze lokalne wino. To piękne, taka
                tradycja - mówi John Myung. - Wtedy powstał numer "Old man on the Old Town.

                Premiera płyty planowana jest na grudzień tego roku. Oczywiście, jak zaznaczają
                muzycy, w Warszawie. - Prawdopodobnie będzie to jakiś mały koncert po praskiej
                stronie - kwituje Mike Portnoy.

                Tracks:
                1. Traffic Jam
                2. Longest Yourney in Cab
                3. Old Man on the Old Town
                4. The Great Palace
                5. Chmielna Street
                6. 1944
                7. Traffic Jam - Grand Finale

                Okładka przód:
                img245.imageshack.us/img245/5171/frontsi9.jpg
                Okładka tył:
                img426.imageshack.us/img426/9839/backlo7.jpg
            • carmody Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 05.09.06, 15:54
              Panie gregpatter4, pewnie nieobce Panu kino Miike Takashi? Bo o Woo, to nie będę
              nawet wspominał. Poszdro.
    • carmody Turbonegro - Der Ewige Homo Judens 05.09.06, 02:55
      Oke, coś nie wchodzi, więc będzie na dwa rzuty:

      czI:

      Muskularny Murzyn w wielkim amerykańskim samochodzie z przyciemnianymi szybami i
      felgami na wzór ludzkich czaszek pędził ulicą. Niósł zagładę i czynił
      spustoszenie już od paru dobrych lat. Nie zastanawiał się po co i dlaczego to
      robi. Dobra rozrywka myślał i jechał dalej, napędzany piekącym dymem z płonących
      zgliszcz. Czerwonym językiem rozprowadzał po białych zębach biały proszek, a
      brązowe oczy o żółtych białkach wypatrywały kolejnych ofiar. Z radia wydobywał
      się śmierć-punk, który połączony z niskim dźwiękiem silnika sprowadzał przyjemne
      mrowienie na jego zastały kręgosłup. Piosenka skończyła się, zaraz miała
      polecieć następna. I poleciała, tyle, że było to już bez znaczenia. W tym ułamku
      sekundy między utworami, Murzyn zdał sobie sprawę, że musi strzelić klocka.
      Przejechał jeszcze parę metrów po czym gwałtownie zatrzymał samochód.
      Poprawiając lusterko zmierzył się z własnym wzrokiem i wyrzucił z siebie: „jak
      to kurwa srać!?! Przecież jestem bohaterem grafomańskiego wstępu do recenzji
      płyty jakiegoś chujowego zespołu punkowego. To nawet nie jest amerykański
      zespół! To jakieś cioty z Norwegii! Ten cholerny białas, który mnie wrobił w tą
      farsę powiedział, że będzie to na miarę <<Action Jackson>>! Action Jackson, tak
      jest! A teraz mam się wysrać? Czy Carl Weathers też miał w scenariuszu stawianie
      klocków? Nie, nie miał. Miał za to milusie sceny z białymi cipami. Gówno zamiast
      cipy! I wąsate, skandynawskie pojeby! Pierdole to! To jakaś zafajdana awangarda!
      Nie chce skończyć jak ten Włoch, Pamsalini!” Wytarł spocone dłonie o własne afro
      i powlókł się smętnie w kierunku najbliższego sklepu monopolowego.

      Podobnie musiał się czuć Hank Von Helvete, kiedy podczas trasy promującej
      „Apocalypse Dudes” musiał prosić dziennikarza niemieckiego zina hc-punkowego o
      wkłucie mu igły w jedną z żył pod kolanem, bo sam nie mógł się schylić. Z tym,
      że Helvete nie chciał być jak Action Jackson. W tamtej chwili chciał być jak
      jego ojciec – pierdolony norweski kapitan Ahab. Okazało się, że od spełnienia
      tego marzenia dzielił go tylko kilkudniowy pobyt w mediolańskiej klinice
      psychiatrycznej. Po wyjściu poświęcił się prowadzeniu malutkiego muzeum
      wielorybnictwa na Lofotach. Nigdy nie dorównamy naszym ojcom…
      Helvete wrócił, Turbonegro wróciło, wszyscy to wiemy. Jednak albumy
      „Scandinavian Leather” i „Party Animals” nie emanują potęgą znaną z poprzednich
      płyt zespołu. Dziennikarze piszą: wrócili do nas z samego piekła! Dupa, tam.
      Wrócili z wygodnego detoxu na skórzanych kanapach. Wrócili ze świata azjatyckich
      dziwek opłacanych za pieniądze z tantiem. Piekło to były czasy „Ass Cobry” i
      „Apocalypse Dudes”, teraz ledwo im się z tyłków kopci. Ale Hank Von Helvete vel.
      Hank From Hell o tym wiedział. Widział rogaty cień diablego fallusa koło własnej
      dupy. To on wpadł na pomysł nagrania „Der Ewgie Homo Judens”:

      -Kręciliśmy chałturę dla MTV. Program tego dzieciaka, Bama Magery. Nie biorę już
      narkotyków, za to dużo piję. A w ogóle wiesz, że ci z MTV uparli się, że nie
      mogę powiedzieć w telewizji, że lubię pić krew delfinów? Oni mają świra na
      punkcie tego upośledzonego ssaka! W każdym razie po nagraniu była impreza,
      totalnie zalany posuwam w łazience matkę Bama i myślę sobie, że jest coś
      magicznego w żydowskich tyłkach. Wiesz ona chyba nie była żydówką, a i jej tyłka
      nie można było nazwać ucieleśnieniem mitu <<koszernej dupy żydowskiej
      księżniczki>>. Ale zaczęło mi to chodzić po głowie, właśnie wtedy, w łazience
      Bama Magery, gdy wpychałem głowę jego matki w umywalkę. Wtedy zacząłem też
      myśleć o nowej płycie Turbonegro.

      cdn
      • carmody Re: Turbonegro - Der Ewige Homo Judens 05.09.06, 02:56
        czII:

        Happy-Tom tłucze w gary jakby przez ostatnie lata słuchał tylko „Banging In The
        Nails” The Tiger Lillies. W żyłach Euro-Boya zaczęła płynąć smoła, a spod jego
        palców oprócz niszczących riffów bucha śmierdzący siarką dym. Pål Pot Pamparius
        wyciska z klawiszy krew, a stręczone przez niego 13 letnie Azjatki zlizują ją ze
        sceny. Głos Hanka Von Helvete powoduje, że odbyt przybiera średnice główki od
        szpilki i niknie w głębi tyłka. Tym razem wrócili naprawdę! Wrócili niosąc ze
        sobą turbo-holocaust. Samodestrukcja już im nie wystarcza, wrócili by siać
        chaos, zniszczenie i rozlewać nasienie, swoje i nasze. Żywi będą pomstować do
        nieba, umarli zaczną przewracać się w grobach tak gwałtownie, że wszystkie
        cmentarze zaczną wyglądać jak wielkie kretowiska! Turbonegro są ucieleśnieniem
        przebranego w mundur Wehrmachtu, odwiecznego żydo-komuno-masona, który
        zacierając pożółkłe dłonie łypie chciwie na Wasze dusze. Nie ma miejsca na
        dobro, zło, polityczną poprawność. Turbonegro to Szatan, krew, dziwki, śmierć.
        Razem z „Der Ewige Homo Judens” nadeszła IV Rzesza śmierć-punka.

        1.Tora, Tora, Tora My Kosher-Ass Princess!
        2.Der Ewie Homo Judens
        3.Fisting In Utah
        4.Drang Nach Arschen
        5.Turbonegro Hate The Emo-Kids
        6.Drive-In Movies „Passion” Jerk Off
        7.I Didn’t Cry After Pol-Pot
        8.I’ll Swallow Your Soul
        9.Cheese Flavored Pussy & Ass Itch
        10.Hot Shit Vs. Cold Shit
        11.Spit On English Or Die
        12.Me and Ferdynand Bardamu Celine Down The Schoolyard
        13.Hail To The Pope

        Okładka: img19.imageshack.us/img19/4489/turbonegroderewigehomojudensgs5.jpg
        (all fokin' rights reserved, zdjęcie moja robota, na kompie mam teraz tylko
        painta, więc bez trzcionek i innych bajerów)
    • obly ZMIANA TERMINU!!!! KONIEC 13.09.2006 05.09.06, 07:51
      Zgodnie z życzeniem ustalamy termin końcowy na 13.09.2006 (środa) do godziny
      12.00, lista wiśnie do 13.00 do głosowania i głosowanie będzie do 15.09.2006
      (piątek)godzina 12.00 o 13.00 wyniki.
      .
      Porządkowe uwagi - uwagi cze są słusznawe: w nazwie postu podac kapelkę i nazwę
      niesitniejacej płyty.
      - hmmm moze ktos sie pokusi o załaczenie próbek mp3 swojej wymyslonej
      niestniejacej płyty jak najbardziej istniejącego zespolu? hmmmmmm (mruganie
      okiem)w sensie to poza nagrodowe i nie wliczalne bedzie w ogół.
      .
      __
      Koń był chory
      • tymbarski Re: ZMIANA TERMINU!!!! KONIEC 13.09.2006 05.09.06, 21:55
        Ej, ale nie piszcie tyle tych recenzji wszyscy naraz, bo czytać nie nadążam:)
    • obly Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 12.09.06, 07:45
      przesuwamy termin?
      ha?
      • cze67 Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 12.09.06, 09:23
        Przesuwamy. U mnie: dobre chęci - brak czasu = niewyróbka.
        • mechanikk Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 12.09.06, 10:11
          > Przesuwamy. U mnie: dobre chęci - brak czasu = niewyróbka

          Noo, u mnie też. Ostra wrześniowa kampania. Proponuję do końca wrzesnia
          przesunać.
          • obly Re: Recenzja nieistniejacej płyty istniejącego ze 12.09.06, 11:04
            tak jest ;)))
            • tymbarski Wrzesień się skończył... 01.10.06, 23:07
              • obly Re: Wrzesień się skończył... 06.10.06, 10:37
                własnie poddajępod głosowanie co dalej ;)0
                ja mam pomsł który z chęcia sobie zrealizuje
                czy jeszcze ktos chętny?
                no halooo
                halo halo

                jak nie to trudno
                czekamy do 15.10.2006 mam nadzieje ze studenteria juz wezre sie piwskiem w nową
                rzeczywistość
                nara trzepańce
                • cze67 Re: Wrzesień się skończył... 06.10.06, 12:22
                  Ja się przymierzałem, nawet trochę napisałem, ale na resztę brakuje mi i
                  inwencji, i spokojnego umysłu. Tak więc sam nie wiem...
                  • tymbarski Re: Wrzesień się skończył... 06.10.06, 12:42
                    cze67 napisał:

                    > Ja się przymierzałem, nawet trochę napisałem, ale na resztę brakuje mi i
                    > inwencji, i spokojnego umysłu. Tak więc sam nie wiem...


                    Myslisz że taki Fleming przy penicylinie to miał inwencję? Samo wyszło:)
                    Także bez strachu przysyłaj:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka