mechanikk
12.09.06, 22:51
Nie mogę się Proszę Państwa powstrzymać od założenia watku o nowym albumie Yo
La Tengo "I'm not afraid of you and I will baet your ass". Może dlatego, że
singlowy (?) "Beanbag Chair" wcale nie zapowiadał udanej płyty, co więcej,
zapowiadał płytę trochę nieudaną. Tymczasem INAOYAIWBYA jawi się jako
najciekawszy w tym roku kawałek amerykańskiego niezalu, który to niezal,
nawiasem mówiąc, w tym roku nie zupełnie nadążą. Ba, gdyby nie "Wichura"
Ścianki powiedziałbym, że opener rzeczonej płyty Tengo "Pass The Hatchet" i,
w szczególności, opętańczy "The Room Got Heavy" to najlepsze w tym roku
psychodeliczne kopy w tyłek. Ten drugi utwór, to rzecz jakiej od stu wieków
nie udało się nagrać Stereolab. Ścieżka dźwiękowa do straszliwej ucieczki
przed portorykańskim gangiem przez mroczne zakamary Miami. Nie wiem dlaczego
tak mi się to kojarzy, być może równie dobrze może być to ucieczka przez
Stare Bałuty przed drużyną dresów. W każdym razie sporo się dzieje, jest dużo
surowego dżezu, improwizacji bez śladu samozachwytu, a od czasu do czasu
można się nawet zrelaksować.
No to się podnieciłem. Zdaje się, że światowa krytyka również, ale trudno,
nie będę się z nimi kłócić :P