Dodaj do ulubionych

Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku.

12.09.06, 22:51
Nie mogę się Proszę Państwa powstrzymać od założenia watku o nowym albumie Yo
La Tengo "I'm not afraid of you and I will baet your ass". Może dlatego, że
singlowy (?) "Beanbag Chair" wcale nie zapowiadał udanej płyty, co więcej,
zapowiadał płytę trochę nieudaną. Tymczasem INAOYAIWBYA jawi się jako
najciekawszy w tym roku kawałek amerykańskiego niezalu, który to niezal,
nawiasem mówiąc, w tym roku nie zupełnie nadążą. Ba, gdyby nie "Wichura"
Ścianki powiedziałbym, że opener rzeczonej płyty Tengo "Pass The Hatchet" i,
w szczególności, opętańczy "The Room Got Heavy" to najlepsze w tym roku
psychodeliczne kopy w tyłek. Ten drugi utwór, to rzecz jakiej od stu wieków
nie udało się nagrać Stereolab. Ścieżka dźwiękowa do straszliwej ucieczki
przed portorykańskim gangiem przez mroczne zakamary Miami. Nie wiem dlaczego
tak mi się to kojarzy, być może równie dobrze może być to ucieczka przez
Stare Bałuty przed drużyną dresów. W każdym razie sporo się dzieje, jest dużo
surowego dżezu, improwizacji bez śladu samozachwytu, a od czasu do czasu
można się nawet zrelaksować.
No to się podnieciłem. Zdaje się, że światowa krytyka również, ale trudno,
nie będę się z nimi kłócić :P
Obserwuj wątek
    • grimsrund Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 11:00
      Bo to dobra płyta jest.
      • jarecki32 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 14:48
        he, he wlasnie zadzwonili z HMV, ze nowe Yo La Tengo do odebrania jest
        na caly wielki sklep raptem jedna kopie zamowili, a kto ja dostanie ? :) :) :)
        poslucham i sie podziele
        • cze67 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 14:56
          jarecki32 napisał:

          > he, he wlasnie zadzwonili z HMV,

          A co oznacza ten skrót (jak coś brzydkiego to nie odpowiadaj na ten post!)?
          • jarecki32 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 15:12
            according to wikipedia:
            His Master's Voice, usually abbreviated to HMV, is a famous trademark in the
            music business, and for many years was the name of a large record label. The
            name was coined in 1899 as the title of a painting of the dog Nipper listening
            to a wind-up gramophone. Their retail stores are currently the #1 high street
            music retailer in the UK (excluding Supermarkets), but has fierce competition
            across the UK with Virgin Megastores and more recently Music Zone.

            A to nie ma ich jeszcze w PL ?

            • cze67 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 15:16
              Ja nie zauważyłem. Ale może za słabo się rozglądałem.
        • o_k_o Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 15:30
          A może ta płyta wyszła tylko w jednym egzemplarzu?
    • janek0 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 13.09.06, 22:37
      Zgadzam się w sumie, chociaż nie zgadzam się żeby Beanbag Chair było słabe. To
      znaczy zgadzam się z zachwytami nad Pass... i Room..., ale płyta jako całość
      trochę mnie zaskoczyła. Bo YLT zwykle robili prawiekonceptalbumy: niezależnie
      czy było bardziej rockowo (np. Painful), folkowo (Fakebook) czy
      melanch-elektronicznie (And Then Nothing...), to wszystkie utwory były w z
      grubsza w tym samym stylu i na jeden temat (czy ja już mówiłem, że coverowa EPka
      "Little Honda" to pod względem spójności "narracji" to jest mistrzostwo świata
      ?). I wszystkie te płyty były świetne w swojej kategorii - nieprawdą jest
      zwłaszcza lansowana na innych forach teza jakoby późniejsze płyty YLT były
      gorsze niż wcześniejsze. A tu jest po trochu z każdego, i choć dalej
      poszczególne kawałki są świetne w swojej kategorii (tak, Beanbag Chair jest mzd
      świetne jako folkowo-popoy kawałek) to brzmi to jak zbieranina odrzutów z
      ostatnich piętnastu lat działalności. Taki jakby follow-up do zeszłorocznego
      składaka: mam wrażenie, jakby I'am... było o samym YLT - takie podsumowanie.
      Zgadza mi się to z tytułem płyty, bo im więcej poznaję YLT i ich inspiracji, tym
      więcej mam wrażenie, jakby ich ambicją było pokazanie, że umieją zrobić to samo
      co Velvet Underground, The Kinks, Beachboysi, Dylan, Beatlesi itp, tylko lepiej,
      tj. że się ich nie boją i że skopią im tyłki. Trochę mnie to też niepokoi, bo by
      znaczyło, że się Ira & co z lekka wypsztykali z pomysłów, i co teraz będzie.

      Ale i tak mi się podoba.

      BTW. W drugiej połowie listopada (chyba 19?) YLT grają w Berlinie. Ktoś z pt
      forumowiczów się może wybiera ? Bo ja miałem już jechać na poprzedni, ale jakoś
      się nie złożyło. A tym razem okoliczności bardziej są sprzyjające.
    • jarecki32 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 14.09.06, 18:57
      No i jest, piekna plytka, skromna, estetyczna
      Slucham od wczoraj, slucham piszac (lub odwrotnie)
      i podoba mi sie, cos jakby Beck meets the White Stripes ( specow od YLT prosze
      o wybaczenie, to tylko taki skrot myslowy :))
      Artystyczny eklektyzm w wersji niezalowej, moze to lepiej zabrzmi ?
      • cze67 Re: Nie boję się ciebie i dam ci po tyłku. 18.09.06, 09:41
        Kaczor puścił wczoraj pierwszy numer z tej płyty. Jakbym jakiegoś nieznanego
        kawałka z najlepszych czasów Velvetów słuchał. Odleciałem.
    • pagaj_75 Kij w mrowisko 24.09.06, 20:03
      mechanikk napisał:

      > No to się podnieciłem.

      A ja nie bardzo. Na płycie są cztery, może pięć świetnych kawałków - "Pass the
      Hatchet...", "The Room Got Heavy", "Dapnia", "The Story of Yo La Tango" i może
      jeszcze "The Race Is On Again". Rzecz w tym, że nawet te wymienione wywołują
      silne skojarzenia z innymi artystami, niewiele dodając od samych YLT. Czy oni
      mają tak zawsze? Pytam, bo znam tylko dwie płyty - oprócz tej, jeszcze "And Then
      Nothing..." - i odnoszę wrażenie, że to taki trochę cover-band, głównie
      Velvetów. Dlatego dziwi to ogólne poważanie jakim się cieszy w niezal-światku.
      Nie żeby byli kiepscy, są naprawdę fajni, ale chyba nie aż tak, jakby to
      sugerowały peany krytyków.

      Ktoś może mnie oświecić w kwestii dyskografii?
      • cze67 Re: Kij w mrowisko 25.09.06, 09:57
        No toż tutaj masz:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=13553093&wv.x=1&a=28894864
      • janek0 Re: Kij w mrowisko 27.09.06, 23:52
        pagaj_75 napisał:

        > i odnoszę wrażenie, że to taki trochę cover-band, głównie
        > Velvetów. Dlatego dziwi to ogólne poważanie jakim się cieszy w niezal-światku.
        > Nie żeby byli kiepscy, są naprawdę fajni, ale chyba nie aż tak, jakby to
        > sugerowały peany krytyków.

        Pagaj, no bo oni właśnie prochu nie wymyślili, tylko wiedzą jak z niego
        strzelać. Ich podejście jest trochę jak w muzyce klasycznej: wiedzą o "szeroko
        pojętej muzyce niezależnej" wszystko, i sobie po swojemu to interpretują: lekkie
        przesunięcie akcentów, i dostaje się zupełnie nową jakość. Jak z kolejnymi
        wykonaniami Beethovena. I na tym polega ich wielkość, że zamiast wymyślać
        amerykę w konserwach, mają, no, kurwa, własny poziom przekazu zrobiony
        konwencjonalnymi środkami.

        Posłuchaj sobie wyżej wspomnianej EPki "Little Honda", to zobaczysz o co chodzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka