braineater
20.11.06, 09:18
Rzadko się to strasznie zdarza, ale czasami bywa, że na koncercie pojawia się
maksymalna magia. Wczorajszy wystep Koop był chyba jednym z nielicznych, na
których udało mi się coś takiego poczuć. O tyle jest to dziwne, że dwóch
pierwszych płyt tego zespołu nie lubię prawie wcale, choc tegoroczne Koop
island, maja szanse byc bardzo wysoko w rankingu płyt z elektronicznym popem
ad 2006.
I własnie - najpierw o płycie, która jest wypełniona doskonała muzyką,
bujającą w okolicach ballroom jazzu z lat 30 i 40 i w której elektronika jest
sprytnie pochowana pomiędzy żywywmi brzmieniami. Wszystko brzmi prześlicznie,
produkcja tego materiału to są godziny dopieszczania każdego brzmienia i
jakbym był bardziej afektowany, niz jestem, nie bałbym się uzyć stwierdzenia,
że pod względem produkcyjnym Koop islands to po prostu ca-cusz-ko.
A na koncercie...
A na koncercie objawił się najczystszej wody jazzowy drapieżca. Królowała nie
sliczność brzmień, a obłąkana energia perkusisty, wibrafonisty i
kontrabasisty, którzy przez pierwsze 2-3 kawałki przygotowywali grunt a w
kolejnych 4 roznieśli publikę w pył. Trzech niepozornych kolesi,
napieprzających z mocą kafara i precyzją lasera, a przed nimi starszawa
Japoneczka, budujaca wokalem całkiem inna przestrzeń - od spokojnych
spiewanek w stylu Juli London, po rasowy jazzowy wydzior
w "Forces...Darling".
Tak jak i na płycie elektronika została schowana za żywą sekcją, czasami
tylko dorzucając jakies tempa, albo lekkie zakrzywienia dźwięków. Do kompletu
dochodzi jeszcze puzon, na którym pan w pewnym momencie posunął tak
dynamiczne i rytmiczne solo, że nie było w klubie osoby, która nie próbowała
by się rozpląsac na swoich 15cm2 miejsca, oraz akordeon, który dodawał całemu
przedśięwzięciu popowej lekkosci i zwiewności.
2 godziny grania, z dwoma bisami, głownie materiał z Koop islands własnie i
zdecydowanie Cinematic Orchestra będzie miała wysoką poprzeczkę do
przeskoczenia, by kupic publikę bardziej, niz zrobiła to ekipa z Koop. około
200 osób w knajpie klaszczących i tupiących przez 15 minut i zespół po którym
widać zaskoczenie taka reakcją (która zdecydowanie nie była przesadzona), to
nie zdarza się na codzień.
Pare fotek:
www.ultramaryna.pl/tekst.php3?id=579
P:)