braineater
27.04.07, 15:11
hmmmmmm
będzie się chyba działo dookoła tej płyty sporo. Słucham sobie i słucham i się zastanawiam, czy właśnie na to czekałem od Man with Movie Camera. Co się wydarzyło przez cztery lata? Z pierwszych przesłuchań wynika, że nieiwiele, bardzo niewiele. Jest jeden typowy hiciak z Fontellą - Familiar Ground, co jednak doś dalek stoi od wokalnej masakry, którą było Evolution, jest sporo drugiego stałego wokalu, co my go juz widzieli na koncertach i który no kurde, nie stanowi najjaśniejszego punktu tej płyty. A całość leci w tempie fiata 126p jadącego pod górę na oparach benzyny. Krztusi się, kaszle, zatrzymuje, ale jakoś jedzie. Widzi mi się, że na tej płycie parę osób zakończy uwielbienie dla TCO, a kilka nowych, szczeólnie z okolic wielbiących ostatnie dokonania np Jagga Jazzist się pojawi.
To nie jest zła płyta, ale brakuje w niej tych haków, które były na poprzednich. Raczej dźwięki do przytulania dziewcząt o 2 nad ranem, kiedy wódka nie zwaliła ich jeszce z nóg i nie stały się niestrawne, niż do radosnego słuchania z gębą rozdziawioną w zachwycie. Płyta dla snujów w sumie i nawet na chwilę się nie rozkręca.
P:)