cze67
09.05.07, 09:38
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69806,4116273.html
i jeszcze Sankowski:
Bez niej lata 80. wyglądałyby zupełnie inaczej. Bez setek kasetowych
grundigów czy kasprzaków nie byłoby eksplozji polskiej muzyki młodzieżowej.
Nie byłoby też podziemnego, drugiego obiegu - na kasetach rejestrowano
zarówno koncerty Kultu czy Dezertera, jak i Jacka Kaczmarskiego.
Mało kto pamięta, że kaseta to także początki informatycznego boomu w Polsce.
Bodajże Rozgłośnia Harcerska emitowała proste programy komputerowe. Nagrywało
się je na kasety, a potem wgrywało do swoich ZX Spectrum.
Dwie dekady temu kasety były prawdziwym skarbem. Te naprawdę dobrej jakości,
oryginalne, dostępne były tylko w Peweksie. W sklepach RTV czasem dało się
upolować enerdowskie albo nasze, produkowane przez Stilon Gorzów. Najłatwiej
było jednak kupić w księgarni wydane na kasetach bajki dla dzieci albo jakieś
rejestracje występów Śląska czy innego Mazowsza. Kasowałem je później i na
nowo nagrywałem całe płyty. Czasem kopiowałem od znajomych, czasem nagrywałem
z radia, które było przecież wtedy czymś w rodzaju oficjalnego pirata i
emitowało pełne albumy.
Miałem całkiem pokaźną kolekcję kaset. Sporej jej części pozbyłem się dopiero
parę lat temu. Po prostu płyty, które miałem na nich nagrane, teraz mam w
postaci płyt kompaktowych. Ale nadal trzymam kilkadziesiąt kaset.
Mam na nich prawdziwe skarby. Sesje nagrywane przez zespoły w latach 80.,
które potem nigdy nie trafiły na płyty, łapane w audycjach radiowych
pojedyncze piosenki zespołów, którym nie dane było kiedykolwiek doczekać się
własnego longplaya. Obiecuję sobie, że kiedyś je - jak się to dziś mówi -
zdygitalizuję. Zanim to nastąpi, nie pozbędę się ich nigdy.
Mimo że obecnie nie mam nawet na czym ich odsłuchiwać - po prostu nie mam
magnetofonu. A nawet gdy go jeszcze miałem, były dla mnie powodem wielu
frustracji - ich jakość była podła, często się wciągały, czasem nawet zrywały
(dawało się je skleić acetonem). Wielokrotnie kasowane i nagrywane traciły
swoje pierwotne właściwości, często spod aktualnego nagrania słychać było
fragmenty tego, co na kasecie zarejestrowano wcześniej.
Nie będę tęsknił za kasetą. Tak samo jak nie zamierzam przesadnie idealizować
tamtych czasów. Ale tej emocji, gdy w magnetofonie równolegle wciskało
się "record" i "play" zawsze będzie mi brakowało.
Ja: Mam kilkaset kaset. I walkmana. I nieprędko się ich pozbędę. Tylko na
kasetach mam niemal całą dyskografię NoMeansNo na ten przykład (na CD tylko
składak). Ba! Kupuje sobie nowe na różnych targach i jarmarkach. Ostatnio -
Abby na przykład i Pantery. Nie kupiłbym raczej na płycie (ze względów
cenowych oczywiście) a zeta czy dwie za poznanie nowej lub przypomnienie
słuchanej 20 lat temu muzyki to nie jest zbyt wiele.