Dodaj do ulubionych

Kasetom robimy pa, pa

09.05.07, 09:38
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69806,4116273.html
i jeszcze Sankowski:
Bez niej lata 80. wyglądałyby zupełnie inaczej. Bez setek kasetowych
grundigów czy kasprzaków nie byłoby eksplozji polskiej muzyki młodzieżowej.
Nie byłoby też podziemnego, drugiego obiegu - na kasetach rejestrowano
zarówno koncerty Kultu czy Dezertera, jak i Jacka Kaczmarskiego.

Mało kto pamięta, że kaseta to także początki informatycznego boomu w Polsce.
Bodajże Rozgłośnia Harcerska emitowała proste programy komputerowe. Nagrywało
się je na kasety, a potem wgrywało do swoich ZX Spectrum.

Dwie dekady temu kasety były prawdziwym skarbem. Te naprawdę dobrej jakości,
oryginalne, dostępne były tylko w Peweksie. W sklepach RTV czasem dało się
upolować enerdowskie albo nasze, produkowane przez Stilon Gorzów. Najłatwiej
było jednak kupić w księgarni wydane na kasetach bajki dla dzieci albo jakieś
rejestracje występów Śląska czy innego Mazowsza. Kasowałem je później i na
nowo nagrywałem całe płyty. Czasem kopiowałem od znajomych, czasem nagrywałem
z radia, które było przecież wtedy czymś w rodzaju oficjalnego pirata i
emitowało pełne albumy.

Miałem całkiem pokaźną kolekcję kaset. Sporej jej części pozbyłem się dopiero
parę lat temu. Po prostu płyty, które miałem na nich nagrane, teraz mam w
postaci płyt kompaktowych. Ale nadal trzymam kilkadziesiąt kaset.

Mam na nich prawdziwe skarby. Sesje nagrywane przez zespoły w latach 80.,
które potem nigdy nie trafiły na płyty, łapane w audycjach radiowych
pojedyncze piosenki zespołów, którym nie dane było kiedykolwiek doczekać się
własnego longplaya. Obiecuję sobie, że kiedyś je - jak się to dziś mówi -
zdygitalizuję. Zanim to nastąpi, nie pozbędę się ich nigdy.

Mimo że obecnie nie mam nawet na czym ich odsłuchiwać - po prostu nie mam
magnetofonu. A nawet gdy go jeszcze miałem, były dla mnie powodem wielu
frustracji - ich jakość była podła, często się wciągały, czasem nawet zrywały
(dawało się je skleić acetonem). Wielokrotnie kasowane i nagrywane traciły
swoje pierwotne właściwości, często spod aktualnego nagrania słychać było
fragmenty tego, co na kasecie zarejestrowano wcześniej.

Nie będę tęsknił za kasetą. Tak samo jak nie zamierzam przesadnie idealizować
tamtych czasów. Ale tej emocji, gdy w magnetofonie równolegle wciskało
się "record" i "play" zawsze będzie mi brakowało.


Ja: Mam kilkaset kaset. I walkmana. I nieprędko się ich pozbędę. Tylko na
kasetach mam niemal całą dyskografię NoMeansNo na ten przykład (na CD tylko
składak). Ba! Kupuje sobie nowe na różnych targach i jarmarkach. Ostatnio -
Abby na przykład i Pantery. Nie kupiłbym raczej na płycie (ze względów
cenowych oczywiście) a zeta czy dwie za poznanie nowej lub przypomnienie
słuchanej 20 lat temu muzyki to nie jest zbyt wiele.
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Kasetom robimy pa, pa 09.05.07, 09:44
      Lecz zernijcie w wolnej chwili na to:
      www.allegro.pl/item190585313__mc_lady_pank_live_rarytas_unikat_.html
      • ihopeyouwilllikeme Re: Kasetom robimy pa, pa 09.05.07, 10:27
        Ta aukcja jest śmieszna. Wczoraj w antykwariacie widziałem podobnie wydane
        bootlegi Pink Floyd ( idę o zakład, że 100 razy rzadsze ) za 4 zł. Może kupię, i
        też sprzedam na allegro ? :D Na razie kupiłem sobie Snow Goose Camela, również
        nie zamierzam z kaset rezygnować.
        • cze67 Re: Kasetom robimy pa, pa 09.05.07, 10:29
          Też jestem zaskoczony. Bardziej niż zaskoczony.
          • cze67 Re: Kasetom robimy pa, pa 09.05.07, 14:10
            Na fali wspomnień:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=3739889&wv.x=1&v=2&s=0
    • roar Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 10:47
      ...już od kilkudziestu lat, i nic.

      Powtarzam swoje już czas jakiś. Nośniki materialne to już nie sposób dystrybucji i przechowywania muzyki, bo do tego się nie nadają, a gadżety i pamiątki. Do tego celu kasety są równie dobre, jak winyle i CD. Toteż spoko, jeszcze nie żegnamy. Nie, że będę kupował albo co... :)
      • cze67 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 10:50
        Nie no, nie porównywałbym winyli i kaset. Chociażby z tego względu, że winyle
        nadal się produkuje i wydaje na nich nowe płyty a z kaset, jak wynika z
        materiału, już właściwie nie.
        • braineater Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 11:13
          iiiii tam
          cedekom-sredekom robimy papa i żegnamy czułym kopem w otwór, posyłając za nimi w diabły również dvd i tym podobne badziewia dla ludzi w białych rękawiczkach, co mają w głowach równie nierówno, jak ci od zbierania znaczków ale kaseta to niezniszczalna potęga, co przetrwa o wiele dłużej niż rodzaj ludzki i jesli tylko uchowa się w muzeumach sprzęt do odtwarzania, nadal będzie działała, tak jak robiła to w naszych czasach. Jest tak, że cedek starszy niż 5 lat, przynajmniej w moim wypadku nadaje się li jedynie do odstraszania radarów i robienia z nich kolczyków żonie, natomiast kasety mam jeszce i takie, co mój brader nagrywał na poczatku l. 80' i nadal wszystko w nich pieknie działa, mimo, że sztukowane są tasma klejącą, prostowane nad parą, bo wciongło, lata cąłe leżą bez pudełek, wystawione na kurz, psy i koty i nic dosłownie nic nie jest im w stanie zaszkodzić. Po prostu, po pliku komputerowym najbardziej trwały i przyjazny użytkownikowi nośnik i dlatego podejrzewam, że mało kto decyduje się na krok pod tytułem wywalam wszystkie swoje kasety.

          P:)
          • cze67 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 11:17
            No stary, nie przesadzaj. Pięcioletni cedek do kosza? To co Ty z nim robisz -
            wygładzasz parkiet?
            • braineater Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 11:31
              nie. po prostu używam. a podstawową cecha każdego przedmiotu powinna być funkcjonalność, której cd-ek nie ma za grosz. nie chce ciągle pamiętać o tym, że mam go nie łapac w ten sposób, bo zostana paluch, że nie mogę se go luzem wciepnąc do szuflady, tylko się musze pierdolić z pamiętaniem o takich bzdurach, że cza znaleźć jakies opakowanie typu koperta, albo co gorsza pudełko, które zajmuje 10 razy więcej miejsca niż sam nośnik i momentalnie zwiększa mi burdel w chacie o znaczny procent, że nie może spaść na glebę, bo się uszkodzi i że kurwa jeszcze milion jakiś debilnych i kompletnie nieracjonalnych dla uzytkownika zakazów i instrukcji obsługi, które w prosty i przejżysty sposób udowadniają, że skośni geniusze nie wymyslili funkcjonalnego nośnika, tylko jakieś gówno dla maniaków bez delirium, drżących łapek i mających zboczone podejście do kolekcjonowania przedmiotów, nie muzyki. Kurde, biorąc cedeka w łapę mam takie samo poczucie, jak wtedy, gdy któryś ze najomych chwaląc się swoim rocznym dzieciakiem daje mi go w łapy, żebym potrzymał, czyli paralizującą jazdę pod tytułem: no kurwa zaraz mi to jebnie na ziemię i będzie koniec.
              A kysz...

              P:)
              • cze67 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 11:42
                braineater napisał:

                > nie. po prostu używam. a podstawową cecha każdego przedmiotu powinna być
                funkcjonalność, której cd-ek nie ma za grosz.

                No tak, po prostu różnimy się w podejściu do owego nośnika.

                W innym wątku onegdaj dziwiłem się, że na świecie nie przyjął się minidisc,
                który łączył zalety kasety magnotofonowej i CD - taka mała opakowana płyta.
              • pszemcio1 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 22:19
                braineater napisał:

                > nie. po prostu używam. a podstawową cecha każdego przedmiotu powinna być
                funkcj
                > onalność, której cd-ek nie ma za grosz. nie chce ciągle pamiętać o tym, że
                mam
                > go nie łapac w ten sposób, bo zostana paluch, że nie mogę se go luzem
                wciepnąc
                > do szuflady, tylko się musze pierdolić z pamiętaniem o takich bzdurach, że
                cza
                > znaleźć jakies opakowanie typu koperta, albo co gorsza pudełko, które zajmuje
                1
                > 0 razy więcej miejsca niż sam nośnik i momentalnie zwiększa mi burdel w
                chacie
                > o znaczny procent, że nie może spaść na glebę, bo się uszkodzi i że kurwa
                jeszc
                > ze milion jakiś debilnych i kompletnie nieracjonalnych dla uzytkownika
                zakazów
                > i instrukcji obsługi, które w prosty i przejżysty sposób udowadniają, że
                skośni
                > geniusze nie wymyslili funkcjonalnego nośnika, tylko jakieś gówno dla maniaków
                > bez delirium, drżących łapek i mających zboczone podejście do kolekcjonowania
                > przedmiotów, nie muzyki. Kurde, biorąc cedeka w łapę mam takie samo poczucie,
                j
                > ak wtedy, gdy któryś ze najomych chwaląc się swoim rocznym dzieciakiem daje mi
                > go w łapy, żebym potrzymał, czyli paralizującą jazdę pod tytułem: no kurwa zar
                > az mi to jebnie na ziemię i będzie koniec.
                > A kysz...
                >
                > P:)


                tak! albo taki wynalazek jak książka. co za bzdura, ludzie nie kupują książek
                by je czytać ale żeby kolekcjonować jak maniacy od znaczków. Do tego takie to
                niefunkcjonalne, ani w wannie poczytać bo spadnie do wody, kartki się
                posklejają i lipa, ani za blisko ognia bo się spali, ani łapami ubabranymi od
                węgla. wymyślił to chyba jakiś oszołom. no bezczelność.

                w kwestii nośników. jestem gorącym zwolennikiem nośników. jestem na tyle
                bucowaty że jak 90% ludzi muszę organizować sobie świat. Chcę album tortoise?
                sięgam po pudełeczko z napisem tortoise - trzymam je w ręce i onego zapuszczam.
                chcę album Cave'a - sięgam po pudełeczko Nick Cave. Proste jak budowa cepa.
                Spyta ktoś po co skoro możesz miec tysiące plików na kompie? Ano niestety
                muzyka w komputerze dokonała i tak juz zbyt dużego spustoszenia mózgownicy mej
                niewielkiej. nadmiar muzyki, nadmiar możliwości, nerwowe skipowanie z kawałka
                na kawałek bo przeciez ogrom mozliwości, bo przecież tyle tego, bo przecież jak
                nie przyśpieszę to z następnymi nie zdąże. dla mnie nośnik nie jest
                zaprzeczeniem słuchania (w imie kolekcjonerstwa) lecz przeciwnie - dzięki niemu
                jesze jestem w stanie słuchać albumów od A do Z. Demonizowanie CDków to tak
                jakby demonizować książki. Jasne że można poczytac eBooka (treść ta sama
                przecież), ale niektórzy po prostu lubią "robic to tradycyjnie";) I proszę mi
                tu nie wyjeżdżać z teoriami że wydanie albumowe muzyki to tylko zbędna
                nadbudowa, że po ch...j okładka itd. okładka jest często dopełnieniem kwestii
                muzycznych, wprowadzeniem do dzieła, jest zaproszeniem do obcowania będąc
                jednocześnie sztuką samą w sobie.

                Można oglądać zdjęcie na wystawie prac fotografa, można w kompie na programie
                Picasa. Wybór nalezy do każdego, ale proszę mi tu nie stwarzać sztucznych
                problemów tylko z tego faktu, że ktoś nie uzupełnił dziennej dawki browara,
                ręce mu sie trzęsą i nie jest w stanie przełożyć CD z pudełka do wieży bez
                uszkodzenia płyty, tudzież części ciała swojego lub bliskich (joke taki)
                • braineater Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 23:58
                  ależ Pszemcio, ja nie demonizuję, tylko po prostu zwracam uwagę na cokolwiek wkurwiające zabiegi w temacie dostępu do własnej muzyki, która mam w domu. chcąc słuchać muszę pamiętac o tym, żeby po odsłuchaniu wsadzić płytę do wlaściwego pudełka, postawić ja we właściwym miejscu na pólce, bo inaczej przy ilości masowej dostanę cipca próbując ję odnaleźć po raz drugi dzień później przy presłuchac ponownie plus te wszystkie argumenty, co powyżej, że musze uwarzać, chuchać obchodzić się jak z jajkiem, czyli po prostu spierdolić sobie kawał czas, tylko po to, żeby czegoś posłuchać. Ccę album Tortoise, wpisuję w google desktopa toroise i już, chcę Kejwa, robię to samo, a nie zasmiecem se łeb ogromnymi porcajmi inforamcji w temacie, gdzie ja to kurwa ostatni raz widziałem i czy jakiemuś bęcwałowi przypadkiem nie pozyczyłem.
                  O okładkach dyskutowął nie będę, bo to temat rzeka, .jpg w folderze, jak ją już musisz mieć, ma dokładnie tyle samego wspólnego z oryginałem okładki, co masowo powielony wydruk w twojej książeczce, pieczołowicie umieszczonym w przestrzeniożernym pudełku.
                  Co do ksiązek, to zdradzę Ci sikret niewielki -ebooki nie przyjmują się tak serio z jednego względu - nie ma jeszce poręcznego odtwarzacza do tych formatów w których sa zapisane, nie ma ksiązkowego odpowiednika mp3plejerki. Tyle, że to kwestia czasu i tego, że w końcu kiedyś ktoś dojedzie do wniosku, że drzewa z których robi się papier moga sie przydac w innym celu. Ekspansja ebooka zacznie się w momencie gdy taki odtwarzacz zacznie kosztować około 200 zet. Możemy się zabawić w zakład i sprawdzić, za mniej więcej 10 lat, kto miał rację.

                  P:)
                  • mmakowski Re: eBooki 10.05.07, 06:34
                    > Co do ksiązek, to zdradzę Ci sikret niewielki -ebooki nie przyjmują
                    > się tak serio z jednego względu - nie ma jeszce poręcznego odtwarzacza
                    > do tych formatów w których sa zapisane, nie ma ksiązkowego odpowiednika
                    > mp3plejerki. Tyle, że to kwestia czasu i tego, że w końcu kiedyś ktoś
                    > dojedzie do wniosku, że drzewa z których robi się papier moga sie przydac
                    > w innym celu. Ekspansja ebooka zacznie się w momencie gdy taki odtwarzacz
                    > zacznie kosztować około 200 zet. Możemy się zabawić w zakład i sprawdzić,
                    > za mniej więcej 10 lat, kto miał rację.

                    www.learningcenter.sony.us/assets/itpd/reader/
                    Nie spełnia Twoich kryteriów cenowych i (przede wszystkim) póki co nie da się go
                    za bardzo kupić, ale to może być pierwsza jaskółka zapowiadająca rewolucję w
                    kwestii eBooków.
                  • pszemcio1 Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 18:04
                    braineater napisał

                    > O okładkach dyskutowął nie będę, bo to temat rzeka, .jpg w folderze, jak ją
                    już
                    > musisz mieć, ma dokładnie tyle samego wspólnego z oryginałem okładki, co maso
                    > wo powielony wydruk w twojej książeczce, pieczołowicie umieszczonym w
                    przestrze
                    > niożernym pudełku.

                    ta, ja wiem że to powielany druk, ale kto zwróci uwagę na okładkę gdy ma płytę
                    w mp3? mi nie chodzi o sam fizyczny byt okładki, ale o fakt kojarzenia dzieła z
                    okładką. ja tak mam często, nie jestem sobie w stanie słuchac trout mask
                    replica bez połączenia z rybią mordką, nie rozdzielę Superwolfa bez
                    zakrwawionej dłoni. tak mi mózg na zasadzie skojarzeń i dopełnien funkcjonuje,
                    dając jakiśtam pełny obraz.


                    poza tym to co mówiłeś o tym masowym sluchaniu muzyki, właśnie format mp3 ma
                    siłę destrukcyjną bo cechuje go masowość. gdy zapodaje album na nośniku (CD,
                    Vinyl - co tam chcesz) to mam świadomość że to jest jakaś forma celebracji.
                    słuchanie albumu staje śie sferą sacrum w codzienności, godzinnym świętem,
                    przez to czymś wyjątkowym (o kurwa ale patetycznie poleciałem), obejrzeniem
                    zajebistego filmu bez przerw na reklamę, przewijania, czekania na nastęny film
                    itd. a jak winampa zapuszcze to se ne da. se leci. muzyka , jej nadmiar, jej
                    powszechność staje się tak ekscytująca jak mycie garów, tak zwykła jak zakupy w
                    Lidlu. ok, to bardzo subiektywne, pewnie powiecie że problem mam w głowie ale
                    cóż..


                    trochę z innej strony. kupujecie sobie płytę w formacie mp3. no i jak
                    słuchacie? z kompa? przegrywacie na cd? jakieś zajebiste głośniki do komputera?
                    wyciszenie tego buczącego ustrojstwa? poważnie pytam bom ciekawy
                    • braineater Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 18:32
                      to, co do masowości, to po prostu ty sam musisz dokonać selekcji, a nie zasobność twojego portfela. Co do okładki to nic nie broni mieć tego .jpg otwartego na cąły ekran i kontemplowania go w trakcie cąłego czasu gdy słuchasz. Co do słuchania, to po prostu - dobra karta dźwiękowa, dobry cooler, dobre głośniki - wydatek na cąłośc rzędu 1200 do 1500 zet, choc oczywiście można pójśc po cąłości i wpakować nawet 30 i wiecej k.:)

                      P:)
                    • pagaj_75 Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 18:49
                      pszemcio1 napisał:

                      > trochę z innej strony. kupujecie sobie płytę w formacie mp3. no i jak
                      > słuchacie? z kompa? przegrywacie na cd? jakieś zajebiste głośniki
                      > do komputera?
                      > wyciszenie tego buczącego ustrojstwa? poważnie pytam bom ciekawy

                      kiedyś wypalałem na cd-r, ale to i tak na niewiele się zdawało, jeśli i tak
                      musiałem mieć w czasie słuchania włączonego peceta. niedawno mi się polepszyło,
                      mam laptopa, cichego jak trusia. a do tego przezajebiste rozwiązanie, od którego
                      pewnie pierwszemu lepszemu audiofilowi zjeżyłby się włos na klacie, ale dla mnie
                      działa i brzmi bardzo dobrze: żeby totalnie się umobilnić z tym laptopem w
                      obrębie mieszkania kupiłem sobie urządzenie firmy Apple pod tytułem AirPort
                      Express z bajerem o nazwie AirTunes. generalnie urządzenie służy jako router
                      WiFi (sieć bezprzewodowa znaczy się), a dodatkowo wykorzystuje pasmo do
                      przesyłania muzyki z iTunesa na moim kompie do owego malutkiego pudełka, które
                      jest podłączone kablem do wieży. dzięki temu mogę słuchać muzyki w dobrej
                      jakości oraz pisać posty na tym forum nawet siedząc z laptopem na, pardon, kiblu.
                    • pytajnick Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 19:07
                      pszemcio1 napisał:

                      > ta, ja wiem że to powielany druk, ale kto zwróci uwagę na okładkę gdy ma płytę
                      > w mp3? mi nie chodzi o sam fizyczny byt okładki, ale o fakt kojarzenia dzieła z
                      >
                      > okładką.

                      Hehe, chyba też tak mam. Miesiąc temu zmodyfikowałem sobie trochę foobara, co by
                      mi wyświetlał okładkę aktualnie słuchanej płyty i muszę przyznać, że znacznie mi
                      z tym lepiej.
                    • jarecki32 Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 19:42
                      ja nadal obstaje przy "nosnikach" bo lubie te cala ceremonie kupowania,
                      sluchania na roznych samograjach, wymieniania sie z przyjaciolmi, szperania w
                      necie, itd itp, ALE wiekszosc moich albumow jest zripowana na twardy dysk (
                      chocby jako back-up ale takze jako material na skladanki takie jak nasz BBB.)
                      P2P nie mam i nie uzywam, ale nie jest wykluczone ze wkrotce bede klientem
                      takiego serwisu jak spiralfrog.com co chce udostepniac pliki za frajer.
                      Przygotowujec sie powoli na te rewolucje zanabylem w ubieglym roku co nastepuje
                      1. Logitech Z-5500 5.1 ( zajebisty subwoofer 200 W , 25cm, 5 satelitow 5x60W,
                      procesor TXH, Dolby 5.1 surround and more)
                      2. Zewnetrzna karte Creative Labs, ktora pozwala mi zamieniac winyle na WMA.
                      Karta jest potrzebna bo uzywam laptopa, a te maja karty raczej slabe
                      Calkiem powaznie zastanawiam sie nad kupnem softweru do edycji i prezencji (
                      niedrogie a zajebiste)

                      W tym roku postanowilem na dorocznym urodzinowym party zrobic naglosnienie z
                      powyzszego systemu ( do tej pory uzywalem mojego wielgachnego stereo i CD-eki)
                      Juz zaczalem ukladac playlisty do sluchania i do tanczenia z opcjami na rozna
                      pogode i sklad towarzystwa.
                • grimsrund Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 00:06
                  > Picasa. Wybór nalezy do każdego, ale proszę mi tu nie stwarzać sztucznych
                  > problemów tylko z tego faktu, że ktoś nie uzupełnił dziennej dawki browara,
                  > ręce mu sie trzęsą i nie jest w stanie przełożyć CD z pudełka do wieży bez
                  > uszkodzenia płyty, tudzież części ciała swojego lub bliskich (joke taki)

                  Właśnie sobie projekcjonuję Braina odjeżdżającego na ciężki zawał po 4,3
                  sekundach w mojej chacie. Chopie, może nawet tyle byś nie pożył. Kiedyś urwała
                  mi sie cała półka z płytami, pół nocy zbierałem potem po podłodze pudełka i
                  cedeki, próbując dopasować jedne do drugich. W sumie skończyło się nawet nie
                  najgorzej - na kilkaset ofiar tylko dwie poszły na śmietnik (Eels i Saint
                  Etienne konkretnie) :)
                  • braineater Re: Winylom robimy pa, pa 10.05.07, 09:19
                    o to, to. o tym dokładnie mówię:) jak mi padnie dysk, to przynajmniej nie mam złudzeń, wiem, że trzeba wszystko od nowa. Ale rozwiązanie nadciąga wielkimi krokami, czyli coraz tańsze flasze o o rozsądnych pojemnościach typu 16 gb i wincy:)

                    P:)
            • sonia34 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 11:33
              cze67 napisał:

              > No stary, nie przesadzaj. Pięcioletni cedek do kosza? To co Ty z nim robisz -
              > wygładzasz parkiet?
              >
              :D

              A może kolega używa płyt jako podstawkę po herbatę albo kawę? :D

              PS. Mi się płyty CD na razie nie psują, ale kasety tak. Sporo już ich wywaliłam
              do kosza.
              • luukasz4 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 13:43
                Ja nie wiem co jest trudnego w postepowaniu z cedekami. Moje pierwsze plyty
                sprzed 16 lat wygladaja prawie tak samo jak wowcczas. I pewnie za nastepne 16
                lat tez je bede sluchac, jesli tylko bede mial odtwarzacz ( nigdy nie wiadomo
                co nam przyszykuja koncerny i byc moze odsluchiwanie CD za kilkanascie,
                kilkadziesiat lat nie bedzie mozliwe, gdy padna ostatnie kompakty).
                Kaset tez mam kilkaset i tez sie ich nie zamierzam pozbywac, choc ich jakosc, w
                przeciwienstwie do kompaktow na pewno sie pogorszy na skutek rozmagnesowania.
                I wiem jedno - pliki mp3 (czy jakiekolwiek inne) NA PEWNO kiedys szlag trafi,
                bo nie ma dysku ktory by kiedys nie padl.
                • cze67 Re: Winylom robimy pa, pa 09.05.07, 13:51
                  luukasz4 napisał:

                  > Ja nie wiem co jest trudnego w postepowaniu z cedekami.

                  Jak się nie ma ADHD to nie ma problemu:-)
      • jarecki32 Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 13:40
        tak, tak ludzie to takie sentymentalne istoty, nie moga sie pozegnac z winylami.

        Wytwornie winyli nie nadazaja za zamowieniami, w sklepach zaczynaja sie na nowo
        pojawiac gramofony, co to sie panie porobilo !
        Kolega ostatnio robil porzadki w garazu i przy okazji obdarowal mnie trzema
        winylami
        1. The Beatles, Let it be
        2. Pink Floyd, The Wall
        3. J.M. Jarre, Magnetic Fields
        niezle, nie ?
        • tomash8 Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 14:05
          ...a w Polsce oczywiście zamknięto wszystkie tłocznie i trzeba tłoczyć w
          Czechach lub Finlandii. A kasety? są całkiem ok, ale jednak trzeba mieć dobry
          magnetofon, inaczej taśmy szybko się zniszczą. Poza tym z kaset najlepiej się
          słucha panka:)
        • noizzy Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 14:34
          Ja też chciałbym zostać tak obdarowany :) Będę musiał porozmawiać ze wszystkimi
          znajomymi, którzy mają garaże...:P:P

          A co do samego tematu:

          Zgadzam się, że kasety muszą zniknąć, tak jak samochody zastąpiły dorożki etc.,
          ale... co prawda płyta kompaktowa została wynaleziona przed moimi narodzinami,
          jednak stare kasety, które dostałem "po rodzicach", i te które sam jeszcze
          nagrywałem, mają w sobie jakąś magię.

          A dla wszystkich, którzy lubią rankingi i zestawienia (czyli 90% "truskawkowych
          ludzi":P) nośniki muzyki (rym niemalże hip-hopowy ;)) według ich "magiczności":

          1. winyl, winyl, winyl!
          2. kaseta szpulowa (tak to się chyba nazywa?) - miałem okazję posłuchać 2 czy 3
          razy, ale zapamiętałem ;)
          3. "klasyczna" kaseta magnetofonowa
          4. płyta kompaktowa
          5. mp3 - funkcjonalne, ale... łeeeee...;)

          Może nie powinno się przywiązywać wagi do nośnika, ale jednak... coś w tym musi
          być, że samo włożenie winyla do adaptera ma sobie coś rajcującego, a kliknięcie
          w winampie jest odarte z jakiejkolwiek "cudowności".
          • jarecki32 Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 14:48
            taa, winyle w ogole bylyby cudowne gdyby nie
            gdyby nie,
            gdyby nie,
            gdyby nie,

            (palacz)
          • roar Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 15:02
            noizzy napisał:

            > A dla wszystkich, którzy lubią rankingi i zestawienia (czyli 90%
            > "truskawkowych ludzi":P)

            Iii tam. Tu już nikt nie lubi rankingów. Poobrażali się, albo co.
          • mmakowski Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 15:10
            > nośniki muzyki (rym niemalże hip-hopowy ;)) według ich "magiczności":
            >
            > 1. winyl, winyl, winyl!
            > 2. kaseta szpulowa (tak to się chyba nazywa?) - miałem okazję
            > posłuchać 2 czy 3 razy, ale zapamiętałem ;)
            > 3. "klasyczna" kaseta magnetofonowa
            > 4. płyta kompaktowa
            > 5. mp3 - funkcjonalne, ale... łeeeee...;)

            2. to po prostu tasma na szpuli, nie kaseta. Widze, ze owa "magicznosc" jest
            wprost proporcjonalna do wieku technologii
            • luukasz4 Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 17:43
              Ee tam, najbardziej magiczne to sa mp3.
              No bo tak - plyta winylowa- wiadomo, muzyka zapisana w rowkach, nawet je widac.
              Tasma- tez mozna to sobie latwo wyobrazic.
              Plyta CD- tez rowki, tyle ze mniejsze
              A mp3? klikasz myszka na jakis obrazek na ekranie i slyszysz muzyke, A skad
              ona? Ja tego nie rozumiem. Po prostu magia :-)
              • pytajnick Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 17:45
                luukasz4 napisał:

                > A mp3? klikasz myszka na jakis obrazek na ekranie i slyszysz muzyke, A skad
                > ona? Ja tego nie rozumiem.

                A ja rozumiem.
              • pagaj_75 Re:czwarta mlodosc winyli 09.05.07, 20:46
                luukasz4 napisał:

                > Tasma- tez mozna to sobie latwo wyobrazic.
                > Plyta CD- tez rowki, tyle ze mniejsze
                > A mp3?

                A mp3 są zapisane albo na dysku czyli nośniku magnetycznym (trochę innym niż
                taśma, ale jednak fizyczne podstawy są tu podobne) albo na CD (czyli rowki, tyle
                że mniejsze ;)) albo jeszcze gdzie indziej. Sposób zamiany zapisanej informacji
                na dźwięk podobny jak w przypadku CD audio. Więc nie bardzo widzę, gdzie ta magia.

                Ja mam trochę kaset, których już właściwie nie słucham. Kiedy jakieś 6 lat temu
                sobie kupowałem sprzęt grający i jednym z klocków do wieży był deck magneto, to
                już wtedy znajomi się dziwili, że po co, a ja ich przekonywałem, że się przyda i
                że będzie używany. Okazuje się, że to oni mieli rację.
                Teraz ewentualnie niektóre rarytasy z tych taśm sobie zgram na komputer i wypalę
                na CD.
                Ale ostatnio pomyślałem, że mógłbym wykorzystać magnetofon przy produkcji
                muzyki, jako taki efekt przybrudzający brzmienie. Czyli nagrywam sobie swoje
                dźwięki na taśmę, trochę ją niszczę ;) a potem sampluję z powrotem na komputer.
                Może być zabawnie. Tylko najpierw muszę mieć co nagrywać na te kasety ;P

                Ale sentymentu do taśm (tych w kasetach i na szpulach) oraz winyli jakoś nie
                mam. A sporo czasu spędziłem dziecięciem będąć przy swoim ZK-140 (próbując
                sklejać na taśmach swoje pierwsze "remiksy"), przy radiomagnetofonie Wilga i
                przy adapterze, którego rasy nie pamiętam. Jakbym miał dzisiaj zostać DeJotem,
                to pewnie bym grał muzykę z komputera, np. z programu Ableton Live. Czyli mało
                oldskulowo. Nawet muzykę klubową zbieram ostatnio w mp3, jak ostatni lamer,
                hehe. (niech żyją eMusic, bleep i beatport)
    • polleke Ale mi ciśnienie skoczyło 09.05.07, 21:20
      Bo w pierwszej chwili przeczytałam "Kobietom robimy pa, pa" :|
      • sonia34 Re: Ale mi ciśnienie skoczyło 09.05.07, 21:22
        polleke napisała:

        > Bo w pierwszej chwili przeczytałam "Kobietom robimy pa, pa" :|

        LOL :D
        • luukasz4 Re: Ale mi ciśnienie skoczyło 09.05.07, 22:01
          hmm, to miał być taki żart, z tą magią mp3
        • ilhan Re: Ale mi ciśnienie skoczyło 10.05.07, 08:42
          sonia34 napisała:

          > polleke napisała:
          >
          > > Bo w pierwszej chwili przeczytałam "Kobietom robimy pa, pa" :|
          >
          > LOL :D

          To byłby pierwszy w historii forum, prawdziwie sensacyjny coming out :|

          Poważnie i w temacie. Kaset posiadałem wiele, większości pozbyłem się dawno, niestety, z racji bycia sentymentalną pierdołą, nadal trzymam kilkadziesiąt. Nie wiedzieć czemu, bo do słuchania się to nie nadaje. Empetrójki o bitrate 64 kbps brzmią pewnie lepiej niż mój ORYGINAŁ "Disintegration". Oprócz tego sporo kaset z pojedynczymi piosenkami lub połówkami albumów (cykl "Pół perfekcyjnej płyty" z 2000, zresztą miejscami genialny) pozgrywanymi z radia. Tych też mi szkoda. Trzymam nawet jeszcze kilka jakichś piratów z początków lat 90., takich, które kupowało się za równowartość czekolady i mniej więcej do tego się dziś nadają, do czego nadawałaby się po piętnastu latach kupiona wówczas czekolada.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka