carmody
31.07.07, 13:02
Obcuję ostatnio często z ekranem. Ekran najcześciej świeci mtv i innymi
muzycznymi wyziewami ze świata zgniłej popkultury. No i super, bo poznałem
wypaśny nowy singiel Justina, nuci mi sie Nelly Furtado, choć denerwujący to
numer po maksie. Ale przyuważyłem też zalecaną mi przez znajomych panią
Winehouse. Znajomi mówili mniej więcej - fajny soul w wersji pop, co go
śpiewa brzydka pani. Chujatam. Pani mi się podoba, i w tej zchlorowanej i
przećpanej wersji z dziarami i dziurami w zębach nawet bardzo. A śpiewa
zajebiście docackane bluesy, soulfanki i tego typu songi. O ile Eryki Bhadu i
Jille Scotty lubię posłuchać jak już gdzieś ktoś wlepi, to całych płytek mi
się nie chce. A pani Amy nagrała album, który może lecieć w kółko, i mimo
przebojowości materiału nie nudzi się nic, a nic. W dodatku jak się go
słucha, to nie chce się przestawać pić. I to jedyna jego wada/zaleta (uhh,
ostatnio raczej wada). A że jest lato, co powita na to?