Dodaj do ulubionych

The Cancer Conspiracy

28.09.07, 13:26
Od wczoraj mam na uszach album "The audio medium" z 2002 roku grupy
(a w zasadzie tria) The cancer conspiracy. Grupa ze Stanów, a
konkretnie jednego chyba Vermont. To niemożliwe że nikt go nigdzie
nie puszczał na okrągło i że dowiedziałem się o nim przez żmudne
dłubanie na jakimś prowadzonym przez zaczadziałe od trashmetalu
dziecięcie z pożółkłymi od papierosów bez filtra paznokciach blogu z
płytami gdzie na okładkach są róznego rodzaju gówna kości i inne
szczątki. To jest wszędzie wykazywane jako że niby pochodzi od King
Crimson i Yes i maniery lat 70. Tego też nie kumam. Jakiś facet
sobie przyciał w pisuarze narządko i krawiło biedactwo jak opisywał
zespół bo mu druga półkula się wyłączyła. To nie oddaje. Bardziej mi
pasuje wypośrodkowanie miedzy Slint a Tarentel ale posadowione nieco
wyżej. Klimat ma ciekawszy niż Tortoise. Jestem pod mega wrażeniem i
właśnie odkryłem swój album roku 2002 w 2007. Nie umiem tego lepiej
opisać.
z tego co wyczytałem faceci nagrali materiał na jeszcze jedną płytę
ale można to znaleść tylko w sieciach P2P, a zespół się rozpadł/
takie utwory jak Loft Complication
czy Silent of underwater Trafic
czy Conversation with a wall
są po prsotu mega zajebiste i płyta nie ma słabego momentu.

to jest dla mnie album na lata.

youtube:
www.youtube.com/watch?v=inLFXqSuo48
wiki
en.wikipedia.org/wiki/The_Cancer_Conspiracy
a na pompach są pompy.
Obserwuj wątek
    • glebogryzarka1 Re: The Cancer Conspiracy 28.09.07, 21:58
      notka z wiki odstraszająca, ale fragment z tuby świetny. dziwne.
      • obly Re: The Cancer Conspiracy 29.09.07, 00:08
        tez tego nie kumam. a pro po.
        w sumie to sie od dawna zastanawiam co u Ciebie się dzieje. bo to
        jest trochę tak że kompinowałem sobie w myslach że kolega jakoś
        ostatnio nie tyle zamilkł co go przemyślenia dopadły paskudne
        jakoweś i w sensie futurystycznego przepytywania, bom fan okrutny,
        ciekawym nad czym się waćpan głowisz aktualnie.
        domniemywam właściwie ciszę przed burzą.


        teraz jakby do wątku powracam i chciałbym powiedzieć dlaczego nie
        lubię The car is on fire. wczesniej nie tylko tego nie wiedziałem
        ale mnie to w ogóle nie interesowało (teraz też jakby nie
        interesuje) ale w archiwach porcysia znalazłem recenzję tegoż albumu
        napisaną bodajże przez Dejnarowicza który w tym fajerze na vocalu
        się dymi że tak przygadam. I który zamiast o albumie napisał właśnie
        o Dejnarowiczu poświecajac jedynie jeden akapit dosć niekompetentnym
        upławom swojego umysłu który przelewał mu sie przez palce jak siki
        przez jeża. To jest wybaczalne przy płytach średnich, natomiast przy
        pewnym posiadaniu odrobiny wrażliwości nie mówię zaraz o pochylaniu
        głowy, ale choćby próbie uważności przy słuchaniu a nie skupienie
        sie na kontemplacji swojej przydeptanej przez własne jajca głowie.

        lineka nie będe promował.

        hej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka