pagaj_75
30.09.07, 23:45
Ja wiem, że poza mną może jeszcze ze 3 osoby na tym forum zastrzygą
uszami na ten album, bo w koncu komu by się chciało słuchać jakiegoś
Meksykańca z laptopem, ale hak Wam w smak bo nie wiecie co tracicie
:P
Po genialnym debiutanckim "Martes", pozostawiającej pewien niedosyt
"Utopii" i ładnej, ale będącej swego rodzaju powtórką z rozrywki
"Remembranzy", Fernando Corona, w którego (przyznaję) trochę
zwątpiłem, obudził się i zdecydował się uczynić krok do przodu ze
swoją muzyką. No i znowu jest genialnie, przynajmniej momentami.
Gdyby Stanley Kubrick żył i kręcił teraz swoją Odyseję kosmiczną, to
mógłby śmiało użyć jako ilustracji dźwiękowej płyty Murcofa.
Monumentalne i patetyczne to chwilami, może nie tak niedopowiedziane
jak "Martes", ale robi wrażenie. Zwłaszcza finałowy "Oort", z
dzikimi atakami organów i wiolonczeli. Kosmos zaiste.
Wprawdzie pierwsze dwa kawałki nie zapowiadają wielkich zmian, bo są
jakby powtórką z powtórki, ale od numeru trzy jest cudnie. Jedna z
płyt roku na pewno. I ląduje zaraz na pompach wiadomych ;)